Po 1986 roku nazwa Czarnobyl nieodłącznie kojarzy się z przerażającą katastrofą reaktora jądrowego. To dzięki niej o małej miejscowości usłyszał cały świat. A przecież Czarnobyl to także symbol poplątanych dziejów polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskich, zawirowań historii i sąsiedzkiego rewanżyzmu. Francesco M. Cataluccio próbuje odtworzyć latopis wymazany z ludzkiej pamięci przez hekatombę.
A sad disappointment. On the one hand this is a book full of interesting topics, on the other it has not even 150 pages so all the ideas are barely touched upon. There is a bit about the author’s memories of the catastrophe in Chernobyl, his times in the Italian army, his trip to Chernobyl somewhere in 00s, history of Jews in this region of Ukraine, the Great Hunger in Ukraine, the motif of a devil in Ukrainian and Russian literature… So the book is a bit about everything, meaning it’s about nothing, really.
Also, I was a bit shocked how much quotation from other books was used here. In the chapter about the catastrophe ALL the passages about people living there and their own words were taken from “Voices from Chernobyl” by Svetlana Alexievich. And there are many other quotations as well. So I question rose in my mind – why to write this book at all? I do understand that it was an event important for the author as it was a huge disaster he remembered well. Well, it’s important for me in a way and I was “only” born in that year. But it’s not enough to write a book about it. There is, I think, a thesis there somewhere, but it’s weak and unoriginal, barely visible.
The good thing? It's nicely written, easy to follow and I liked the parts about the author's own experiences.
It might be an introduction to the topic but if you know anything about Chernobyl, it’s rather a waste of time.
"Il racconto che segue è l'evidente manifestazione della ristrettezza delle mie vedute, come al solito mascherata dietro molte storie e divagazioni, ma è anche un piccolo contributo per la rivalutazione di una cittadina, vittima dei demonii, che avrebbe aspirato ad altri, e più tranquilli, destini". Queste le parole dell'autore, sincere ed anche commosse per un popolo come quello ucraino, continuamente bastonato dalla Storia (vedi pure i recenti fatti). A confronto col precedente "Vado a vedere se di là è meglio", trattasi di un volumetto più smilzo ma non per questo meno erudito e stimolo per ulteriori ricerche. Non c'è che dire, tolti i riferimenti alla letteratura e alla musica, sempre intelligenti e mirati, gli episodi sulle violenze, le carestie e il disastro atomico stringono davvero lo stomaco (ed anche l'episodio autobiografico, in merito alla leva militare, in Italia, mica è tanto pacifico e tranquillizzante…). Tra l'altro, il filo rosso, qui, non è più quello dei Giusti che salveranno il mondo ma l'Apocalisse. Meno male che Cataluccio è un gran affabulatore; io comunque ci ho alternato lunghe passeggiate in campagna.
Ta książka nie powinna mieć tytułu "Czarnobyl" a coś co nawiązywałoby do historii Żydów w Ukrainie ze szczególnym uwzględnieniem Czarnobyla jako miejscowości. Znajdziemy tu wszystko : od historii ukraińskich Żydów, przez Wielki Głód po analizę "Mistrza i Małgorzaty".
Możliwe, że "nie dorosłam" do tej lektury, ale nie widzę tu żadnego związku przyczynowo-skutkowego między kolejnymi rozdziałami.
Jeśli ktoś rozważa kupienie tej książki celem dowiedzenia się czegoś o katastrofie, niech jej nie kupuje, bo tylko się rozczaruje. Rozdziały są słownie 2 i do tego w większości składają się z cytatów z "Czarnobylskiej modlitwy".
Trudno zakwalifikować tą książkę do konkretnej kategorii. Jest zbiorem dygresji z różnych dziedzin, na których orbicie zawsze w końcu pojawia się Czarnobyl. Mamy tu więc i opis historyczny ziem ukraińskich i zapisy ze współczesnego Kijowa; jest bezcenna relacja reporterska z 1986, kiedy autor przebywa akurat w Warszawie; są liczne odwołania do literatury a nawet wątek metafizyczny z diabłem w tle. Ta książka to kalejdoskop doświadczeń Cataluccio, które - pozornie niezwiązane - okazują się za każdym razem punktem stycznym z Czarnobylem.
"Non è la conoscenza che illumina il mistero, ma il mistero che illumina la conoscenza." (exergo, da Pavel N. Evdokimov, La donna e la salvezza del mondo, 1958)
Chaos i sentymentalny poplątanie. Po lekturze Aleksijewicz zwyczajnie irytujące i niezbyt wiele wynoszące (poza osobistymi wspomnieniami autora, który jest tu jak na lekarstwo) .
Chernobyl ormai per tutti sinonimo di catastrofe nucleare, è un luogo nel cuore d’Europa al centro, nei secoli, di eventi epocali quasi sempre connotati dalla violenza e dall’odio etnico, razziale e religioso. Il libro di Cataluccio parte da premesse che ne fanno scorgere un disegno emblematico della storia stessa del continente catalizzatasi con l’immane tragedia nazista che in quelle terre ha conosciuto alcuni degli episodi più orrendi. Sennonché col passare delle (per fortuna poche) pagine l’opera divaga su aspetti demonologico-letterari della letteratura russa non funzionali alla storia raccontata e che infine, insieme alle finali considerazioni scontatissime sulla Kiev di oggi , ne inficiano la riuscita. Un libro che si può dimenticare in fretta.
2-2,5/5 • Czytając tę książkę czułam pewien niedosyt spowodowany zbyt mało wnikliwym poruszaniem przez autora kolejnych przywoływanych przez niego wątków. Postaci historyczne i daty zdawały się pojawiać jedynie na moment, zdecydowanie brakowało rozwinięcia opisywanych wydarzeń— chętnie przeczytałabym tę książkę wzbogaconą o dobrych sto stron, które pozwoliłyby na zgłębienie czarnobylskiej historii. Być może gdyby autor nie wracał wspomnieniami do swej młodości, znalazłoby się miejsce na stworzenie naprawdę dobrego reportażu i eseju w jednym.
Grazie a un incontro casuale con uno “strano figuro” in una libreria antiquaria parigina e a una vecchia mappa, l’Autore inizia un viaggio colto e affascinante durante il quale ci mostra in controluce la storia dell’Ucraina, una storia attraversata da una orribile filigrana di sangue e di orrore, e che sembra trovare una sorta di nemesi nell’olocausto nucleare del 1986. Non sempre il libro riesce a conservare la trama compatta e perfettamente equilibrata di erudizione ed emozione che caratterizza la prima parte, trama che, paradossalmente, sembra sfaldarsi proprio a partire dal capitolo in cui si parla dell’esplosione del reattore. Al termine della sua piccola opera, tuttavia, Cataluccio riesce a riprendere le fila del discorso, dimostrando ancora una volta come solo la vera cultura possa aiutarci a trovare la bellezza anche laddove non se ne sospetterebbe l’esistenza.