Jump to ratings and reviews
Rate this book

Pożądanie mieszka w szafie

Rate this book
Mógłbym się nazywać Al Pacino, a nazywam się Piotr Adamczyk. Inicjały niby takie same. Zaczynamy się podobnie, ale dalej wszystko idzie już inaczej. Mógłbym się też nazywać Dustin Hoffman, Russell Crowe, Colin Firth albo przynajmniej Johnny Depp. A nazywam się jak ten polski aktor, który grał polskiego papieża. Cały naród kochał polskiego papieża; myślę, że sporo się z tego przeniosło na Piotra Adamczyka, tamtego aktora, a mnie ominęło. [Fragment z książki]

Po świecie mediów i męskich uniesień prowadzi nas Piotr Adamczyk, mężczyzna o nazwisku popularnego aktora. W wyniku szeregu pomyłek przychodzi mu zmierzyć się z blaskiem nie swojej sławy i zainteresowaniem nienależnych mu kobiet.

Pełna humoru, liryzmu, ale i erotyki opowieść o totalnym pożądaniu i zagubieniu. O pożądaniu kobiet, sławy, sukcesów, a także codziennych przedmiotów. O zagubieniu w świecie zewnętrznym — w nadmiarze, który przytłacza, nie dając dobrej możliwości wyboru, lecz także o zagubieniu w świecie wewnętrznym, we własnych słabościach.

289 pages, Paperback

First published September 17, 2012

4 people are currently reading
33 people want to read

About the author

Piotr Adamczyk

4 books8 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
23 (19%)
4 stars
26 (22%)
3 stars
40 (34%)
2 stars
17 (14%)
1 star
11 (9%)
Displaying 1 - 9 of 9 reviews
Profile Image for Nina.
1,713 reviews42 followers
August 23, 2020
Piotr jest uzależniony od fantomowej miłości. We wszystkich kobietach szuka tej, której przed laty był pierwszym kochankiem i z miłości do której zdał sobie sprawę dopiero po jej utracie. Tak przynajmniej o sobie pisze jako narrator książki. Natomiast przez postronnych, a na pewno przeze mnie postrzegany jest jako niedojrzały czterdziestolatek, erotoman, egocentryk i nieudacznik. Swój potencjał intelektualny i zmysł obserwacji, widoczne w bogactwie skojarzeń i ekwilibrystyce językowej, wykorzystuje do kreowania coraz to nowych sytuacji i wydarzeń, nierzadko na pograniczu jawy i zmyślenia. Wszystkie owiewa dominujący smutek, brak miłosnego spełnienia, nawet jeśli erotyczne doznania przynoszą chwilową satysfakcję. Czy to co się dzieje w ostatniej odsłonie niesie dla Piotra jakąś nadzieję?

Dywagacjom Piotra trudno odmówić błyskotliwości, także gdy wykraczają one poza czysto erotyczne gry i fantazje. Jako naczelny gazety walczącej o przetrwanie skutecznie adoptuje pomysł zwany hipermarketyzacją prasy i w gruncie rzeczy nie jest zdziwiony, gdy po pewnym czasie zauważa zjawisko, jakie należałoby nazwać tabloidyzacją hipermarketów. Świetnie porusza się w wirtualnym świecie, choć początkowo z pewną trudnością przychodzi mu zrozumienie truizmu wygłaszanego przez prezesa, że „człowiek istnieje na tyle, na ile można go znaleźć w wyszukiwarce”. Jednak życie zawodowe bohatera wydaje się być dla autora jedynie marginalnym elementem tła cierpień współczesnego niezbyt młodego nie-Wertera czyli Piotra. Bo tak chyba można by, z pewną dozą złośliwości, potraktować „Pożądanie mieszka w szafie”. Nie jest to bowiem typowy romans erotyczny, choć seksu w nim nie brak. A cierpienia może i są dość przekonujące, ale zdecydowanie wolę Piotra Adamczyka z wrocławskiego ,Domu tęsknot”.
Profile Image for Kinga (oazaksiazek).
1,436 reviews171 followers
February 13, 2017
"Samotność nie jest naturalnym stanem; wszystko wokół występuje w parach – poduszki w sypialni, palniki w kuchence, a nawet baterie w latarce. Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie."

