Jest kilka spraw do załatwienia nim nastanie Sąd Ostateczny. "Heaven can wait"
Boże Narodzenie nie cieszy jak dawniej, kiedy nad głową wisi ci archanielski miecz, niestabilny emocjonalnie diabeł i zakontraktowana zabójczyni. W dodatku nadchodzi rewolucja, od której wyniku zależy zbyt wiele, by nie spróbować interwencji...
Na załamania przyjdzie czas, gdy opadnie bitewny pył.
Dora Wilk robi co musi i nie zamierza pokornie czekać, aż wypełnią się boskie wyroki. Czas wyciągnąć miecz i rozciągnąć kilka mięśni, bo jeden pierzasty tyłek jest wart przetrzepania. A wściekłej wiedźmy nie powstrzyma nawet Abbadon.
Aneta Jadowska przyszła na świat w Radomsku, w 1981 roku. Pierwsze opowiadanie opublikowała w wieku dziewiętnastu lat, w lokalnej gazecie. Jej debiut powieściowy nastąpił w 2012, gdy ukazał się Złodziej Dusz, pierwszy tom planowanej heksalogii.
Dora: Nie oceniam nikogo pochopnie i przez pryzmat stereotypów. Kieruję się sercem. Też Dora, gdy w jej otoczeniu pojawi się jakakolwiek kobieta: Co za suka.
Najpierw dałam cztery gwiazdki, potem jedną zabrałam, bo dotarło do mnie, że jutro nawet nie będę pamiętać o co w tym tomie chodziło, tak samo jak nie pamiętałam, o co chodziło w poprzednim. Wynika to z tego, że cała seria o Dorze Wilk jest tylko do pożarcia i wydalenia. Głowna bohaterka w trzecim tomie swoich przygód, po pozbieraniu po drodze absolutnie wszystkich skilli jakie można było pozbierać (wiedźma, wilkołak, wampir, triumwirat anielsko-diabelski, jeśli to nie jest marysuizm to co to jest, ja się pytam?) zaczęła teraz kolekcjonować przyjaciół płci męskiej (bo umówmy się, pozytywna kobieca postać w książce jest JEDNA i jest nią główna bohaterka. Pozostałe są albo przezroczyste, albo są bezwzględnymi "sukami"). Mamy więc słodko-pierdzące sceny z "pisklakiem" (autorce wyraźnie zabrakło zasobów słownictwa, gdyż określenie to pojawiało się, jak dla mnie, o wiele za często), Abaddonem, Baalem, Razjelem, Sebastianem i tak do porzygania. Naturalnie każdy nowy mężczyzna jej w życiu, czy to książę demonów, anioł śmierci czy anielski sędzia, uznaje ją za niezwykle ujmującą, cudowną osóbkę, dużo się tulą (ponieważ Dora zdaje się nie znać rozróżnienia na przelotnych znajomych i przyjaciół od serca, od razu z wszystkimi przechodzi na wyższe poziomy zaangażowania) i kończy się na wielkim BFF kyaaaaaaa. A bardziej technicznie - wszyscy bohaterowie używają IDENTYCZNEGO języka. Nikt nie zwraca się do drugiej osoby z większym szacunkiem tylko dlatego, że powiedzmy jest wiekowym archaniołem, z bądź co bądź, niezłą reputacją. Przez to książka wiele traci, zwłaszcza, że jak dla mnie wynika to tylko z lenistwa autorki, która postanowiła jak najszybciej skończyć serię (z tego co wiem obecnie pisze 6 tom) nie przykładając się za bardzo do dopracowania postaci i dialogów. Następne części pewnie przeczytam z przyzwyczajenia tudzież nudów. Ale polską królową urban fantasy bym Jadowskiej nie obwoływała.
Pierwsze dwie części cyklu przeczytałam w styczniu/lutym i, pomimo zastrzeżeń (jak choćby sposób przedstawienia kobiet i superspecjalność głównej bohaterki), podobały mi się. Na część trzecią czekałam dosyć intensywnie i nie mogłam doczekać się ebooka.
