Gina, znana gdyńska celebrytka, traci władzę w nogach w wypadku samochodowym, w którym ginie jej matka. Dziewczyna usiłuje poukładać sobie życie i trzymać się jak najdalej od Helu, przeklętego miejsca, gdzie doszło do tragicznego zdarzenia. Nie wie, że przeznaczenie i tak się o nią upomni.
Markus jest członkiem Bractwa Witalijskiego, średniowiecznego klanu bałtyckich piratów dbających o mieszkańców Helu i zwalczających gdańszczan oraz Krzyżaków.
Nie istnieje żadna możliwość, by tych dwoje, rozdzielonych kilkoma wiekami, kiedykolwiek się spotkało. Chyba że połączy ich klątwa drapieżnego ptaka i Hel, miejsce rozpusty podzielone na dwa osobne miasta. Jedno z nich już wkrótce zatopią mściwe bóstwa.
Wypadek. Śmierć mamy. Uszkodzenie kręgosłupa. Zarabianie na Instagramie. Sobótka. Rejs po Bałtyku. Nadlatująca kania. Upadek do wody. Bicie dzwonów. BUM 💥 1397 rok. Pirat ratujący Cię przed utonięciem.
W książce znajdziesz: 💦 zestawienie kaszubskich wierzeń ze średniowieczną rzeczywistością 💦 podróż w czasie do 1397 roku 💦 legendę o Starym i Nowym Helu 💦 tajemniczą klątwę 💦 bałtyckich piratów oraz Zakon Krzyżacki 💦 zabobony i traktowanie kobiet 💦 wolno rozwijającą się relację 💦 emocje i przygody 💦 lekki styl i nadmorski klimat
"Klątwa kani" to połączenie literatury obyczajowej i romansu z dość rozbudowanym tłem historycznym oraz lekkim wątkiem fantastyki 📖
Ogromnie doceniam za poszerzenie moich horyzontów - nie znałam wcześniej legendy o Starym i Nowym Helu, a także nie wiedziałam, że istniało Bractwo Witalijskie 👀
Zdecydowanie liczyłam na więcej fantastyki, a mniej romansu... jednak sięgnę po kolejną część, ponieważ akcję Autorka urwała w bardzo ważnym momencie, a fabuła została tak naprawdę jedynie zarysowana - także co to będzie, co to będzie?
Jagnę Rolską — autorkę powieści obyczajowo-historycznych i fantastycznych — poznałam dzięki intrygującej powieści science fiction SeeIT. Teraz zdecydowałam się sprawdzić autorkę od tej bardziej fantastycznej strony, a pomóc w tym „przedsięwzięciu” ma zapewnić mi jej powieść pod tytułem Klątwa kani.
Bałtyccy piraci. Gina, znana gdyńska celebrytka, traci władzę w nogach w wypadku samochodowym, w którym ginie jej matka. Dziewczyna usiłuje poukładać sobie życie i trzymać się jak najdalej od Helu, przeklętego miejsca, gdzie doszło do tragicznego zdarzenia. Nie wie, że przeznaczenie i tak się o nią upomni. Markus jest członkiem Bractwa Witalijskiego, średniowiecznego klanu bałtyckich piratów dbających o mieszkańców Helu i zwalczających gdańszczan oraz Krzyżaków. Nie istnieje żadna możliwość, by tych dwoje, rozdzielonych kilkoma wiekami, kiedykolwiek się spotkało. Chyba że połączy ich klątwa drapieżnego ptaka i Hel, miejsce rozpusty podzielone na dwa osobne miasta. Jedno z nich już wkrótce zatopią mściwe bóstwa.
Hel i jego legenda. Przyznaję się bez bicia, że jako mieszkanka Podbeskidzia, za dzieciaka (i nieco później) nie bardzo interesowałam się historią i lokalnymi legendami północy. Przecież Hel i inne Gąski, to były miejscowości wręcz z innej galaktyki, które można było odwiedzać dla taplania się w zimnym bałtyckim morzu raz na lat kilka, więc jakieś lokalne gusła i opowiadania tego regionu, były dla mnie niczym szum fal w oddali.
