Do czego może doprowadzić na pozór niewinny spór profesorów? Co pewien filozof z roku 2012 ma wspólnego ze zbrodniami z 1946?
Wrocław 1946. Zło zatacza coraz szersze kręgi. Tropią dziewczęta. Gwałcą je i zabijają. Trzech żołnierzy Armii Czerwonej spędza sen z powiek Popielskiemu, UB, NKWD i pewnemu szalonemu Rosjaninowi. Każdy z nich ma inne powody.
Dawny komisarz dostaje zlecenie od profesora filozofii. Wśród uczniów podziemnego gimnazjum jest agent UB. Trzeba go znaleźć i odseparować. Nic trudnego. Jednak ku zaskoczeniu Popielskiego każdy kolejny krok w śledztwie to niespodzianka, za którą kryją się mroczne tajemnice. Zło i sprawiedliwość przestają być tylko tematem debaty filozoficznej – zaczynają decydować o życiu i śmierci.
Wrocławianin. Wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.
Autor osiemnastu bestsellerowych powieści kryminalnych, filolog klasyczny. Laureat prestiżowych nagród literackich i kulturalnych (m.in. Paszportu „Polityki", Nagrody Wielkiego Kalibru, Nagrody Prezydenta Wrocławia, Śląskiego Wawrzynu Literackiego), odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jego książki przetłumaczono jak dotąd na osiemnaście języków. Zadebiutował w 1999 roku „Śmiercią w Breslau” - w 2019 roku obchodzimy 20-lecie jego twórczości. Miłośnik filozofii i logiki.
---
Marek Krajewski – socjolog, profesor zwyczajny, zatrudniony na Wydziale Socjologii UAM w Poznaniu. Autor licznych artykułów dotyczących materialności i wizualności, współczesnej kultury i sztuki oraz edukacji kulturowej. Opublikował też wiele książek poświęconych tej problematyce: Kultury kultury popularnej (2003), POPamiętane (2006), Za fotografię! (2010, wspólnie z R. Drozdowskim), Narzędziownia. Jak badaliśmy (niewidzialne) miasto (2012, wspólnie z R. Drozdowskim, M. Frąckowiakiem i Ł. Rogowskim), Są w życiu rzeczy… (2013), Incydentologia (2017). Współtwórca projektów badawczych, artystycznych i edukacyjnych: Niewidzialne miasto, Archiwum Badań nad Życiem Codziennym, Bardzo Młoda Kultura.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak rzadko sięgam po kryminały Krajewskiego. Mam ich jeszcze kilka do przeczytania i nie wiedzieć czemu, muszą czekać, aż się nad nimi zlitują uczestnicy stosikowego losowania. Na szczęście już po raz drugi się ulitowali, ku mojej uciesze i satysfakcji. Po raz kolejny zachwyca mnie intelektualizm, że tak się wyrażę, tych kryminałów. W moim pędzie do książek, z których mogę się dowiedzieć czegoś nowego, zapominam, że od Krajewskiego można nauczyć się sporo. Mój sentyment do Wrocławia, gdzie studiowałam to już tylko mała kropeczka nad i, jeśli chodzi o satysfakcję z lektury.
Otchłań mroku roztacza się nad powojennym Wrocławiem. W pierwszych latach po zakończeniu wojny, w tym mieście nadal trwają małe wojenki. O przetrwanie, o wyszabrowanie jak najwięcej, o byt. Bezkarni Rosjanie grasują po ulicach, biorąc, co uważają za swoje, czyli wszystko, nie wyłączając młodych kobiet, najlepiej dziewic. Ostatni Niemcy żyją w zawieszeniu, niepewni swojego losu, a przesiedleńcy z Lwowa układają sobie życie na nowo. Sytuacja polityczna Polski jest niepewna, rodzący się komunizm napawa lękiem, więc w mieście powstaje Gimnazjum Subterraneum, które ma umożliwić zdolnym uczniom niezabarwioną ideologicznie klasyczną edukację. Dwóch profesorów prowadzi wykłady z filozofii i języków klasycznych. Jeden z nich kontaktuje się z Edwardem Popielskim, ponieważ podejrzewa, że UB ma u nich wtyczkę. Lwowski policjant podejmuje się śledztwa, które powiedzie go w nieoczekiwanym kierunku. Okaże się, że będzie musiał skoncentrować się na uczennicach tajnej szkoły. Sześćdziesięcioletni Edward ociera się o granice swoich fizycznych możliwości, prowadząc to śledztwo - będzie musiał wykazać się niezłą tężyzną fizyczną, równocześnie dzieląc czas na pracę i opiekę nad chorą kuzynką Leokadią.
