Wacław Wolf, zmęczony życiem 40-latek, jedzie do Jastrzębia-Zdroju. Ma stawić się na odczyt testamentu swojej ciotki, o której istnieniu nie miał pojęcia. W drodze do uzdrowiska dochodzi do zastanawiającego incydentu — czyżby ktoś celowo próbował zepchnąć Wacława z autostrady?
Na miejscu okazuje się, że odziedziczył dom ciotki, a raczej to, co z niego zostało, czyli przede wszystkim sejf z mnóstwem starych listów, w których zrozumieniu pomaga mu poznana w Jastrzębiu przebojowa młoda blogerka, Klementyna Jaworek. W listach zawarte są dzieje pewnej zakazanej miłości, które stają się kluczem do odkrycia tajemnic dotyczących rodziny Wacława oraz przyczynkiem do zmierzenia się z bardzo niebezpieczną nacjonalistyczną organizacją.
W Ataraksji Tomasza Żaka tajemnica goni tajemnicę, jednak tę największą i tak skrywa człowiek.
Stare listy Niebezpieczna organizacja Masa tajemnic
Jeśli jakiś region ma duszę, to na pewno ma go Górny Śląsk spisany piórem Tomasza Żaka.
Zajmował się wieloma rzeczami: był dziennikarzem telewizyjnym, zarządcą nieruchomości, handlowcem, wokalistą w kapeli hardcore punk oraz radnym miejskim. Obecnie razem z narzeczoną prowadzi firmę, a większość wolnego czasu spędza na wprowadzaniu się w stan euforii za pomocą butów do biegania i kilogramów żelastwa do przerzucenia. Jak nie śpi, to czyta, a jak nie czyta, to gra na konsoli: zdecydowanie za długo.
Autor świetnie przyjętej debiutanckiej Trzydziestki oraz Dwudziestki. W 2023 roku Wydawnictwo SQN wyda trzecią książkę autora, zatytułowaną Ataraksja.
Zachęcony całkiem niezłym "usuń_to!" od razu sięgnąłem po kolejną książkę Tomasza Żaka i niby wszystko ok, bo jest tajemnica z przeszłości, są niby ciekawi bohaterowie, interesujące miejsce akcji a sama akcja jest wartka i autor ma niezłe pióro, ale jakiś taki groch z kapustą z tego wyszedł, jakby Żak chciał wrzucić w tą książkę wszystkie potencjalnie ciekawe tematy i jeszcze upchnąć je w zbyt krótkiej formie. Ciężko się do czegoś przyczepić, ciężko za coś pochwalić - wszystko to już gdzieś czytałem, ale lepsze.
Tomasz Żak bawi się gatunkami, żongluje sensacją, historią, thrillerem. Miesza wątki, łączy przeszłość i teraźniejszość, tworzy kontrasty, które stają się podstawą jego opowieści. Tajemnice i sekrety kryją się na każdym kroku, a świat głównego bohatera znów obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Czytelnik zanurza się w tę skomplikowaną rzeczywistość, poznaje szczegóły, śledzi tropy. Zakorzenia się na moment w miejscu, które odgrywa w fabule tak przecież istotną rolę. No właśnie – przestrzeń. Wisienką na torcie w „Ataraksji” jest Górny Śląsk, jest historia Jastrzębia-Zdroju, ludzi, którzy tworzyli i tworzą to miejsce, ich gwara, ich codzienność, ich bolączki i tęsknoty. Ale przede wszystkim ich walka, ich tęsknota, ich poszukiwanie tożsamości i własnego miejsca.
Jak na thriller sensacyjny przystało, „Ataraksja” napisana jest z lekkością, stworzona, by czytać zachłannie i nieprzerwanie. Napisana z pomysłem, intrygująca już przez samo znaczenie tytułu z każdą kolejną stroną nabiera więcej sensu. Wreszcie, domyka się specyficzną klamrą, która zostawia w czytelniku posmak na dłużej. Całość natomiast dzięki literackim pocztówkom z Jastrzębia-Zdroju ma w sobie ten wakacyjny sznyt, tę beztroskę czytania opowieści, która pozwala na chwilę się całkowicie zapomnieć i oderwać, przenieść w zupełnie inne miejsce. I potencjalnie spalić plecy na słonku.