I niestety - okazuje się, że ta część jest bardzo, bardzo słaba. Fabuła ma ogromne, ziejące dziury, redakcja / korekta leży i płacze. Pojawia się kilka potencjalnie ciekawych wątków czy postaci, ale trochę giną w powodzi histerii, kolejnych prób zamordowania bohaterki i jej przyjaciół (czy należy się nimi przejmować? skąd, przecież cykl ma jeszcze trzy tomy!) i opisów ~napięcia erotycznego~. Trudno powiedzieć, że akcja opiera się na jakiejś spójnej osi - jest to raczej zbiór połączonych ze sobą epizodów, które bardziej się bohaterce przydarzają, niż są przez nią jakoś aktywnie wywoływane.
Poniżej zbiór luźnych uwag, spoilerowych, nie w kolejności chronologicznej. Nie poruszam wszystkiego, co w książce jest irytujące.
- Do 2/3 tomu wszystkie kobiety poza czterema (Dorą, Katarzyną, panią z Trójmiasta i zieloną mała Naną ... no i śp. babcią, powiedzmy) to oszalałe "suki". Potem pojawiają się jakieś przypadkowe anielice, barmanki, Jemioła, wreszcie dziewczynki-ofiary Rafaela, ale - no właśnie - wszystkie albo ofiary, albo firany. Albo suki. Albo główna bohaterka.
- Dla odmiany, wszyscy kolejni pojawiający się faceci są fascynujący i wspaniali! Nathaniel, Abaddon, Baal, Nisim, Sebastian - tylko przesiadywać z nimi nad kuflem piwa.
- Nasza bohaterka jest taka wspaniała! Nie lubi kupować ciuchów! Nie lubi sprzątać i nie umie gotować! Woli dostawać broń niż błyskotki! I do tego jest superseksowna! Smuteczek. To się nazywa subwersja i obalanie norm płciowych... a nie, to tylko smętne hejtowanie na wszystko, co tradycyjnie "kobiece".
- Kiedy pani, której mąż (zakochany w innej panience, oczywiście) w tajemnicy przed wszystkimi "adoptował" bohaterkę i w tajemnicy zapisał jej wszystko, co posiada, dowiaduje się o tychże faktach z testamentu, zostawionego przez męża ( który wybiera się na bardzo prawdopodobną śmierć) i dostaje z tej okazji szału, jest podłą oszalałą suką, nie wartą wspaniałego męża. I musi przepraszać bohaterkę.
- Wszyscy mówią w dokładnie ten sam sposób. Jakaś odrobina innego rejestru pojawia się w scenie sądu w niebie... i natychmiast znika.
- Wszyscy krzyczą, histeryzują i dostają co pięć stron przypadkowych ataków szału. Włącznie z istotami, które mają po kilka tysięcy lat i mogłyby się trochę ogarnąć.
- Wszyscy mówią "Luc". Wszyscy. Niezależnie od pozycji "społecznej" (z braku lepszego określenia) i systemowej. Zero szacunku z jakiejkolwiek strony. Jasne. Czemu nie. ("Luc" brzmi jak "buc".)
- Bohaterka ma Wizję Bogini. Rozmawia z aniołem i diabłem o wizji i o pewnych szczegółach dotyczących ich związku, których się dowiedziała z tejże. Kilka rozdziałów później anioł i diabeł wyjawiają Dorze, że oni mieli wizje Pana. Bohaterka... wyjawia... czego nie uczyniła do tej pory (???) ... że ona miała wizję Bogini i znów rozmawiają o tych wspomnianych już szczegółach. W tym czasie w pokoju siedzi z nimi Gabriel. Jakiś czas później bohaterka uznaje, że na wszelki wypadek nie będzie mówiła Gabrielowi, że miała wizję Bogini, bo jeszcze się bida oburzy. WTF?????
- Gabrielowi zmienia się charakterystyka z opisu na opis. Raz Dorę lubi, raz z niechęcią przyznaje, że coś w niej jest, a potem nagle (po tomie względnego spokoju) uznaje znów, że powinna dać spokój jego wnukowi!!! Ale i tak Gabriel jest jedną z fajniejszych postaci, rozumiem doskonale jego permanentne przewracanie oczami.
- Lucyfer miewa swoje momenty, ale też jest tak niespójny, że zęby bolą - od chłodu i opanowania do wzruszonego popłakiwania w pięć minut. Bitch please.
- (Czy diabeł i anioł mają jakieś BABCIE, czy archaniołowie tak sami z siebie się cudownie rozmnożyli? Oh wait, pewnie babcie to też jakieś suki. Albo mimozy. Ok, wycofuję pytanie, nie chcę o tym czytać.)
