Jej historią jest świat współczesny. Jej dzieci to my.
Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a oczami Polaka – stara mleczarnia, martwy cieć, zapomniany kalendarz i wieża w środku lasu.
Wchodzisz w to? Zresztą, już jesteś. Wszyscy jesteśmy – stalkerami. Dziećmi Sarkofagu.
Tutaj wrogiem jest zło, które może czaić się tuż obok, za naszymi plecami. Może przyjmować różne postaci, imiona i kształty; jednak najstraszniejszym, co możemy spotkać w Zonie - jest człowiek.
Wstaje nowy dzień. Czy przeżyjesz go - całym sobą?
It started well enough and the atmosphere of the Zone is built quite well. However it quickly loses it's effect as the stories start to get samey and the protagonist alone is just not interesting enough to carry the story on his own, especially as there aren't many characters to interact for him and he also doesn't get that much character development. I liked the tidbits and foreshadowing of the larger universe here (I have never played any of the Stalker games) but it also seems to go nowhere. All in all the book was somewhat enjoyable but quite bland and I feel I'll forget quite soon about it.
Ale to było epickie. Nie spodziewałem się, że da się tak dobrze zrobić książkową adaptację growego uniwersum. Gry mają to do siebie, że jak żadne inne medium dają ogromną swobodę. Przeniesienie otwartego świata z gry wideo do książki wydaje się zatem zadaniem arcytrudnym, zwłaszcza w przypadku S.T.A.L.K.E.R.a, który nie dość, że cechuje się wyjątkowo otwartym światem, to jest to świat wyjątkowo pusty i nieprzyjazny. Czy zatem autor podołał wyzwaniu? I tak i nie. Opisy są bogate i niesamowicie oddziałowują na wyobraźnię. Da się zwizualizować w głowie środowisko umierające, takie, w którym życie to ciągła walka o przetrwanie. Problem leży natomiast w tym, że książka podzielona jest w taki sposób, że każdy rozdział to osobna lokalizacja. Tworzy to wrażenie korytarzowości. Moim zdaniem wprowadzenie do utworu motywu podróży i danie Miszce szansy na kilka oklepanych życiowych refleksji zlikwidowałoby ten problem. Natomiast, czy przeszkadza to aż tak bardzo? Zdecydowanie nie. Kolejne strony połykałem z nieprzemijającym zaciekawieniem. Opisy batalistyczne były bezbłędne, a Miszka to totalny badass, który mimo, że jest bardzo nierealny i nieco w swoich cechach przerysowany, to jest bardzo barwną postacią i świetnym narratorem. Ciekawa i atrakcyjna propozycja dla fanów post apo i nie tylko.
Zaskakująco dobry pierwszy tom cyklu stalkerowskiego; książek a'la zbiór fanficów z akcją osadzoną w Zonie. Barwny język, wciągająca fabuła i charakterni bohaterowie - idealna książka do poczytania dla rozrywki. U mnie sprawdziła się idealnie w środkach komunikacji miejskiej i przywróciła ochotę na powtórne ogranie ostatniej części gry z wyżej wspomnianego uniwersum. Czuję się zachęcona, by ostrożnie - uważając na anomalie - sięgnąć po więcej i posłuchać Zewu Zony.
Dlaczego? O tym niżej. Pierwsza moja książka tego autora w świecie uniwersum STALKERa, a dodam, że wcześniej nie grałem w gry o tej tematyce. Dlatego też moje spojrzenie może nieco odbiegać od fanów stalkerowskich gier.
Szczerze mówiąc do stalkerskich książek Michała Gołkowskiego (którego nota bene uważam za dobrego pisarza) czytało się dość ciężko. Tzn. "fajna i w ogóle", ale ta pierwszoosobowa narracja nie pozostawia uczucia diamentowej dokładności odwzorowania jaźni bohatera. Narracja prowadzona jest w sposób irytujący - "teraz wchodzę przez drzwi, patrzę w lewo, zabijam potwora, przeładowuję, idę dalej, patrzę na słońce, przypominam sobie dzieciństwo, idę dalej, mijam drzewo". Nie, nie jestem fanem tak dokładnego opisywania każdej sekundy wydarzeń, ze szkodą dla fabuły.