Dlatego nie będę ukrywać, że legenda o drugim zatopionym Helu od razu mnie kupiła i spowodowała wzrost zainteresowania powieścią przynajmniej o 10%. ;)
Co do samej powieści… Historia Giny, która na wskutek dziwnych okoliczności przenosi się w czasie, należy do kategorii „lekka, łatwa i przyjemna”. Choć przyznaję, że momentami napięcie powieści sięga zenitu, a witalijski pirat ze swoimi nienagannymi manierami, powoduje szybsze bicie serducha. ;)
Fajnym dodatkiem powieści są też rozpoczynające każdy rozdział wspomnienia bohaterki z „poprzedniego życia”. Pokazanie zaś jak wyglądało życie w średniowieczu z perspektywy kobiety, wypada w sposób dość realistyczny.
Sama Gina jakoś specjalnie nie wyróżniła się z tłumu podobnych bohaterek. Ot, kolejna lekkomyślna panieneczka, która nie dość, że pozjadała wszystkie rozumki, to jeszcze może poszczycić się tym, że kłopoty, to jej specjalność.
Reasumując. Klątwa kani Jagny Rolskiej to bardzo sympatyczne lekkie czytadełko/słuchadełko z domieszką romansu, regionalnych legend, podróży w czasie i piratów.
Polecam na lekko szczególnie w audiobooku, który wyśmienicie czyta Katarzyna Hołyńska.
Nie lubię, gdy ktoś wykorzystuje jakiś motyw do celów promocji książki i jego umieszczenie w książce jest zabiegiem, a nie wynikiem wiedzy, miłości czy weny. A taka jest ta książka, mamy na zachętę niepełnosprawną bohaterkę, która pyk nagle może chodzić. Mamy niby miłość do kaszubskiego, a w książce nie pada ani jedno słowo w tym języku. Taka mistyfikacja. Zaczęlo się ciekawie, kończy się ciekawie, ale w środku to niestety marny romans ze snów licealistki, który przez wykorzystanie modnych motywów pretenduje do zupełnie innego typu literatury.
⚓️Regina pochodzi z Gdyni, działa na instagramie i jest pochłonięta przez technologie XXI wieku. Najprostsze czynności jednak sprawiają jej trudność, ze względu na to, że porusza się na wózku. Wypływając z przyjaciółmi łódką na imprezę na Helu, przez wysoki fale łódka się przewraca i dziewczyna wpada do wody. Ku jej zaskoczeniu wychodzi na brzeg Helu i odnajduje ją… średniowieczny pirat? Dziewczyna nie może uwierzyć co się stało i stara się znaleźć logiczne wytłumaczenie zaistniałej sytuacji. Po kilku niebezpiecznych sytuacjach, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i zupełnie odrębnych zasadach. Stawia czoła średniowiecznym wierzeniom, będąc u boku Markusa, który kieruje swoją flotą piratów i naraża się na niebezpieczeństwo ze strony Krzyżaków. Zna bieg historii i niestety wie co ich czeka.
🌊Ta historia była naprawdę całkiem dobra! Nie zapowiadało się na to i początek książki wydał mi się dość zabawny, ale im dalej w las tym bardziej się angażowałam w fabułę. Średniowieczny Hel i morskie podróże okazały się zupełnie w moim klimacie. W drugiej połowie książki, pojawił się już dość mocny wątek romantyczny, który jednak stał się tym głównym. Czytam dużo romansów, więc jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, ale wiem, że niektórym osobom może się on nie spodobać. Pomimo wprowadzenia tego wątku, klimat średniowiecza nie zniknął.
⚓️Małym minusem są dość specyficzne opisy i dialogi, które były napisane w sposób trochę infantylny i zbyt prosty. Jakby brakowało głębi w tych niektórych momentach. Nie rozumiem też trochę, dlaczego autorka wprowadziła wątek poruszania się na wózku inwalidzkim, gdzie później po przeniesieniu się do średniowiecza Regina odzyskała władzę w nogach (czyli zaraz na początku książki) Na tym etapie historii uważam, że było to trochę niepotrzebne.