Drogi Czytelniku, to nie jest książka napisana przez TEGO Piotra Adamczyka, TEGO który grał papieża. Uświadom to sobie już na początku, abyś później nie poczuł się rozczarowany. Choć z drugiej strony, to czy fakt, że nie napisał jej sławny aktor, a jedynie redaktor wrocławskiej gazety, sprawia że jest ona gorsza? Nie, w żadnym wypadku!

"Pożądanie mieszka w szafie" to pełna ironii książka opowiadająca o samotności, pragnieniu miłości i życiu codziennym. Opowiedziana przez dojrzałego mężczyznę, nadal wzdychającego do dziewczyny z młodości i próbującego związać się z innymi kobietami, które wciąż do niej porównuje. To książka z erotycznymi fragmentami, więc jeśli nie lubisz tego typu utworów, to lepiej odłóż ją z powrotem na półkę.

Sama nie wiem, jaką ocenę wystawić, ponieważ z jednej strony myśli płynące z tej książki są mi bliskie, z drugiej natomiast główny bohater był momentami naprawdę denerwujący i miałam ochotę uderzyć go w głowę, aby zmądrzał...
Profile Image for Ola.
24 reviews
August 6, 2016
(ulubione cytaty)

"Trochę zazdroszczę jej kochankowi, podoba mi się determinacja dziewczyny, na pewno będzie się starać. Chciałbym być na jego miejscu, chociaż przez jeden wieczór. Kiedy ostatnio byłem w łóżku z kobietą? Pół roku temu? Codzienny wzwód poranny samotnego faceta jest najwyrazistszym z wyrzutów sumienia; organizm każdego ranka przypomina mi o obowiązku rozmnożenia się, założenia obrączki, rodziny oraz księgi hipotecznej pod dom na kredyt." (str. 13)

"Kiedyś pani nocna mówiła, że po przedmiotach ich poznacie, a nie po słowach; słowa bywają złudne, dla niepoznaki lub dla zmylenia, albo dla świętego spokoju, a przedmioty są do zaspokojenia potrzeb, powszednich albo wyuzdanych, mówią o nas na pewno nie wszystko, ale z pewnością wiele." (str. 20)

"Z kilkudziesięciu kineskopów na półkach przemawia po „Wiadomościach” prezydent kraju, właśnie ogłoszono wyniki wyborów. Na stoisku AGD telewizory stoją dokładnie naprzeciw pralek, każda jest otwarta, bo w bębnie ma wyeksponowane dane techniczne. Wygląda to tak, jakby pan prezydent przemawiał do pralek, a każda słucha z otwartą gębą. I poza nimi nikt na niego nie zwraca uwagi, klienci są jak muszki owocówki, ciągnie ich tylko do słodkich przecen, a prezydent jeszcze nie przeceniony." (str. 23)

"W domu pies wita mnie merdaniem ogona, klepię go po karku i to wszystkie pieszczoty, jakie nam się na ten wieczór należą. Nie wiem, czy on się do naszej samotności przyzwyczaił, ja czuję się z nią coraz gorzej; samotność nie jest naturalnym stanem, wszystko wokół występuje w parach, poduszki w sypialni, palniki w kuchence, a nawet baterie w latarce." (str. 27)

"Wieczorem wychodzę z psem i patrzę na niebo. Gdy jest taki wiatr jak dziś, zazwyczaj spadają gwiazdy, wtedy wymyślam sobie różne życzenia. Wczoraj miałem takie, że aż gwiazda, która spadała, zatrzymała się w połowie, jakby ze zdumienia ją zatkało. Powiedziała: „O pardon, monsieur” i taka była zaskoczona, że nie tylko nie spadała dalej, ale po chwili wróciła i przykleiła się ponownie do nieba. Ale kiedyś wezmę patyk i strącę skubaną, niech mi się spełni." (str. 29)

"Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie." (str. 32)

"Przyszedłem na jej studniówkę, którą szkoła zorganizowała w sali balowej pobliskiego hotelu. Biegając po korytarzach, trafiliśmy na niedomknięte przez sprzątaczkę drzwi. Wkradliśmy się do pokoju, z minibarku wyciągnęliśmy malutkie buteleczki i piliśmy szampana, ona po raz pierwszy w życiu. Była śliczna jak z obrazka. I od razu powstał między nami dylemat dialektyczny. Gdzie jest ten moment, w którym czułość dwojga ludzi przechodzi w seks?
– Ale pamiętaj, obiecałam rodzicom, że nie będę uprawiać seksu.
– Nie bój się, nie będziemy uprawiać seksu. – Pocałowałem ją w usta.
– To dobrze, bo mama by się gniewała.
– To byłoby straszne. – Zacząłem całować ją za uchem.
– A czy to nie jest seks?
– No coś ty, to tylko całus. – Wsunąłem dłoń pod jej bluzkę. Była bez stanika. Poczułem dotyk małych piersi.
– A to, czy to nie jest już seks?
– Nie, to tylko dotyk – uspokoiłem ją, głaszcząc stroszące się sutki.
– Ojej, a to?
– To tylko mały masaż. – Pchnąłem ją lekko w stronę kanapy. Chciała usiąść, lecz położyłem się na niej, rozpiąłem guzik jej sukienki.
– No, a to?
– To twój guzik. Jeden rozpięty guzik nie jest seksem.
– A to? Czy to już seks?
– Dwa też nie są.
– A to?
– To tylko cztery rozpięte guziki.
– A to? To już chyba…
– Nie, to jest nagość. Nagość też nie jest seksem.
– O Jezu, a to?
– To tylko lizanie.
– Ale to? To przecież już chyba jest seks?
– Nie, to pieszczoty.
– Ale mi jest tam mokro.
– To wzruszenie.
– Boże, co ty robisz! Czy to nie jest…?
– Tak, to już jest. Sam nie wiem. Może powinniśmy przestać.
– Nie przestawaj. To przecież tylko takie drżenie." (str. 42)

"Przyglądam się jej, jaka jest podekscytowana, jak macha rękami, zupełnie jakby mi już ten film opowiadała, który zaraz ze mną zobaczy. A wtedy, kto wie, chociaż to nasza pierwsza randka, może jednak pozwoli mi dotknąć swoich drgających emocjami piersi, a potem może zdejmę z niej bluzeczkę czerwoną, a ona włoży mi ręce pod koszulę. Przytulę się nieco mocniej, żeby dziewczynę położyć na sofie, i wtedy wsunę dłonie za pasek jej spodni, żeby dotknąć brzegu majteczek. To bardzo ekscytujący moment, coś jak pierwszy brzeg w czasie podróży, brzeg majteczek, nowy ląd, który za chwilę będzie można zdobyć. Oto ja, Krzysztof Kolumb nowego świata, nadpływam swoim flagowym okrętem, oto moja Santa Maria z podniesioną rufą, dumny żaglowiec, który w zatokę ud zawita." (str. 51)

"W smętnym nastroju poszedłem do kina sam.
Przede mną usiadła dziewczyna. Miała spięte do góry włosy. Przez dwie godziny
próbowałem obserwować ekran, ale ta długa, wąska szyja i odkryte ramiona… Nie mogłem się skupić na filmie. Szyja mnie rozpraszała. Szyja była ciekawsza. Piękna, smukła, delikatna, o lekkim zapachu, który przypominał o niej, ilekroć próbowałem odwrócić wzrok. Nawet już nie wiem, na jaki film się wybrałem, pamiętam tylko tę prześliczną szyję. Szkoda, że na takie szyje nie sprzedają biletów." (str. 78)

