„Ku mojemu zaskoczeniu, nie płacze, a jedynie przygryza nerwowo wargę. Za to jej brązowe oczy ciskają we mnie takie gromy, że mimowolnie cofam się o krok.
– Gratuluję wygranej, Stone – cedzi zimno. – Nie pokazuj mi się więcej na oczy.”
Powieść „Uparty prezes” skradła moje serce już wiele miesięcy temu, gdy czytałam tę historię na platformie Wattpad. Pochłonęła mnie ona bez reszty, omamiła, uzależniła i w sobie nieodwracalnie rozkochała. Kiedy okazało się, że obejmę tę powieść swoim patronatem, cieszyłam się jak dziecko, bo dla mnie było to jak spełnienie marzeń.
„Uparty prezes” to nie jest zwyczajny romans biurowy. Agnieszka Brückner stworzyła bogatą w szereg różnych emocji fabułę. Towarzyszy nam ból związany z zakładem i tym, jak to wszystko dalej się potoczyło. Kiedy drogi Emily i Gabriela ponownie się spotykają, pojawia się niesamowite napięcie, które daje nam znać, że między tą dwójką nie wszystko skończone. Jest ono podszyte również ogromnym żalem, nie tylko ze strony Emily, której ból powrócił, ale też ze strony Gabe’a, który nie chciał, aby dziewczyna tak ucierpiała. W imię szczeniackiego wybryku stracił coś, czego nie miał wtedy odwagi się przyznać, że tak bardzo pragnie. Pięć lat później nie są jednak tymi samymi ludźmi, co wtedy, a mężczyzna zrobi wszystko, by naprawić swój błąd… i odzyskać Emily.
„Reakcja jej ciała na samą moją obecność jest równie intensywna, co moja na nią. Jesteśmy niczym planeta i jej satelita. Jedno będzie krążyć wokół drugiego, bez jakiejkolwiek szansy na to, że coś lub ktoś je rozdzieli.”
Sprawa wcale jednak nie należy do łatwych, bo kobieta stawia solidny opór. To jedna z tych bohaterek, które urzekają siłą i niezłomnością, lecz bije od niej także niesamowita wrażliwość, a te razem od razu budzą sympatię czytelnika. Uwielbiam to, jak na każdym kroku stawiała się Gabrielowi. Jak się domyślacie, było to źródłem nieustannego wybuchania przeze mnie śmiechem. Emily to absolutna królowa i moja mentorka. Razem z Gabrielem tworzą wyborną w odbiorze mieszankę wybuchową. Agnieszka stworzyła między nimi naprawdę niebywałą chemię, która jednocześnie powoduje ciarki na ciele, a przy tym topi serce.
Gabe na samym początku zdecydowanie nie budzi sympatii, jako niedojrzały szczeniak zasługiwał na porządnego kopa w krocze. Teraz jednak, po upływie tych pięciu lat, widać jego zmianę. Jego upór i determinacja w kwestii Emily to było coś pięknego. Wstyd się przyznać, bo w tym miejscu każda z nas powinna być, chociaż odrobinę, feministką, ale to jego działanie sprawiło, że zapomniałam o wszystkim, co złe. Udowadniał na każdym kroku, że żałuje tego, co się wydarzyło i nie było sposobu, by w to nie uwierzyć. Nie ma się co dziwić, że koniec końców Emily także mu uległa. I tak się mocno dziewczyna trzymała! Brawa dla niej.
Jednakże to nie wszystko, bo Agnieszka wspaniale pokazuje więzy rodzinne, czy to Gabriela z bratem i ojcem, czy Emily z rodzicami. Porusza mnie dogłębnie takie wsparcie, jakie wzajemnie sobie okazują na każdym kroku. Tym co, kocham w tej książce to postacie drugoplanowe, które odgrywają fenomenalną rolę. Agnieszka wie, jak trafiać w serce czytelników i w tym przypadku robi to znakomicie.
„Spędziłam noc wtulona w mężczyznę, przez którego wylałam w swoim życiu hektolitry łez, przeklinając jego istnienie. A jednak była to jedna z najlepiej przespanych nocy w moim życiu. […] Drań jakimś cudem kruszy moje mury obronne, a ja nawet nie jestem świadoma tego, kiedy odpadają kolejne kamyki.”
„Uparty prezes” to powieść, przez którą po prostu się płynie. Jej genialna fabuła, bohaterowie i ich chemia, czy emocje, którymi obdarza czytelnika, oczarowują z miejsca. Gwarantuję też, że humor i cięte dialogi rozbawią Was do łez. Kocham tę historię za jej nietuzinkowość i nieschematyczność, co raczej w przypadku romansów biurowych jest rzadko spotykane. Agnieszka nie podąża utartymi wcześniej szlakami i to ogromny atut tej powieści. Wierzcie mi, nie będziecie tu nudzić nawet przez chwilę, a lepiej zapnijcie pasy, bo autorka przygotowała dla Was jazdę pełną wybojów. Bracia Stone nieodwracalnie skradli moje serce i już teraz mówię Wam, że Aaron ma także coś niesamowitego w zanadrzu.