Co do fabuły rysuje się (pomimo dziwnej narracji) dość ciekawie, choć właśnie przez taki język dość mgliście. Autor skupia się na projekcji samego siebie w bohaterze, a nie wyjaśnianiu czy rozwijaniu fabuły. Miszka (główny bohater) spotyka różne postacie, wykreowane dobrze, mające swoją historię, prezentujące się dobrze. Świat jest mniej lub bardziej wyrazisty (zależy czy idąc przezeń bohater kontempluje ilość konserw w plecaku, czy otaczającą rzeczywistość). Idziemy więc z Miszką przez zonę choć nie bez grymasu bólu na twarzy, chcemy wiedzieć co dalej i jaki jest cel podróży głównego bohatera.
Książkę przeczytałem, ale bez brawury i szaleństwa zachwytu. Jest OK, może nawet w pewnych momentach wciągająca (serio, niektóre opisy starć są niezłe), ale bez przesady. Aż dziwne, że autor bardzo dobrze napisanych stalowych szczurów (błoto) wydaje przeciętną książkę z aspiracjami na dobrą.
Z tych i innych powodów miałem mieszane uczucia. Gołkowski ma coś w sobie, że podczas czytania tej książki wkurzasz się, a potem i tak kupisz następną część.
Tak monotematycznie, absolutnie nie babsko, tym bardziej nie romantycznie, ale znowu ruszam do Zony (coś ciągle ciągnie mnie właśnie w tym kierunku). Tym razem nie tej rodem z Uniwersum Metro, ale tej z serii gier S.T.A.L.K.E.R.
Zanim Ołowiany świt Michała Gołkowskiego się przedstawi, to o Zonie i Stalkerze słów kilka.
Pamiętacie jeszcze o Czarnobylu? No to teraz wyobraźcie sobie, że niemal dwadzieścia lat później na tych samych terenach mamy drugą katastrofę nuklearną. Powstaje Zona z całym swoim “dobrodziejstwem”. Wszędzie panoszą się mutanty, zombie, co rusz natykamy się na anomalie (trampoliny, żarniki, grawikoncentraty), ale przede wszystkim nad całą Zoną przetaczają się tzw. “emisje” – coś na wzór promieniotwórczego huraganu wypalającego mózg. Zona otoczona jest kordonem wojskowym, by nikt do niej nie wchodził i z niej nie wychodził. Ale jak dobrze wiemy to, co zakazane, smakuje najlepiej więc w Zonie pojawiają się Stalkerzy – tacy współcześni poszukiwacze skarbów (artefaktów).
Czas więc przedstawić Miszkę (Misia), głównego sprawcę zamieszania w Ołowianym Świcie, a także pierwszy polski akcent w Uniwersum S.T.A.L.K.E.R. Wiemy o nim nie wiele. Młody, wykształcony mężczyzna z dużego miasta z dobrą pracą, mieszkaniem i samochodem. Można powiedzieć, gość ma wszystko. Nic tylko bawić się i żyć. Ale jednak Misiek pewnego pięknego dnia nie mówiąc nic nikomu, pakuje manatki i rusza na granicę ukraińsko-białoruską w kierunku Zony. Obecnie możemy spotkać go jak “szlaja” się tu i tam po Zonie, odkrywa jej sekrety, zbiera artefakty i stara się przeżyć.
Książkę czyta się szybko. Płynnie przechodzi się przez trzynaście kolejnych opowiadań, które łączy postać głównego bohatera. Nie ma przynudzania, zbędnych opisów, a dzięki narracji pierwszoosobowej można poczuć się momentami jakby samemu dzieliło się los Miszki. Według mnie to bardzo udany debiut, który zadba o odpowiedni dreszczyk emocji u wszystkich fanów postapo.
