Smoki ruszyły w jej stronę. Wyciągnęła dłoń i odparła atak zaklęciem…
Ataki trolli, chimer i cyklopów są coraz bardziej zuchwałe. Magiczne kopuły chroniące dziewięć miast tracą moc, smoki zaczynają chorować. Za radą wszechwiedzącej Oriany dwunastu oficerów wyrusza do równoległego świata. Ariel, lekarz weterynarii i matka ośmiolatki, nie potrafi uwierzyć w słowa tajemniczego Fabiena. Mężczyzna podający się za elfickiego oficera twierdzi, że tylko ona zdoła zaradzić dziwnej epidemii wśród smoków. Czy on oszalał? Tymczasem Ariel poznaje Croya... Croy jest ogromny. Zielono-złote łuski na jego ciele układają się w fantazyjny wzór. Ma błoniaste skrzydła, krótki i zaokrąglony pysk, jego łapy uzbrojone są w potężne szpony. Pod wpływem dotyku Ariel łuski Croya zmieniają barwę, wtedy on składa ukłon i zaprasza ją do swojego świata. Razem przechodzą przez portal. Komuś potężnemu o czerwonych oczach bez źrenic bardzo się to nie spodoba.
Szkoda że nie mogę dać czegoś pomiędzy jedną a dwiema gwiazdkami. Jest to kiepska książka, ale nie aż tak kiepska jak te, którym dałam jedyneczkę bez chwili wahania (khem khem, Autorkasia <3). Co mnie najbardziej wkurzało? Marysuizm głównej bohaterki. Te jej supermoce odkrywane tak o, przypadkiem, bez żadnego wysiłku i poświęcenia. Język. Elfy (i to oficerowie, elita niby) rzucające spokoziomami niczym panowie blokersi z puszką piwa na ławce. Papierowość tego świata, wszystko było takie płaskie, sztuczne, nie przekonywało mnie. Czemu więc dwie gwiazdki? Nie nudziłam się za bardzo, ot, takie czytadełko na podróż tramwajem, gdy się jedzie na przykład z bandą dzieciaków wracających ze szkoły i tak czy siak nie da się skupić na czytaniu czegoś porządnego.
A.R. Reystone to pseudonim polskiej pisarki, która, jak na razie, postanowiła nie ujawniać swojego nazwiska. Pierwszy raz "Dziewiąty mag" ukazał się w 2009 roku nakładem własnym autorki. Ponownie wydała go Nasza Księgarnia na wiosnę tego roku. Drugi tom ma się ukazać we wrześniu, a trzeci za rok.
Zastanawiam się jak określić tę powieść. To takie skrzyżowanie "Nigdy w życiu" Grocholi z powieścią fantasy. Główna bohaterka Ariel, podobnie jak Judyta z „Nigdy w życiu” jest w trakcie sprawy rozwodowej. Jej dorastająca córka Amelia stoi dzielnie przy mamie, nie skarży się, nie tęskni za tatą, ani nie sprawia problemów (trochę to mało wiarygodnie socjologicznie, ale niech tam). Mąż Ariel to oczywiście skończony drań. W ciężkich chwilach Ariel pomaga jej przyjaciółka Aurora. Przyznam, że bardzo drażnił mnie ten zestaw imion: Ariel, Amelia, Aurora (szczególnie ta Aurora – ile osób nosi takie imię?!). Rozumiem, że autorka pragnęła podkreślić,że akcja dzieje się w kraju anglojęzycznym, ale jak dla mnie wyszło to trochę sztucznie.
Wracając jednak do akcji powieści. Ariel zostaje wybrana na konsultanta w świecie, o którym istnieniu nie miała dotąd pojęcia. To miejsce, gdzie żyją smoki, elfy i inne baśniowe stworzenia. Ariel jest weterynarzem, a smoki z Dziewięciu Miast potrzebują jej pomocy. Oczywiście jest jeszcze dwóch oficerów Marcus i Fabien, jeden przystojniejszy od drugiego.
Autorka bardzo zgrabnie, moim zdaniem, stworzyła ten inny, równoległy świat. To był bardzo ciekawy pomysł. Nie wykluczam, że sięgnę też po drugi i trzeci tom. Powieści tej nie powinni jednak czytać mężczyźni, chyba, że lubią wyraziste wątki romansowe w fantastyce. Nie wiem, czy w języku polskim istnieje określenie „romans fantasy”, ale tak tę powieść bym zakwalifikowała.