"Uczyliśmy się siebie jak trudnych wyrazów, powtarzając po wielokroć każdy dotyk, każdą pozycję, każdy pocałunek. Leżąc na sobie mówiliśmy, że czekamy na koniec świata, bo tylko dzięki niemu moglibyśmy jeszcze zostać razem, to on mógłby odsunąć czas naszych powrotów. Ale koniec świata nie nadchodził, w progu za każdym razem stawał dzień, gestem pokojówki ścielił nas jak łóżko." (str. 82)

"Tak sobie to wszystko w głowie układałem, zdanie po zdaniu, na różnych półkach, żeby się nie pomieszały. Słowa z pretensjami wcisnąłem na półkę najwyższą, żebym, nawet wspinając się na palce, nie mógł po nie sięgnąć. Wiedziałem, że nie mam prawa robić jej wyrzutów; nie ja, człowiek, który nauczył ją brać pieniądze od mężczyzn. Ale słowa z tamtej półki same mi wypadły, a ja nawet nie wiedziałem, że jest ich tam aż tyle. Gdy tylko otworzyła drzwi, wszystkie się na nią posypały. Nie potrafiłem ich złapać, nie zatrzymałem ani jednego, było ich między nami pełno, latały jak sępy nad upatrzoną ofiarą, a Marysia tylko machała rękami, jakby jeszcze starała się bronić. Sępy były jednak zbyt wygłodniałe, za długo musiały czekać na swoją ofiarę, nadlatywały z różnych stron, spadając z nieuchronnością już wyprowadzonych ciosów. W końcu przestała się przed nimi zasłaniać, a ja widziałem, jak się poddaje, bezradnie zwiesza ręce i zaczyna płakać." (str. 83-84)

"Zgaś światło i odejdź, mówi moja wola, ale moje ciało jest nieposłuszne woli. Ciało jest już zniewolone, od woli całkowicie niezależne, i zbliża się do łóżka. Ręka mimowolnie wędruje w kierunku całkowicie przez wolę zakazanym i już czuje ciepło śpiących spokojnie piersi i już się na jednej z nich zamyka, a wtedy dziewczyna otwiera oczy i uśmiecha się do mnie, a moja ręka złapana na gorącym uczynku, moja ręka złapana za rękę, cofa się przerażona.
– Chciałem tylko zgasić światło – mówię zupełnie bez sensu, co Magdalena od razu potwierdza:
– Nie wiedziałam, że światło gasi się, naciskając sutki." (str. 98)

"– Chodź na spacer, Magdaleno.
– Nie mam ochoty.
– Chodź ze mną na spacer.
– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Bo ze spaceru trudno się potem obudzić.
– Aha. Mówisz o tęsknocie?
– Tak.
– Boisz się tęsknoty?
– Tak.
– To głupie, przecież byliśmy ze sobą w łóżku.
– Tak.
– Kochałaś się ze mną.
– Tak.
– I za tym nie będziesz tęsknić? Za moim dotykiem, ciałem?
– Będę, ale pójść do łóżka to zupełnie co innego, niż pójść na spacer."
(str. 99)

"Rozglądam się dookoła i widzę, że wszyscy się drapią. Zupełnie jakby dopadła nas jakaś zaraza. Drapią się pracownicy firmy transportowej, spoceni przy noszeniu kartonów, drapią się dziennikarze, bo w powietrzu jest pełno kurzu, nawet prezes, wychodząc z gabinetu, drapie się po głowie, ale to pewnie na skutek myślenia. Ciekawe, że drapanie głowy sprzyja myśleniu. Nawet jest specjalny związek frazeologiczny na taką okoliczność: „podrapał się z zafrasowaniem po głowie”. Tak jakby myślenie alergizowało człowieka, nie było zgodne z jego stanem naturalnym." (str. 113)