- W którymś momencie pada "Bogowie były." I kid you not.
- Zazwyczaj mamy "Abaddona"... poza tymi trzema razami, kiedy pojawia się "Abbadon" :D
- Baal to "Karmazynowy Książę", jak podobno wszyscy wiemy. Nie wiem, skąd, bo w poprzedniej części o tym nie było ani słowa.
- Dlaczego ten seks Dory i Mirona w rozdziale 16 zostaje znów przerwany? Bez powodu, bo następująca po nim rozmowa nie jest w żaden sposób paląca. Ot, nasze otp po prostu nie może się przespać, bo nie będzie napięcia seksualnego do opisywania. (Polecam autorce do przeczytania Cold Fire / Cold Steel Kate Elliot.) Ale ale ! Na koniec książki wreszcie dochodzi do seksu i nawet ten seks nie jest przerwany, ale... okazuje się, że zempatował go w trakcie i się tym zangstował anioł. Diabeł i wiedźma wspaniałomyślnie stwierdzają, że anioł może empatować też kolejne ich zbliżenia, a wiedźma zaczyna się zastanawiać nad przejściem w trójkącik - YAY NAPIĘCIE NA KOLEJNE TOMY \o/
- Z zabawnych rzeczy: na początku książki Miron i Dora zaczynają się macać, poraża ich prąd. Lucyfer, Gabriel i Michał nie są zaskoczeni. Ach, ten anielski braterski incest.
- Nie wiem, czy bardziej obleśne są dla mnie te wszystkie opisy superseksualnych demonów, a zwłaszcza Baala, i tego, jak na siebie oddziałują z bohaterką, czy stwierdzenie "Wyglądało na to, że tatuś uzbroił swoją małą dziewczynkę" ... ale chyba jednak to drugie.
- Bohaterka oznajmia wszem a wobec, że Nathaniel jest bratem Joshui i Mirona. Ma to być odebrane jako żart wobec wścibskiej sąsiadki, ale Joshua wyczuwa, że Dora mówi tu prawdę. Ileś rozdziałów później: Joshua jest niewiarygodnie zaskoczony, że Nathaniel jest jego bratem.
- Jeśli knajpa, w której właściciel - upadnięty (nieomal) anioł gra na pianinie nie jest smętną zrzyną z Sandmana, to nie wiem, czym jest.
(- Czy imię Nathaniel jest nawiązaniem do Sandemo?)
- "Cela za celą, kolejne dzieciaki były uwalniane." Czy to jest język polski?
- Dramat Nathaniela jest w książce dość długo rozpamiętywany, bohaterka uczy go samoobrony, rozważa, jak bardzo musiał cierpieć, jaką ma traumę. Ok. Bohaterka przy każdej okazji przeżywa niedoszłą śmierć Mirona w poprzednim tomie. Cool. Bohaterka przeżywa niedoszłą śmierć Lucyfera przez ileś kolejnych rozdziałów. Ok. A potem dowiadujemy się o dwu gwałconych dziewczynach i... i jest najpierw krótki gniew bohaterki (po czym inne wydarzenia go przesłaniają), potem wspomina o temacie kilka razy, a potem już się dowiadujemy, że dziewczyny są w zasadzie wyleczone i już się nie boją mężczyzn. Aha. Czy książka musi jakoś głęboko wypowiadać się na temat tego gwałtu?... Nie. Ale przy tych wszystkich opisach napięcia seksualnego i wszystkich uwielbiających bohaterkę (i cierpiących za milijony) facetach, można by poświęcić sprawie jeszcze chociaż kilka zdań.
- Anioł tajemnic wg internetów nazywa się RAZJEL, nie Rajzel, ale powiedzmy, że licentia poetica. (Również nie pamiętam, by sąd ostateczny w niebie miał polegać na ważeniu duszy - Egipt mógłby się zdziwić - ale niech tam.)
- No i cóż, nasz główny czarny charakter do tej pory okazuje się być opętanym przez demona, co oczywiście odkrywa bohaterka. Czuję w przyszłości wizyty Rafaela u Dory, głęboką wdzięczność, kajanie za grzechy, przyjaźń, wsparcie i obupólną fascynację. Na pewno okaże się też świetnym facetem. (Złota myśl na przyszłość: Rafael/Dora otp. To nawet mogłoby być fajne.)
