Dzwoneczek i jej banda wyrośniętych, wiecznie niedojrzałych Chłopców po raz kolejny pokazują, że nie da się oddzielić dobrej zabawy od solidnych kłopotów. I nieważne, czy to klubowy Zjazd, motocyklowa wycieczka do pobliskiego miasta czy pozornie leniwe popołudnie w opuszczonym Lunaparku – każdy dzień to nowa przygoda, a na końcu czai się ta największa. I najbardziej przerażająca. Śmierć…
Droga znowu wzywa, nie ma odwrotu ani chwili na oddech. Tylko co jeśli tym razem wiedzie wprost do znienawidzonej dorosłości?
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
Nie będę się jakoś bardzo rozwodzić nad fabułą, tym razem chcę żebyście głównie zrozumieli moje odczucia wobec całej serii. W pierwszym tomie poznajemy świat, bohaterów oraz ich background story, czyli jak to się stało że trafili do naszego świata i stali się gangiem motocyklistów. Pierwszy tom podoba mi się najbardziej, być może dlatego że jest najlżejszy ze wszystkich. Urzekł mnie postaci dorosłych chłopców, którzy bezgranicznie kochają swoją matkę i respektują każde jej słowo. No i genialne dziecko też jest urocze #😊 Tom 1 (6,5/10⭐) W drugim tomie mamy pełno krwi, przemocy więcej seksu oraz więcej przygód w alternatywnym świecie. To troszeczkę mój entuzjazm opadł gdyż dla mnie było trochę aż za dużo brutalności, mimo że uważam się za osobę wrażliwa na fikcyjną przemoc.Tom 2 (6/10⭐) Tom trzeci troszeczkę przebraniu mnie o ból głowy i zdezorientowanie, gdyż za sprawą cienia Piotrusia Pana dzwoneczek i wszyscy chłopcy zostają drugie życie jako prawdziwe osoby a nie postaci wyjęte z bajki. zaczęłam wątpić w pewnym momencie czy przypadkiem wszyscy wokół nie mają racji i Dzwoneczek naprawdę jest po prostu osobą chorą, a ja głupio uwierzyłam w jej bełkot. Najbardziej zaskoczyło mnie to tak jak wiele potrafi poświęcić matka by ochronić swoją rodzinę przed złem. To dopiero zaczęłam lubić postać kota w krawacie. Tom 3 (5,2/10⭐)Ostatni tom, czyli część w której dominuje motyw śmierci. To już mój mózg nie wytrzymał, było to stanowczo zbyt dużo psychodelicznym rzeczy i niestety z przykrością muszę stwierdzić że ten tam podobało mi się najmniej.(5/10⭐) Podsumowując pokochałam tom pierwszy. Postać Dzwoneczka jako matki gangu motocyklowego zapadnie mi w pamięci na długo w pozytywnym kontekście. Tym razem mogę przyznać rację fanom tego autora że naprawdę umie on pisać. Mam nadzieję że to nie będzie ostatnia seria od niego którą czytałam w jakiś sposób z przyjemnością. Innymi słowy polecam jest to seria warta uwagi. Ciekawostkę jeżeli się przyjrzycie na jednym ze zdjęć mam paragon fiskalny na którym mam autograf autora 😂 Mam nadzieję że kiedyś będą mam go z dumą wkleić do niej książki Ćwieka
Fajna książeczka. Nie żebym coś sugerował, wiadomo od dawna, że im więcej bluzgów tym literatura lepsza. Są ludzie, którym się ona spodoba, którzy będą czekać na następne tomy. Ja kompletnie nie utożsamiałem się z bohaterami i ich dalsze losy obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ale to ja. Przy lekturze parę razy się zaśmiałem, parę razy się przestraszyłem, raz czy dwa poczułem się obrzydzony. Dostarczyła mi kilku godzin rozrywki, i za to jestem wdzięczny. Przeczytać, pośmiać się, zapomnieć.