"Wydaje mi się, że chciałbym mieć dziecko, taki mały cud natury, który wyciąga rączki przed siebie i godzinami bawi się powietrzem.
Czasami jednak podejrzewam, że to natura mnie oszukuje, mami cudem i ojcostwem, a tymczasem chodzi pewnie o sam akt prokreacji. Podnieca mnie myśl o kobiecie, w którą się spuszczam codziennie, aż w końcu zaczynam w niej kiełkować jak na wiosnę i jej brzuch pęcznieje marzeniami o malutkich stópkach, dłoniach i paluszkach, pachnących po każdej kąpieli oliwką i rumiankiem, a później ciepłem kobiety, która leży obok mnie, a ja patrzę, jak śpi." (str. 119)

"– Mogę cię o coś zapytać?
– Nie znoszę takich pytań.
– Ale jakich? Przecież nie wiesz, o co chcę zapytać.
– Nie znoszę takich pytań, w których ktoś się pyta, czy może zapytać. Jak chcesz pytać, to pytaj, a nie pytaj, czy możesz zapytać." (str. 122)

"Budzę się w środku nocy i przeszkadza mi to, że miejsce obok mnie jest puste, nie mogę się do tego przyzwyczaić, chociaż już nie kładę obok siebie drugiej poduszki. Naciągam kołdrę tak, by czuć ją między udami; daje mi to poczucie miękkiej i ciepłej obecności, zastępczej obecności kobiecego ciała. Staram się nie myśleć, nie zastanawiać po raz setny nad tym, dlaczego pozwoliłem odejść Marysi Jezus, nie chcę o nikim ani o niczym wspominać, pragnę tylko zasnąć z powrotem, ale z powrotem już nie chce spać ze mną." (str. 124)

"Zamykam oczy i wyobrażam sobie piersi, uda, włosy, twarze, szepczę imię Marysi Jezus, ale ona milczy, nie idzie do mnie z moim imieniem na ustach, nie dzwoni do drzwi, nie bierze prysznica w łazience, nie unosi lekko kołdry i nie kładzie się na mnie, a to, co czuję, nie jest ciężarem jej ciała – to ciężar jego braku, którego nie mogę z siebie zdjąć. Zasypiam dopiero nad ranem, pełen tęsknot, które w sobie rozbudziłem, niech się ze mną zdrzemną." (str. 125)

"Tym razem chciałbym, żeby było inaczej – niech jęczy i krzyczy, i drapie mi plecy, niech wygnie ciało w pałąk, niech złapie mnie za nadgarstki i wbije w nie paznokcie, a potem niech rozrzuci ramiona, zagryzie wargi, a spod mocno zaciśniętych powiek niech jej spłyną łzy, a ja dopiero wtedy oderwę od niej usta, rozepnę pasek i zwiążę nim jej dłonie nad głową, tak jak widziała to po wielokroć na oglądanych przez siebie filmach i przełykała wtedy ślinę pęczniejącą w ustach. Pochylę się nad nią, a ona będzie patrzeć, wciąż oddychając szybko i ocierając udo o udo, jakby sama już chciała przyspieszyć to, co i tak się stanie, ale jeszcze nie teraz, nie teraz, i nie za pięć minut, lecz później; dopiero wtedy, gdy najpierw będzie wołać moje imię, a potem zacznie je zdrabniać i zdrobni je po raz kolejny, ale już cicho, ze zm��czeniem, cichuteńko; dopiero wtedy, dopiero wtedy oboje poczujemy wielką niecierpliwość, a po niej spełnienie i ulgę, jakby wylały się z nas wezbrane wodospady, a wtedy nastanie cisza dla naszych uspokajających się pocałunków, dwóch poddańczych hołdów z pieczęciami spierzchniętych ust, a ja będę leżeć bez ruchu, będę na niej leżeć jak ścięte drzewo, jak pół lasu bez korzeni, bo przeszedł po nas halny i zostaliśmy na zawsze wyrwani z ziemi." (str. 127)