🌊Całokształt historii bardzo mi się spodobał i będę chciała sięgnąć po drugi tom 🫶🏻 Zakończenie książki było pełne akcji i przewracałam kartki na jednym wdechu.
To była ciekawa opowieść, która wnosi powiew świeżości i zdecydowanie wyróżnia na tle innych, z tym motywem. Autorka świetnie połączyła fantastykę z powieścią historyczną. Mamy piratów, krzyżaków, Szeptuchy, kaszubskie wierzenia, klątwę i romans. Słuchałam audiobook na Storytel i ta historia „przeleciała” nawet nie wiem kiedy.
Główna bohaterka to Regina, znana influencerka, która straciła władze w nogach w wypadku. Muszę przyznać że na początku trochę mnie ta kobitka drażniła.🙈 Na szczęście później było już lepiej. Po przeniesieniu się do średniowiecznej polski, Gina poznaje naszego głównego męskiego bohatera Marcusa. Przystojny pirat pomaga jej w opresji i to nie jednej 🫢 tak ona lubi wpadać w kłopoty. Wartka akcja, świetnie przedstawione realia ówczesnej polski, nie pozwalają oderwać się od lektury. Znakomicie się bawiłam słuchając.
"Klątwa kani" Jagny Rolskiej to trochę fantastyka, trochę romans, trochę powieść historyczna. Gina, niepełnosprawna instagramowa influencerka, podczas pewnej imprezy na kutrze wpada do wody i... przenosi się do XIV wiecznego Helu. Z morza wyławia ją Markus, mężczyzna niemal idealny, który okazuje się być właśnie piratem. Pomaga dziewczynie, w międzyczasie zakochują się w sobie, ale sytuacja wcale nie jest prosta - nad miastem krąży niebezpieczeństwo, Gina tęskni za domem, a do tego męczą ją tajemnicze wspomnienia, dzięki którym odkrywa, co wydarzyło się na Helu siedemset lat temu...
Nie znałam historii Starego i Nowego Helu, dzięki czemu "Klątwa kani" przypadła mi do gustu i mogłam się czegoś dowiedzieć o Kaszubach. Książkę czytało się gładko i przyjemnie, zdecydowanie można ją zaliczyć jako guilty pleasure. Bardzo polubiłam Ginę - była odważna i w miarę rozsądna. Dzięki stylowi autorki przez książkę płynie się dość gładko.
Jest jednak kilka elementów, które nie przypadło mi do gustu. Początek i koniec historii gnały na łeb na szyję, ale środek to tak właściwie głównie romans. Do tego romans z facetem, który jest tak idealny, że aż wydaje się nieprawdziwy... I ostatnia rzecz: Gina i Kaszuby. Miała być to historia dziewczyny niepełnosprawnej, jednak gdy przenosi się w czasie, odzyskuje władzę w nogach. Czy był to w takim razie jedynie chwyt marketingowy? Miało być tu również dużo o Kaszubach, o języku... Tymczasem dostaliśmy tylko kilka nazw własnych.
