O życiu, triumfie i upadku całych narodów często decyduje zwykły przypadek. Bezprzykładne tchórzostwo Francuzów i hańbiąca zdrada Anglików we wrześniu 1939 roku zmieniły nieodwołalnie losy Polski i świata.
W historii alternatywnej nasi sojusznicy uderzają na Niemców zza Linii Maginota. Po krótkiej kampanii polskie oddziały wkraczają do Berlina. Za Odrą i Nysą Polacy tworzą satelickie słowiańskie państwa. Pod polskim przywództwem powstaje wielkie przymierze krajów Międzymorza skierowane przeciwko Związkowi Radzieckiemu. II Rzeczpospolita zdobywa zamorskie kolonie i broń atomową.
Ale inny bieg historii to także problemy: ukraiński terroryzm, emigracja polskich Żydów na Madagaskar, infrastrukturalne zacofanie, beznadziejna reputacja Polski za granicą.
Rzeczpospolita od morza do morza, o której śnił Marszałek Piłsudski, czy kolos na glinianych nogach?
Kontrowersyjna i przekorna wizja. Unikalne połączenie historycznej wiedzy, literackiego polotu i nowoczesnej political fiction.
Dziennikarz portalu Interia.pl, współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”, autor opowiadań publikowanych m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie oraz współautor wydanej w 2010 r. książki pt. Paczka radomskich. Pisze doktorat z politologii, zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Ostatnio najbardziej inspiruje go gonzo i literatura / dziennikarstwo podróżnicze. Laureat Paszportu „Polityki” 2013 za książkę Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian.
Bardzo ciekawy eksperyment myślowy, w którym nie tyle chodzi o stopień uprawdopodobnienia historycznego, ale raczej o walkę z polskim mitem narodu szlachetnego, lecz przez wieki ciemiężonego. Tutaj Polacy nie dość, że szybko radzą sobie z inwazją hitlerowską w 1939, dodatkowo stają się po tej błyskawicznej wojnie, europejskim mocarstwem, liderem Międzymorza: koalicji państw, stanowiący bufor między Europą Zachodnią a Związkiem Sowieckim.
Najfajniesze w książce Ziemowita Szczereka jest pokazanie, jak Polacy nie radzą sobie z mocarstwowością, jak nie potrafią pełnić roli lidera, hegemona, kolonizatora. Jak tworzą autorytarne państwo podobne do.... dzisiejszej Rosji, gdzie Rydz-Śmigły pełni rolę polskiego Putina.
Wątków fantastycznie ciekawych jest tu więcej. Jak wyglądałaby Polska dzisiaj, gdyby mieszkali tu przez cały czas Żydzi? Jak wyglądałaby Ukraina i Białoruś, gdyby pozostały w polskich granicach? I czy w ogóle, Polska wykorzystałaby szanse, gdyby los sprawił jej możliwość bycia tym wygranym?
Niekoniecznie udana historia alternatywna, dość ciekawe rozliczenie i odbrązowienie II RP. Szczerek w szaty gatunku ubrał eksperyment myślowy pozwalający na uwydatnienie największych bolączek Rzeczpospolitej, zwłaszcza tych, które dziś wybrzmiewają bardziej - niepowodzenia polityki zagranicznej, rozwarstwienie społeczne, chaos administracyjny. Stworzył lustro do przejrzenia siebie i narodu, to co widać w odbiciu boli - ale nie zawsze zgodnie z zamiarami autora. Im dalej w las, tym więcej rys pojawia się na tafli podstawionej czytelnikowi – bo wybrana ścieżka, chociaż służy założonym celom, niekoniecznie jest w pełni spójna. Może się wydawać, że Szczerek, chcąc prześwietlić Rzeczpospolitą i Polaków, pokazał też zanadto swoje rozgoryczenie.
Generał Błoto i Pułkownik Chaos
Na wstępie autor porachował się z fantastami snującymi inne wizje wojennej zawieruchy, z której Polska wychodzi zwycięsko - te, gdzie II RP kwitnie, w sukurs idzie nam Generał Błoto i Niemcy utykają w połowie Blitzkriegu, a także inne, równie naciągane i służące pokazaniu za wszelką cenę jak moglibyśmy uniknąć hekatomby. Później demontuje obraz Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, która choć wyśniona, jednak nie była taka święta i do ideału wiele jej brakowało. Nie mam z tym problemu, to swego czasu dość odświeżające spojrzenie (ten tytuł wydano w 2013 roku, w całkiem innej politycznej rzeczywistości).
W późniejszych rozdziałach struktura książki wydawała mi się już nieco niezrozumiała - rozdziały traktują bardziej tematycznie niż chronologicznie, przez co można odnieść wrażenie porwania całości na fragmenty. Tu troszkę z lat czterdziestych, tu z pięćdziesiątych, tu budownictwo, tam prześladowania mniejszości i fatalna polityka zagraniczna. Mam wrażenie, że inne ułożenie treści upłynniłoby przekaz - z uwagi na to, że krytycznym momentem jest tu 1939 rok, rozdzielanie obrazów i stworzenie przekrojów co np. pięć lat mogłoby być czytelniejsze. Sporo tu przeplatania osobistych komentarzy z danymi ilościowymi, im dalej w las tym bardziej czuć rękę autora. I znów, uprzedził w tekście, a jednak nie tego oczekiwałem kupując "Rzeczpospolitą zwycięską". Z czasem coraz mniej alternatywności tej historii.
