Główna bohaterka to młoda pisarka Sara, która przyjeżdża do leśniczówki ukochanego wuja Bernarda i jego żony, cioci Ludmiły, aby w zaciszu dokończyć pisaną książkę. Dziewczyna "ucieka" z Warszawy także dlatego, aby zastanowić się nad swym przyszłym losem u boku narzeczonego - Jana Krzysztofa, wspaniałego kierowcy rajdowego. Nieoczekiwanie rozmyślania pisarki, zdarzenia i losy bohaterów jej książki zaczynają tworzyć całość, przeplata się fikcja literacka powieści Sary i fakty z życia jej i innych bohaterów. Puenta zaskoczy każdego!
3.5? Trudno mi ocenić tą książkę. Lubię styl jakim pisała Krystyna Siesicka. Pisała ona bez wysiłku z wyraźną swobodą, co doceniam jako czytelniczka. Rozumiem rozczarowanie tych, którzy liczyli na faktycznie ,,horror dla panienek z dobrych domów" - książki absolutnie horrorem nazwać nie można. Na tym aspekcie się zawiodłam- historia, choć miała wątki niejasne, tajemnicze, ciekawe i dziwne, była pozbawiona scen, które wywołałyby we mnie lęk czy strach. Nie rozumiem więc podtytułu, jeśli mogę go tak nazwać. Niektóre wątki zostały opisane enigmatycznie, a pewne sytuacje pozostały niewyjaśnione. Zakładam, że ich celem było wprowadzenie nastroju tajemniczości i niepokoju, jednak wolałabym, aby zostały one bardziej rozwinięte. Miejsce akcji finalnie odebrałam jako miejsce z dziwną, negatywną atmosferą wokół. Mimo wszystko ,,W stronę tamtego lasu" czytało mi się szybko i przyjemnie, przy czym znów chcę podkreślić ciekawy, swobodny styl jakim posługiwała się autorka. Zakończenie urwało się, czego nie lubię, ale ostatnie zdanie na plus.
Zdecydowanie są lepsze książki Krystyny Siesickiej. Ta była dziwna. i nie umiem stwierdzić, czy w negatywny czy pozytywny sposób. (ale raczej ten negatywny..)
Przez chwilę naprawdę myślałam, że będzie to "horror dla panienek z dobrych domów", że autorka postanowiła zaszaleć i napisać dla odmiany prawdziwą opowieść z dreszczykiem. Ja nie wiem jakim cudem coś takiego przyszło mi do głowy. W związku z powyższym rozczarowałam się tą książką niemiłosiernie i jest mi teraz przykro. Gdyby nie nerwica natręctw i beznadziejny, jak się jednak okazuje, pomysł zapoznania się z całą dostępną mi twórczością autorki, chyba bym sobie dalszą zabawę odpuściła. Pani Krystyno, jak pani mogła.
Głupio mi trochę, bo jako nastolatka uważałam autorkę za jedną ze swoich ulubionych, ale czas chyba mnie z tego wyleczył.