Jeszcze nie wiem, czy będę czytała drugą część, gdy ta się pojawi - uwielbiam styl pani Jagny, historia piratów była ciekawa, ale jednak wystąpiło kilka elementów, które mnie zirytowały.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, słyszałam o jej wcześniejszej powieściach, jednak nie miałam przyjemności żadnej przeczytać. Postanowiłam to zmienić przy okazji książki "Klątwa Kani" rozpoczynającej serię #pajęczynaczasu. Do sięgnięcia po tą historię zachęcił mnie intrygujący opis i piękna okładka, która bezapelacyjnie przyciągająca wzrok. Jest to powieść z gatunku fantasy, ale jak dla mnie takiego delikatnego. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Ja od pierwszych chwil zostałam wciągnięta do świata bohaterów i pochłonęłam tą historię w jedno popołudnie, nie odkładając jej nawet na chwilę. Fabuła została w interesujący sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Dzięki tej historii mogłam przenieść się w czasie do średniowiecznego Helu, którzy niesamowicie mnie zaintrygował. Z zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam wszystkie wydarzenia historyczne, a także zwyczajne życie tamtejszych mieszkańców. Uważam, że autorka rewelacyjnie oddała klimat tamtych czasów. Bohaterowie tej powieści zostali naprawdę świetnie i prawdziwie wykreowani, w szczególności główna bohaterka Gina, ale także Geczeta, jak i główny bohater Markus. Autorka w głównej mierze skupiła się tutaj na postaci Reginy, mogłam poznać jej myśli, odczucia, mogłam dowiedzieć się z czym kobieta się mierzy, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć jej postępowanie oraz decyzję. Jednak postaci drugoplanowe również odgrywają tutaj istotną rolę, dostarczając Czytelnikowi wielu emocji i wrażeń. Relacja Giny z Marcusem została w świetny sposób zaprezentowana, dało się wyczuć między nimi jakąś niewidzialną nić, która sprawiała, że ci bohaterowie idealnie do siebie pasowali i się uzupełniali, nawet mimo dzielących ich lat (średniowiecze i współczesność). Czytając tą książkę tak naprawdę nie widziałam co dostanę na kolejnej stronie, co niesamowicie mi się podobało! Mam jeszcze wrażenie, że pisarka na przykładzie bohaterów chciała pokazać, że od przeznaczenia naprawdę ciężko jest uciec. Autorka zakończyła powieść w taki sposób, że ja już przebieram nogami za kontynuacją! Świetnie spędziłam czas z tą książką i jestem szalenie ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów, jak sobie poradzą w nowych okolicznościach! Polecam!
⏳A może by tak przenieść się w czasie? Gdzie chciałabyś „wylądować”?
Ja stawiam na Francję końca XIX i początku XX wieku, o tak! To jedno z moich marzeń, ale nie tym razem! Fabuła książki KLĄTWA KANI zaprowadziła mnie do średniowiecza…. nie ukrywam, że to epoka, która najmniej mnie ciekawi, ba wręcz przeraża, ale @jagnarolska przedstawiła ją w bardzo intrygujący sposób.
Klany bałtyckich piratów, Krzyżacy, „czarownice”, walki, codzienne ówczesne życie…. to wszystko było opisane w bardzo realistyczny sposób. Ewidentnie czytelnik mógł poczuć klimat tamtych minionych przed wiekami lat… a te nie były łatwe… niewolnictwo, porwania, grabieże, artefakty, które nie są już w użytku, brak przedmiotów potrzebnych nam teraz, przedmiotów, bez których nie jesteśmy sobie wyobrazić funkcjonowania, a jednak kiedyś tak było.
To nie tylko podróż do innego świata, to również historia miłosna Giny i Marcusa, którzy pomimo tak wielu różnic potrafili odnaleźć w swoich sercach do siebie drogę. Czy klątwa kani jest w stanie przerwać tak silne uczucie, które z pozoru wydaje się być niemożliwe?
Początkowo byłam lekko zdezorientowana, podobnie jak Gina, kiedy przyszło mi zmierzyć się z wizją średniowiecznego Helu. Uczyłam się tej rzeczywistości z każdą kolejną, przewracaną stroną. Bałam się, ale następujące po sobie wydarzenia napawały mnie jeszcze większym zaciekawieniem, a więc brnęłam w to! Miejsce akcji, Hel, Morze Bałtyckie…. to sprawiało, że czułam pewnego rodzaju nić fascynacji. Uwielbiam nasze polskie morzem, a możliwość poznania pewnej legendy, stworów, które wywoływały niepokój budziły we mnie dreszczyk emocji. Niezwykle frapujące były, przewijające się raz za razem, wspomnienia Giny o matce i jej słowa, owiane tajemnicą, która powoli wynurzała się niczym morskie stworzenie.
