Niemal rasowe space operki, napisane gładko, chwilami nawet całkiem dowcipnie, z interesującymi pomysłami i na ogół wartką akcją, tyle że zauważalnie monotematyczne i błyskawicznie wietrzejące z głowy. Co gorsza - im więcej czasu upływa od lektury, tym silniejsze kluje się przeświadczenie, że te interesujące z pozoru pomysły są tak na dobrą sprawę dość mętne i niewarte głębszego pochylania się nad problemem.
"Pamiętnik" to ewidentnie pod koniec przeciągnięta i na siłę udowcipniona krotochwilka o ekspedycji badawczej, która w wyniku awarii statku grzęźnie na ziemskiej orbicie i zabawia się na naszej planecie - za czasów archaicznej Grecji - w bogów. "Test" to namiastka historii szkatułkowej, opowiadająca o tym, że ci, co sprawdzają poziom ziemskiej cywilizacji, sami też są obiektem testu ze strony znacznie bardziej zaawansowanej cywilizacji. "Pech" jest oparty na wyjątkowo niejasnym pomyśle o tym, że obecność wśród ludzkości osobnika nieemanującego jakiegoś konkretnego typu promieniowania świadczy o tym, że jest to przedstawiciel innej, obserwującej rozwój ziemskiego społeczeństwa cywilizacji. "Ludzie jak... złodzieje" są całkiem sympatyczną historyjką o natknięciu się ziemskiej ekspedycji na wymarłą, zautomatyzowaną bazę obcych, nie należy jednak liczyć na to, że sam koncept bazy został oparty na jakimś głębszym przemyśleniu (skąd niby miałyby się w tej bazie znaleźć przedmioty z Ziemi, i to opisanych gabarytów?). "Tak bardzo chciał być człowiekiem, że..." daje ciekawą socjologicznie koncepcję ludzkości wypranej z emocji i wspomaganej komputerowo w takim stopniu, że już trudno mówić o samodzielności podejmowanych decyzji. "Cała radość życia" - najdłuższe opowiadanie zbioru - opisuje eksperyment związany ze stymulowaniem rozwoju sztucznie stworzonej cywilizacji; niestety, gdy się głębiej nad tematem zastanowić, to rdzeń pomysłu i związana z nim finalna konkluzja są zauważalnie abstrakcyjne (czy naprawdę cywilizacja złożona z samych androidów mogłaby być traktowana na równi z ludzką?). Wreszcie ostatni tekst, "Zwiadowca", mimo wszystko rozczarowuje przekombinowaniem (jakieś ludzkie superzmysły, operowanie setkami tysięcy lat rozwoju cywilizacji ziemskiej w kosmosie, tysiącami parseków i wielokrotnościami prędkości światła).
Dopóki się więc czyta książkę, wszystko jest w porządku. Najgorsze zaczyna się po jej ukończeniu - gdy na przykład zacząć się zastanawiać nad sensownością konkretnych pomysłów czy nad możliwością polecenia znajomym któregoś z opowiadań. Dopiero wtedy okazuje się, że nie za bardzo jest tu co polecać...
„Każdy organizm, który przestaje się rozwijać, umiera. To tylko kwestia czasu.”
wszystkie historie dawały mi inne, unikalne odczucia jednak dopiero złożenie ich wszystkich w całość daje finalny obraz przesłania jakie niesie ta książka. mimo, iż „cała radość życia” troszkę mi się dłużyło, to finał zawarty w „zwiadowcy” urzekł mnie całkowicie i zrekompensował wszystkie wady.
książka mówi o rozwoju ludzkości, którego doświadczamy tak naprawdę w miarę czytania kolejnych historii. to niesamowite uczucie rozumieć każdą historię jako osobny byt oraz jako całokształt cynicznej ludzkości. od samego rozpoczęcia czytania mam w stosunku do niej pozytywne odczucia, jednak jej finał wdrapuje się na kompletnie inny, niewyobrażalnie wyższy poziom.
bardzo urzeka mnie fakt, że historie zawarte w tej książce niosą ze sobą wartościowe przesłanie zarówno opowiedziane osobno, jak i złączone w idealną całość. bo taka dla mnie jest ta książka, mogłaby stanowić wzór dla słowa „perfekcja”. nie mówię tu o perfekcji wzniosłych słów czy kwiecistych opisów, ale o jej konstrukcji i brzmieniu, tym jak każda historia dotyka innego problemu, który okazuje się sprowadzać do jednego i tego samego.
nie jestem w stanie opisać jak świetnym doświadczeniem było czytanie tej książki!! jedynym sposobem na zrozumienie tego, co próbuję przekazać jest samodzielne przejście przez ewolucję wyższego gatunku ludzkiego, zawartą na tych kartkach.