Książka, która powinna spodobać się fanom gier z uniwersum S.T.A.L.K.E.R'a i nie tylko. Książka prócz kilku momentów lekko absurdalnych (m.in. Rozdziały Idiotka i Idiota) trzyma wysoki poziom. Chyba niepotrzebnie porównywałem ją do Metra 2033 Gluhovsky'ego, bo mimo podobieństw te dwa światy różnią się diametralnie. Do bohatera można czuć sympatię, do jego druhów z Zony także. Jedym słowem wciągająca historia, ciekawi bohaterowie. Jednak bez wad się nie obyło więc tylko 4/5.
Drugi raz już zmieniam ocenę. Książkę czyta się szybko. Wybierając ją miałem nadzieję na takie właśnie czytadło. I "Ołowiany świt" jest takim czytadłem. Według systemu ocen GoodReads dwie gwiazdki znaczą "it was ok". Problem polega na tym, że pomimo całkiem przyjemnego przepłynięcia przez książka "it was not ok". Nie wymagająca głębszej analizy fabuła, strzelanie do potwór i świat postapo? Super. Częste podawanie szczegółowych danych na temat jakiejś broni, wraz z używanym przez nią kalibrem amunicji, na dłuższą metę nuży. Narrację mamy pierwszoosobową, naprawdę w ten sposób myśli człowiek, który ucieka akurat przed kulami? Druga sprawa: my Polacy jesteśmy super, ale Zachód to pedały, nawet pada chyba nie raz takie określenie, a Ruscy do swołocz. Trzeba jednak przyznać, że nie każda postać "ze Wschodu" jest przedstawiana w ten sposób. Ostatnia rzecz to postacie kobiece, a właściwie jedna. Dura pojawia się w dwóch opowiadaniach, Miszka ją ratuje, po drodze wali ją w twarz przy kilku okazjach i przy okazji stwierdza, że w sumie to fajną dupę ma. Męski bohater ratuje ratuje głupiutką kobietę. W pewnym momencie dostajemy wskazówkę, że może jednak Misza nie prześpi się z Durą. Nie no, jasne, że się z nią prześpi. O ile pozostałe rozdziały były w miarę ok, jako lekka lektura, to części ,w których pojawia się Dura czytało się jak słabej jakości fanfic.
Na początku wystawiłem trochę wyższą ocenę, ale po dłuższym zastanowieniu i przeczytaniu drugiego tomu ("Drugi brzeg") stwierdzam, że nie ta książka nie zasługuje na wyższą ocenę. No niestety, GR taką skalę, że przy dwóch gwiazdkach wciąż książka jest ok, a ta nie była ok.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Wielu z was pewnie grało w gry fps z cyklu Stalkera gdzie penetrowało się zonę i próbowało przeżyć spotkania z mutantami czy bandytami. Sam grałem tylko w jedynkę ale według mnie uniwersum to najlepej na świecie oddaje poniższa lektura autorstwa Michała Gołkowskiego, twórcy Stalowych Szczurów.
Odkąd Zona Czarnobylska obwieściła światu swe istnienie poprzez radioaktywny kataklizm z którym pojawiły się krwiożercze mutanty i nie mniej groźne anomalie, zaczęli się do niej zjeżdżać awanturnicy, wyrzutki, poszukiwacze przygód i adrenaliny których ochrzczono stalkerami. Jednym z nich jest polak imieniem Miszka, doświadczony już weteran, zorganizowany, ostrożny profesjonalista, co dziennie ma do czynienia z niebezpieczeństwami w trakcie poszukiwania artefaktów- tworzonych przez anomalie minerałów o nadnaturalnych możliwościach. . Historia ta opowie o kilku jego przygodach, przyjdzie mu się zmierzyć z między innymi zombiakami, bandytami, groteskowymi pasożytami oraz czarnobylską wersją Elsy z Frozen.
Zalety - Ukazanie uniwersum. Mutanty tutaj to nie tępe boty a żywe stworzenia, bohater ciekawy z charakterem i osobowością, zabawnie z sarkazmem i cynizmem komentuje rzeczywistość i to co go spotyka, inne postacie też dobrze zarysowane. - Realistyczne opisanie broni, geeki militariów będą zachwyceni - Opisy lokacji i miejsc które odwiedza bohater. - Rewelacyjna narracja pierwszoosobowa.