Najnowsza powieść Tomasza Żaka, „Ataraksja”, przykuwa uwagę czytelników zarówno niezwykłą okładką, jak również intrygującym opisem. Z twórczością autora po raz pierwszy spotkałam się przy okazji książki „Trzydziestka”, która zrobiła na mnie dobre wrażenia, więc sięgając po kolejną powieść, wiedziałam już, czego mniej więcej się spodziewać i przyznaję, że tym razem autor troszkę mnie zaskoczył.
„Tajemnicą goni tajemnice, jednak tę największą i tak skrywa człowiek”.
Wacław Wolf udaje się w podróż do Jastrzębia-Zdroju, by odebrać spadek po zmarłej ciotce, o której istnieniu nie miał pojęcia. Już w drodze do uzdrowiska dochodzi do zastanawiającego incydentu, ktoś próbuje zepchnąć jego auto z autostrady. Na miejscu okazuje się, że w spadku otrzymał dom ciotki, a raczej to, co z niego zostało, czyli sejf, w którym ukryte były listy z przeszłości. W rozwiązaniu tajemniczej zagadki pomaga mu Klementyna Jaworek, przebojowa blogerka. Listy, w których posiadaniu jest Wacław, zawierają informacje o pewnej zakazanej miłości, która jest kluczem do odkrycia prawdy o rodzinie Wolfa.
„Ataraksja” to książka, której czytanie pierwszych rozdziałów szło mi dość opornie. Choć autor ma lekki i przyjemny styl, a fabuła skonstruowana jest naprawdę ciekawie, to nie do końca mogę stwierdzić, że jest to powieść idealna. O ile pomysł na fabułę był naprawdę ciekawy, o tyle wykonanie nie do końca zostało dopracowane. Brakowało mi większego napięcia podczas lektury i mam wrażenie, że niektóry wątki zostały urwane i nieskończone. „Ataraksja” to powieść, której fabuła rozgrywa się na dwu przestrzeniach czasowych, co ja osobiście bardzo lubię. Widać, że autor przyłożył się do rozdziałów, w których nawiązuje do okresu stanu wojennego, to były jedne z najciekawszych momentów lektury. Choć oczekiwania moje nie do końca zostały spełnione, historia nie wzbudziła we mnie głębszych emocji, zabrakło napięcia, które powinno towarzyszyć mi podczas lektury, to i tak uważam, że jest to książka, której warto poświęcić uwagę, choćby ze względu na wątki historyczne dotyczące śląska.
Wysokie oczekiwania po dylogii, OGROMNE ROZCZAROWANIE. Doceniam próbę przemycenia jakiejś historii w tle, ale boże to było tak słabe, tak niezjadliwe i aczytelne. Totalna męka.
Bohaterowie? okropni, bez kręgosłupa, osobowości, mają po prostu tatuaże i źle im z oczu patrzy. Całe tło historyczne mega słabe i nieciekawe, retrospekcje totalnie nieudane.
[kryteria oceny] 0,2/1 logiczność i ciągłość wydarzeń 0,4/1 fabuła 0,1/0,5 płynność i przyjemność w odbiorze 0/0,5 intryga 0/0,5 kreacja bohaterów 0,1/0,5 styl pisania autora 0/0,5 „sedno”/ cel/ morał/ rozwiązanie 0/0,25 pozytywny odbiór całości 0/0,25 ✨ to coś ✨
"Ataraksja" to moje pierwsze spotkanie z piórem Tomasza Żaka, ale tu nie miałam litości – sporo od tej książki oczekiwałam. Po pierwsze – o książkach Autora słyszałam dużo dobrego. A po drugie – akcja tego kryminału rozgrywa się w moim mieście i byłam bardzo ciekawa, na ile Tomasz Żak był w stanie oddać panujący tu klimat.
Jeżeli chodzi o zagadkę kryminalną – jestem pełna podziwu. Ataraksja to kryminał z gatunku tych lżejszych, ale opiera się na kilku ściśle powiązanych ze sobą wątków. Łączą się tu historia Śląska, tragiczne wydarzenia z Jastrzębia, rodzinna tajemnica, niebezpieczna organizacja. Wszystko zostało przedstawione w odpowiednich proporcjach, bohaterowie ciekawie nakreśleni, a Autor był w stanie przez cały czas utrzymywać moje zainteresowanie.
