Ojciec najsłynniejszego muzealnika-detektywa, odkrywca Skiroławek, określany mianem naczelnego pornografa partii. Arogant, który osiągnął sukces, po czym zaszył się na mazurskiej wsi, by stamtąd toczyć wojny z krytykami w Warszawie, nazywanymi przez niego "zatabaczonymi nauczycielami gimnazjalnymi z dawnej Kongresówki". Prywatnie pogromca kłusowników i piratów drogowych. ORMO-wiec z powołania, "ortodoksyjny komunista" z zamiłowania, współpracownik bezpieki z wyboru, apologeta generała Jaruzelskiego i stanu wojennego. Konformista z kompleksem odrzucenia, autor paszkwili, ukrywający się pod pseudonimem Ewa Połaniecka, i taśmowy producent bestsellerów jako Zbigniew Nienacki. Człowiek zakłamany, uwięziony w szponach namiętności do nastolatek, papierosów i alkoholu. Po prostu skandalista od Pana Samochodzika.
Ostatnio powróciłem do serii Pana Samochidzika. Po przeczytaniu kilku tomów postanowiłem bliżej się poznać tego pisarza. Dlatego też sięgnąłem po tą książkę. Najpierw przeczytałem kilka opinii na jej temat a następnie obejrzałem kilka filmików na Youtubie o książce, wywiad z autorem oraz o samym Nienackim. Czytałem całość z przerwami kilka tygodni. I rzeczywiście poznałem autora bliżej. Jego droga do sukcesu była ciekawa. Jego kokietowanie z reżimem PRLu trochę mnie zniesmaczyło. Kłótnie i przepychanki z niektórymi recenzentami, szczególnie z Danielem Passentem i redaktorem naczelnym tygodnika Polityki Mieczysławem Rakowskim było pewnym highlightem dla mnie. Nienacki nawet interweniował u samego Kiszczaka i u towarzyszy politbiura w tej sprawie. Nienacki był odludkiem i poświęcił się pisaniu. Jego życie rodzinne było jakieś dziwne i w książce jest opisane bardzo pobieżnie, bo po prostu bardzo mało prawdziwych informacji można znaleźć na ten temat. Nienacki sam tworzył pewne mity na temat swojej rodziny, szczególnie rodziców. Niby całe życie był żonaty a z żoną prawie nie mieszkał a w dodatku w pewnym momencie zaczął romans z kilkunastoletnią dziewczyną, która potem z nim zamieszkała i spędziła kilkadziesiąt lat życia. Na koniec po śmierci Nienackiego nie dostała żadnego spadku po Nienackim, całość majątku przeszła na rodzinę Nienackiego. Została praktycznie bez środków do życia mimo iż poświęciła kilkadziesiąt lat tylko Nienackiemu. Nienackim jakoś nie poukładał sobie za życia kilku ważnych rzeczy. Przynajmniej tak wynika z książki.
Do prozy Nienackiego a szczególnie serii o Panu Samochodziku podchodzę z sentymentem bo ją czytałem w dzieciństwie. Dziś lubię powracać do jakby prostszego świta jaki jest przedstawiony w tych książkach. Jednak po przeczytaniu biografii w kilku kolejnych tomów o Panu Samochodziku jakoś przesyciłem się Nienackim, szczególnie bliżej poznając go jako człowieka. Pojawił się u mnie dylemat. Czy życiorys autora który nie do końca mi się podoba powinien mieć wpływ na to jak oceniam twórczość autora? Bo gdybym nie brał pod uwagi życiorysu autora to chyba bardziej pozytywnie bym odbierał jego twórczość. Ponieważ jednak nie do końca podoba mi się jego biografia, jakoś zniesmaczony jestem i trudniej jest mi odbierać pozytywnie Pana Samochodzika. Muszę się jeszcze zmierzyć z tym dylematem, ale na razie robię chyba przerwę w czytaniu książek Nienackiego i innych materiałów o Nienackim. Chyba pewnie powrócę do Pana Samochodzika, ale muszę to wszystko jakoś przetrawić.
Trudno jest mi wyobrazić sobie polskiego czytelnika (zwłaszcza dorosłego), który nigdy nie miał styczności z prozą Zbigniewa Nienackiego. O ile jego twórczość jest powszechnie znana, jego życiorys już nie. Jarosław Molenda postanowił wziąć na tapet biografię jednego z najpopularniejszych pisarzy literatury młodzieżowej w Polsce. Czy z powodzeniem? Niekoniecznie.
