kupiłam tę książkę bardzo losowo, bo zazwyczaj myśl o zakupie jakichś nowych lektur trawię co najmniej tydzień, a w tym przypadku po prostu usłyszałam polecajkę od pewnej fajnej polecającej osoby, weszłam na vinted, zamówiłam i po sprawie. „Rzecz o ptakach” przyszła do paczkomatu parę minut przed wyjazdem na rodzinne wakacje, więc akurat zdążyłam jeszcze ją odebrać, zanim ruszyliśmy w stronę Gór Izerskich. na wakacjach czytał ją mój tato, gdy ja pożerałam słowa jakiejś Evaristo czy innej Moshfegh.
tacie bardzo spodobała się ta książka, a na koniec roku przyszedł czas, żebym i ja ją przeczytała.
jeju, jaka ona była super.
„Rzecz o ptakach” to dosłownie książka o ptakach i sam ten fakt gwarantował jej co najmniej trzy goodreadsowe gwiazdki (bardzo lubię ptaki).
a teraz 3 powody, dlaczego aż tak bardzo mi się spodobała (oprócz tego, że była po prostu fajna i przyjemna, ciekawa, zabawna, pięknie wydana i, oczywiście, o ptakach):
1. „Ptaki powiedzą nam wiele o nas samych” to nie tylko chwytliwy podtytuł, który miałby zachęcić więcej osób do kupna książki, ale też główna teza autora, do której zupełnie naturalnie powraca przy każdym rozdziale. a co najlepsze, porównania ptasich zachowań do ludzkich nie nadawały tej książce totalnie antropocentrycznego charakteru, (bo po co czytać książkę o zwierzętach, jeśli autor pisze głównie o ludziach), tylko raczej na odwrót, pozwalały ujrzeć człowieka z perspektywy innego stworzenia. wiadomo, że nie odejdzie się całkowiecie od antropocentrycznego spojrzenia, szczególnie przy takim podtytule i takiej tezie, ale autorowi udało się znakomicie przedstawić świat ptaków jako ich własny, a nie jako świat ludzi, w którym ptaki odgrywają jakąś tam podrzędną rolę.
2. autor nie bał się pisać o takich elementach życia ptaków, o których niedużo wiadomo, które nie zostały dobrze zbadane, na temat których jest więcej pytań, niż odpowiedzi. przy okazji też nie bał się przedstawić swojego poglądu na dany problem (nawet jeśli ten pogląd nie został udowodniony naukowo), jednocześnie nie narzucając czytelnikowi swojego zdania. pod tym względem zostało to wykonane bardzo rzetelnie.
3. teraz najważniejsze. to jest kwestia, którą chciałabym, żeby każdy wykładowca na uniwersytecie sobie wklepał do głowy - dużo ciekawsze i bardziej odkrywcze będzie to, że powiesz mi, JAK coś zostało odkryte, a nie że powiesz mi, ŻE coś zostało odkryte (przykład z moich wykładów z językoznawstwa historycznego - fajnie, że wiem, że w prasłowiańskiej wersji słowa „sen” był kiedyś jer miękki w pozycji słabej, ALE POWIEDZCIE MI, SKĄD WY WIECIE, ŻE TEN JER TAM BYŁ). większość książki Noah Stryckera to właśnie podróż przez różne doświadczenia i eksperymenty naukowe, bez których nasza wiedza byłaby dużo uboższa. czasami sposoby na odkrycie czegoś były zupełnie nieoczywiste, czasami wręcz absurdalne, ale były ważne, pouczające, ciekawe, a pisanie o nich to podstawa do budowania jakiejkolwiek refleksji i świadomości naukowej w człowieku. gdyby autor napisał, że sępniki wykrywają tiole w powietrzu, to nie zrobiłoby to na mnie w ogóle wrażenia, gdybym wcześniej nie przeczytała czterech stron o tym, jak w ogóle zbadano reakcje sępników na tiole i skąd pomysł, by to badać.
5/5, nie dlatego że była to nie wiadomo jaka uczta literacka, tylko dlatego że ta książka była wszystkim tym, czym miała być, plus jeszcze więcej. cudowna lektura!!! (i przy okazji moja najdłuższa recenzja na goodreads xd)
rozdziały o sępniku i kurze - ulubione.