"– W kobiecie ci do twarzy – mówi potem.
– Nie rozumiem.
Śmieje się.
– Nie wychodź, tak dobrze we mnie wyglądasz." (str. 130)

"– To sprytne. Całe nasze życie jest przecież nastawione na kiedyś. Jeśli dziś nie mam czasu albo ochoty czegoś zrobić, zrobię to jutro albo kiedyś. Nie wyrzucę starych butów, bo kiedyś mogą się przydać. To z pewnością dobra książka, na pewno ją przeczytam – jeśli teraz nie mam czasu, to kiedyś. Kiedyś umrzemy, dlatego dziś na wszelki wypadek chodzimy do kościoła." (str. 156)

"Teraz mówi, że możemy nadal się spotykać przy kawie lub herbacie, ale jak siedzieć przy stole z kobietą, z którą chciałoby się leżeć w łóżku? Cóż z tego, że proponuje mi przyjaźń? Żadna przyjaźń kobiety nie zastąpi mężczyźnie ściągania z niej majtek." (str. 158)

"Teraz wydaje mi się, że ta sama miłość istnieje we mnie niezależnie od kolejnych kobiet. Jest jak kawałek duszy, część ciała, ręka, noga lub głowa, można ją jedynie ściąć, sama nie przejdzie. To fantomowa miłość, jak ból po amputowanej dłoni. Jest tą pierwszą miłością do dziewczyny, której od dawna ze mną nie ma. To uczucie, które syci się czasami innymi kobietami, żywi się nimi jak jemioła, taka z pozoru niby ładna i pełna magii, a jednak pasożyt." (str. 159)

"Jestem uzależniony od fantomowej miłości, od wielbienia tamtej dziewczyny i pisania dla niej wierszy. Od kupowania jej świeżego chleba, gdy jeszcze śpi, a potem podawania ręcznika, gdy wychodzi spod prysznica, od parzenia jej kawy i przyjmowania za to uśmiechu, od chowania jej pod parasolem i od odganiania od niej natrętnej myśli o bliźnie po wyrostku, od niewidzenia pryszcza i od zabicia komara, od wspólnego słuchania muzyki i pokazywania palcem księżyca, że taki dziś duży i brzuch ma pełen snów." (str. 160)

"W przedpokoju wisi wielkie kryształowe lustro, jeszcze przedwojenne, w ramie
rzeźbionej bogato, jak do cennego obrazu, którym była, przeglądając się przed wyjściem. Patrzę w nie i ją widzę. Zbiera włosy w dłonie, splata gumką, unosi podbródek, ocenia. Wzdycha, zawsze niezadowolona. Stawałem wtedy obok i przyglądaliśmy się odbiciu, jakbyśmy chcieli się dowiedzieć, czy zdaniem lustra do siebie pasujemy. Lustro nas okłamywało, odpowiadając, że pasujemy wręcz idealnie i nie ma na świecie równie dobranej pary. Dziś też widzę w nim Magdalenę, która spogląda na mnie ze wspólnego odbicia, i wiem, że nadal tam będzie, bowiem nie można wymazać pamięci luster. Kto raz w lustro spojrzał, ten w nim zostanie." (str. 168)

"Na sąsiedniej ulicy, tej, która się kończy przy parku z ławeczkami dla zakochanych, widziałem wczoraj nową tabliczkę przykręconą do ściany narożnej kamienicy: „Psycholog, dr terapeuta – leczenie nerwic, depresji i natręctw”. Może powinienem pójść? „Proszę się wziąć w garść”, powie mi pan psycholog, a ja mu odpowiem, że ze swoimi smutkami w garści już się nie mieszczę; mam do schowania pustkę po dziewczynie, brak dotyku jej rąk na moim ciele, a w zamian smutek szczoteczki do zębów, którą zostawiła, jakby miała przed wieczorem wrócić, ale niezakręcona pasta do zębów jest już całkiem sucha; mam w sobie tyle tęsknot, że garść jest za mała." (str. 169-170)

