Kiedy opadł kurz po rozpadzie Związku Radzieckiego, Uzbekistan po raz pierwszy w historii mógł sam decydować o sobie. Naczelną zasadą nowego porządku stał się ma'naviyat ("moralność" lub "duchowość") – życie w pokoju i harmonii, przywiązanie do ojczyzny i rodziny, szacunek dla starszych, troska o młodych, miłość do języka uzbeckiego. Administracja państwowa pod wodzą prezydenta Isloma Karimova, który rządził krajem przez prawie 30 lat, ochoczo zabrała się do wprowadzania tych pięknych idei w życie. Jednak proces uszlachetniania Uzbeków okazał się bolesny: cenzura, inwigilacja, szykany i prześladowania nieprawomyślnych były na porządku dziennym. Śmierć jedynowładcy i zmiana na prezydenckim tronie przyniosła krótką nadzieję na zmiany i szybkie rozczarowanie.
Agnieszka Pikulicka-Wilczewska spędziła w Uzbekistanie trzy lata, pracując jako dziennikarka i wykładowczyni. Opisywała wszechobecną korupcję, sytuację kobiet, osób LGBT+, wzmagający się fundamentalizm religijny. Za swoją bezkompromisowość zapłaciła wysoką ceną – została wydalona z Uzbekistanu bez możliwości powrotu. Nowy Uzbekistan to raport z zawodowych zmagań i prywatnej miłości do tego trudnego kraju.
Przed sięgnięciem po książkę autorstwa Agnieszki Pikulickiej-Wilczewskiej o Uzbekistanie nie wiedziałam praktycznie nic. Państwo położone w Azji Środkowej, jedna z byłych republik ZSRR. I na tym moja wiedza się kończyła. Trudno to nawet nazwać wiedzą szczątkową. Ha, koń by się uśmiał.
Ale koniec dygresji! Nie wyobrażam sobie innej, odpowiedniejszej osoby do napisania reportażu o Uzbekistanie niż Agnieszka Pikulicka-Wilczewska! Tak, tak, Proszę Państwa - „Nowy Uzbekistan” to reportaż kompletny, doskonały! Wiem, że jestem już z tym nudna, mam nadzieję, że nie zostanę posądzona o brak wiarygodności, ale co ja zrobię, że to jest kolejna jedna z najlepszych pozycji literatury faktu jakie czytałam! W pełni wiarygodny i rzetelny - to nie jest jeden z tych reportaży typu “jadę na weekend do kraju X, zwiedzam i rozmawiam z trzema mieszkańcami - piszę książkę!”. Nie, nic z tych rzeczy - autorka przez kilka lat mieszkała w Taszkencie pracując jako dziennikarka i wykładowczyni. W tym czasie nawiązała mnóstwo kontaktów i przyjaźni z Uzbekistańczykami i Uzbekistankami, świetnie poznała stolicę i część kraju, a dzięki dziennikarskiej żyłce i akredytacji miała dostęp do najbardziej interesujących kąsków jak i posiadła wiedzę jak politycznie i medialnie działa to państwo.
Idealnie zachowana jest w tym reportażu równowaga pomiędzy częściami historycznymi i politycznymi, a wątkami społeczno-kulturowymi. Autorka porusza sporo zagadnień - momentami jest to reportaż śledczy, historyczny, społeczny itd., ale o pobieżności nie ma tu mowy - każdy wątek zbadany i przedstawiony jest kompleksowo i wnikliwie. Niczym najlepsi autorzy publikacji historycznych Agnieszka Pikulicka-Wilczewska zarysowuje bogatą historię Uzbekistanu, sprawnie prowadzi przez meandry polityki, obrazowo przedstawia zapierającą dech w piersiach architekturę, ale i sporo miejsca poświęca problemom i życiu codziennemu „zwykłych” ludzi. Z wielkim zainteresowaniem, wręcz zahipnotyzowana czytałam o nieludzkiej przymusowej pracy na polach bawełny, bezdusznych wysiedleniach mieszkańców spowodowanych kaprysem rządu aby zmodernizować “brzydkie” państwo czy niegodnej pozazdroszczenia pozycji kobiet i osób LGBTQ+ w Uzbekistanie. Szczękę z podłogi zbierałam przy fragmentach o byłym prezydencie Karimovie i jego rodzinie. To jak niewyobrażalnie paskudni, zepsuci, zdemoralizowani, okrutni to są ludzie nie mieści się w głowie. Historia tej familii to jest gotowy materiał na scenariusz. Scenariusz jakiego najlepsi scenarzyści by nie wymyślili - tak nieprawdopodobnie chora, pokręcona, przepełniona czystym złem i bestialstwem jest ta rodzina i decyzje oraz postępowanie jej członków i członkiń. Film, serial opowiadający o nich to byłby miks brazylijskiej telenoweli, AHS, Gry o tron i House of Cards.
