Przeczytanie drugiego tomu monumentalnej "Historii kina", skupionego na kinie klasycznym, obejmującego okres od pojawienia się pierwszych filmów dźwiękowych do końca lat 50-tych XX. wieku, zajęło mi trochę czasu. Prawie trzy miesiące, ale czytałem tę książkę z przerwami, pomiędzy innymi lekturami, bo mimo tego, iż znacząca jej część była interesująca, to jednak w przypadku kilku rozdziałów zdarzyło się autorom popaść w typowo podręcznikowy sposób przekazywania wiedzy, albo bywało po prostu, że mniej mnie interesował okres i przestrzeń, jakim poświęcona była ta czy owa część publikacji...
...a jest w niej prawie wszystko. Oczywiście, prym wiedzie kino amerykańskie - jako najbardziej wpływowe w tym okresie - jakkolwiek sporo miejsca poświęcono tu kinu europejskiemu, naznaczonemu wpływami prądów historycznych przetaczających się przez ówczesny świat - niezwykle ciekawe rozdziały o kinie niemieckim w okresie Trzeciej Rzeszy, ogólnie filmowi w krajach pod wpływem lub okupacją Niemiec, czy kinematografii rosyjskiej czasu stalinizmu - i filmowi azjatyckiemu, choć głównie dziełom i twórcom z Japonii.
Kompletnym odkrywaniem ziemi nieznanej były dla mnie rozdziały poświęcone kinu Indii, czy kinematografii bałkańskiej. Zaskoczeniem natomiast było stosunkowo niewielka ilość materiału dotycząca kina polskiego epoki, ale Tadeusz Lubelski - jeden z redaktorów tej książki - poświęcił równie obszerną monografię skoncentrowaną na rodzimej kinematografii, więc może to jeden z powodów jej "niedostatków" na kartach "...Kina klasycznego".
Nie każdy z autorów umie tu zainteresować czytelnika w równym stopniu i nie każda dziedzina kina jest tak samo interesująca, więc trudno tę książkę polecić każdemu pasjonatowi dziesiątej muzy. Dobrze jednak mieć ją po ręką. Dzięki dodanym indeksom tytułów i nazwisk, szybko dotrzecie do zagadnienia, które w danym momencie Was interesuje a w przypadku, gdy któryś z tematów okaże się potraktowany zbyt pobieżnie i skrótowo, ciekawym dodatkiem jest spis lektur rekomendowanych dla tych, pragnących zgłębić jakieś zagadnienie...
...przede mną jeszcze dwa - a w zasadzie trzy tomy, bo przeskoczyłem kino nieme, które mnie obecnie mniej interesuje - jakkolwiek po tych 1200 stronach muszę lekko od czytania o filmie odpocząć a skupić się na obejrzeniu tych filmów, które w trakcie lektury wynotowałem...
P.S. Szkoda tylko, że w formie elektronicznej dostępne są jedynie wydania w formacie PDF...