První díl knih ze série inspirované kultovní hrou a ještě kultovnější knihou. zejména v Polsku. Setkáváme se tu s polským stalkerem a se všemi mutanty, které si pamatujeme z hry. Někdy v půlce knihy se náš hrdina zachrání prdelku jedné pěkné ruské slečně ale naštěstí příběh nesklouzne do nějaké červené knihovny. Autorovi se podařilo perfektně zachytit atmosféru Zóny a specifika komunity stalkerů. Dozvídáme se i různé informace z historie Zóny a také jejich obyvatel. jak těch živých, tak těch o kterých se to tak jasně říci nedá. Příjemné je, že všechny postavy mají svoje specifika a sem tam dozvíme i něco z jejich minulosti. Na rozdíl od některých jiných příběhů z tohoto žánru, to nejsou nějací rambové ale lidé z masa a kostí, kteří cítí bolest a krvácejí. A to hodně často.
Zostałem miło zaskoczony brakiem przestojów w książce. Wpadamy z bohaterem od razu w środek akcji i tylko przystanki między rozdziałami dają chwilę na odetchnięcie. Jeśli ktoś spodziewa się Strefy w stylu Strugackich, to niestety nie jest ta strefa. Akcja jest mocno osadzona w rzeczywistej geograficznej strefie wokół reaktora w Czarnobylu, a tylko anomalie można podciągnąć pod te z Pikniku na skraju drogi. Za to powinna spodobać się ludziom, którzy znają Strefę z gier S.T.A.L.K.E.R.
Książka ciekawa ale nic poza tym. O tyle mnie zaciekawiło o ile podoba mi się sam klimat. Jeśli chodzi o fabułę to jakaś jest ale nie powiem żeby w jakikolwiek sposób wciągała. Ot zwykła książeczka na nudny wieczór. Polecam jako przerywnik pomiędzy dojrzalszymi produkcjami. Walki, mutanty, prymitywne dialogi i na tym się kończy Ołowiany świt...
słabo zarysowany wątek główny - to jedyny zarzut jaki mam do tej książki. nieznajomość gry kompletnie nie przeszkadza świeżo upieczonemu entuzjaście realiów postapokaliptycznych. tytuł lekki, przyjemny, szybko się czyta. polubiłam miszkę, polubiłam zonę i wracam do nich w drugim tomie jeszcze w tym tygodniu.
Ciekawe; sam na sam z głównym bohaterem przemierzającym fantastyczny/półfantastyczny świat Zony... Po przeczytaniu, gdy wszedłem do lasu, wolałem obrócić się za siebie drugi raz, tak na wszelki wypadek... ;)
Jej historią jest świat współczesny. Jej dzieci to my.
Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a oczami Polaka – stara mleczarnia, martwy cieć, zapomniany kalendarz i wieża w środku lasu.
Wchodzisz w to? Zresztą, już jesteś. Wszyscy jesteśmy – stalkerami. Dziećmi Sarkofagu.
Tutaj wrogiem jest zło, które może czaić się tuż obok, za naszymi plecami. Może przyjmować różne postaci, imiona i kształty; jednak najstraszniejszym, co możemy spotkać w Zonie - jest człowiek.
Wstaje nowy dzień. Czy przeżyjesz go - całym sobą?
Ze wszystkich książek, jakie miałem okazję oceniać - to właśnie takie jak "Ołowiany Świt" nastręczają mi najwięcej problemów. Nie jestem w stanie powiedzieć, że była to książka dobra. Czy to znaczy, że źle się przy niej bawiłem, a każda następna strona była zmaganiem? Też nie - przeczytałem ją tak naprawdę w ciągu 3 dni, co przy moim ostatnio mocno okrojonym wolnym czasie, stanowi wynik niebagatelny.
Universum Stalkera jest dla mnie atrakcyjne, chociaż samej gry fanem nie jestem. Lubię za to Metro 2033, klimaty post apo i swoistą słowiańszczyznę. Tutaj jednak autor mnie nie kupił - mimo sprzyjających warunków. Zona wydaje mi się sztuczna, przerysowana, a jednocześnie mało interesująca. Tom ten zresztą jest tak naprawdę chronologicznym zbiorem opowiadań i realnie interesująca robi się dopiero na koniec.