- Wilkołak Sebastian plącze się pod nogami, plącze się pod nogami, potem zostaje wyrzucony do baru, zabrany na odbijanie sierotek ... i nic nie wiadomo, co z nim dalej - dotarł do tej Gdyni? - tylko raz jest wspomniany do końca książki.
- Skrzaty szachraje zamieniają się na koniec książki w szwindle, z których jeden ma na imię Szachraj. Ależ czemu nie.
Nie polecam. Gdyby tę książkę przepisać od nowa na spokojnie, usunąć histerie, zadbać, żeby kolejne akapity były ze sobą nawzajem spójne, a potem poddać porządnej redakcji i korekcie, myślę, że coś by z tego było. Ale jest... potencjał, a wykonanie ogromnie niechlujne i niezachęcające do zaglądania do kolejnych części.
This entire review has been hidden because of spoilers.
autorka: "ta postać jest bezwględnym bytem, wcielonym złem, wzbudzającym terror bóstwem, etc." postać: *wpada na dorę* "omg ale jesteś śmieszna taka inna dziwna wgl weź nie mów nikomu tylko dobra ale jak coś to podam ci wszystko na tacy i masz we mnie przyjaciela uwu" dora: "hihihihi dobra to jak gdzieś będziemy to udaje że 😳shock horror pa słodziaku!!!"
Kiedy myślisz, że ta seria nie może być jeszcze bardziej absurdalna, ale jednak jest taka z książki na książkę. Jednak to przyjemna rozrywka. xD Chociaż szkoda, że się nie chudnie od przewracania oczami!
Relacja tej trójki jest taka dziwna, te dialogi i zachowania czasem ocierają się o taki absurd, że nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Jeśli ktoś chce dramatycznej do przesady lektury, to zapraszam tutaj!
Ogólnie najbardziej absurdalne było jakieś pierwsze 30% książki + końcówka z Joshuą, przez którą zaliczyłam face palm. Pozostała część książki jest lepiej napisana niż poprzednie części. Fabuła wydaje się bardziej spójna i nie jest nawalone tyle, co w poprzednim tomie. "Seksowne" sceny też są lepiej napisane. Ogólnie jest ich więcej.
Autorka wystawia Dorę na bardzo wysoki piedestał, a Joshua i Miron są jakby tylko dla ozdoby... Już nie wspominając o wszystkich innych, z którymi ma różne więzi. Momentami jest to aż za bardzo przesadzone. Jej wyjątkowość czasem jest do porzygu... Jednak kolejny tom zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że będzie dużo Romana, bo bardzo go lubię!
Fajne. Najlepszy tom ze wszystkich które narazie czytałam. Zdrobnienia mega irytujące jak zawsze. Ciesze się, że Dora się już mniej więcej okresilila z kim chce być, a nie tak krąży. Pierwsze 70 stron tragiczne ale reszta mega fajna. Sceny akcji trochę za krótkie. W tym tomie juz trochę mniej widziałam wyidealizowanie dory co jest na plus. Polecam
Tak do 2/3 byłam pewna, że dam jedną gwiazdkę, bo było tragicznie. Potem była całkiem udana, dynamiczna i bardzo wciągająca sekwencja sądu anielskiego (nie powiem ostatecznego, bo jestem tradycjonalistką i sąd ostateczny powinien wyglądać inaczej) i pojedynku i to uratowało trochę książkę. Niestety, muszę powiedzieć, że wszystkie wady poprzednich tomów się powtarzają - i wręcz kumulują, bo można wybaczyć jedną okazję, gdy się coś robi niefajnie, dwie okazje, ale potem to już nie jest przypadkowe trafienie w "pet peeve", to już jest ewidentnie cecha charakterystyczna cyklu.