Powieść z pewnością będzie gratką dla Ślązaków. Tomasz Żak w ciekawy sposób przedstawił historię Śląska i problemów mieszkańców szczególnie z okresu początków stanu wojennego. Pokazał wydarzenia niejako od wewnątrz, umiejscawiając swoich bohaterów w samym środku i nadając im odpowiednie role.
Dla mnie jednak najważniejsze było samo Jastrzębie-Zdrój. Tak, Jastrzębie to nie tylko kopalnie, smog i niezrozumiała gwara. To także mnóstwo zieleni, której miasto nie likwiduje pod pretekstem budowy nowych obiektów, szacunek do Śląska i stanu górniczego. I to wszystko się tu znalazło. Zabrakło informacji o tym, że Jastrzębie to też betonowy las, o wielu wsiach otaczających miasto czy braku jakichś szerszych perspektyw dla mieszkańców. Ale to druga strona medalu, w której tkwią sami mieszkańcy.
Myślę, że "Ataraksja" nie zawiedzie miłośników kryminałów, którzy szukają lżeszej odsłony tego gatunku. Sama nie tylko świetnie się bawiłam, ale chętnie śledziłam obraz mojego miasta z perspektywy kogoś, kto dopiero je poznał.
Tomasz Żak jest autorem, z którym miałam do czynienia już wcześniej, bo czytałam obie jego książki, czyli "Dwudziestkę" i "Trzydziestkę", a przy każdej miałam to samo wrażenie. Czyli, że czyta się całkiem dobrze, ale to nic specjalnego, a wręcz momentami miałam chęć je odłożyć. Coś mnie jednak przyciągnęło do najnowszej powieści autora, być może też fakt, że to inne wydawnictwo i postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Czy było warto?
Zacznijmy od tego, o czym właściwie jest "Ataraksja". A jest o czterdziestolatku, który jedzie do Jastrzębia Zdroju na odczytanie testamentu po ciotce. W tym miejscu należy wspomnieć, że tej ciotki w ogóle nie zna, nie wiedział, że ktoś tak w ogóle istnieje. Facet nie dość, że jest zmęczony życiem, ale to już żadna nowość w tego typu książkach, to jest tym jednym pechowcem, którego ktoś próbuje zepchnąć z drogi. Jednak, gdy dociera na miejsce, okazuje się, że to nie musiał być przypadek, ani pomyłka. Dlaczego? Otóż, odziedziczył po ciotce dom. Co prawda zostało z niego praktycznie tylko trochę listów wetkniętych do sejfu, ale to już zalążek zagadki, którą ma zamiar rozwiązać z młodą blogerką. Wszystko to zahaczy przy okazji o organizację nacjonalistyczną. Czyżby kryło się w tym coś więcej?
Jak już wspomniałam, czytałam poprzednie dwie książki autora i obie nie były dla mnie pozycjami zachwycającymi. Jednak "Ataraksja" się broni mimo, że nie jest to lektura, którą bym polecała na lewo i prawo, to czytało się ją naprawdę dobrze.
Akcja jest wartka, zahaczamy o przeszłość i przeskakujemy do teraźniejszości, co ostatnio jest często spotykanym zabiegiem i ciekawie może wyjaśniać pewne elementy fabuły. Mamy listy, których autorzy są osnuci tajemnicą, ale ten element akurat faktycznie Żakowi wyszedł i jest zaskakujący. Wszystko dzieje się szybko, ale to akurat nic dziwnego, bo książka objętościowo nie powala, więc tutaj nie ma miejsca na rozdrabnianie się nad pewnymi elementami.
Książkę określiłabym jako mieszankę kryminału i sensacji. To ciekawa mieszanka i udało się z niej wycisnąć autorowi bardzo dużo, za co ogromny plus. Tego samego nie mogę powiedzieć o bohaterach. Wolf jest typowym człowiekiem, który jest zmęczony życiem, ale jak przychodzi do zagadki, to nagle odzyskuje chęci do robienia czegokolwiek. Od jakiegoś czasu męczące jest to, że w kryminałach muszą się znaleźć zawsze osoby, które mają budzić nie wiem... współczucie? A z drugiej strony młoda, irytująca blogerka. Szczerze mówiąc, wplatanie tego typu osób w fabułę, to absolutnie nic ciekawego, a przy tym próba wplecenia młodzieżowego języka, wręcz slangu, również na minus. To nie young adult.