To nie koniec, to jakby dopiero początek tej gry z czasem. Ogromnie jestem ciekawa, co będzie dalej, czy Gina znajdzie sposób na to, aby wrócić do swojego Orłowa? Niebawem premierę ma drugi tom serii, a więc czekam 🙂
Regina to młoda influenserka, która została kaleką po wypadku i jeździ na wózku. Pewnego dnia daje namówić się znajomym na wyjazd na Hel. W trakcie wycieczki wodnej kania przelatuje nad nimi, Gina się wystraszyła i wpadła do wody. Gdy. Udaje się jej wypłynąć na powierzchnię okazuje się, że jest w zupełnie innym czasie- średniowieczu. Tam przytrafiają się jej przygody, jedne pozytywne drugie zdecydowanie negatywne. Poznaje przystojnego pirata Markusa, na którego widok traci głowę. Czy połączy ja coś z Witalijczykiem? Czy dziewczyna poradzi sobie w innych czasach i wróci spowrotem do XXI wieku? To musicie sprawdzić sami.
Pani Jagna stworzyła naprawdę niezłą historię. Cała powieść jest napisana lekko i w przyjemnym stylu. A czyta się ją dobrze i do tego szybko .
Bohaterów mamy dobrze rozrysowanych, chociaż przyczepić się muszę Markusa, który jaki pirat był za bardzo rycerski i dżentelmeński. W moim odczuciu zabrakło tutaj też jakiegoś złego charakteru, postaci, której by się nie polubiło.
Jak już jesteśmy prze negatywnych aspektach to również początek książki był za krótki. Zbyt bardzo krótki. Początkowa akcja potoczyła się za szybko by móc poznać wspolczesne życie Reginy, które wydaje się być ciekawe.
Tyle z minusów, więc wróćmy do plusów książki. Ogólnie cała akcja jest wartka, rozkręcająca się z każdą przewróconą stroną. Również opisy miejsc są atrakcyjne i malownicze, a autorka świetnie przybliża nam kaszubskie wierzenia i legendy.
Podsumowując powieść zawiera w sobie ciekawych bohaterów, świetną historię i żywa akcje. Bardzo dobrze spędziłam czas z książką. I jestem też bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Giny, Markosa i Geczety.
„Klątwa Kani” to tom pierwszy cyklu „Pajęczyna czasu”. Nigdy nie czytałam pozycji, która byłaby tak zbliżona do mojego ukochanego „Outlandera”. Ma taki sam klimat, bombowy! Spoglądając na okładkę i czytając opis nie wiedziałam jeszcze, że ta książka została napisana po prostu dla mnie😂. Zawiera w sobie wszystko to co kocham i pochłonęłam ją bez odkładania w pewien zimny wieczór. Podróże w czasie, wielkie uczucie, które dzieli setki lat i absolutnie oryginalny świat fantasy. To historia, która otuli Was do snu, przywoła ciepłe wspomnienia, otworzy przed Wami wspaniały, nieskończony świat, w którym króluje magia oraz sprawi, że Wasze serce będzie szybciej biło na każdą wzmiankę o pewnym romantycznym uczuciu. Dzięki autorce przenosimy się do niebezpiecznego średniowiecznego świata. Poznajemy kulturę i codzienność tamtejszych ludzi. Dzięki temu poszerzamy swoje horyzonty. Świat fantasy nie ma żadnych ograniczeń i chyba to kocham w nim najbardziej. Ta opowieść była dla mnie absolutnie wyjątkowa i sprawiła, że od razu miałam ochotę sięgnąć po tom drugi tej serii. Uwielbiam świat, który wykreowała autorka, kocham bohaterów i drżałam o ich losy, a najbardziej podobało mi się to, że niczego nie mogłam być pewna. Przebieram nóżkami w oczekiwaniu na tom drugi!
Regina działa w mediach społecznościowych. Po wypadku samochodowym porusza się na wózku. Pewnego dnia znowu wszystko zostaje zburzone, przeznaczenia nie można zmienić, a ono bardzo chce przenieść ją w inny wymiar. Potężna klątwa i wielka magia – tego najwięcej znajdziecie w tej pozycji.
