"Maczużnik" posługuje się konwencją thrillera, by opowiedzieć o ludziach zamkniętych w umownej scenerii (po)pegeerowskiej wsi i ciasnego M-3. Niczym się nie wyróżniające życie głównych bohaterów - pary małżeńskiej i żyjącej z nimi matki żony - okazuje się prawdziwym folie a trois: dzielonym przez wszystkich członków rodziny paranoicznym opracowaniem piekła dusznej codzienności. Opowieść o niszczącej sile więzów rodzinnych i sąsiedzkich, o opresyjnych normach kształtowanych przez małe społeczności oraz próbach ich przekraczania, które muszą prowadzić do szaleństwa.
"Maczużnik" przywołuje realia przełomowego polskiego dwudziestolecia (od końca lat siedemdziesiątych po lata dziewięćdziesiąte XX wieku) i przejmuje nie tylko scenografię tej epoki, ale i rozwiązania narracyjne charakterystyczne zarówno dla polskiego, jak i światowego kina tamtego czasu.
Jeśli "Maczużnik" naprawdę chciał być "opowieścią o niszczącej sile więzów rodzinnych i sąsiedzkich, o opresyjnych normach kształtowanych przez małe społeczności oraz próbach ich przekraczania, które muszą prowadzić do szaleństwa." to zdecydowanie ta historia jest na to zbyt enigmatyczna, skrótowa i powierzchowna. Jestem pod wielkim wrażeniem grafiki, umiejętności oddania dusznego klimatu i napięcia między bohaterami tkwiącymi w PRLowskiej mentalności. Powiedziałbym nawet, że autorzy potrafią wywołać niepokój godny filmów Smarzowskiego. Gdyby tylko starczyło pary na coś dłuższego niż format pracy dyplomowej...