W kolejnej części serii o komisarzu Popielskim, autor prowadzi swojego bohatera przez gruzy i ruiny powojennego Wrocławia, tropem okrutnych dezerterów-gwałcicieli z Armii Czerwonej. Dostaje też zlecenie wytropienia ubeckiego szpicla, inwigilującego środowisko ludzi związanych z nielegalnie działającą szkołą Gymnasium Subterraneum.
Tym razem Krajewski delikatnie zmienia sposób pisania - jego powieść ma budowę szkatułkową i jest kryminałem o filozoficznym wydźwięku, z brutalno - erotycznymi częściami fabuły i mieszanką popisów językowych autora - łaciny, niemieckiego i rosyjskiego. Widać też bardzo profesjonalne przygotowanie autora w tematcie koncepcji filozoficznych, ale mnie jako czytelniczki nie porwały jakoś szczególnie te naukowe starcia dwóch wizji ludzkiego spojrzenia na cierpienie i zło tego świata. Nie mniej jednak, zaskoczona jestem tak niecodziennym podjęciem tematu "idée fixe" autora w swojej powieści.
Mogłabym się przyczepić (znowu) do braku chronologii, bo nie miałam pojęcia, że Popielski oprócz córki Rity, miał jeszcze syna Wacława, będącego narratorem jednego z wątków, o którym we wcześniejszych tytułach nie było mowy, przez co znowu dopadła mnie chwila zastanowienia, czy znowu czegoś nie przeoczyłam no chyba, że ten wątek autor rozwinie i pociągnie dalej w kolejnej części, i byłoby to wielce wskazane.
I przyznaję, że pomimo tego mankamentu kolejny raz uległam czarowi tej książki i dałam się wciągnąć na długie godziny. Było warto.
Jest dobrze. Miejscami bardzo dobrze. Po czterech słabych książkach, Marek Krajewski wrócił do formy w "Rzekach Hadesu", i "W otchłani mroku", mimo tandetnego tytułu, ów powrót do formy potwierdza. Aż do około 50 stron przed końcem, gdy dzieje się coś niedobrego. Autor porzuca wtedy umiłowaną przez siebie żelazną klasyczną logikę i biegnie ku rozwiązaniu na ślepo, na przełaj, tworząc scenę kulminacyjną o niewiarygodnym natężeniu i makabry, i absurdu, i chyba też bezsilności: "nie mam za bardzo pomysłu, jak to z sensem skończyć!" Finał jest więc rozczarowująco chaotyczny. Mimo tych zastrzeżeń - za klimat, pomysły narracyjne przez większą część powieści, splot filozofii i kryminału, ironię i świetny język - duże uznanie. PS. Wtrącone do książki przekonanie, jakoby eksperci od Lacana i Foucaulta byli przemalowanymi leninistami, wygląda na jakąś personalną złośliwość, to zupełnie niepotrzebne.
Dawno się nie zdarzyło, żebym przeczytał książkę w jedną noc. A tu proszę, zacząłem dzisiaj i nie zasnąłem, aż nie dowiedziałem się, jak to wszystko się skończyło. I erudycji i prowadzenia wciągającej fabuły Krajewskiemu odmówić nie mogę, ale im dłużej myślę o "W otchłani mroku" tym więcej pytań mi się pojawia.
Bo o ile sama fabuła ciekawa i wciągająca (na cycki Eris, jest 3 w nocy, rano muszę wstać i być przytomny), o tyle wiele powiązań pomiędzy bohaterami i motywów ich działań pozostaje dla mnie niejasnych, co przy kryminałach nie jest szczególnie dobrą cechą.
Nie za bardzo też podobało mi się rozbicie narracji na pierwszoosobową - głównego bohatera i z trzecioosobową - wszechwiedzącego narratora. Nie pasuje mi ten styl.
No i sam Popielarski... Jakoś nadal nie mogę się do niego przyzwyczaić i go polubić. Eberhard Mock był o tyyyyle fajniejszy.
Książka zaczyna się przedstawieniem młodego filozofa, który zostaje poproszony o wydobycie z wrocławskiej Biblioteki Kapitulnej pewnego rękopisu dyrektora swojego instytutu. Rękopis przenosi go do Wrocławia w 1946 r. Były komisarz Edward Popielski prowadzi śledztwo w sprawie morderstw trzech dziewcząt. Do tego jeszcze powojenny Wrocław, gdzie stykają się różne grupy próbujące przeżyć.
Powieść szkatułkowa. Ale "Rękopis znaleziony w Saragossie" to jednak nie jest. Nawet miejscami wyglądało na pastisz. Zbliżamy się niestety już bardzo do chłamu.
Fabularnie może nic specjalnego, chociaż dość mocno klimatyczne. Trochę zbyt zagmatwane i przez to miejscami chaotyczne. Za to jak zwykle bardzo duży plus za stylizowany język, opisy realiów i naukowe wstawki z różnych dziedzin.