„Klątwa kani” enigmatyczny tytuł książki, która ostatnio wpadła na mój regał i cóż mogę powiedzieć książka nie była idealna miała parę minusów: – Była stanowczo za krótka (na szczęście jest to pierwszy tom, więc dostaniemy dalszą część historii) – Czyta się ją stanowczo za szybko, gdyż wartka akcja powoduje, że chcemy poznać kolejne jej części – Ma za ciekawych i barwnych bohaterów, przez co nie chce się odkładać książki. No widzicie sami, że takie rzeczy są niedopuszczalne w powieściach. A teraz tak na serio. Kiedy jakaś czytana powieści mi się podoba to całe otoczenie wokół mnie jest o tym poinformowane, a że już nie mam, komu mówić to teraz pora na was. Zaczynałam pierwsze kartki niepewnie, bo co jak mi się nie spodoba. Okładka nie do końca wpada w moje gusta, ale to treść jest najważniejsza. I używając języka młodzieżowego „siadło”. Bardzo szybko wiedziałam, że będzie mi się podobać. Styl autorki idealnie wpasował się w moje gusta. Bohaterowie wykreowani na łamach powieści idealnie do niej pasują są charakterni, a co najważniejsze ciekawi. Super, że krok po kroczku możemy ich poznawać. Jak już wspominałam wyżej, czy była to książka idealna nie, ale, czy cokolwiek wpłynęło na jej odbiór i chęć sięgnięcia po drugi tom? Kompletnie nie, a wręcz muszę powiedzieć, że nie mogę się doczekać nowej przygody. Jagna Rolska stworzyła historię, która jest po prostu ciekawa. Więc jeśli wahacie się, czy sięgnąć po nią to naprawdę ja polecam z całego serduszka.
"Jakie znaczenie dla przyszłości ma przeszłość której nie możemy zmienić..." -Jagna Rolska, Klątwa kani
Lubicie książki z motywem podróży w czasie? To jest moja druga książka tego typu, ale przyznaję, że temat jest niezwykle fascynujący. Dlatego też „Klątwa Kani" wydała mi się czymś, z czym koniecznie chciałam się zapoznać. A jak się ta nasza wspólna podróż zakończyła?
Szczerze mówiąc, co chwilę miałam inne odczucia. Irytowała mnie postać głównej bohaterki, Reginy, chociaż tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Chyba po prostu coś między nami nie zagrało. Natomiast postacie poboczne, które stały się jej towarzyszami wzbudzili we mnie sympatię i z zainteresowaniem śledziłam ich losy. Z jednej strony pomysł, by główną bohaterkę wyrzucić kilkaset lat wstecz i to wprost w objęcia piratów, o których czytałam głównie w bajkach, było świetnym posunięciem. Jednak były momenty, w których zwyczajnie się nudziłam. Na szczęście nie trwało to nigdy zbyt długo. Autorka dozuje nam sekrety. Sprawia, że snujemy mnóstwo domysłów, przez co znajdujemy się na granicy jawy i snu, zastanawiając się, co jest prawdą, a co ułudą. Ta nieoczywistość jest tutaj czymś, bez czego ta historia nie byłaby tak atrakcyjna. Niewątpliwie, nie można jej odmówić oryginalności i pewnego, magicznego uroku.
Po tylu pochlebnych opiniach na jej temat spodziewałam się jednak czegoś więcej. Ma jednak w sobie to coś, co mnie do niej przyciąga i chociaż nie wywołała we mnie zbyt wielu emocji, to z przyjemnością przekonam się, co jeszcze odkryją Gina i Markus. I gdzie tym razem zaniesie ich klątwa kani.
Książkę otrzymałam dzięki współpracy z Wydawnictwem Mięta.
Lubicie motyw podróży w czasie? Jeśli tak, spróbujcie historii stworzonej przez Jagnę Rolską w naszym polskim Helu. Jakie były moje wrażenia z jej lektury? Bardzo pozytywne!