Gorzki lek najlepiej leczy, jednak pacjent nie zdrowieje
Co do zasady trudno mi się nie zgodzić z cierpkim przekazem – o tym, że Polacy są krnąbrni, nie potrafią się skutecznie samorządzić, ale chętnie urządzaliby cudze podwórka. Szumne Międzymorze - nie stanowi to wielkiego spoilera - okazuje się być wydmuszką, a problemy wewnętrzne odbijają się czkawką dekadami. Odbrązowienie tromtradackich mitów jest potrzebne - nie mam co do tego wątpliwości. Zabrakło jednak refleksji o charakterze pozytywnym. Skupienie się na narodowych wadach przesłoniło zalety - Polacy okazują się być warchołami, zachodnią Rosją o mentalności niemalże bolszewickich, pijanych destruktorów. Wszyscy nas tam nienawidzą, nawet i Polacy Polaków - bez przesady! To tylko jedna strona monety, a Szczerek nie połasił się zbytnio, by przedstawić drugą.
Potrzebujemy narodowych mitów - jeśli te obecne są złe, stwórzmy nowe. Wykujmy ideał do którego spróbujemy dążyć. Wykrzesajmy myśl przewodnią. Nie wierzę, że II RP która przetrwała wojnę nie miałaby większych zdolności reformatorskich. Autor wziął co najgorsze z PRL i II RP, uznał że Sanacja w sojuszu z Kościołem urządziłaby kraj podobnie do importowanych komunistów, i puścił takie monstrum wesoło w świat. Daje to radę jako krytyka narodu, choć brakuje temu pleców. Ale nie odpowiada mi podobne uproszczenie w kategorii historii alternatywnych. "Rzeczpospolita zwycięska" w wydaniu Szczerka gnije, toczy ją zgorzel i nawet w fikcyjnym 2013 roku śmierdzi naftaliną. Zupełnie jakby świat się zatrzymał, pozwalając Polsce stać się skansenem. Przełknąłbym to prędzej, gdyby w alternatywnej rzeczywistości osadzić powieść – przytyki do kraju wychodziłyby mimochodem, przy okazji. W formie bardziej eseistycznej brakuje mi kontrtez, prób torpedowania własnych pomysłów. Jeśli coś jest torpedowane, to pozytywne myślenie, które urozmaiciłoby morze brudu i beznadziei.
Strzelanie z polskiej armaty do przedwojennego wróbla
Jestem świadom tego, jak skarlała i nieambitna jest nasza krajowa polityka, w sprawach zagranicznie małostkowa i bierna - ale mimo to podskórnie wciąż coś fermentuje. Mimo tego, że przez ostatnie dwadzieścia lat u władzy są niby ci sami ludzie, a elity generalnie pozostają z grubsza te same od ponad trzech dekad, udało się zrobić potężny skok. Może czasem wbrew staraniom polityków, mniejsza o to – działo się. Szczerek zdawał się to pominąć mimo wymyślenia niemal 70 lat alternatywnej przyszłości. Wpływy Zachodu, w rzeczywistości istotne, alternatywnie nic nie dały przez ponad 30 lat, co jest równie nierealistyczne co zwycięstwo w II WŚ. Autor mierzył zbyt nisko, wykorzystał potężne narzędzie do osobistego rozliczenia się z wybranym segmentem historii. Szkoda, bo mimo wszystko liczyłem na coś więcej - wskazanie ścieżek, rozważenie alternatyw, analizę okoliczności. Dostałem II RP przesuniętą technologicznie o kilkadziesiąt lat, ale równie zatwardziałą jak w 1938 roku - zupełnie jakby świat statycznie obserwował Polaków. Bez II WŚ nie byłoby w tej wersji Polski sowieckiego bata - co samo w sobie jest już zdjęciem części hamulców rozwoju, a autor zdawał się tego nie zauważyć. Całościowo przypomina mi to ćwiczenia wojskowe w których ogłasza się sukces po realizacji przygotowanego scenariusza, mimo że prawdziwa wojna wygląda inaczej.
Nie wiem dokąd jadę, ale wysiadam
Trudno określić mi grupą docelową tej książki – zbyt przywiązanych do idei wspaniałej II RP może zrazić, zwłaszcza przy obecnej polaryzacji; krytykom Sanacji nie dostarczy nowych argumentów. Grupę „pośrodku” trudno scharakteryzować i wyodrębnić jako jedność. Może więc transgresyjne porównanie II i III RP poprzez prześwietlenie bękarta ich obydwu? Parę spostrzeżeń jest istotnych, choć niekoniecznie odkrywczych – jak o „dobrodziejstwie” granicy na Odrze i Nysie czy o braku zdolności kreowania skutecznej polityki zagranicznej. Wątpię jednak czy warto temu poświęcać tyle stron. Swego czasu mogła to być odtrutka na tzw. Zychowszczyznę, dziś mógłbym polecić chyba tylko laikom chcącym rozliczyć się z mitem II RP – świadomym jej wad, ale niepotrafiącym tego ubrać w słowa i myśli.