Autorka ma znakomite pióro - wie jak skutecznie przykuć uwagę czytelnika, w żadnym momencie nie przynudza, a perfekcyjnie potrafi dozować napięcie i intrygować. Mały objętościowo reportaż, a dostarcza czytelnikowi ogrom wiedzy. Każde opisywane zagadnienia jest interesujące i istotne, nie ma tu też ani jednego zbędnego zdania. Niemal na każdej stronie czuję się w tym reportażu pasję i miłość autorki do Uzbekistanu - jednak absolutnie nie jest to miłość ślepa. Agnieszka Pikulicka-Wilczewska jak najbardziej widzi ogrom wad i nieprawidłowości. Otwarcie i obszernie pisze o czarnej stronie tego przepięknego architektonicznie, przyrodniczo i folklorystycznie państwa - trawiącej go korupcji, ostrej cenzurze i inwigilacji, prześladowaniach “niepożądanych” grup, społeczności jak i pojedynczych obywateli. Parafrazując pewnego znanego Pana - “Kraj wspaniały, tylko rządzący …”.
Znakomicie napisana, pasjonująca lekcja historii Uzbekistanu, a także porządna dawka niesamowicie ciekawego i kompletnie innego od naszego obrazu codziennego życia, kultury, tradycji, norm i obyczajów tego azjatyckiego państwa. Wyśmienite!
3.5 Od dziecka mam trudną do wytłumaczenia zajawkę na Azję Centralną i ta zajawka została zaspokojona Miejscami za dużo nazwisk naraz, można się pogubić ale jest to solidny reportaż.
Czytany przed i podczas pobytu. Duże, duże rozczarowanie. To nie jest poziom którego spodziewałabym się od Czarnego. I za dużo tu autorskiego „ja”. Nie do zniesienia dużo szczegółów dotyczących „ja”, które nie mają uzasadnienia w istotności i wyjątkowości zdarzeń, które „ja” spotkały. 3 gwiazdki bo jednak paru rzeczy się dowiedzialam 😉
Bardzo ciekawa opowieść o kraju, o którym wiedza w Polsce jest znikoma. Na plus wnikliwość, osobista perspektywa autorki i przekrój tematyczny. Na mały minus - mogłaby być dłuższa :)
Wybieram się do Uzbekistanu za miesiąc więc potrzebowałam czegoś aby zrozumieć historię tego kraju i zależności jakie tam panowały/ obecnie panują. Bardzo dobry reportaż, ostatnie strony, o osobistych, przykrych przeżyciach autorki jakie ją spotkały w Uzbekistanie czytało się jak dobry thriller!
Na początku można jeszcze się czegoś ciekawego dowiedzieć o Uzbekistanie, ale później najważniejsze dla autorki stają się mniejszości seksualne i "piekło" uzbeckiego społeczeństwa w którym, o zgrozo!, ludzie uważają zawieranie małżeństw i posiadanie dzieci za oczywistość.
Z tego zresztą powodu bawią dwie rzeczy. Po pierwsze, autorka ma pretensje do Uzbeków, że z wyżej wymienionych powodów zaczęli ją traktować bardziej jako aktywistkę, niż dziennikarkę. Po drugie, na 252 stronie sama narzeka na to, że w pewnym momencie. LGBT stało się w Uzbekistanie ważniejsze od korupcji czy problemów gospodarczych, gdy przecież dla niej samej w pewnym momencie książki nie ma nic ważniejszego! Można tylko ubolewać, że Agnieszka Pikulicka-Wilczewska będąc na bakier z logiką prowadziła zajęcia ze studentami...
Ogółem czekam na dużo ciekawszą książkę o Uzbekistanie, bo kraj z powodu swojego dynamicznego rozwoju z pewnością zasługuje na konkretną opowieść o swoich realiach.
