„To tajemnica poliszynela w Nagyrevie. Zamieszanych jest wiele kobiet. Mężczyźni umierają, a władze nic w tej sprawie nie robią. Trucicielki działają nadal bezkarnie. (…) nie ma na tym świecie sprawiedliwości“.
„Wioska Wdów. Szokująca historia morderczyń z wioski Nagryev” w moim odczuciu miała być pełnym brutalności doznaniem, które zapamiętam na dłuższy czas. Miała to być historia, o której nie śniłam najgorszych koszmarów, jak i miała dać mi to, o czym nigdy więcej nie słyszałam. Pomimo że uważam, że ta książka jest naprawdę dobra i ciekawa, z której można wyciągnąć wiele ciekawych faktów, to jednak czegoś mi w niej zabrakło. Męczyłam się czytając ją, co zwalam na karb nie odpowiedniego czasu dla tej książki lub stylu, w jakim historia ta została opisana.
Wiem, że „Wioska Wdów” ma wiele sprzymierzeńców – nic dziwnego. Jest to historia brudna, wstrząsająca i przede wszystkich oparta na faktach co tym bardziej wzbudza w czytelniku jakiś 'lęk', który tli się w umyśle podczas jej czytania. Czytając, nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego Cioteczka Zsusa podejmowała się czynów opisanych w tej książce. „… Z arszenikiem nasączonym z lepów na muchy pomagała kobietom w wysłaniu na tematen świat ponad setkę mężów, niewygodnych krewnych i niechcianych niemowląt…”.
Fabrykantki aniołów – bo tak się właśnie nazywały przez piętnaście lat pozostawały bezkarne, aż do roku 1929, w którym to niezwykła wskazówka ujawniła te zbrodnie.
Zdecydowanie „Wioska Wdów” jest nieśpieszną historią, która opisuje życie głównej akuszerki, wcześniej wspomnianej Cioteczce Zsusie (ale i nie tylko). Jest to również obraz ludzi, którzy żyli w czasach 1914-1929 w Węgrzech i na obrzeżach. Muszę przyznać, że było to też ciekawe doznanie, bo lubię odkrywać tematy, o których wcześniej nie słyszałam lub też, o których wcześniej nie czytałam. Jestem jednak troszkę rozczarowana, bo czytanie tej książki zajęło mi ponad półtora miesiąca, a długie opisy nie ułatwiały mi sprawy. Pomimo ciekawego tematu, o którym chciałam dowiedzieć się więcej, styl pisania też kompletnie do mnie nie przemawiał, który spowodował, że na swój sposób się męczyłam. Gdy odkładałam tę książkę na bok, mówiłam sobie, że 'jutro do niej wrócę', aby jednak wrócić do niej po dwóch tygodniach. Jednak gdy już do niej zasiadałam, to wczytywałam się w słowa, kartkowałam i brałam tę powieść taką, jaka jest, poznawałam kolejne tajemnice i sekrety. Zapamiętywałam ciekawostki, które powodowały dreszcz na całym ciele.
Autorka, zdecydowanie zrobiła swój research, postarała się, aby oddać nam te historię, w sposób, w który ona ją rozumie, o której dowiedziała się tyle faktów za co zdecydowanie należą się ogrome brawa, bo podjęła się jednak ciężkiego tematu do opsania. Pomimo moich mieszanych uczuć co do tej książki to jestem zdania, że każdy powinien dać jej szansę (jeśli oczywiście temat wydaje się Wam być interesujący). Zdecydowanie „Wioskę Wdów“ każdy zrozumie i 'weźmie do siebie' na swój własny sposób.
Współpraca reklamowa @wydawnictwomova