Kiedy sięgamy po "Nienackiego. Skandalistę od Pana Samochodzika" pierwsze, co przykuwa uwagę to fantastyczne opracowanie graficzne książki, spory zasób zdjęć i ilustracji oraz ogrom zebranych źródeł (choć poziom publicystyki w lokalnych dziennikach, "Vivie" i "Przyjaciółce" budzi jednak moje wątpliwości). Publikacja jest bardzo przyjemna dla oka i naprawdę warto to docenić.
W przypadku fabuły trudno jest mi być tak hurraoptymistyczną, jak w przypadku warstwy wizualnej. To, czego naprawdę nie mogę przełknąć w biografiach, to nieustannie przebijające się w nich poglądy i opinie samego autora – w przypadku "Nienackiego" tak nachalne i jednostronne, że aż trudno brać tę pozycję na poważnie. W swoim życiu przeczytałam wiele biografii przywódców reżimowych, zbrodniarzy wojennych i nie przypominam sobie, żeby którykolwiek autor pozwolił sobie na obelżywe nazywanie swoich bohaterów lub na moralną ocenę ich czynów. Jarosław Molenda wytyka Nienackiemu plucie jadem w swoich artykułach, co w zestawieniu z jego własną publikacją jest całkiem sporą hipokryzją. Dobór słów naprawdę ma znaczenie.
Bardzo chciałabym móc polecić tę pozycję, zwłaszcza że sama wyczekiwałam jej od momentu, gdy pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych. Nawet jeśli jest to najpełniejsza biografia Nienackiego, oparta na największej liczbie źródeł, to samo przestawienie bohatera jest bardzo jednostronne (skrajnie negatywne), a jedyną zaletą autora przygód Pana Samochodzika wydaje się być to, że potrafił pisać książki, które dobrze się sprzedawały. Niezależnie od charakteru Zbigniewa Nienackiego, od jego wyborów życiowych, nie tak powinna wyglądać dobrze napisana biografia i wcale nie chodzi o to, żeby szukać w kimś zalet na siłę, a to, by pozwolić czytelnikowi na samodzielne wyrobienie sobie własnego zdania. Niechęć, jaką Jarosław Molenda zdaje się odczuwać do bohatera swojej książki, jest wręcz namacalna, a sam autor jest aż nazbyt widoczny w napisanej przez siebie biografii.
Będąc małą dziewczynką zaczytywałam się w powieściach przygodowych o Panu Samochodziku. Wiedziałam, że pochodzi z Łodzi, więc kiedy podrosłam zastanawiałam się, czemuż ach czemuż ulicy tego autora w Łodzi brak?!? Uświadomił mi ot mój mąż (bo współpracował z UB, ORMO i innymi tego typu instytucjami) a książka Jarosława Molendy "Nienacki, skandalista od Pana Samochodzika" jeszcze bardziej mi to wytłumaczyła. Nie dość, że autor dokładnie wyjaśnił na czym współpraca Nienackiego z tymi instytucjami polegała, to jeszcze dodał mi jeden argument przeciwko uwiecznianiu autora w przestrzeni publicznej - otóż jego zainteresowanie nieletnimi. Aktywne zainteresowanie, choćby jego długoletni związek z Alicją Janeczek - z którą zapoznał się gdy ta miała lat 14/15.
Ta książka jest dość udaną próbą przybliżenia postaci Zbigniewa Nienackiego, jednak ku mojemu rozczarowaniu, autor bardziej skupił się na analizie twórczości pisarza niż na przedstawieniu jego życia. Można się zastanawiać, czy wynika to z faktu, że życiorys Nienackiego nie był na tyle ciekawy, czy też jest to świadomy wybór autora, który uznał, że wartościowsze będzie skoncentrowanie się na jego dorobku literackim. Oczywiście nie znaczy to, że faktów z życia autora tu nie ma - są i to udokumentowane dość szczegółowo w ogromnej ilości źródeł i materiałów uzupełniających. Jednym z mankamentów tej książki była dla mnie jej konstrukcja. Analiza cyklu o Panu Samochodziku pojawia się w jednym z początkowych rozdziałów, by ponownie powrócić w jednej z późniejszych części książki. Chociaż nie są to powtórzone informacje, podział tematu na dwa odległe od siebie rozdziały wydaje mi się chaotyczny i niespójny. Lepszym rozwiązaniem byłoby bardziej logiczne uporządkowanie treści, co mnie ułatwiłoby odbiór książki. Dodatkowym elementem, który mnie szalenie irytował są osobiste komentarze autora. Wycieczki w stronę własnej twórczości czy refleksje na temat współczesnej literatury są według mnie zbędne i nie na miejscu w biografii innego pisarza. Nie szukałam tu opinii Molendy na temat własnych dokonań. Podsumowując, książka "Nienacki, skandalista od Pana Samochodzika" dla mnie tylko ok, ale jeśli lubicie autora to dowiecie się sporo ciekawostek.
