Claudiu Komartin (n. 1983), personalitate polivalenta (poet, critic literar si translator), a publicat volumele de poezie Papusarul si alte insomnii (Editura Vinea, 2003, 2007, Premiul National “Mihai Eminescu” pentru debut); Circul domestic (Editura Cartea Romaneasca, 2005, Premiul pentru poezie al Academiei Romane) si Un anotimp in Berceni (Editura Cartier, 2009, 2010). Selectii din poemele sale au fost traduse in franceza, engleza, germana, sarba, maghiara, bulgara, polona, japoneza si coreeana. A participat la festivaluri si ateliere internationale si a sustinut lecturi in 15 tari. Este coautor al scenariilor pentru piesele Deformatii, montata in 2008, si Trisez cu viata, montata in 2010. A publicat poeme, articole critice si traduceri din franceza, engleza, italiana si spaniola (printre acestea, romane de Philippe Claudel si JMG Le Clézio). Este fondatorul clubului de lectura Institutul Blecher, si redactor-sef al revistei “Poesis International”.
"cobalt" este, cu siguranță, cel mai solid volum al lui Komartin. Poetul se joacă aici (cu seriozitate și metodă, firește) cu mai toate procedeele literare, rezultând astfel o carte de referință pentru fenomenul poeziei contemporane de pretutindeni, apte să îi parcurgă, cu grație - dar și într-o eterogenitate halucinantă -, fiecare coordonată. 4,4/5
”Noi, oamenii, am făcut milioane de vorbe și le-am scris peste tot crezând că ne vor aduce împăcarea, dar nici asta nu a folosit la nimic.” (p. 68)
”Mi se părea că ceva mă pândește sentimentul că viața ar fi putut fi o întâmplare perfectă
[...]
totul pare atât de firesc ca întotdeauna când nu cunoști adevărul” (p. 11)
I consider it a significant improvement over Komartin's previous volumes. It feels like an authentic concept book, even though one in the form of a collage with (sometimes very) disparate elements. There are a few repetitions and some other devices that I hardly considered efficient, and if I was in his place, I would have probably put the poems in a different order. Nevertheless, the poems sometimes manage the rare feat of being very authentic and very "stylish" (can't think of a better word right now), as in an uncanny balance of the expressionist and mannerist elements that readers of his poetry are already familiar with. And I can't help but give a big bonus point to the graphic concept (Ana Toma being a graphic artist with mysteriously high amounts of creativity) and to the very effective pictopoems.
Favorite poems: yoyo, Poem de dragoste, Ceva esential despre vise, Shadows, cobalt (yes, even the same-titled poem, which only seems to lack sense out of the context of the book), O portocala ascunsa..., Acolo se intampla ceva, 22 de diapozitive mentale
Kobalt skończyłem już jakiś czas temu ale nie jestem w stanie nic o niej napisać, a bardzo chcę, więc proszę: bardzo szybki szkic tego jak chciałbym żeby moja recenzja wyglądała. Może dokończę, może nie:
Łatwo by było powiedzieć: kobalt to konfesyjny, przeegzaltowany tom o nieudanej miłości, z zamykającym politycznym poematem tzw. "wkurwu". Case closed, Claudiu Komartin pod awangardową otoczką jest w pełni ariergardowym poetą. Na ile takie stwierdzenie miałoby ugruntowanie? Zapewne udowodnić by się dało, ale kobalt znacznie ciekawiej rozgrywa tą linię między apokalipsą a sentymentalizmem.
Tom na pierwszy rzut oka jest niczym innym jak wspominką po utraconej miłości. Shadows niemal bez zastrzeżeń można by zrozumieć jako prosty wiersz o wspomnieniu miłości (wyliczanie rzeczy które podmiot kojarzy z osobą, i nagłe zerwanie – podmiot tańczy z widmami). Okej, tylko ostatnie wersy obiecują coś więcej, choć na tą chwilę nie jest jasne co:
i linia, tuż przed tobą, której obiecałeś nie przekraczać
robi się coraz cieńsza
jest niewidzialna.
Co to za cienka linia? Dlaczego podmiot implikuje że ją przekroczy (chąc, bądź nie chcąc)? Jest to natomiast tak niewielkie rozedrganie że możliwe jest do zrozumienia pod kątem miłosnym. Poza tym, biorąc pod uwagę melancholijność tomu może odnosić się do samobójstwa (wspomnianego w poprzednich wersach: “oboje płakaliście na widok wielorybów, które / popełniały samobójstwo, wypływając na brzeg”. Tymczasem im dalej książka kroczy, tym bardziej ta ugruntowana wizja tomu się rozkrusza. Wiersze niby o miłości, w próbie interpretacji stają się coraz bardziej zabawne w swoim uporze, siła emocji eskaluje i w pewnym momencie się orientujemy, że w trakcie czytania Komartin zmienia zasady gry: stawka się zmienia, wiersz konfesji przeradza się w wiersz politycznego buntu, złości, paranoi, a miłość staje się metaforą? metonimią? projektu kolonizacji, zniszczenia, wykorzystania. Ta miłość która cały czas nawiedzała podmiot(y) tomu, to tak naprawdę fatalistyczny taniec wprost pod szpony katastrofy.