Książka usiłuje być bardzo cool, a wychodzi bardzo tak sobie. Moje główne zarzuty podzieliłabym na ideologiczne (wysnuwane dlatego, że a) książka chyba usiłuje być progresywna, b) oczekuję od ludzi odrobiny autorefleksji w kwestii wartości i opozycji binarnych, którymi się posługują, zwłaszcza, gdy ma się wykształcenie w tym kierunku) oraz merytoryczne.
a) Ideologiczne
Ø Mizoginia - to kobiety są najgorsze, praktycznie wszyscy mający więcej miejsca na stronie mężczyźni są ostatecznie "wybaczalni" i dostają insta-redemption; przyjaciele bohaterki = tłum facetów, relacje męskie i męsko-damskie są lepsze niż między kobietami. Czemu Nathaniel nie mógł być dziewczyną? Czemu IZYDA, bogini płodności i wzór dobrych żon, jest kolejną ofiarą serii pt. Najgorsze to Kobiety? Czemu bohaterka wyzywa kobiety co chwila - od sucz, zdzir itp.? Czemu takie slut-shaming (i to nawet kierowane na siebie, czy w przeciwnym razie czytelnicy nie polubią Dory)? Ø Lesbijkofobia - niby bohaterka jest bi, ale jej gaze jest wyłącznie heteronormatywne (patrzy na mężczyzn, na wielu mężczyzn). Lesbijka z przeszłości (jak na kobietę przystało) jest zła. A cytaty w rodzaju "żadna kobieta nie pozostałaby obojętna na twoje wdzięki" równają kobietę z kobietą heteroseksualną, wymazując istnienie kobiet, które *BYŁYBY* obojętne. (O tym, że tam nie było "żadna" tylko "nawet ślepa" też w sumie warto wspomnieć, bo to taki ablism że boli.) Ø Seksizm i esencjalizm - autorka waha się między "męskie jest dobre" i "Dora jest męska" (jakie to cool, że bohaterka jest taka męska, bo woli katanę od błyskotek) a "Dora jest kobietą, więc rozumie uczucia i może panom wytłumaczyć co czują, bo mężczyźni o uczuciach nie umieją rozmawiać". Jeden z mężczyzn JEST EMPATĄ. Ale mimo tego XX daje tutaj lepsze pole manewru. To prawda, Dora posiada wszystkie informacje, ale nie ten argument pada w tekście. Ø Tragiczny seks. Mamy scenę ze skrajną pasywną kobietą / aktywnym mężczyzną, mamy "sprzęty", mamy niezmiernie seksualnie wyzwoloną Dorę, która przez kilka tygodni celibatu najwyraźniej nie może przespać się z Mironem bo Budowanie Napięcia Fabularnego, ale też nie może skraść kilku minut pod prysznicem, bo woli być na głodzie(?). Nie mówię, że masturbacja jest optymalna, ale NAPRAWDĘ w ciągu tych kilku tygodni nigdy nie miała na nią czasu i ochoty? I wkurza mnie strasznie, że to takie sexy, że Baal jej się materializuje w łóżku, gdy ona śpi n.. Prawda jest taka, że pierwsze skojarzenie, które ma w takiej sytuacji kobieta (ktoś obcy w łóżku i nie wiem, kto to jest, nikogo nie powinno to być) to nie jest spokojne rozważanie tylko "zaraz mnie zgwałcą". Ale o traktowaniu gwałtu w książce (taki plot point zasługujący na dużo mniej uwagi niż cierpienie mężczyzn) to można by dużo powiedzieć.
b) MERYTORYCZNE!
Ø Zupełny brak stałości. Autorka nie pamięta - ewidentnie - co pisała. Zmienia się między scenami to, co postaci wiedzą, a co nie (np. nieszczęsna rozmowa z Boginią jest najpierw wspomniana przy Mironie i Joshui, potem słyszą to PIERWSZY RAZ kilka dni później; opinia Gabriela nt. Dory zmienia się CO SCENĘ; raz mamy Abbadona, raz Abaddona; Ø Selkie to nie są w żadnym chyba świecie małe zielone dziewczynki tylko FOCZE KOBIETY. Spotykane na wyspach i nad morzem. Ø Rejestr jest stale niski. I niech sobie jest niski jak bohaterka gada z boyfriendami, ale jak rozmawia z Szychami - albo Szychy z nią - to naturalne byłoby, żeby i jej rejestr się zmieniał i żeby ONI MÓWILI INACZEJ. Kilkusetletnie osoby mają chyba prawo do swoich własnych nawyków