Moja dwunastolatka przeczytała książkę w dwa wieczoru. Za to jedna gwiazdka. Obiecałem zatem że przeczytam również i zmartwiałem. Ta książka to jakaś antyteza literatury, pełna koszmarnych głupot, beznadziejnie rozpisanych postaci toczących nieistotne boje w kompletnie odrealnionym świecie. Jest to historia trzydziestolatki zachowującej się jak dwunastolatka, z życiem uczuciowym czternastolatki, napisana - chyba - przez dziewięciolatkę. Bohaterka to ordynarna merysujka, z gatunku tych, które o niczym nie wiedzą, a rozkochują w sobie całe narody, okazując się mistrzynią wszystkiego, czego się tknie. Relacja między bohaterami to poziom rozmów wczesnego liceum, to jak prowadzona jest intryga wola o pomstę do nieba a cały świat, zaczynając od błędnych rycerzy latających na pegazach a kończąc na totalitarnej regule Losowania, jest płaski jak papierowa kartka. Nie, nie i jeszcze raz nie, rozumiem, że każde medium powinno mieć swoje „Sharknado” ale „Dziewiąty mag” to zwyczajne morderstwo na gatunku, na czytelniku i na zdrowym rozsądku.
Nudne, sztampowe, bardziej romans niż fantasy (co nie jest złe samo w sobie, ale prostackie, harlequinowe tricki nie pozwalają brać historii na poważnie). Napisane prostym, mało literackim językiem bez polotu. Główna bohaterka to Mary Sue (toporne self-insertion). Nie polecam.
Ta książka to kilka naprawdę dobrych pomysłów fabularnych i niezłe elementy świata przedstawionego. To, co irytuje, to niedojrzali bohaterowie, mający podobno ponad 30 i ponad 40 lat, a zachowujący się jak osoby w wieku nastoletnim. Ta ciągła huśtawka dram, okraszona (w zamiarze) poważnymi problemami, była tą męczącą cechą powieści, ale można poczytać. Wakacyjnie.
istna tragedia. ksiazka pozbawiona logiki, za ciula nie bylam w stanie wyobrazic sobie swiata. ostatecznie w glowie pozostaly mi same obrazy jakichs sztampowych krain. polaczenie smokow, wampirow czy trolli ze slowianskimi demonami? psul caly urok. chociaz zacznijmy od tego,ze ksiazka nie miala go wcale. autorka wykreowala bohaterke,ktora umiala absolutnie wszystko, nie zbudowala relacji miedzy postaciami,zachowali sie tak,jakby znali sie cale zycie. bohaterka wkroczyla do swiata elfow na bardzo dlugi okres ze swiadomoscia,ze w swiecie ludzi czas nie mijal w ogole. no dobra, ale co z jej corka? dala sie omotac jakiejs nowo poznanej krainie,oddala sie smokom i mistycznym stworzeniom porzucajac dziecko,dom i przyjaciol. brak slow,jak rozwijane sa tutaj konflikty. bohaterowie strzelaja fochy absolutnie o wszystko, sa tak bardzo zalosne ze nic tylko sie smiac. autorka probowala zrobic z nich dramat tymczasem kiedy te wszystkie "powazne" klotnie zaczynaly sie najczesciej od tragedii porownywalej do opuszczenia lizaka przez male dziecko na ziemie. jezeli reystone wlasnie tak postrzegala w swojej wyobrazni smoki,jak przedstawila je w ksiazce to nic tylko wspolczuc. i te ciagle gadki tych stworzen "jak nie to go pozre". nie zapominajmy ze nasza autorka w trakcie tworzenia tego jakze intelgentnego dialogu miedzy glowna bohaterka a smokiem wyjela z ust bohaterki pytanie do smoczycy: "a ty czego nie znalazlas sobie faceta"? w morde kopany, ja rozumiem samca, smoka ale nie fsceta...facet to mezczyzna a mezczyzna= czlowiek. co ma facet do smoka? t r a g e d i a. poza tym te ciagle nawiazania do seksu...komiczne to wszystko bylo. ta ksiazka to jak jakis sen po ostrym cpaniu na domowce. moje serce sie kraja ze swiadomoscia ocenienia tego smiecia na jedna gwiazdke- nawet jedna gwiazdka to tutaj za duzo.