Dawno nie przeczytałem całej książki w jedno popołudnie. Szczerek w "Rzeczpospolitej Zwycięskiej" snuje wizję w pierwszej chwili piękną (świat który nie przeżył sześciu lat WW2 i nie zaznał Holokaustu), ale niedługo potem równie groteskową co prawdopodobną: o kraju, który zwyczajnie nie radzi sobie ze swoją mocarstwowością, gdzie demokracja jest fasadowa a modernizacja straszliwie nierówna. Ze względu na sprawność warsztatową autora, dobry risercz i poczucie humoru doskonale się to czyta.
Świetny eksperyment myślowy. Bardzo ciekawy, bo to nie zupełna fikcja, a jednak odbicie tego co wiemy o międzywojniu i co z zapisów wynikało w kwestii planów na przyszłość. Do tego korelacja z autentycznymi wydarzeniami i mamy komplet. Serdecznie polecam zarówno w kwestii merytorycznej jak i rozrywkowej.
Ciekawy koncept i fantazja Szczerka. Ciekawy eksperyment z próbą napisania podręcznika historii kraju wymyślonego. Fantazja kiełkująca z rzeczywistości II Rzeczypospolitej. Troche mokry sen każdego Polaka pragnącego Imperium, a troche kubeł zimnej wody prawdy o Polsce i Polakach, którzy nawet w fantazji, nie potrafiliby zostać imperium, ba nawet krajem kolonizatorskim. Książka wpasowuje sie w nurt fikcji historycznej. Jak ktoś lubi, to warto zajrzeć. Poza tym to tylko napredce napisany zarys podstawowej wizji, brakuje tu dogłebnej analizy i wiele tematów pominięto. Ot taka pupla literacka.
"Mocarstwem jest się wtedy, gdy treść tego, czym się jest, jest w stanie wpływać na innych. Kiedy promieniuje na zewnątrz. A nie wtedy, kiedy się, jak dziecko, chce i koniec. Trzeba najpierw stworzyć własną wewnętrzną, oryginalną strukturę. Mocną, silną, spójną stanowiącą inspirację dla świata. I z tym do ludzi, a nie z płaczem o to, by nas uznano za mocarstwo. Bo inaczej tylko będziemy się ośmieszać." Ostatnie 3 strony były ładnym podsumowaniem.
To nie jest Szczerek z "Przyjdzie Mordor i nas zje". "Przyjdzie..." ustawiło mi pewną poprzeczkę, wg której Szczerka mierzę, i za tym lekkim a bijącym po łapach stylem tęsknię... Jak się łatwo domyślić, "Rzeczpospolita..." taka nie jest. Co nie znaczy, że nie jest to lektura warta uwagi, refleksji, dyskucji. Bo "bicie po łapach" zostało. W kontekście obecnych wydarzeń - nawet bardzo aktualne
Znakomity pomysł i mocne otwarcie. Czytałem z zapartym tchem.
Niestety, później efekty polskiej mentalności przejawiają się coraz bardziej. Nie jesteśmy uczeni tego, że przyszłość może być lepsza, nie potrafimy doceniać tego, co mamy i brak nam wiary w to, co nasze. A nawet wyobraźni.
Gdzie to tytułowe zwycięstwo?
This entire review has been hidden because of spoilers.
Lubię książki Ziemowita Szczerka ale w tej akurat alternatywna historia Polski wałkowana na różne sposoby była zabawna i intrygująca gdzies do połowy książki. Spekulowanie co by było 30 lat po wygranej przez Polskę wojnie to tak naprawdę fantastyka, za którą nie przepadam:)
Chyba najsłabsza książka, jaką przeczytałem w 2013 roku. Pech chciał, że zabrałem się za to "dziełko" zaraz "Sześć miesięcy w 1945" Michaela Dobbsa. Dysonans pomiędzy Rzeczpospolitą.. a Sześcioma miesiącami... jest niestety przytłaczający i bardzo odczuwalny.
Bardzo słabo udokumentowana w obszarze faktów, z okładką nijak mającą się do treści, z powierzchownie wykonanymi badaniami (jak można linkować do artykułu w serwisie społeczościowym?). Mało ciekawa, aby nie powiedzieć nudna. Jedynym ciekawym pierwiastkiem w książce jest reportaż w historii alternatywnej w 2013 roku.
Podsumowując - fatalnie wydane pieniądze. Nie polecam.
Znakomita ksiazka. Brawa za pomysl, za ironicznie szczery dystans, za poczucie humoru, za jakze trafna ocene Polski "rzeczywistej". Za dopisanego Witkaca, Gombrowicza, Wankowicza i Wiecha. Kapitalna lektura!