Podsumowując, jako jedyna z trzech książek Żaka, jakie czytałam, "Ataraksja" jakoś się broni, aczkolwiek uważam, że to książka zupełnie przeciętna, do złapania w drodze na plażę, jako czytadło.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.
Książka opisuje losy Wacława Wolfa, który przyjeżdża do Jastrzębia Zdroju, po tym jak okazuje się, że bliska mu osoba pozostawiła w testamencie pewną nieruchomość. Szkopuł w tym, że bohater nie miał pojęcia o istnieniu tej odnogi rodziny. W dodatku pojawienie się mężczyzny w mieście zaowocuje kilkoma niepokojącymi wydarzeniami. Najpierw ktoś spróbuje zepchnąć jego auto z drogi, a potem się okaże, że zgon seniorki też nie musiał być tak przypadkowy...
Szczęśliwie bohater może liczyć na pomoc lokalnej dziennikarki, Klementyny Jaworek, która chce zbadać całą sprawę. Razem odkrywają pewne listy, których zawartość może nieźle zamieszać w układzie sił na Śląsku. Im bliżej będą prawdy, tym bardziej zagrożeni będą.
Żak lubi cofać się do przeszłości, co zajmuje tu nawet sporo miejsca, zwłaszcza do okresu stanu wojennego. Ważną rolę odgrywa tu też Śląsk, walka o jego tożsamość, a wraz z rozwojem fabuły na jaw wyjdzie nieco więcej informacji na temat pewnej zagadkowej grupy, która ma całkiem oryginalny cel w "statusie". Z drugiej zaś strony trochę mało tu miejsca na głównego bohatera, a i książka też nie jest jakoś znacznie rozbudowana.
"Atraksja" to lektura lekka, zaryzykowałbym stwierdzenie, że wakacyjna. Momentami dosyć przewidywalna i kończąca się zbyt pośpiesznie, niemniej jednocześnie miejscami urokliwa.
2,5/ 5 Wacław Wolf prowadził dotychczas spokojny tryb życia. Nie wychylał się i nie szukał kłopotów. Gdy nagle dowiaduje się o śmierci ciotki o której do tej pory nie miał pojęcia, że istnieje taka krewną. Jego życie ulega całkowitej zmianie. Wyjazd do rodziny i nowego miejsca i poznawania nowych ludzi. W tym bardzo intrygującej go tatuatorki.
Z jej pomocą zaczyna mieszać się w sprawy, które wielu chciało za wszelką cenę ukryć.
Chociaż pomysł na fabułę był bardzo ciekawy to niestety wyszło to bardzo schematycznie. Nie polubiłam niestety żadnego bohatera. Denerwowali mnie swoim zachowaniem, podejściem do życia i podejmowanymi decyzjami, które jak dla mnie były one strasznie wątpliwe. Czy dostrzegam jakieś plusy? Z pewnością bardzo szybko mi się ją czytało. Jeden dzień i lektura była już za mną. Co było dobrym aspektem tej pozycji. Jednak im bliżej końca byłam tym bardziej miałam uczucie przeciągania i czułam się zmęczona tymi bohaterami.
Nie jest to książka zła jednak ja nie zostane jej fanką.
"Otóż, drogi przybyszu z Wielkopolski, okazuje się, że twoja rodzina miała coś dużo lepszego niż historia wyszukiwania. I ja bym chciała mieć do tego dostęp. Nielimitowany". Poznaniak Wacław Wolff wybiera się w podróż życia. Jedzie do Jastrzębia - Zdroju, na odczyt testamentu swojej ciotki o której istnieniu nie miał bladego pojęcia. W spadku dostaje dom, a właściwie zgliszcza, z których uratował się jedynie sejf z tajemniczymi listami. Listy te są kluczem do poznania historii jego rodziny. Zagubionemu Wacławowi pomaga przebojowa blogerka Klementyna Jaworek. Jakie tajemnice z przeszłości kryją listy? Komu Wacław może zaufać? I w końcu, kto na niego poluje? Aby poznać odpowiedzi na pytania koniecznie przeczytajcie "Atarksję". Zwłaszcza jeżeli lubicie thrillery z historią w tle. Ja jestem totalnie kupiona, a Klementyna Jaworek trafia do mojego zestawienia ulubionych bohaterek.
