Jump to ratings and reviews
Rate this book

In Defence of Life: Essays on a Radical Reworking of Green Wisdom

Rate this book
Julian Rose presents a penetrating series of essays calling for urgent action to overcome the perilous state of our planet, at the local as well as global level. He both guides and challenges his readers to share with him a journey through the matrix-maze, and to come out at the other end a more aware and more self-assured human being. Drawing upon his life experiences as a farmer, campaigner, artist and social entrepreneur, Julian brings to our consciousness a way to break through the destructive patterns of our consumer-obsessed society and discover a simpler and more fulfilling way forward. Using essays exploring a wide range of pressing planetary concerns, he calls upon his readers to utilise the largely untapped power of their deeper instincts in coming to the aid of a severely depleted global environment and in striving for the amelioration of mankind's perilous human condition.

172 pages, Paperback

First published November 7, 2013

9 people want to read

About the author

Julian Rose

34 books

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
0 (0%)
4 stars
2 (50%)
3 stars
1 (25%)
2 stars
1 (25%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 2 of 2 reviews
Profile Image for L.L..
1,030 reviews19 followers
October 5, 2019
Książka pożyczona. I co ja mogę o niej powiedzieć... Facet napisał sobie książkę... i tyle. Ja też mógłbym napisać i tyle samo by z tego wynikło ;) Książka nie ma ani jednego przypisu, żadnej bibliografii (już myślałem, że jest, ale nie, to była"Biografia" :D ), żadnych kompletnie odniesień... a nie, jedno jest, gdzieś w treści raz jedyny odnosi się do jakiejś pracy czy publikacji.
Od samego początku czytając zastanawiałem się w jakim kierunku to pójdzie - poszło w "oni dążą do kontroli nad światem", "Iluminaci" itp, ale jednak w taki spokojny sposób, autor nie wszedł w nawiedzony ton więc nie jest źle. Może odniosę się do kilku fragmentów, tak mi będzie najłatwiej.

"Czy zauważyliście, że ludzie coraz częściej chorują? Jeżeli nie, to znaczy, że przespaliście ostatnie dziesięć lat."
(s.39)

- A czy pan autor zauważył, jak rozwinęły się media i medycyna i że mówi się właściwie o wszystkim o wiele więcej niż 10 lat temu, czy też przespał ostatnie ileś lat?
Poza tym zdania jak to, to jest właśnie coś, co dla mnie sprawia, że nie mogę książki brać całkiem na poważnie - poważna książka to jest relacja, nawet niech ona będzie subiektywna, ale nie powinna być wartościująca. Jeżeli ktoś pisze "do mnie" wjeżdżając na mnie, że jak się z nim nie zgadzam, to coś jest ze mną nie tak, no to sorry, ale no... no... no nie.


"Jednak istnieją mocne dowody na to, że produkty GMO przyczyniają się do utraty naturalnych zdolności rozrodczych i - owszem! - prowadzą do bezpłodności. Czy chcecie zaryzykować ten najcenniejszy dar, tj. zdolność rozmnażania się, spożywając produkty GMO?"
(s.40)

- Łoo, grubo. Najcenniejszy dar... Znaczy ja mogę jeść bezpiecznie, i tak jestem bezpłodny ;)
Swoją drogą - mocne dowody? Nie podał oczywiście ani jednego.


"Zacznijcie działać! Idźcie do miejscowego rolnika i poproście, aby uprawiał dla Was żywność, wykorzystując naturalne metody - bez trucizn stosowanych na wielkich fermach przemysłowych. Albo sami ją uprawiajcie Dalej - co Wam szkodzi spróbować?"
(s.43)

- Załóżmy że mieszkam w centrum miasta - może być trudno znaleźć miejscowego rolnika ;) a uprawiać ziemię... to chyba na drugi etat. Tak... tylko jak policzyć sobie czas na to potrzebny, to wyjdzie jeszcze, że więcej lat życia poświęcę na cały ten zachód żeby jeść zdrowo, niźli by mi ubyło przez jedzenie niezdrowo ;)


"Kiedy wchodzimy do starannie wypielęgnowanego i różnorodnego ogrodu, uderza nas jego piękno i poczucie pełni. Zachwycają nas jego zapachy i tajemnice. Ożywiamy się na widok kolorów, zarówno tych jaskrawych jak i tych subtelnych, i karmimy się świeżością, która wypełnia nasze płuca.