Well, that was weird. It is hard for me to believe what I've read about the author because she "reads" very young. The book at times seems very, very naive. In fact it reads a bit like a typical fanfic with a Mary Sue heroine that gets more and more overpowered by unlocking new powers as plot demands.
I also didn't like the focus on the romance, especially as it was full with what I can only describe as "teenage drama". It was hard to believe the characters were grown up adults!
That said, there were saving graces of the book. It was a light and easy read and I can't say I hated it. Some elements of worldbuilding were nice, I actually smiled at some of the jokes and the antagonists, long hidden in shadow were quite interesting, even though (or maybe because of the fact that) we weren't told much about them.
Dobry pomysł, bardzo kiepskie wykonanie. Albo może powinnam napisać „cholernie” kiepskie, bo to słowo występuje w książce znacznie częściej. Generalnie dosyć prymitywny język i sztuczne dialogi, i bardzo dosłowne tłumaczenie każdej aluzji. Zabrakło tu porządnego redaktora.
istna tragedia. ksiazka pozbawiona logiki, za ciula nie bylam w stanie wyobrazic sobie swiata. ostatecznie w glowie pozostaly mi same obrazy jakichs sztampowych krain. polaczenie smokow, wampirow czy trolli ze slowianskimi demonami? psul caly urok. chociaz zacznijmy od tego,ze ksiazka nie miala go wcale. autorka wykreowala bohaterke,ktora umiala absolutnie wszystko, nie zbudowala relacji miedzy postaciami,zachowali sie tak,jakby znali sie cale zycie. bohaterka wkroczyla do swiata elfow na bardzo dlugi okres ze swiadomoscia,ze w swiecie ludzi czas nie mijal w ogole. no dobra, ale co z jej corka? dala sie omotac jakiejs nowo poznanej krainie,oddala sie smokom i mistycznym stworzeniom porzucajac dziecko,dom i przyjaciol. brak slow,jak rozwijane sa tutaj konflikty. bohaterowie strzelaja fochy absolutnie o wszystko, sa tak bardzo zalosne ze nic tylko sie smiac. autorka probowala zrobic z nich dramat tymczasem kiedy te wszystkie "powazne" klotnie zaczynaly sie najczesciej od tragedii porownywalej do opuszczenia lizaka przez male dziecko na ziemie. jezeli reystone wlasnie tak postrzegala w swojej wyobrazni smoki,jak przedstawila je w ksiazce to nic tylko wspolczuc. i te ciagle gadki tych stworzen "jak nie to go pozre". nie zapominajmy ze nasza autorka w trakcie tworzenia tego jakze intelgentnego dialogu miedzy glowna bohaterka a smokiem wyjela z ust bohaterki pytanie do smoczycy: "a ty czego nie znalazlas sobie faceta"? w morde kopany, ja rozumiem samca, smoka ale nie fsceta...facet to mezczyzna a mezczyzna= czlowiek. co ma facet do smoka? t r a g e d i a. poza tym te ciagle nawiazania do seksu...komiczne to wszystko bylo. ta ksiazka to jak jakis sen po ostrym cpaniu na domowce. moje serce sie kraja ze swiadomoscia ocenienia tego smiecia na jedna gwiazdke- nawet jedna gwiazdka to tutaj za duzo.
Absolutne gówno. Niespójny świat, w którym jest mnóstwo ras a każda myśli i ma motywację przedszkolaka. Do tego język – tragedia. Może nazwanie bohaterek po księżniczkach Disneya powinno mi wskazać poziom realizacji, w której czarnoksiężnik to postać pozytywną a synonimem imienia bohaterki jest „kobieta„. „Najzabawniejszy„ żart całej książki dotyczy wykorzystania seksualnego faceta, gdyż, hehe, jest to przezabawne. Ogólnie humor oscyluje wokół genitaliów. Cała fabuła naciągnięta strasznie. Nie wiem, co było w tej książce najgorsze, bohaterowie bez właściwości, brak światotwórstwa, żenujące dialogi i opisy na poziomie wypracowania z podstawówki, czy językowa niedbałość. Wymordowałam, bo mi ktoś polecił jako książkę życia. Usunęłam osobę ze znajomych.