Jest to historia miłosna z elementami magicznymi, dobrze wykreowanymi dawnymi czasami, stylizowanym językiem i kaszubskimi historiami. Czyta się szybko i przyjemnie – bo akcja momentalnie wciąga. Jest dość wartka, nie ważne, czy dzieją się jakieś dramatyczne wydarzenia, czy skupiamy się na damsko-męskich relacjach. Już sam pomysł bardzo przypadł mi do gustu, a jego otoczka tylko to wrażenie wzmocniła. Podobały mi się momenty wspomnień/snów związanych z przeszłością i matką Reginy – nie dosyć, że wpasowały się świetnie w fabułę, to miały często ciekawe słowa i porady (zobaczcie cytat na początku). No i piraci! Czy trzeba tu pisać coś więcej?!
Co ciekawe, nie polubiłam się specjalnie z główną bohaterką, ale jak widać nie przeszkodziło mi to w pozytywnym odbiorze opowieści. Na ostatnich stronach zaczęła zyskiwać moją sympatię, więc wróżę ocieplenie stosunków w tomie drugim. Mam też mały zarzut do dość ubogiej komunikacji między różnymi bohaterami, czasem chciało się, by wyjaśnili sobie odrobinę więcej, a nie wierzyli sobie na ładne oczy/przystojną twarz itd. Jednak wszystko działało, jak trzeba, więc przyzwyczaiłam się do tego małego mankamentu. Tak jak pisałam, lektura "Klątwy kani" przyniosła mi dużo przyjemności i mile spędzonego czasu. Z pewnością będę czytać kontynuację.
Gina, to młoda dziewczyna, która w wyniku wypadku straciła nie tylko sprawność w nogach, ale także matkę. Dziewczyna lubiła podróżować po morzu z przyjaciółmi, jednak po wypadku postanowiła trzymać się z daleka od miejsca, w którym do niego doszło. Nie spodziewała się jednak, że tym razem ich wyprawa zakończy się też nie tak jakby chciała. Gdy nad ich głowami pojawił się ptak, zwany Kanią nikt nie przypuszczał, że ten postanowi ich zaatakować, w wyniku czego dziewczyna wypadnie za burtę. Niespodziewane jest to, jak szybko z czasów obecnych Gina przeniosła się w czasie i wylądowała w średniowieczu? Ale jak? Dlaczego tam? I co ją tam czeka?
To co spotkało dziewczynę po przeniesieniu się w czasie było takie niesamowite. Przede wszystkim najdziwniejsze było to, że mogła chodzić jak przed wypadkiem. Świetnie się czytało tę historię. Jest w niej cały wachlarz emocji. Od strachu, przez ciekawość, po miłość. Naprawdę polecam i już nie mogę się doczekać kontynuacji 🤩. Jestem pod wielkim wrażeniem. Świetna książka 🌊.
Gina a właściwie to Regina, jest znaną influencerką. W wyniku wypadku traci władze w nogach a także matkę.
Dziewczyna ulegając namowom znajomych, wybiera się z nimi na imprezę na morzu. Jednakże w wyniku przypadku wypada za burtę i... Przenosi się w czasie do średniowiecza.
Tam poznaje Marcusa, średniowiecznego, bałtyckiego pirata.
Tych dwoje dzieli kilkaset lat czy jednak jest możliwe, by się połączyli?
Bardzo ciekawa podróż historyczno fantastyczna o Helu, Gdyni i miłości.
Prowadzi nas za rękę, strona po stronie i wciąga w magiczny świat, w którym wierzenia słowiańskie mieszają się z chrześcijanami a kobiety mądre uznawano za czarownice.
Ta książka istotnie, zaczaruje Was i delikatnie, kartka po kartce poznacie ciekawe legendy, zwyczaje a także na Waszych oczach rozkwitnie miłość, silniejsza niż klątwa.