Ogólnie rzecz ujmując, większość odczuwających ludzi zgodzi się, że taki ogród jest bardzo przyjemnym miejscem. I gdyby nagle pojawił się ktoś grożący zbezczeszczeniem tej świętej przestrzeni, w odpowiedzi ruszymy jej na ratunek - by chornić ją przed takim karygodnym czynem."

(s.87)

- Ten fragment brzmi jak żywcem wyjęty z broszurki Świadków Jehowy, to jest taka sama argumentacja próbująca odnoszenia się do czegoś z czym "większość ludzi zgodzi się..." itp.


"Fermy przemysłowe to miejsca, gdzie tysiące zwierząt, zazwyczaj świń lub kurczaków (...) Kury nioski są użyteczne, dopóki wykazują zdolność znoszenia jaj (...) Długość życia tych ptaków wynosi przeciętnie 3 miesiące."
(s.95)

- No... to nie jest prawda (wiem, pracowałem). Żyją o wiele dłużej (z tego co pamiętam to około 3 lat). Aczkolwiek oczywiście to nie są warunki naturalne, tu zgadzam się, że fermy zwierząt hodowlanych to właściwie fabryki mięsa, jaj i mleka, co jest w sumie smutną kwestią...


"I to jest z pewnością istota tego wszystkiego: nie jesteśmy niczym innym, jak tylko jednym szczególnym wyrazem wspólnej kosmicznej energii. Narodziliśmy się na obraz i podobieństwo naszego Stwórcy i przez to dzielimy z naszym Stwórcą świadome i nieustające zgłębianie - i realizowanie - całego potencjału, jaki się w nas zawiera."
(s.100)

- To jest ładnie napisane, z tym się zgadzam. I sądzę, że osoba, która mi tą książkę pożyczyła, zgadza się również. I tak sobie myślę jak to jest ciekawe, że nawet ludzie, którzy się w takich kwestiach zgadzają, co do szczegółów są jednak tak bardzo różni...
Czyż te fermy przemysłowe nie są również wyrazem tego potencjału? Jak wszystko... nie tylko to co dobre przecież.


"Wracając z powrotem na ziemię, widzimy, że tysiące masztów, które przekazują wiadomości do naszych telefonów komórkowych (ja już go nie mam), działają jak sieć dystrybucji dla powiększającego się obłoku elektromagnetycznego i mikrofalowego smogu, który ogłupia nasze mózgi i destabilizuje nasz metabolizm."
(s.150)

Aaaa, to stąd te problemy z trawieniem ;) No cóż...
Czytając tak sobie oszacowałem, że książka była pisana około 2008 roku, a to była jeszcze era sprzed popularności smartfonów... ale może jednak została napisana trochę później... tym niemniej ciekawy jestem czy autor nadal nie ma komórki ;) Bo no cóż, smartfon oferuje tyle rzeczy w jednym niewielkim urządzeniu (muzyka, filmy, książki, e-mail, nawigacja, rozpoznawanie piosenek, notatki głosowe, dyktafon, kalendarz, budzik, książka kucharska, słownik, przesłanie dokumentów do kasy chorych, szybkie płatności i setki innych jakie tylko ktoś mógłby sobie wymyślić), że jeśli ceną za to mają być problemy z trawieniem, to chyba jestem gotowy ponieść tą cenę ;)

Na koniec powiem jeszcze jedno: autor narzeka, że ludzie współcześnie łykają wszystko co im się poda... po czym podaje też coś, co trzeba łyknąć, bo przecież odniesień nie ma do tego żadnych. Już zwolennicy płaskiej Ziemi (albo życia w środku ziemi) podają jakieś dowody, wprawdzie na swój sposób zinterpretowane ale przynajmniej się starają ;)

W sumie jednak nie oceniam źle, bo książkę czytało się z zainteresowaniem, szybko, lekko, nie nudziła i nie męczyła.

(czytana: 22.09-2.10.2019)
3/5
Profile Image for Belinda.
441 reviews15 followers
March 29, 2018
Incredible book filled with a lot of information. Julian Rose really has an understanding of how our culture has been taken down a dark path of consumerism describing the perilous state of our planet. His book show us the way to break through the destructive patterns of our consumer-obsessed society It talks of how we can discover a simpler and more fulfilling way to live with the planet and it's animals and plants.
Displaying 1 - 2 of 2 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.