Łooo panie co tu się wydarzyło. Dawno nie czytałam tak kiepskiej książki. Cudem dobrnęłam do końca. Brak rozdziałów, powierzchowne opisy zdarzeń, bez jakichkolwiek szczegółów. Cała fabuła dzieje się za szybko, w trzech zdaniach czasami sa opisane jak mijają trzy dni życia bohaterów. Bardziej czyta się to jako opowiadanie a nie prawdziwą książkę i jeszcze te płytkie opisy postaci i nic nie wnoszące relacje.
Wszystko tu było nie tak, jedyny plus to, że w miarę szybko się czyta. Pomysł może ciekawy, ale wykonanie beznadziejne. Na pewno nie przeczytam nic więcej z tej serii i raczej żadnej więcej pozycji od tej autorki, jeśli tak wygląda jej styl pisania.
i’m really happy i finally finished this book because… it was so bad. like my boyfriend says, you can still enjoy a piece if art that is presumably bad if you set your mind to finding something meaningful in it. and i tried my hardest using that approach here but it was just…pointless. the characters have no personality, the story is too predictable and sometimes makes no sense, magic and fanstasy aspects are no near to be grounded which takes away the ability for you to connect with the world as a reader. so dissapointing :(
Poziom średniego fanfica fantasy. Bohaterowie są totalnie overdramatic, i pomimo, że mają ponad 30 zachowują się jak 20-latki z nie do końca ogarniętymi hormonami. Wątek romantyczny jest tak powierzchowny i mierny, że aż skręca. Ale z jakiegoś powodu słucham dalej. Lektorka strasznie się wczuwa. Ci bohaterowie są i tak już mocno emocjonalnie rozchwiani i rozegzaltowywani (nastoletnia Ania Shirley to przy nich bardzo spokojna osóbka), a ta przesadną modulacją głosu dodatkowo ich przerysowuje.
Niesamowita fabuła i cudowni bohaterowie. Główna bohaterka zaskarbiła sobie moje serce, jako jedna z niewielu głównych bohaterów książek, które przeczytałam, ponieważ przebrana za faceta i umieszczona w Korpusie Oficerskim robiła taką furorę, że nawet jej przewodnicy nie mogli, jej ogarnąć. Poza tym poczucie humoru ciągnące się przez cały tom było tak świetne, że totalnie kupiło ode mnie te 5 gwiazdek. Jestem zakochana w tym tomie i mam nadzieję, że następny równie bardzo mi się spodoba.
Była to moja ulubiona trylogia, porwała mnie wszystkim. Pokochałam wtedy skoki, opowieści fantasy. Po rereadzie pewnie moja ocena się zmieni. Na ten moment utknęłam w błogim przeświadczeniu o wspaniałości tej książki i całkiem mi się to podoba 🐲
To była moja 1 książka fantasy i naprawdę cieszę się że na nią natrafiłam. Wiele bym dała by przeczytać ją jeszcze raz po raz pierwszy. Książka oferuje wiele emocji jak i zwrotów akcji. Jest tutaj pięknie pokazane relacje między ludzkie jak i niespodziewną miłość.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Początkowo podchodziłam do tej książki z dużą rezerwą i chociaż okładka zachęcała do wzięcia jej w ręce, a we wszystkich księgarniach rzucała mi się nachalnie w oczy, to bardzo długo zwlekałam z sięgnięciem po nią. Dlaczego? Bo ostatnio polscy autorzy fantasy nieco mnie rozczarowują, pojawiło się mnóstwo świeżej krwi i nikomu wcześniej nieznanych nazwisk osób, które niestety korzystając z dorobku innych, powielają te same schematy, zmieniając tylko imiona bohaterów i miejsce akcji. Okładka zaś sugerowała rip-off "Eragona" - przynajmniej dla mnie... recenzje, które czytałam także popadały z jednej skrajności w drugą, albo absolutny zachwyt albo kompletne zmieszanie z błotem. Przyznam, że przebrnięcie przez pierwsze kilkadziesiąt stron było dla mnie trudne ze względu na niesamowicie mocno zarysowany motyw self-insertion. Dodatkowo irytował mnie w książce fakt doskonałości głównej bohaterki pod każdym względem. Wszystko jej się udawało, we wszystkim była lepsza nawet od najlepszych, a