Reportaż zawiera chyba wszystko co aspirujący do orientowania się w sprawach Uzbekistanu przeciętny Kowalski powinien wiedzieć. Książka napisana spójnie, poruszająca każdy istotniejszy temat, razi jedynie anglojęzyczna transkrypcja nazwisk (których momentami jest za dużo, musiałem sobie notować te mniej oczywiste z nich). Pod koniec książki autorka zaczyna oddalać się trochę od generalnych spostrzeżeń i historii kraju i zagłębia się we własne doświadczenia, przy okazji dając lekkie wrażenie syndromu Mesjasza - doświadczenia jej jako kobiety w konserwatywnym, muzułmańskim kraju dają wiele do myślenia, ale ciężko nie odnieść wrażenia że w pewnym momencie zmienia się to po prostu w wylewanie własnych żali i narzekanie, że Uzbekistan nie jest tak progresywny jak zachód. Mimo wszystko i literacko i merytorycznie dobra robota.
Reportaż czyta się świetnie - fakty i przeżycia autorki przedstawione są w niesamowicie wciągający i przejmujący sposób. Co chwila przeżywałam szok spowodowany opisywanymi wydarzeniami. Absolutnie nie miałam świadomości, jaka jest sytuacja społeczno-polityczna w Uzbekistanie i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na przeczytanie tej książki. Serdecznie polecam wszystkim chcącym poszerzyć swoje horyzonty.
niesamowicie kompletny obraz teraźniejszego Uzbekistanu (w szczególności Taszkientu). personalne trudy autorki, związane z działalnością aktywistyczno-reporterską, pojawiające się pod koniec książki, idealnie uzupełniają obraz mentalności starszych Uzbeków. książki takie jak ta i reporterki takie jak Pikulicka-Wilczewska przywracają mi nadzieję w tę serię wydawnictwa czarnego, która często w tej serii wydaje gnioty
Nie wiem czym jest ta książka. Skróconą historią Uzbekistanu? Reportażem z ostatnich wydarzeń w tym kraju? Memuarem autorki?
Uzbekistan wydaje się być fascynujący, rozumiem autorki tęsknotę za tym krajem, ale jej książka to chaos i chyba najsłabsza reporterska pozycja wydana przez Czarne jaką czytałem.
Myślę, że dla każdego kto chce się dowiedzieć czegoś o Uzbekistanie, państwie z regionu, o którym praktycznie nikt nie wie zbyt wiele, jest to bardzo dobra książka. Widzę, że niekoniecznie wszystkim się to podoba, ale dla mnie akurat na plus jest fakt, że autorka podeszła bardziej personalnie do tego reportażu, bo właśnie to nadaje mu większej autentyczności
Uzbekistan po upadku ZSRR. Kraj, który chciałby aspirować do zachodnich cywilizacji, ale nie jest na to gotowy. Religia, wykorzystywana do celów politycznych, zamordyzm władców, bojących się własnych obywateli, zatem rządzących przemocą i zakazami. Smutno się to czyta.
Nie jest zła. Zbiór kilku essei/tematów- gdzie niegdzie zarysowuje niektóre aspekty życia politycznego i społecznego Uzbekistanu. Fajna jako wprowadzenie.
Świetny reportaż o Uzbekistanie i dziejących się tam przemianach. Autorka jedzie do tego kraju w momencie postępującej odwilży związanej ze zmianą u sterów władzy. Gdy nowa oligarchia widzi interes w pozornej demokratyzacji i otwarciu się na Zachód. Śledzimy poszczególne aspekty tych zmian, rozmawiamy z ludźmi, obserwujemy przemianę i najważniejsze problemy młodego państwa. A na koniec stajemy się częścią osobistej walki autorki, która jedynie swoim byciem i pytaniami staje się persona non grata w tym kraju Azji Środkowej.
(ale żeby nie było, ta osobista historia to się pojawia na końcu książki i jest bardziej ilustracją tego, jak działa miejscowy system, przez co staje się świetnym uzupełnieniem wcześniej opisanych historii)
Cudowny polski debiut! Zarówno o autorce jak i regionie wcześniej nieco słyszałam, ale to dopiero ta książka otworzyła mi drogę na realne zagłębienie się w zniuansowaną tematykę polityczno-kulturową Uzbekistanu, jak i szerzej Azji Centralnej. Turan Tales traktuję obecnie jako przedłużenie "Nowego Uzbekistanu" ;)