słownikowych. Jakaś stylizacja, nie za ostra, ale jakaś, by się przydała. Ø Szczególnie zwraca tu uwagę zwyczaj mówienia do wszystkich zdrobnieniami. Nie wiem, w jakim świecie to jest przyjęte. Ø Powtórzenia (dupa x3 w dwóch akapitach, na przykład), przerost krótkich równoważników zdań i zdań złożonych z masy krótkich urwanych części (co wcale, nie jest, sposobem na, dynamikę!), dziwaczna interpunkcja (przecinek to nie jest jedyny istniejący znak przestankowy, pytania i stwierdzenia mające formę pytania mają inną interpunkcję). LITERÓWKI (np. ZWYCIĘSCA), błędy gramatyczne (nagły zły przypadek więcej niż raz, nie zaznaczyłam i już nie pamiętam, ale rzuciły mi się w oczy). Ø Słownictwo jest momentami okropne. "Sprzęt" to nie jest najlepsze słowo na penisa. To prawda, polski tu w ogóle niezbyt jest prosty w użyciu, ale "sprzęt" :(((
To nie jest tak, że książki mi się nie podobają. Po prostu mam mało cierpliwości, dużo złośliwości i oczekiwania, które leżą dalej od Supernatural (NIENAWIDZĘ wpływu SPN-a na książki, uważam, że żadnej nie wyszedł na dobre - już najlepiej broni się u Miry Grant, która zmieniła braci na brata & siostrę [ADOPTOWANYCH OK!]), ale Demon's Covenant na tym ucierpiał i Jadowska - w moim odczuciu też). Bo jak już czerpać, to może nie z czegoś, co samo w sobie jest *słabszym* od oryginałów remiksem innych popkulturowych tekstów (SPN to we wczesnych sezonach 2/5 Buffy i 2/5 X-Files).
No i za każdym razem, jak pada słowo "suka" moja sympatia do książki trochę maleje. I naprawdę mam też wrażenie, że to, jak radośnie tym słowem (i wszelkimi mizoginicznymi epitetami) operował zwłaszcza Dean odcisnął się na stylu pisania dialogów / monologu wewnętrznego tutaj, świadomie bądź mniej ze strony autorki.
Jestem bardzo zawiedziona. Wciąga, ale tak strasznie drażni niedopracowanie i zwyczajna niedbałość. Nie oczekuję ideału, ale spodziewam się wyższego poziomu niż można się spodziewać po fanfikach do SPNa.
This entire review has been hidden because of spoilers.
jeszcze 2 lata temu pewnie dałabym 5⭐️, ale jesteśmy w 2023 i mój gust czytelniczy znacząco ewoluował i po prostu zaczęłam też dostrzegać wiele wad w tej serii. ale i tak bawiłam się super.
2,5/5 melodramatu ciąg dalszy, ale, uwaga, JEST LEPIEJ! aż sama w to nie wierzę, ale serio, widzę lekki progres, głównie chyba przez dosyć jasne postawienie pewnych spraw dotyczących naszej głównej trójki. tylko takie pytanie mi się nasuwa.. jakim cudem, naprawdę JAKIM CUDEM Dora jest wybrańcem i jest wyjątkowa i jest pierwsza we wszystkim, co się w tym świecie dzieje? to mnie strasznie irytuje jakoś, ale to może dlatego, że ja jej nie lubię XD
No już niech będą te 3 gwiazdki… jest ciut lepiej niż w poprzednim tomie, bo jednak tego wątku romantycznego było mniej, na rzecz akcji (całe szczęście), jednak niepokonana Dora, nie wzbudza we mnie żadnych emocji… brak mi tu adrenaliny, zaskoczenia, bo wiem, że nasza główna bohaterka doskonale sobie ze wszystkim poradzi. 😬
Jakoś tak wyszło, że nawet stęskniłam się za Dorą i naszła mnie ochota na kolejny tom... i miałam wrażenie, że on się nigdy nie skończy... Póki co jest najgorszy ze wszystkim, kompletnie nudny, miałam wrażenie, że o niczym i czy tylko ja się wciąż wzdrygam, jak oni mówią o trójkącie? Matko boska... Poza tym nie oszukujmy się, że ta książka jest po prostu za długa i tu nie ma tak wiele fabuły, żeby potrzeba było ponad pięciuset stron...
Podobał mi się za to ten wątek z odbijaniem magicznych dzieci i tworzeniem dla nich bezpiecznego zakątka, ale chyba tylko to...