Początkowo serio czułam się tak jak nasz bohater niczym w Truman Show, musiałam się cofać, bo niedowierzałam w to co przeczytałam. Czy faktycznie się tak wydarzyło, że razem z głównym bohaterem nie rozumiem co się dzieje. Wow, świetnie napisana książka. Czytajcie ją 😁. Bo ja choć w połowie coś jakby zaczęło świtać i miałam swoją wizję o co chodzi, to i tak byłam zaskoczona na zakończenie, że tak wyszło.
Ale teraz coś o fabule.. Pewnego dnia Wacław dostaje wiadomość, że w tragicznym wypadku zginęła jego ciotka, siostra mamy, która zostawiła mu spadek. Mężczyzna nie mając nawet pojęcia o jej istnieniu, jest tym bardzo zaskoczony, mimo tego postanawia pojechać do Jastrzębia-Zdroju i dowiedzieć się co dostał. Jednak to, czego dowiaduje się na miejscu jest dla niego wielkim zakończeniem i z pewnością nie takiego spadku się spodziewał.
Naprawdę super książka. Teraz jestem ciekawa poprzednich książek autora i już dodałam je sobie na listę do przeczytania 🤭.
Z jednej strony naprawdę ciekawa historia, która potrafiła wciągnąć, a z drugiej coś mi tu nie pasowało, przez co nie poczułam wielkiej chemii. Może zabrakło mi większej dawki mroczniejszej strony tej powieści. Zabrakło dreszczy, czegoś, co wzbudziłoby moje „wow”. Tym bardziej byłam ciekawa całości z uwagi, że akcja toczy się w moim mieście, ale wiele z tego, co autor opisał, mija się z prawdą.
Chociaż urodziłam się tuż obok Jastrzębia, mieszkam w nim pół życia i nigdy nie spotkałam się z takim wysypem osób mówiących po śląsku, będących tak otwartych. To zdecydowanie nie to Jastrzębie, które znam, ale miło było poczytać, jakby mogło być oczami autora 😅
Oczywiście nie uwierzycie, ale w tej książeczce są upchane następujące motywy: II wojna światowa, stan wojenny w Polsce w latach 1981–1983, powstania śląskie, przedwczesna śmierć dziecka, pedofilia, tajne stowarzyszenia, tatuaże, fałszerstwa, otyły bohater i rzutka blogerka. To jest tak złe, jak właśnie sobie to wyobraziliście.
Ataraksja - postawa niewzruszoności, równowagi i spokoju ducha, ideał spokoju wewnętrznego człowieka. (wikipedia).
Do Jastrzębia-Zdroju przyjeżdża Wacław Wolf, zmęczony życiem człowiek. Informacja o niespodziewanym spadku jest tylko wstępem do całej fabuły, która z czasem zahacza o czasy minione a przeszłość miesza się z teraźniejszością. O ile bieżące wydarzenia czyta się bardzo dobrze i fabuła jest ciekawie poprowadzona o tyle wstawki z historią sprzed wielu lat są jakieś takie nijakie, zupełnie jakby autor nie do końca wiedział co chce tak opisać i jak to zrobić. Trzeba oddać, że przybliżają i wyjaśniają nam ostatecznie całą historię ale niestety nie jestem przekonany co do samej formy.
Ostatecznie skłaniam się ku temu, że książkę warto przeczytać. Nie jest ona wybitna jednak ma swój urok, co sprawia, że pewnie wielu osobom będzie się podobała bardziej niż mi. No chyba, że mieszkacie w Jastrzębiu-Zdroju wtedy to dla Was lektura obowiązkowa.
Bardzo przyjemne czytadło, takie w sam raz na leniwą niedzielę. Oryginalne miejsce akcji, świetna bohaterka i dialogi. Za tydzień pewnie tylko ta dynamiczna panna w głowie mi zostanie, ale niedziela była bardzo przyjemna.
To było zaskakujące. Dawno nie widziałam takiej zabawy treścią, nawiązań kulturowych, wejścia w szeroko pojętą nowomowę i... długich akapitów. Zaśmiałam się nie raz i nie dwa, a fotel w kształcie Snorlaxa to teraz moje marzenie.
Niestety to nie jest książka dla mnie, niesamowicie mnie wynudziła. Choć pomysł może i był ciekawy, to nie został on w żadnym razie dobrze wykorzystany. Mam wrażenie, że zapomnę o niej w przeciągu dnia.