Ubawiłam się przy lekturze tej książki. Przy takiej plejadzie pokręconych postaci nie mogło być nudno!
Maja jest trzydziestoparoletnią wyzwoloną i neurotyczną kobietą, która właśnie straciła pracę w instytucie naukowym z powodu bloga, która pisała o swoich kolegach i koleżankach. Jej mąż, Szymon, tłumaczy książki z mało znanych języków afrykańskich i czuje się zagubiony i sfrustrowany: w ich małżeństwie nie dzieje się najlepiej. Maja zamiast rozmawiać z mężem, którego oskarża o romans, konwersuje z tchórzofretką o imieniu Sławoj, aż Szymon postanawia skorzystać z naukowego grantu i wyjeżdża do Niemiec. Ich nastoletni syn Bruno jest punkiem, który często zapomina zmienić koszulkę na czystą, ale bardzo lubi jeździć na pielgrzymki z matką Mai, zwaną przez wszystkich panią Cecylią, która jest tolerancyjną dewotką.
Jest Andrzej - dobrze ułożony gej w średnim wieku, z obsesją sprzątania, zakochany w Krzysiu, który nagle znika. W Krzysiu kochał się też kiedyś bez wzajemności bezwłosy Norbert, pochodzący ze wschodniej Polski, gdzie wychowano go w duchu tradycyjnego katolicyzmu. Zgodnie z nim Norbert "[w]łaściwie nie przepadał za gejami. Nie uważał się za geja. Uważał się za heteroseksualnego mężczyznę, sypiającego prawie wyłącznie z innymi mężczyznami (...)". Norbert uważa również, że rasy inne niż biała są gorsze. Co nie przeszkadza mu być w związku z Maksem, który w życiu codziennym jest Kuangiem, Wietnamczykiem żonatym z Marią, z którą ma syna Patryka, a po godzinach staje się drag queen o imieniu Kim Lee. Kim Lee wzięła udział w konkursie na najlepszą drag queen, a w jury zasiadła m.in. Ninel Czeczot, sześćdziesięcioletnia feministka i socjolożka, której zdechł ukochany kot. Ninel ma też trudną relację z matką, która nazywa ją Kubą. "Obydwie kobiety wiedziały, że każda z nich wie oraz wie, że ta druga też wie, iż matce lepiej jest bez córki, córce bez matki. W jakiś sposób się kochają, na wiele sposobów pozostają splątane, tęsknią za sobą najbardziej, kiedy są ze sobą, ale równocześnie najlepiej dogadują się, gdy chwytają okazję, by milczeć w odległych miastach." Norbert nawiązuje romans z Ninel, rzecz jasna nie porzucając Maksa, "albowiem od lat żył w monogamii z Maksem, i z Ninel (od kilku miesięcy; druga monogamia)". Jest jeszcze syn Ninel, Franek, idealnie symetryczny i nieskazitelny, z którym romans nawiązuje Maja. Oraz siostra Mai, Faustyna, matka czworga dzieci, po matce żarliwa katoliczka, porzucona przez męża.
Losy wszystkich tych postaci splatają się dzięki martwemu kotu Ninel oraz Krzysiowi. Karpowicz pisze o nich z dużą dozą humoru, trochę ironicznie, ale też ciepło. Każdy chce po prostu być szczęśliwy, ale nikt nie przystaje do ogólnie przyjętego szablonu. Bywają pretensjonalni, denerwujący, żałośni, grają w różne gry i gierki, miotają się w swoich własnych ograniczeniach oraz tych narzuconych przez społeczeństwo, a tak w głębi duszy pragną po prostu świętego spokoju i możliwości życia w zgodzie ze sobą. Karpowicz fantastycznie operuje językiem, bawi się nim, tworzy komiczne dialogi, ale choć jest zabawnie i groteskowo, przez to wszystko przebija pewien smutek. Nasi bohaterowie to ludzie sukcesu, których żywoty są jednak dość puste.
Dla mnie ta książka jest pewnego rodzaju pastiszem, z którego mogłam się pośmiać, gdyż w problemach przedstawionych postaci nie odnajduję swoich własnych i patrzę na nie jak na zbiorowisko dziwnych, egzotycznych ptaków. To pewnie dlatego, że przyszło mi mieszkać za granicą w zupełnie innych rzeczywistościach i zmagać się z zupełnie innymi dylematami. Jednak przypuszczam, że wielu ludzi z mojego pokolenia i trochę starszych, którzy żyją i pracują w Warszawie czy innym dużym mieście w Polsce, znajdzie tu jakieś punkty odniesienia do swojej codzienności. Co nie oznacza, że nie będą mieli ochoty się z nich też pośmiać :)