Powieść z wątkami autobiograficznymi. Maria Rodziewiczówna, przez wiele lat samodzielnie zarządzała sporym majątkiem ziemskim na Kresach. Swe doświadczenia wplotła w niezwykłą opowieść o losach kobiet. Nie były to doświadczenia nazbyt słodkie i chyba dlatego powieść zaczyna się od zdania: Pani Taidy Skarszewskiej nikt nie lubił w okolicy, ale każdy musiał ją szanować, liczyć się z nią i przyciśnięty do muru - przyznać, że była wiele warta. Dalej Rodziewiczówna pisze o swojej bohaterce tak: Gdyby była mężczyzną, stałaby się luminarzem powiatu, ale że była kobietą, więc nie miała głosu ni w radzie, ni w sądzie, ni na zjazdach marszałkowskich - nigdzie. Nie mogła zaprotestować, gdy podwyższono podatki, ani obronić się, by jej nie wyznaczano reparacji dróg o siedem mil, ani wpłynąć na obniżenie procentów w Banku Wzajemnego Kredytu, którego była członkiem; miała tam głos, ale osobiście go używać nie miała prawa. Miała wszystkie ciężary obywatela, bez żadnych prerogatyw. Wszystko to Rodziewiczówna odczuła na własnej skórze.
It's a book about women living in the world dominated by men - we meet Taida, a rude, hard, extremely strong older lady and her sweet and loving sister Dysia; there is also young Stasia, who causes a scandal escaping from home to study; we meet Wanda, lazy and careless, thinking only about romances; Klara, a bigot and a gossip; and finally Irena, charming and helpful, but quite sickly and unable to live on her own. The book is ironic and the author isn't afraid of showing both good and bad sides of her heroines, I found it quite fascinating. It's definitely not a romance, more like a slice of life. Five stars.
5/5. Bardzo przyjemnie się słuchało tej książki. Sporo tu o emancypacji kobiet, potrzebie wolności i chęci zdobywania wiedzy w niełatwych początkach XX wieku. W trakcie lektury przeczytałam gdzieś, że Rodziewiczówna wplotła tu wątki autobiograficzne. Wspaniały archaiczny, ale prosty język, cudowni bohaterowie.