"– W czym on jest lepszy ode mnie?
– W czasie – odpowiada Magda. – Był moim pierwszym facetem, miałam wtedy
czternaście lat, kochałam go do szaleństwa. Potem nie było go przez kilka lat, w końcu wrócił. Z miłością do niego jest jak z oddychaniem. Przyszłam na świat, urodziłam się, zaczerpnęłam powietrza przez nos i usta i nie potrafię inaczej oddychać.
Myślę, że takie kochanie musi dawać mężczyźnie siłę. Dzięki takiemu kochaniu można góry przenosić i na przekór losowi stawiać je tam, gdzie przedtem były doliny, można uwierzyć w cuda i samemu suchą stopą przejść przez dowolne morze lub przynajmniej przez jakąś kałużę." (str. 172-173)

" Miłość to nic skomplikowanego, rozchodzi się drogą kropelkową, wraz z pocałunkami, i też jest jak katar, na wyzdrowienie potrzebny jest tydzień i jednorazowe chusteczki.” (str. 183)

"„Problem nie w tym, że jestem nieszczęśliwy, lecz tylko w tym, że nie jestem
szczęśliwy”, odpowiadam. „Brak szczęścia to nie jest od razu nieszczęście. Brakuje mi miłości i tamtej dziewczyny, którą byłaś. Brakuje mi uczucia, jakie mi dawałaś, ciebie już nie ma, może nigdy nie będzie, ale ja mam resztkę nadziei, że takie uczucie jeszcze mnie dopadnie; niech będzie wtedy jak wściekły pies rzucający się do gardła, niech mnie nawet zagryzie, ale jeszcze raz chciałbym je przeżyć, chciałbym czerwone ślepia tego psa znowu zobaczyć”." (str. 183)

"„Czas wszystko leczy, czas to lekarstwo”, mówi starucha. „Ale uważaj, każde lekarstwo
ma swoje skutki uboczne. Wśród skutków ubocznych czasu na końcu zawsze jest śmierć”." (str. 183)

"Staram się nie myśleć o Magdalenie, ale nie wiem, jak to się robi. Nie wiem, jak się zmienia jedno myślenie na drugie, nie potrafię o niej nie myśleć, to się dzieje poza moją wolą; myślenie o niej jest myśleniem samodzielnym, zobiektywizowanym, ja tu nie mam nic do powiedzenia, mogę jedynie zamknąć oczy i udawać, że nie widzę obrazów, które przesuwają się pod powiekami." (str. 184)

" Zrywa się wiatr i dmucha w ciemne żagle na niebie, słońce znika przykryte chmurami – mam wrażenie, że naciągnęło kołdrę na oczy, przewróciło się na drugi bok i znowu poszło spać. Nie widzę powodu, dla którego miałbym wstawać, skoro słońce, bardziej niż ja pracowite, robi sobie dziś wolne." (str. 227-228)

"– Zgodnie z rzymską zasadą, każdy człowiek jest niewinny, zanim nie udowodni mu się winy – mówię, czując na sobie wzrok Marysi. – I to się nazywa domniemanie niewinności.
Patrzy na mnie długo. Odwraca się, podchodzi do okna. Po czym mówi coś, czego w tej sytuacji zupełnie nie rozumiem.
– Zgodnie z moją obserwacją, człowiek ma w sobie tyle tęsknoty, że w każdej chwili może się zakochać. I to jest domniemanie miłości." (str. 270)

"Wychodzę na taras, jest chłodny jesienny wieczór, momentalnie stygnę i wypełniam szczelnie przewidzianą na ten wieczór formę. Dotykam dłonią swoich ust, są zimne, mam ochotę sprawdzić, czy skroplone powietrze rzeczywiście jest bladoniebieskie, więc wracam do pokoju i muskam nimi gorące wargi Marysi Jezus. W pokoju robi się niebiesko. Czuję, jak pierwsza kropla rosy powstaje na krawędzi moich ust i spada na jej wargi.
– Patrz – mówię. – To nasza wspólna kropla wody, razem ją stworzyliśmy, z powietrza – podobnie jak Bóg jeziora, morza i oceany; cóż z tego, że skala mniejsza, liczy się cud, a nie objętość." (str. 271)