Sam bohater ni grzeje mnie, ni ziębi. Ot przeciętniaczek. Postaci poboczne też raczej w pamięci nie zostają.
Z drugiej zaś strony językowo, chociaż daleko temu autorowi do jakiegoś wyszukanego kunsztu, jest przyjemnie. Czyta się to płynnie i szybko. Sam w sobie klimat i kilka fajnych rozwiązań też nieco ratuje.
Ogółem - jeśli miałbym wystawić ocenę na podstawie wyszczególnionych po kolei cech, byłoby pewnie 4+/10. Gdybym miał ocenić bezrefleksyjną przyjemność z czytania, było by pewnie 6+/10. Dlatego ostatecznie niech będzie 5 +, a więc według ocen lubimyczytać.pl, lekko wyróżniający się przeciętniaczek.
Kompletnie się tego nie spodziewałam. Kiedy brałam tę książkę myślałam o niej, jako o dokumencie przedstawiającym fakty wplecione w rzeczywistą fabułę pozbawioną fikcji. I bardzo się myliłam. Dostałam coś niesamowitego, choć przyznam, że tak naprawdę na początku nie wiedziałam, co się dzieje. Bardzo obrazowe sceny, dzięki którym dosłownie widziałam te mięsaki i świniaki. Zdecydowanie więcej działo się w drugiej połowie (mój ulubiony rozdział - "Świniarnik". Dynamiczna, osobliwa, trochę zawiła. Z każdym nowym rozdziałem jesteśmy gdzieś indziej i jesteśmy wrzucani w całkiem nową sytuację i akcję, w której musimy się odnaleźć, ale dzięki nietypowej narracji dajemy radę. Bardzo inna, ale równocześnie intrygująca i dobra pozycja.
Ech z chęcią dałabym więcej gwiazdek, bo w książce doskonale zarysowany jest klimat. Dla fana klimatów postapo i zony - dwie gwiazdki śmiało do góry. Dla mnie główną przeszkodą żeby tak zrobić, jest słaba fabuła. Czytając, czułam się jak w dobrze wymodelowanej grze komputerowej z rewelacyjnymi efektami - ale bez żadnych wyreżyserowanych przygód - ot mogę sobie chodzić po tym świecie, zwiedzać go, ale nie ma nic, co by mnie mogło wciągnąć. Niemniej jednak - nie odpuszczam pozostałych części.
W porównaniu do innych odsłon serii ta lektura bywała momentami nudna. Przedstawienie Dury chwilami aż skręca z zażenowania - nie uwierzę, że ktoś byłby na tyle durny by próbować dostać się ubrany we wdzianko a’la Lara Croft - Szanujmy się… W ogólnym rozrachunku lektura całkiem przyjemna ale miewała słabsze momenty.
Myślałam, że przeczytam dobrą książkę postapo w klimatach ulubionej gry z lat młodości. Niestety w większości dostałam tanią podróbę gry z dodatkiem nijakiej kopii Toma Clancy'ego. A szkoda, bo kilka osób książkę mi polecało - widać tytuł nie dla mnie.
Jeśli ktoś chce wiedzieć jak książka może być filmowa, a jednocześnie korzystać ze wszystkich korzyści jakie tylko książki mają to polecam tę lekturę. A postać samego stalkera godna wiedźmina. Dawno nie widziałem wykreowanego bohatera tak pełnego krwi i kości.
Bardzo fajnie zbudowany świat, plastyczne opisy pozwalają wyobrazić sobie zonę i żyjące w niej stworzenia. Jak dla mnie trochę za mało siw znam na sprzęcie wojskowym i broni żeby w pełni docenić i zrozumieć o czym mowa, więc momentami trudno było mi się skupić na fabule.
Jestem w szoku jak dobrze się to czyta, mimo że jest to zbiór luźnych opowiadań lekko nawiązujących do siebie za którymi nie przepadam. Książka naprawdę wciąga i czyta się ją jednym tchem... u mnie to były tylko trzy podejścia ;)