czasem trzeba po prostu wrócić do domu, nieważne jak bardzo się wie, jak bardzo to będzie boleć, nieważne, że zna się zakończenie - nieważne, że się dorosło, czasem trzeba uwierzyć we wróżki
Prawie nigdy się nie zdarza, by kontynuacja jakiegoś cyklu trzymała równy poziom ze swoją poprzedniczką. Czasem autor znajdzie świeży pomysł, który podniesie ocenę. W większości zaś wypadków pojawia się "zmęczenie materiału" i powtarzalność w dużym stopniu zabija przyjemność i znacząco pogarsza odbiór. Ten problem w szczególności dotyczy książek o charakterze rozrywkowym - ciężko bowiem utrzymać humor, by jednocześnie nie zaserwować odgrzanego kotletu.Jeśli dołożymy do tego formę prowadzenia fabuły za pomocą opowiadań, robi się już naprawdę ryzykownie. Tak w moim odczuciu było z "Kłamcą" Ćwieka, w którym nim bliżej było do zwieńczenia, tym gorzej. Tak na szczęście NIE jest z Chłopcami. "Bangarang" udał się Ćwiekowi naprawdę bardzo dobrze. Utrzymał swoisty, wulgarny i nie da się ukryć durny humor, który może nie męczy mózgu, nie wzmaga specjalnie refleksji ale wystarcza dla prostolinijnego rechotu. To co zaś nie udało się w Kłamcy, czyli implementowanie bardziej całościowej fabuły, tutaj tylko jeszcze bardziej mnie zaciekawiło. Zaznaczam - dalej Chłopcy są w formie autonomicznych opowiadań, natomiast da się odczuć, że klimat gęstnieje, a main plot już gdzieś czai się za rogiem i co chwila o sobie przypomina. Łącząc to z wrednym, złośliwym, podłym, godnym pogardy zakończeniem, który pozostawia u czytelnika wrażenie "Serio, jak mogłeś dupku w tym miejscu skończyć książkę?!" naprawdę przyjemność z czytania rośnie. Cieszę się, że na półce leży już następna część bo naprawdę - udało się autorowi mnie zainteresować :). Mocne 7/10, zaś "Chłopcy" na razie mają pierwsze miejsce wśród czysto odjechanych, rozrywkowych seriach fantastycznych.
P.S Jeszcze jedna sprawa - nie ma co się tutaj doszukiwać specjalnie ambitności, na pewno jednak nie jeden chłop przypomni sobie czasy podwórka, durnych tekstów, durnych zabaw i durnego zachowania. A wtedy pewnie część się uśmiechnie i zamarzy znów być chłopcem :).
Drugi tom opowiadający o przygodach Chłopców i Dzwoneczka jest bardzo dobrą książką. Ciężko napisać coś więcej niż przy pierwszym tomie. Poziom jest podobny Jak to u Ćwieka - wszystko opisane jest mocnym językiem, który jednak w niczym nie przeszkadza. Uwielbiam Zagubionych Chłopców i ich niekonwencjonalny sposób radzenia sobie z przeciwnościami losu Po raz kolejny mamy możliwość wkroczyć w świat Dzwoneczka oraz Wiecznych Chłopców i przekroczyć próg tajemniczego opuszczonego Lunaparku - Nibylandii.
Pierwsi "Chłopcy" to - tradycyjnie dla Ćwieka - zbiór luźnych opowiadań. Tom drugi jest bardziej spójny fabularnie, ale w żadnym wypadku nie psuje to odbioru - wciąż ostra jazda, tyle że mamy okazję dowiedzieć się że Dzwoneczek i jej "dzieci" mają jakiś plan na życie. Można ten cykl potraktować jako guilty pleasure ale czyta się je w ciągu wybornie - pozostaje cieszyć się że je odkryłem po tym jak ostatni tom został już napisany i... nie muszę czekać :)
Książka dla rozrywki. Trochę obrzydliwości, trochę przekleństw. Dzwoneczek jedzie na urlop zostawiając Chłopcom organizację Zjazdu. Jednak okazują się niedojrzali (w końcu Zagubieni Chłopcy nie chcą dorosnąć) i Zjazd nie idzie zgodnie z planem.