"Marzyło mi się tango. Prawdziwe argentyńskie tango, zmysłowe i eleganckie, skuteczny środek do obezwładniania kobiet. Poza tym odpowiadało mi mentalnie. Pewien poeta napisał, że tango to smutna myśl, którą się tańczy, a ja mam całą głowę smutnych myśli do zatańczenia."

"Poza tym ma uśmiech jak Marysia Jezus, z dwoma dołeczkami. W takie dołeczki łatwo wpaść samotnemu mężczyźnie.”

"I jeszcze ta półkulista krągłość rysująca się z tyłu... Niby taka zwykła, a tak bardzo chcę jej dotknąć, zacisnąć na niej dłonie, może dać lekkiego klapsa, a może wtulić twarz. Kobiece ciało jest zniewalające."

"Muszę się przejść, zebrać myśli, może gdzieś tam leżą."

"Wiesz, jak się obudziłam rano w tamtym łóżku, nie mogłam oderwać nosa od poduszki, leżałam tak dwie godziny i ją wąchałam, w życiu niczego tak nie pragnęłam jak tego, by zapach, który zostawiłeś, wciąż trwał i był przy mnie, może nawet we mnie."
This entire review has been hidden because of spoilers.
Profile Image for Magda.
330 reviews7 followers
August 3, 2021
Na "Pożądanie..." czaiłam się dobrych kilka lat, jednak zawsze znajdywałam coś pilniejszego do przeczytania. W końcu sięgnęłam po ten tytuł i po kilku pierwszych rozdziałach byłam zachwycona! Wyrzucałam sobie, że tyle zwlekałam z czytaniem jej, zorientowałam się, że niektóre cytaty książki są mi dobrze znane, bo są popularnie cytowane w internecie. Z biegiem lektury coś się zmieniło: przestałam pochłaniać kolejne strony tak szybko jak na początku i dokańczałam z niesmakiem. Nie potrafię wyjaśnić, co konkretnie było tego powodem. Po prostu - przestała tak do mnie trafiać. Mimo wszystko, dam jeszcze szansę autorowi, ale nie będę się nastawiać na książkę, którą bez wątpienia dodałabym do listy ulubionych, tak jak miało miejsce w tym przypadku.
Profile Image for Patrycja Krotowska.
685 reviews250 followers
May 11, 2020
Oj, starsznie mi się ta książka nie podobała. Nie dosłuchałam do końca, a opinie wystawiam na podstawie ponad połowy książki. Zanudziła mnie swoją dziwnością, nieciekawym językiem, dziwną formą i samą fabułą. Nie znalazłam w niej niczego, co by mnie zaciekawiło, zainteresowało, pasjonowało. Po kilku męczących podejściach zrezygnowałam z daleszgo słuchania na rzecz dużo ciekawszych książek.
Profile Image for tree.
233 reviews9 followers
June 15, 2021
Pisarstwo Piotra Adamczyka uzależnia.
Niepowtarzalny styl, perfekcyjny język, warsztat który nie ma sobie równych i ta gładkość z jaką te powieści w człowieka 'wchodzą', sprawiają, że się nigdy nie ma się dość Jego słów ...
Uwielbiam :)
Prima sorte.
Profile Image for Katarzyna.
12 reviews
June 23, 2013
lekka, przepełniona erotyzmem historia, szybko się czyta
Profile Image for Karolina.
15 reviews8 followers
July 18, 2015
Nie jest zła .. ale za bardzo erotyczna okraszona bardzo kiepskim humorem.
Displaying 1 - 9 of 9 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.