Titova kuharica na 250 straneh predstavlja, kaj so jedli na svečanih kosilih in večerjah, ko se je nekdanji jugoslovanski voditelj Tito srečeval z najpomembnejšimi svetovnimi voditelji in največjimi zvezdami.
Bycie kucharzem na rządowej posadzie wymaga nie lada dyplomacji. Bo jak tu upichcić coś na oficjalną kolację, co zarazem będzie promowało rodzimą kuchnię i zachowa lokalne smaki, a jednocześnie będzie mile łechtać międzynarodowe podniebienia? Bo zaserwowanie golonki tudzież bigosu dla gościa przyzwyczajonego do kuchni śródziemnomorskiej byłoby chyba mało udanym pomysłem. Jak wyważyć te proporcje i znaleźć złoty środek? A co, jeśli gość jest uczulony np. na orzechy? A co, jeśli nie trawi glutenu bądź laktozy? A co, jeśli jest wegetarianinem? Oczywiście taki wywiad kulinarny to zadanie korpusu dyplomatycznego, który przed każdym (bo gusta się zmieniają) rautem powinien przeprowadzić kulinarne śledztwo, ale potem to kucharz, a raczej zespół kucharzy, dostaje wyniki tego śledztwa i ma za zadanie skomponować menu…
Titova kuharica, czyli „Kuchnia Tity” to autorski wybór Anji Drulović przepisów z oficjalnych i półoficjalnych kolacji, bankietów i rautów Josipa Broz Tity, okraszony zdjęciami i (czasem) anegdotami, jakie miały miejsce podczas danego wydarzenia. Oczywiście moje największe zdumienie wzbudził fakt, że po tylu latach zdołały zachować się takie rzeczy, jak np. menu podczas kolacji Tity z państwem Kennedy z USA. Książka jest bardzo dobrze skomponowana – kulinarnia odgrywają tu pierwszoplanowe znaczenie, a obecnie w niej archiwalia nie przytłaczają ilością ani nadmiarem informacji (wszak to książka kucharska!), stanowiąc miłe uzupełnienie, które ucieszy każdego miłośnika historii, zwłaszcza że znakomita część zdjęć nie była dotychczas szeroko upubliczniana. Wydawca tej książki, jeśli miał dylematy w znalezieniu złotego środka, to wybrnął z nich znakomicie. Choć gdzieniegdzie szata graficzna mogłaby być bogatsza czy atrakcyjniejsza, to i tak pod względem edytorskim czy wizualnym książka prezentuje się wyśmienicie.
Wydawniczą przesadą jest jednak twierdzenie, że książka ta to podróż przez jugosłowiańską dyplomację, gdyż po pierwsze stanowi ona jedynie autorski wybór przepisów (i szkoda, że Anja Drulović nie ujawniła klucza, według którego dokonała tego wyboru), a po drugie, śmierć Tity nie oznaczała przecież końca Jugosławii. Czy „Kuchnia Tity” wzbogaca publiczny obraz Marszałka? Raczej nie, gdyż już od dawna wiedzieliśmy, że Tito, jak nikt inny z obozu wschodniego, poza może Gorbaczowem, potrafił rozmawiać z każdym i był jowialnym rozmówcą, czym szybko przełamywał lody i zaskarbiał sobie jeśli nie życzliwość, to z pewnością sympatię. Czy Titova kuharica uzupełnia nam prywatne oblicze Marszałka? Chyba tak, bo dowodzi, że Tito, który mógł smakować w każdej cuisine, pozostał wierny smakom i prostym potrawom, jakie wyniósł z wiejskiej maminej kuchni.
Kings, Shahs, tychoons, movie directors, actresses — no one coud sit at the table of Josip Broz without finding his demeanor fascinating. This book cleverly combines recipes from the state and private dinners Tito hosted for an impressive number of world celebrities over his thirty-seven years in power with pictures from these events and his many travels.
A unique view into personal diplomacy and the non-aligned movement from the 1950s into the 1970s, and a very entertaining read.
Very cool. recipes from marshal tito's own culinary staff for a number of his state dinners. Each event has a brief history: meeting with Nasser for dinner, lunch with JFK and some screwy dames, breakfast with Krushchev over sausages made from right deviationist peasants, and so on. good photographs.