Jego taktyka poetycka mogłaby być określona jako poezja puenty, w której cały wiersz się rozkrusza. Wiersz Kiedy zaczynasz oddychać jak przez filc zaprasza nas do wnętrza pomieszczeń, po to żeby kompletnie odwrócić sytuację poetycką:
Może nadejść miłość lub atomowa zima, od teraz to dla mnie bez znaczenia. Z pochylonym czołem, z nogami z waty, z sercem przewróconym na bok zbliżam się w stronę dnia bez lęku i bez nadziei. Szur, szur przez pokoje pełne jej gorzkiego zapachu (i wspomnień, tak wspomnień kawy w deszczowy, spokojny poranek). I ja, cały czas tutaj, z ręką zdrętwiałą na klamce
(s. 11)
Wchodzenie do pokoju, rytmiczność i onomatopeje przenoszą nas w przestrzeń ciągłego ruchu, przechodzenia “przez pokoje pełne jej gorzkiego smaku” na sam koniec zostaje odwrócone. W rzeczywistości nigdy do pokoju nie weszliśmy. Ujawnia to pewną dynamikę tego tomu: miłosne rozważania z początku zostają rozedrgane przez zwiększenie “stawki wierszy” poprzez pasywność podmiotu (wcześniej wyobrażającego sobie wnętrze). Jak sam pisze w wierszu Cortazar Blues:
wszystko wydaje się takie oczywiste jak zawsze, gdy nie znasz prawdy
a później w Coś tam się dzieje:
a ty ciut za późno orientujesz się, że zasady gry zmieniają się w jej trakcie, “kto mógł przewidzieć ten koszmar”
Komartin jest poetą zerwań, zestawionych puent, prowadzi z nami nieczystą grę: wpuszcza nas w swoją sentymentalną pamięć żeby się od niej oderwać i przypomnieć: to jest sen z którego nie da się wybudzić, a wobec katastrofy która nadchodzi jesteśmy niemal bezsilni
,,încă mai am momente în care îmi vine să plâng de fericire pentru un vers. Știu că e o prostie. Oamenii mari nu fac asta. Nu, oamenii serioși nu fac asta.
Și dacă mă gândesc la creierul meu, nu văd lucrarea naturii desăvârșită, nu descopăr minunea, ci o bormașini stricată dată pe mâna unui imbecil."
Pe Claudiu Komartin l-am descoperit cu Autoportret în flama de sudură care isi pastreaza si azi statutul de volum preferat in materie de poezie contemporana.
Desi un volum mai vechi, Cobalt m-a impresionat extrem de placut. Va recomand sa incercati textele lui Claudiu, they're a breath of fresh air de fiecare data (cel putin pentru mine).
ei se duceau sa consacre ceva sa consume si era vara in viroage viata escavata cu grija cu lintita carnivora in stanga cu zambetul mamei in dreapta incepeau exploziile solare iar noi ne jucam printre gaze & starvuri decente din care s-ar fi putut naste o poezie o prisma aproape vizibila un copil mutilat de tandrete
Pe Claudiu Komartin l-am descoperit cu Autoportret în flama de sudură care isi pastreaza si azi statutul de volum preferat in materie de poezie contemporana.
Desi un volum mai vechi, Cobalt m-a impresionat extrem de placut. Va recomand sa incercati textele lui Claudiu, they're a breath of fresh air de fiecare data (cel putin pentru mine).
ei se duceau sa consacre ceva sa consume si era vara in viroage viata escavata cu grija cu lintita carnivora in stanga cu zambetul mamei in dreapta incepeau exploziile solare iar noi ne jucam printre gaze & starvuri decente din care s-ar fi putut naste o poezie o prisma aproape vizibila un copil mutilat de tandrete
Poate să vină dragostea sau iarna atomică, de-acum îmi e totuna. Cu fruntea plecată, cu picioarele de pluș, cu inima căzută-ntr-o rână, mă îndrept către zi fără spaimă și fără speranță. Pâș, pâș prin camere pline de mirosul ei amărui (și amintirea, da, amintirea cafelei într-o dimineață ploioasă și calmă). Și eu rămas aici, cu mâna înțepenită pe clanță.