Gdzie leży granica naszej permisywności?
Pytania o kwestie zaspokojenia seksualnego i kontroli urodzeń zadaje sobie rówieśnicze koło oświeconych i wykształconych młodziutkich chrześcijan, „zaszczepionych przeciwko upadkowi wartości i degrengoladzie małżeńskiego życia.”
Punktem wyjścia ich dojrzewania jest gra w duchowe „węże i drabiny” - wedle jasno ustalonych reguł. „Na planszy znajdują się: niebo, piekło, czyściec, otchłań, grzech pierworodny, grzechy lekkie, anioły, diabły, święci i Matka Boska.” Wszyscy w większym lub mniejszym stopniu „wyznają chrześcijańską zasadę miłości Boga i bliźniego. Starają się być uprzejmi, mili i wdzięczni za łaski, których doznali, o tyle, o ile pozwala im sytuacja.”
Intuicja jest prosta, choć ironiczna: „wszystko, czego się nie lubiło, było prawdopodobnie dobre, zaś wszystko, co sprawiało przyjemność – aktualnie lub potencjalnie złe”. Zwycięzcom pomagają oczywiście: łaski, pokuta, relikwie, odpusty itd. Sami bohaterowie „zamienili erotyczną energię młodości w naukową pasję. Jeśli nawet zdarzyłoby im się zapomnieć na chwilę i zacząć marzyć o czymś niewypowiedzianym i zmysłowym, to i tak religijne zasady przywołałyby ich do porządku.”
Ta katolicka metafizyka jednakże znika. Nic dziwnego, jeśli do sakramentu przystępują powodowani nie rzeczywistą chęcią, ale z przekonania, że msza jest dla nich dobra i pomocna w nieśmiertelnej grze w „Węże i drabiny” . Taka motywacja się nie utrzyma; ten fundament – nieautentyczności, poczucia winy, strachu przed grzechem i piekłem - jest całkowicie nietrwały.
„Następne pokolenia będą musiały wymyślić coś mniej spektakularnego, za to bardziej tolerancyjnego.”
Bohaterowie znajdują się teraz w „awangardzie wiary.” Czują, jak „dawne mity i dogmaty przestają istnieć. Było to zarówno podniecające, jak i trochę niepokojące.” Muszą odnaleźć własne rozumienie liturgii, moralności, wiary, świętości. Kryzys niezrozumienia wywołany w Kościele przez środki antykoncepcyjne oraz encyklikę Humanae vitae wywołuje w nich rewizję poglądów na zupełnie podstawowe sprawy, takie jak związki między sumieniem a autorytetem, duchem i ciałem, a także między klerem i laikatem.
Od nowa padają kluczowe pytania - Czym jest miłość? Czym jest miłość wzajemna? I dlaczego Bóg uczynił ją tak słodką? Dochodzi do tego podstawowa filozofia wiary - Dlaczego jest raczej coś niż nic? Na co możemy liczyć? Dlaczego tutaj jesteśmy? O co w tym wszystkim chodzi?
Młodzi bohaterowie próbują „sprawdzonych” metod prokreacji, urozmaicają sobie małżeńskie życie, wychowują dzieci, wstępują do klasztoru, wyjeżdżają za granicę, szukają nowych form liturgii, smakują klimatów denominacji, wstępują do grup charyzmatycznych, piszą listy i eseje… szaleją w niepewnym świecie poszukując jakiegokolwiek punktu zaczepienia.
Jak się okazuje, nawet oświeceni i wykształceni, nie jesteśmy wcale tacy odporni (…)
Główne pytanie o istotę i granicę seksu – który określony jest jako „wyzwalające i wzbogacające innych, szczere, społecznie uzasadnione, dające życie, a także radosne” sprowadza się w książce w zasadzie do prostej refleksji: „Niech kopulacja trwa i rozkwita. Ale człowiek nie może nią żyć, nie może też umrzeć z tęsknoty za nią. Dobra nowina dotycząca seksu nie pomoże kalekom, przewlekle chorym, wariatom, brzydalom, impotentom lub starcom, którymi wszyscy będziemy (…).”
Dzieje filozofii pozostają również kwestią otwartą, z zastrzeżeniem, że tak wiele książek jest przekonujących, ale nie wszystkie prowadzą do prawdy:
„Marks namawiał do włączenia się w walkę klas, a Marshall McLuhan do oglądania telewizji. Sartre utrzymywał, że człowiekowi stale towarzyszy poczucie absurdu, ale za to jest wolny, Skinner odmawiał ludziom wolności i uważał, że można ich uwarunkować jak szczury. Chomsky powiedział, że człowiek to organizm do generowania zdań, a Wilhelm Reich, że do generowania orgazmów. Każda książka wydawała się niezwykle przekonująca, ale przecież wszystkie nie mogły być prawdziwe. Austin zastanawiał się, która z teorii jest do pogodzenia z ideą Boga. I czym wobec tego jest Bóg? Kant uważał Go za ostateczne uzasadnienie wszelkich moralnych zachowań, biskup Robinson za podstawę istnienia, a Teilhard de Chardin za Punkt Omega. Wittgenstein zauważył, że jeśli nie możemy o czymś sensownie mówić, to powinniśmy milczeć (…)”
Progresywna (?) albo dążąca do racjonalnego realizmu (?) książka zostawia czytelnika z pytaniem o przyszłość etyki społecznej Kościoła z nowo wybranym Janem Pawłem II – ujętym tu jako teolog, poeta, filozof – konserwatysta. Dziś z perspektywy czasu znamy już odpowiedź. Niezwykle cennym jest jednak przyjrzeć się pierwotnie zadanemu pytaniu - o zmianę podejścia, seksualność, prokreację, sens istnienia reguł i moralną sankcję. Granicę permisywności społeczeństwa.