Bracka 25 w Warszawie. Dziś adres znanej księgarni, kiedyś największy dom towarowy w Europie Środkowej, przez wielu nazywany polskim Harrodsem. Świat, w którym klienci czuli się jak w bajce. Szarmancki boy witał ich przy drzwiach, podczas zakupów każdy miał osobistego asystenta, a na półpiętrze grała orkiestra.
Na początku był niewielki sklepik. Miał pomóc Jabłkowskim podnieść się po spektakularnym bankructwie seniora rodu. Krok po kroku, wspólnymi siłami, udało się stworzyć imperium, w którym skupiło się życie handlowe i towarzyskie przedwojennej stolicy.
Historia imperium Jabłkowskich to opowieść niczym z „Lalki” Bolesława Prusa. Fascynująca podróż przez ubiegłe stulecie — od narodzin kapitalizmu, przez bezprawne odebranie kamienicy przez komunistów aż po trwającą do dziś walkę o odzyskanie majątku.
Dwa słowa, które przychodzą m do głowy po lekturze każdej kolejnej książki Cezarego Łazarewicza to: rzetelny i rzeczowy. Dotyczy to też "Sześciu pięter luksusu". Są tu fakty zaczerpnięte z dokumentów historycznych i rozmów z potomkami Jabłkowskich oraz ich pracownikami, jest sporo ciekawych historycznych zdjęć, nie ma zbędnych ozdobników i niepotwierdzonych pogłosek. Jednak nie ma też klimatu i brakuje emocji. To książka między innymi barwnych "latach 20., latach 30." o "jaśnie panach subiektach", a Łazarewicz pisze o nich prosto i na temat. To książka o ciekawych ludziach, którzy zbudowali coś z niczego. Łazarewicz rozmawia z ich potomkami i pracownikami, ale i tu trzyma się faktów, nie sięga po rodzinne i pracownicze anegdotki, nie pozwala dojść do głosu emocjom. Z jednej strony cenię jego sposób pisania i mu wierzę, z drugiej odczuwam brak tego "czegoś".
Już sam fakt, że książka zawiera mnóstwo starych, czarno-białych fotografii, sprawił, że przyjemnie mi się przewracało kolejne strony. Uwielbiam oglądać stare fotografie, przeważnie tracę rachubę czasu. Ta książka ma bardzo niedzisiejszy klimat. Dom Jabłkowskich jest tu elementem stałym, ale na kolejnych stronicach owiewa go wiatr historii oraz historii ludzi z nim związanych. Autor zrobił spory research, pokusił się, żeby podstępem wejść do budynku, odnalazł ludzi, związanych z budynkiem – dzieci właścicieli, ale też pracowników. Ta książka to taka szkatułka wspomnień miasta, w którym żyli moi przodkowie i gdzie też ja się wychowałam. Pamiętam, że jak zlikwidowali Traffic to miałam poczucie straty, bo jednak to było bardzo klimatyczne miejsce. Natomiast nie wiedziałam, że taka historia się za tym kryła, gdybym wiedziała to z pewnością byłoby mi mniej żal.
Szybka piłka! Świetnie się czyta. Rzecz o „szopingu” 😉 Książkę dostałam (długo czekała na swój czas) i super, bo pewnie sama bym po nią nie sięgnęła. A byłoby szkoda! Interesująca, wciągająca historia. Nie wiem czy to tylko laurka, ale niejeden dzisiejszy „kupiec” mógłby się uczyć od Jabłkowskich traktowania pracownika i kultury pracy 😉 Polecam!
Dla mnie ta książka była bardzo ciekawa i chętnie do niej wrócę. Historia domu towarowego a w tle wydarzenia historyczne. Przeczytałam w dwa wieczory :)
Cezary Łazarewicz jest na tyle zaangażowanym dziennikarzem, że dla rzetelnie napisanego materiału gotów jest uciekać się do podstępów i kreacji jak chociażby w badanej sprawie homoseksualizmu w kościele, kiedy podszył się pod księdza geja. Sprytnym manewrem posłużył się również i w przypadku tej oto książki (szczegóły w jej środku).
Fenomenalny reportaż dla fascynatów warszawskich nieruchomości odbieranych Dekretem Bieruta, kultowych zabytkowych budynków i wzruszających przedwojennych historii.
"Jest rok 1884. Prezydent Sokrates Starynkiewicz kupuje 65 hektarów ziemi po drugiej stronie Wisły i otwiera na Bródnie największy cmentarz miejski, a Aniela Jabłkowska w tym samym czasie zaczyna prowadzić swój pierwszy sklepik przy ulicy Widok 2/4/6 przy skrzyżowaniu z Bracką."
Stara, jesionowa komoda z trzema szufladami z zapasem mydełek, buteleczek atramentu, zeszytów i ołówków to skromny zaczątek późniejszego rodzinnego imperium. Dwudziestoczteroletnia panienka Aniela Jabłkowska, pracowita, skromna, z zaczesanymi do tyłu włosami i suknią po szyję, aż do śmierci w 1939 roku pozostawała w cieniu tego biznesu.
Losy budynku, który znamy dziś, inauguruje nabycie przez Towarzystwo Akcyjne Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, dwóch działek na ulicy Brackiej w 1913 roku, czego konsekwencją była budowa pierwszego domu towarowego w Polsce. Na tamte czasy to był absolutny hit. Pod jednym dachem można było kupić praktycznie wszystko potrzebne do życia i wyposażenia domu. Na życzenie zakupy dowożono do domu. Klient mógł swobodnie poruszać się między produktami, gdyż nie było typowych lad sklepowych. Na trzecim piętrze utworzono kawiarnię a na fasadzie zainstalowano pierwsze w Warszawie ruchome reklamy świetlne.
Nastał rok 44.
"Jabłkowscy zamknęli sklep na godzinę przed wybuchem Powstania. Puścili do domów niemal wszystkich pracowników. Pozostawili tylko ośmioosobową drużynę strażacką. (...) Od tej pory sklep staje się punktem rusznikarskim (na pierwszym piętrze), miejscem produkcji granatów (na parterze), bandaży i koszul (w piwnicy), szpitalem powstańczym (na trzecim piętrze) i jadłodajnią (w podwórzu). Z okien pierwszego piętra powstańcy trzymali pod ogniem ulicę i okoliczne domy. Po raz pierwszy budynek pokancerowano 4 sierpnia, gdy niemieckie czołgi ostrzeliwały barykadę na Brackiej."
Przetrwał. Kto by pomyślał, że to czego nie zniszczyły bomby niszczyło nic innego jak kartki papieru. Nastały czasy urzędniczych i prawnych perturbacji: odmowa Prezydium Rady Narodowej Warszawy przekazania wieczystego użytkowania gruntu, wykreślenie spółki z rejestru handlowego, ratunek przed rozbiórką, wpis do rejestru zabytków. Od 1989 roku toczą się sprawy spadkowe. Spółka po trzydziestu latach odzyskuje swe istnienie. Od 2010 Dom Towarowy zostaje wpisany do księgi wieczystej nieruchomości, ale spółka nadal nie może odzyskać samego budynku.
Fascynująca i dramatyczna zarazem historia, ciąg dalszy której można obserwować po dziś dzień i choćby z powodu namacalności sprawy, warto zapoznać się z dogłębnie opracowanym reportażem Łazarewicza.