wytrzymała na obrażenia niczym Leopard 2. Odniosłam wrażenie, jakby autorka poprzez ewidentne wstawienie samej siebie w fabułę, zwyczajnie realizowała swoje własne pragnienia i fantazje. Być może była to też wewnętrzna chęć przypodobania się czytelnikom? Ich sympatia wobec głównej bohaterki równałaby się sympatii dla samej autorki, bo Ariel ma prawdopodobnie większość, jeżeli nie wszystkie, cechy charakteru i osobowości pani Reystone. Ostatni już na dzisiaj zarzut. Muszę być łaskawa, w końcu za coś wystawiłam taką a nie inną ocenę. Pociągająca niczym 20-latka Ariel powinna tak naprawdę być przedstawiona stosownie do swojego wieku, kobieta po trzydziestce, a sądząc z wieku Amandy dobiegająca bliżej czterdziestki, po przejściach, po ciąży, przepracowana i przemęczona... jak dla mnie nie ma siły, żeby ciało nie poddało się takiej ilości wrażeń i żeby nie straciło na atrakcyjności. Tymczasem z powieści wynika, jakobyśmy mieli do czynienia z gwiazdą filmów dla dorosłych, ale to tylko moje odczucie. Z początku miałam także wrażenie czarno-białości bohaterów, dopiero pod koniec książki (a teraz kończę już II tom, w którym jest już dużo lepiej), zaczął się wyraźniej określać charakter postaci, które z czarno-białych stały się odrobinę bardziej szare, choć nie we wszystkich przypadkach. Jakim więc cudem aż cztery gwiazdki? Bo po trudnych początkach było już tylko lepiej, a ja zwyczajnie wsiąkłam. Wsiąkłam w ten świat, wsiąkłam w akcję i niemal nie zauważyłam, gdy musiałam wyciągnąć ręce po kolejny tom. Pomysł jest autentycznie oryginalny, jest mnóstwo zupełnie nowych elementów fantasy (przynajmniej ja się z nimi dotąd nie spotkałam, ale wątpię, aby były od kogoś skopiowane) - odurzający środek jakim jest ordon, system Losowań, energia dla dziewięciu miast pochodząca z magicznego źródła, zupełnie nowe gatunki magicznych roślin oraz istot, jak przerażające nyriony... i tak dalej, i tak dalej. Można mnożyć w nieskończoność. Wątek miłosny też jest niczego sobie, choć czasami solidaryzowałam się z Fabienem, bo i w moim odczuciu większość problemów ta zwariowana para stwarzała sobie sama. Wiele niepotrzebnych kłótni, niedopowiedzeń... a wystarczyłoby się tylko przytulić albo zamknąć usta pocałunkiem i wszystko rozwiązałoby się samo... ale rozumiem też celowość takiego zabiegu - więcej emocji i więcej wrażeń dla czytelników. Lekkość z jaką powieść jest napisana także zaskakuje, zważywszy że jest to debiut. Cieszę się także, że autorką książki jest prawdziwy lekarz weterynarii, bo to utwierdza mnie w przekonaniu, że można połączyć pasję do literatury z czymś, zdawałoby się, tak skrajnie innym. Decyzja o uczynieniu głównej bohaterki weterynarzem także nie mogłaby się tak dobrze sprawdzić, gdyby nie profesja autorki, sama jako przyszły stomatolog niejednokrotnie łapię się na tym, że gdy czytam książkę napisaną przez kompletnego laika w temacie medycznym, który stara się on nieudolnie poruszyć, na mojej twarzy pojawia się grymas zniechęcenia i irytacji, a w głowie odzywa się głosik "to nie tak wygląda, człowieku, nie masz pojęcia o czym piszesz, dlaczego do stu gromów nie wysiliłeś się choćby odrobinę, żeby zdobyć wiedzę w tym temacie, od kogoś kto się na tym zna?". W tym przypadku nie mogłabym takich zarzutów postawić, nawet gdybym nie znała z odwrotu okładki biografii autorki. Powieść jest podobno typowo babska, będę w stanie tej teorii zaprzeczyć lub ją potwierdzić dopiero, gdy dam ją do przeczytania swojej drugiej połówce. Na razie polecam wszystkim, bez względu na płeć :)
Język pozbawiony polotu, na poziomie 6 klasy podstawówki. Książka raczej młodzieżowa, niż fantasy. Muszę jednak przyznać, że dobrze się przy niej bawiłam. Lektura lekka, dobra na dłuższy weekend lub na wakacje.