Czytało się jeszcze lepiej niż pierwszy tom. Niezmiennie relaksacyjna i bardzo zabawna lektura. Kwintesencja rozrywkowej fantastyki! Widać, że autor świetnie się bawił pisząc. Polecam.
Mam te same odczucia, co do tomu pierwszego, więc pozwólcie, że po prostu skopiuję poprzednią opinię.
Zamysł był bardzo dobry, ale wykonanie nie dowiozło. Humor niczym z najgorszego kabaretu, sceny erotyczne żenujące, bohaterowie infantylni, a wydarzenia nudne. Momentami nawet nie wiedziałam co się dzieje! Mimo to, przy tym tomie byłam na to gotowa. Hurra! Przynajmniej się nie zawiodłam.
Drugi tom "Chłopców" to już nie ta sama bajka. Choć Zagubieni Chłopcy nadal podążają Drogą, nadal rezydują w opuszczonym lunaparku, ich Drugiej Nibylandii, to ich dotychczas beztroskie życie zmienia się, kiedy coraz bardziej realne staje się zagrożenie ze strony Piotrusia Pana. Z tego też powodu nie mogą korzystać z proszku, a co za tym idzie nie mogą korzystać ze Skrótu. Trzeba więc pomyśleć nad otwarciem jakiegoś legalnego biznesu. Stąd pomysł na renowację lunaparku. Jednakże ów krok w dorosłość okaże się mieć konsekwencje, o których Dzwoneczek i Chłopcy nawet nie pomyśleli...
Trzyma poziom poprzedniej części - plus dołóżmy jeszcze niezłą rozpierduchę. Oczywiste, że autor naoglądał się The Sons of Anarchy :P Ale chyba nie była to jedyna inspiracja - miłe są szczegóły, które ujawniają, że jeśli Jakub sam nie jest motocyklistą, to niegdyś trochę pojeździł.
Może całość nie jest zupełnie radosna, ale przecież nie o to chodzi. Ważne, że historia utrzymuje ciekawość. Do tego kończy się całkiem niezłym clifhangerem - przez co cieszę się, że na kolejną część nie muszę czekać ;)
„Bangarang” wciągnęło mnie jeszcze bardziej, niż pierwsza odsłona serii. Przez kolejne strony mknęłam niczym burza, właściwie nie śledząc upływu czasu. Bawiłam się przednio, zżyłam z bohaterami, a finał pozostawił mnie z wielkim, bolesnym znakiem zapytania. Cieszę się, że zamiast czekać na kolejną premierę, mogę po prostu chwycić kolejny tom przygód motocyklistów z Nibylandii. Co już zresztą uczyniłam i do czego Was również gorąco zachęcam, o ile nie zamierzacie się mazgaić.
Cóż powiedzieć - smutno. Smutno się kończą Chłopcy i smutno będzie czekać na następną przygodę w ich towarzystwie. Książka dobra, czyta się płynnie i ciężko przestać, zdecydowanie widać, że autor dobrze się w tym świecie czuje. Oby tak dalej! No i...ten. Pozostaje czekać aż "BANGARANG" znowu zabrzmi!
Nieco poważniej, nieco smutniej, ale nadal bardzo dobrze. Problemy wolności i jej rodzajów, dorosłości, odpowiedzialności mieszają się tu z wulgarnością, głupimi żartami i cała furą wyobraźni. Nieco poważniejszym problemem jest odczucie, że większość tej części była jedynie przygotowaniem do epilogu i tego, co ma po nim nastąpić.