No nie tego się spodziewałam. Intrygujący początek dający nadzieję na klimatyczną opowieść pełną legend i magii... finalnie dość prosty, żeby nie powiedzieć pospolity romans z motywem podróży w czasie. Szczerze wolałabym więcej legend, Starego Helu i urokliwości szeroko pojętych Kaszub i Półwyspu Helskiego (na co zapowiadało się na początku) zamiast wielokrotnych opisów przymiotów anatomii tamtejszych piratów oraz miłości chuci między bohaterami...Końcówka też dość przewidywalna, kosztem wprowadzonego ciekawego wątku umiejętności głównej bohaterki... Zawiodłam się. :(
Początek fajny, ale szybko się psuje. Nie bardzo rozumiem, dlaczego autorka stworzyła postać z niepełnosprawnością, skoro zupełnie usuwa ten element z historii już w drugim rozdziale. To trochę mało smaczne się wydaje. Fabularnie trochę nie było wiadomo, o co właściwie chodzi, a wątek romantyczny taki jakiś sztuczny mi się wydał. Pewnie gdybym tego nie słuchała w audiobooku, nie przebrnęłabym przez całość. Na plus jedynie Bałtyk i Kaszuby ze swoimi (mało znanymi) wierzeniami, choć było ich niewiele i dopiero w zasadzie pod koniec książki.
Bardziej takie 2,5 ale niech będzie to 3 - początek mi się podobał, ogólnie motyw podróży w czasie, kaszubski wątek folklorystyczny i relacja z matką na plus ale ten wątek miłosny był tak naiwny że odechciewało mi się to dalej czytać - jakby jakaś nastolatka to pisała. Co prawda główna bohaterka jest młoda i w pewnym stopniu można się z nią utożsamić ale była - za przeproszeniem - strasznie głupiutka, aż wzdychałam chwilami z niedowierzaniem xd Nie wiem czy sięgnę po kontynuację, może za jakiś czas z braku laku.. chociaż to mi na razie nie grozi 😆
Gina to studentka z Gdyni. Jest influencerką, a w wypadku samochodowym traci mamę i władzę w nogach. Stara się poukładać sobie życie na nowo i omijać Hel, tak bardzo, jak to możliwe. Przeznaczenie jednak ją dopada i przenosi się do średniowiecza, gdzie poznaje pirata Markusa. Jak rozwinie się relacja nowoczesnej kobiety ze średniowiecznym piratem? Jak poradzi sobie Gina w kompletnie innej epoce, którą zna jedynie z książek?
Przeważnie, gdy akcja dzieje się w Polsce to książka jest słaba. Bardzo się ciesze, że tym razem się myliłam. Mamy tu wątek miłosny, historyczny i fantasy. Czego chcieć więcej?! Do tego autorka do fabuły dodała również wierzenia kaszubskie, o których uwielbiam czytać.
Wątek miłosny jest idealnie napisany, bo nie jest za szybki i rozciąga się po całej książce. Do tego nasza główną bohaterka często wpada w kłopoty, co daje ciekawą fabułę i niekończącą się akcję, która nigdy nie zwalnia.
Bohaterowie są dobrze wykreowani i cieszę się, że Gina, jako główna bohaterka nie robi z siebie ofiary losu tylko walczy o przetrwanie i korzysta z wiedzy, którą przekazała jej wcześniej mama.
Książka jest napisana lekkim piórem i bardzo przyjemnie się ją czyta. Jest niesamowicie wciągająca i da się ją przeczytać nawet w jeden wieczór. Przyznam, że nie znałam wcześniej twórczości pani Jagny Rolskiej i uważam, że zdecydowanie muszę to nadrobić, bo autorka tą powieścią bardzo mnie urzekła. Trafiła w moje serce i gusta.
Książka pozostawia lekki niedosyt, ale na szczęście drugi tom już niedługo będzie miał swoją premierę! Mam nadzieję, że wątki zostaną ciekawie rozwiązanie i następna część zrobi na mnie równie dobre wrażenie.
nie rozumiem po co dać bohaterce niepełnosprawność, która w dosłownie drugim rozdziale znika. sądziłam, że będzie więcej kaszubskiego, a tak naprawdę nie było nic. a sam romans jest okropny, zero podstaw relacji, jedynie pożądanie, które i tak jest na wyrost. trzeba jednak przyznać, że przez książkę się płynie
Zapowiadało się ciekawie, chociaż później książka ukazała, że jest to pozycja dla „słodkich idiotek” marzących o piracie z aparycją barbarzyńcy i czułym sercu jednocześnie 🤷🏼♂️