Czterdziestki dwadzieścia lat wcześniej, czyli początki wielkiej przyjaźni i Wrocław u progu nowego tysiąclecia
Boże Narodzenie już blisko. W domach pachnie cynamonem, mrok grudniowych ulic rozświetlają elektryczne gwiazdy, a wnętrza modnych kawiarni rozbrzmiewają świątecznymi przebojami. Cały Wrocław ogarnęła gorączka przygotowań do najważniejszego dnia w roku. No, prawie cały…
Święta nie są dobrym czasem na życiowe zmiany, jednak rewolucje mają to do siebie, że nie zważają na kalendarz. Najlepiej wiedzą o tym Karola, Aśka, Anita i Magda, specjalistki od komplikowania życiowych spraw. U nich nigdy nic nie idzie zgodnie z planem. Czy dziewczyny uporają się z codziennymi problemami? Czy w spokoju dotrwają do Gwiazdki?
Na szczęście w święta dzieją się cuda. Takim cudem jest przyjaźń, która pomaga przetrwać każde trzęsienie ziemi. Nawet bezśnieżne Boże Narodzenie da się przeżyć. Byle razem!
"Czterdzieści dni do świąt" dostałam w prezencie na Mikołajki i chociaż wiedziałam, że książka ta ma wcześniejsze tomy to postanowiłam ją przeczytać z tego względu, że jej akcja dzieje się dwadzieścia lat przed tą z pierwszego tomu. I w sumie ta książka była bardzo przyjemna, ponieważ jest o przyjaźni, miłości, ale również o bólu po stracie i próbie odnalezienia się w dorosłym życiu, które nie ukrywajmy jest strasznie trudne. I tak w sumie to książka byłaby cudowna, gdyby nie to, że było mi za dużo bohaterów naprawdę przez większą część książki musiałam się zastanawiać kto jest kim i jaką historię opowiadał nam w poprzednich rozdziałach to bardzo utrudniało mi czytanie i skupienie się na niej. Każda z bohaterek jest inna i dzięki temu każdy kto czyta tę książkę może odnaleźć się w ich życiu i przedstawionych przez nich historiach.