3.25 ehh mam problem, dużo rzeczy mnie irytowało, ciężko mi się skupić na tej serii w sumie idk czemu, Jak jeszcze raz usłyszę „ptaszyno” „slonko” lub coś o majtkach głównych bohaterów to wyjdę💀 Ale mimo wszystko w jakiś sposób lubie ta serie i chce czytać ją dalej💀💀
Sam fakt, że przeczytałam tą książkę w dwa dni, mimo że mamy Boże Narodzenie, sporo mówi. Emocje przy czytaniu były ogromne! Ta fabuła była cudowna. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele mnie w tej serii zaskakuje… Z każdym tomem coraz bardziej przywiązuję się do tych bohaterów!
Polecam wam z całego serca i jestem gotowa siłą was zmuszać do czytania Dory Wilk! Potraktujcie tą obietnicę bardzo poważnie, bo mogę się pogniewać i zadzwonić do Dory z prośbą o kontakt do Azjela🤫
Bardzo lubię tą serię choć jest czasami irytująca. Dora jest niezwyciężona, z każdym kolejnym tomem zdobywa nowe moce i niemal wszyscy ją uwielbiają. Dla mnie i tak najlepsze są tu męskie postacie. Piekielnicy <3
Oj, oj. Momentami mdliło mnie od tej słodyczy. Mimo wszystko będę kontynuować przygodę z Dorą. Szanuje autorkę i modlę się, by kolejne części były już lepsze.
Nawet nie skomentuję jak bardzo jestem zawiedziona tą częścią, bo bym musiała napisać na ten temat cały esej. W wielkim skrócie jednak - gdzie jest korekta? Podwójne przecinki, randomowe litery na końcu zdania, zaczynanie zdania z małej litery? Tego się czytać nie dało. A jeśli chodzi o samą Dorę… to napiszę tylko, że brakuje, by wynalazła lek na raka, bo ona wszystko przecież potrafi, każdy ją kocha, każdy facet chce z nią być, a inne kobiety to suki. Szkoda nawet się rozpisywać na jej temat. Powinnam dać 1 gwiazdkę, ale z sentymentu, dla paru postaci i przez to, że akcja na koniec trochę bardziej mi się podobała daje te 2 gwiazdki.
Mój ulubiony tom💚 Kocham cały ten świat!!!! Dora, Miron i Joshua to jest najlepsze połączenie jakie istnieje. Odrazu mówię, że sięgnę jak najszybciej po 4 tom! Nie działo się tutaj jakoś szczególnie dużo, ale mi się bardzo podobało. Akcja super rozwinięta! Bardzo mi się wszystko tutaj podobało. CZYTAJCIE DORĘ 💚💚🛐🛐
[edit 2025] Nadal jestem w miłość i ciągle jest to mój ulubiony tom. Jak słuchałam tego to się nie umiałam nie uśmiechać!!! Cały czas miałam bana na twarzy. Mimo iz wiem, że nie wszyscy lubią Dorę i ja rozumiem rzeczy, które są zarzucane do tych książek, aleeee ja kocham i będę kochać. Więc moje zdanie się nie zmieni bo czuję się jak domu gdy jestem w tym świecie.
Uwaga, spojlery do kolejnej części: dzięki swoim recesywnym genom Dora Wilk znajduje wewnątrz siebie nagłą umiejętnośc zmiany uniwersum. Trafia na sam środek Bitwy o Hogwart. Dzięki swoim niesamowitym umiejętnościom osobiście zabija Lorda Voldemorta swoim srebrnym sztyletem i to dlatego zaklęcie się w niego odbiło. Zanim Harry Potter, oszołomiony, zobaczył ją, uciekła za pomocą teleportacji, nowej umiejętności odziedziczonej przez prapraprapradziadka. Naprawdę wierzę, że będzie taki wątek w 4. części. Tyle przypadków, tyle wyjątków, tak bardzo inna i nadzwyczajna. To jest wręcz leniwe.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Choć pierwsza połowa trochę mnie wynudzila i fabuła układała się zarazem chaotycznie jak i mozolnie, to od drugiej połowy zaczęłam się już dobrze bawić. Trzeci tom za mną, pora na kolejne ;)
Mam dziwną relację z tą seria. Jak dotąd przez pierwsze połowy książek z tej serii mam ochotę zrobić DNF i tym razem było na serio blisko….ale jakoś odczekałam dwa dni, włączyłam ponownie i….się wciągnęłam. Trochę jak z toksycznym eks….niby nic już nie chcesz mieć z nim wspólnego, a potem nie możesz przestać o nim myśleć.