Czy autor biografii powinien lubić obiekt swoich badań? Czy powinien ujawniać swoje opinie, swój punkt widzenia, czy jednak lepiej, by był "przezroczysty"? Te pytania nurtowały mnie podczas lektury zaskakującej biografii Zbigniewa Nienackiego. Jestem wielką fanką serii o Panu Samochodziku, egzemplarze mam zaczytane, a o autorze wiedziałam niewiele, wcześniej chyba nie czułam takiej potrzeby. A Nienacki postacią był nietuzinkową. Najpierw kroczyło jego ego, później długo, długo nic i on. Megalomania to jego drugie imię. Ukrywał wiele faktów ze swojego życia, był ulubieńcem czytelników, ale nie krytyków literackich, był lewicowcem, studiował na łódzkiej filmówce, był kontaktem operacyjnym SB, miał słabość do kobiet, także tych bardzo młodych, był na bakier z wiernością małżeńską... O wszystkim tym pisze J. Molenda - książka ma bogatą bibliografię, sporo cytatów, zdjęć, listy czytelników, rękopisy autora. Wydanie jest naprawdę piękne! Dla mnie szczególnie cenne są fragmenty recenzji, bo one pokazują, jak różny był odbiór twórczości Nienackiego w "warszawce" i wśród zwykłych czytelników. Doskonały jest rozdział poświęcony młodej kochance i jej późniejszym losom - aż ściskało mnie w gardle. To skąd moje początkowe pytania? Otóż autor z jednej strony potrafi być rzetelny, przywołuje negatywne i pozytywne opinie o Nienackim, docenia pewne elementy jego twórczości, ale z drugiej... Krytykuje polityczne wybory Nienackiego z zapiekłością, która, moim zdaniem, biografowi nie uchodzi. Zarzuca błędy merytoryczne i podaje bodaj dwa przykłady kategorii banalnej. Oskarża o antyniemieckość (!), uznając "Samochodziki" za "przedłużenie pedagogiki nienawiści", a później twierdzi, że jednak edukowały młodzież. W wątku o współpracy z SB niemal ubolewa, że niczego kompromitującego autora nie znalazł. No i wtręty typu: "przerywam na chwilę pisanie, bo mój śmiech wewnątrz głowy nie pozwala mi się skupić" - cóż, chyba nie powinny się tu znaleźć. Czy Nienacki był kryształowym, sympatycznym człowiekiem? Pewnie nie. Czy maniera pisarska Molendy mnie irytowała? Bardzo. Czy pochłonęłam tę biografię z wypiekami na twarzy? Zdecydowanie!
Daję tej książce 2.5 gwiazdki. Na plus na pewno wydanie książki, jest naprawdę pięknie wydana! Dużo faktów, materiałów źródłowych. Ale całą przyjemność z czytania odbiera ciągłe przypominanie przez autora, jak bardzo nie lubi Nienackiego. Sama uważam, że nie polubiłabym p. Zbigniewa, ale nużący był sposób pisania, który przedstawiać miał Nienackiego z jak najgorszej strony. Co ciekawe czasami autor wręcz komplementuje jakieś zachowanie czy cechę Nienackiego, by zaraz krytykować jego wybory, czy inne wady. Z podanych faktów i opisanych wydarzeń wolałbym sama wyrobić sobie zdanie o Nienackim.
Można sie sporo dowiedzieć o życiu i twórczości autora Pana Samochodzika z tej biografii.Niestety nie polubiłam pisarza według tej relacji. Nie ma w tym winy J.Molendy,ale przerwałam nawet czytanie na jakiś czas- tak bardzo denerwował mnie Z.Nienacki.Ale doczytałam do końca, bo zwykle tak się staram.