Grupa starszych osób, u schyłku życia spędza ostatnie chwile w domu opieki. Żyje przeszłością, młodością, dzieciństwem- w czasie wojny, w obozie. Jest tylko tamtem czas i dzień dzisiejszy. Nic pomiędzy. To co mówią o swoich rodzinach, Dzieciach trudno uznać za prawdę, trudno też przyjąć, że jest to tylko złudzenie.
Najbardziej dobitne było dla mnie skojarzenie miejsca, w którym żyją z obozem, w którym spędziła dzieciństwo tytułową bohaterka. Tak dużo mniejszych i większych skojarzeń, sugestii, podobieństw, sprawiało, że trudno było pozbyć się wrażenia, iż nic nie zmieniło się w ich życiu. Szokuje sprowadzenie życia do biologii, zestawienie fizycznej "przydatności" w obozie ze zdolnością do samodzielnego życia w domu opieki. Ale jest też coś jeszcze - kwestia wolności, która nie cieszy, komplikuje życie wyuczone w obozie innych zasad.
Jest jeszcze heroizm starości, poczucie niepotrzebności, nieprzydatności, zbędności, obojętności bliskich i mechanicznego pozbawionego empatii traktowania przez personel. Nie brak groteskowego, czarnego humoru, celnych uwag dotyczących relacji rodzinnych, społecznych.
Zyta Rudzka przeraża, brzydzi, zniesmacza, śmieszy, wzrusza, by skłonić do jednego… refleksji.