Co o matematyce sadzą sami matematycy? Skąd ona według nich pochodzi? Czy oni ją wymyślają, czy odkrywają? Czy w opisie ilościowym świata, inna nauka mogłaby ją zastąpić? W jakiej jest ona relacji do świata rzeczywistego?
Fizyk matematyczny John Barrow w książce "Pi razy drzwi. Szkice o liczeniu, myśleniu i istnieniu" prześwietlił matematykę pod kątem tych pytań. Zabrał czytelnika w świat liczb, starożytnych problemów geometrycznych i współczesnych fundamentalnych pytań o granice matematyki. Bardzo cenne wydały mi się partie, w których autor pokazał XX-wieczne dylematy matematyków i spory o poprawny sposób jej uprawiania. Matematyka to żywa nauka, która jest czymś więcej niż przypisywaniem elementom świata nas otaczającego etykiet liczbowych, formuł. Przenika świat swoją niedościgłą logika i ścisłością. Nie jest jednak sama siebie pewna.
Kluczowe problemy, które rozważa Barrow, koncentrują się wokół ustaleń Kurta Gödla, który wykazał jej niedoskonałości. Matematyka jest wystarczająco pojemna w metody, by określać swoje granice. Ponadto okazuje się, że tę słabość można przekuć w siłę nowych wyzwań intelektualnych, które absorbują teoretyków od kilkudziesięciu lat.
Układ książki jest dość czysty w formie. Pierwsze 30% tekstu, to świetna panorama historycznego rozwoju sposobów liczenia i dyskusja nad użytkowymi walorami tej nauki. Autor nie szczędzi jednoznacznych przykładów pomysłowości ludzkiej, która pozwoliła przypisać obiektom materialnym reprezentacje liczbowe. W efekcie człowiek nabywał biegłości w abstrakcyjnym myśleniu. Ta część świetnie zdaje relację z podstaw naszego sukcesu w świecie przyrody. Pozostałe 70% tekstu, to dyskusja nad kondycją samej matematyki. Barrow staje się w tej części bardziej filozoficzny i wymaga od czytelnika większej uwagi. Rozważa kilka konkurencyjnych prądów myślowych, które wypracowali badacze przez lata do opisu tego, co robią. Pochyla się nad konstruktywizmem, formalizmem, intuicjonizmem i inwencjonizm by pokazać, jak rożnie można 'czuć' matematykę. Spory fragment końcowy, to dyskusja nad platonizmem, czyli najpopularniejszą wizją matematyki, w której jest ona odkrywana. W tym podejściu, wszystkie jej struktury istnieją gdzieś, a ludzie muszą je tylko wydobyć na światło dzienne.
Nie da się książki w sposób jednorodny zreferować, odnosząc się do każdego elementu, by opinia pozostała w miarę krótka. Chciałbym jedynie podziękować autorowi szczególnie za dwa fragmenty. Pierwszym jest dyskusja o kompresowalności i wynikających z niej różnych zastosowaniach matematyki w naukach ścisłych i społecznych (str. 234-237). Drugi fragment, to cudowna opowieść o dziedzictwie Georga Cantora, który okiełznał nieskończoność, pokazując jak należy ją rozumieć; a także kiedy może prowadzić nas na manowce (str. 293-308). Świetny esej intuicyjnie przyswajalny przez każdego.
Książka napisana jest językiem dość precyzyjnym, choć z licznymi 'udogodnieniami dla niewtajemniczonych'. Barrow bardzo szeroko szuka kulturowych korzeni matematyki. Pokazuje, czemu w tak na pozór spójnej nauce, dochodzi do kontrowersji. Z tego względu książka jest unikatowa - wymagając wyłącznie skupienia czytelnika (ale bez przesady) - pozwala na dotknięcie sedna pytań o sens matematyki, który absorbuje myśli jej twórców. To bardzo ambitny cel, który w większości opisanych problemów udał się jasno zasygnalizować.
Polubić matematykę, to wyzwanie dla większości z nas. Mogę jedynie każdego zachęcać do jej zgłębiania, na własnym poziomie i w dowolnym tempie. Barrow pięknie jej zalety opisał słowami (str. 416):
"Mistyk skłania się ku celebracji; matematyk celebruje pracę umysłową. Istotą matematycznej działalności jest możliwość powtórzenia jej zarówno przez tego samego człowieka, jak i przez innych ludzi. Nie ma żadnych gnostyckich tajemnic."
Polecam "Pi razy drzwi" każdemu, przede wszystkim tym, którzy matematykę odbierają, jako ciąg liczb i formuł kotłujących się na co dzień wyłącznie w umysłach ludzi chodzących z głową w chmurach.
ŚWIETNE - 8/10