Melisa, James i Nocny Łowca. Historia jak z komiksu o walce ze złem, walce z własnymi słabościami, demonami przeszłości i oczywiście o wielkiej miłości. Ona jedna, ich dwóch, Miasto Aniołów i zagrożenie, któremu niekiedy nie można się oprzeć. Obrońca nocy to sensacyjna opowieść o pyskatej dziennikarce, zarozumiałym potentacie mediowym i Nocnym Łowcy. Dobro walczy ze złem, ludzie ze swoimi pragnieniami, a Melisa Mallory z miłością do dwóch mężczyzn. Agnieszka Lingas-Łoniewska bawi się formą, zapraszając nas do nieco komiksowej opowieści z elementami fantasy, gdzie jednak zło i zagrożenie są realne, a uczucia gorące i buzujące od pożądania.
Pomysł fajny, aczkolwiek trochę oklepany. Historia nie ma głębi, wszystko dzieje się za szybko. Bohaterowie ledwo się znają a już wyznają sobie miłość i oczywiście stały motyw (którego nie lubię) - bohaterowie znają się niedługo, ale już babeczka ma problem z tym, że facet nie wyspowiadał się jej ze wszystkich tajemnic XDD Od połowy historii męczyłam książkę. A ma ona 270 stron...
Zastanawiam się, co autorka chciała stworzyć, bo nie mam zielonego pojęcia. Melissa zupełnie inaczej mi się kreowała z początku, niż dostałam ją gdzieś w połowie książki. Sam James był typowym samcem alfa z erotyków. Tylko że ta książka jest nawet za słaba na miano erotyku. Więc poważnie się zastanawiam, czym to miało być? Ni tu poważnych rozmów i ciekawych historii postaci, ni romansu, ni erotyku. Był misz-masz, a zarazem nic konkretnie. Wielkie sekrety naszych bohaterów sprowadziły się do rozczarowania. Gdzie historia? Gdzie jej opowiedzenie? Nie czułam ich żalu, przeżyć, bo ich nie było!
Motyw z "posiadaniem" drugiej osoby i toksycznym wręcz opisem, że ta osoba nie ma prawa odejść, mnie denerwuje w książkach. Można go zrobić ze smakiem, ale tutaj? Poczułam się zmęczona wszystkim. Może ktoś nazywać to lekkim na oderwanie, ale na mnie podziałało wręcz odwrotnie; ciągle się zastanawiałam, dlaczego to jest takie bez ładu i składu. Nawet rozmowy między pracownikami były godne politowania, traktowanie szefa, wulgarne gesty... jedno wielkie nie.
Wątek superbohaterski? W zasadzie tylko liźnięty na potrzeby romansu, pikanterii być może. Kto wie, co autor miał na myśli?
Nie polecam tego nikomu. Słabe pióro i nużący język. To kolejna książka, gdzie cieszę się, że nie mam jej na półce fizycznie, bo plułabym sobie w brodę, że tracę miejsce na coś tak słabego. Żałosnego nawet bym powiedziała.
Pamiętam, że była to pierwsza książka tej autorki, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Było to pewnie ze trzy lata temu, wówczas zachwyciłam się pomysłem, wykonaniem, dynamiką wydarzeń. Teraz, kiedy pierwszy zachwyt minął, i do powieści wracam średnio raz w roku, zauważam coraz wyraźniej, że niestety niczym specjalnym się nie wyróżnia. Co więcej, bohaterowie są jakby odbici z kalki - ten dobry (zachwycająco przystojny, od razu zakochuje się na zabój w głównej bohaterce), główna bohaterka (oczywiście mądra i czasem porywcza) oraz ten zły (nic do niego nie dociera). Styl autorki może męczyć, co stwierdzam z bólem. Jest chaotyczny, tak jakby pisała w amoku, bez zastanowienia się czemu tak naprawdę to robi i czy chce swoim czytelnikom przekazać coś więcej niż tylko romans z jakąś tam walką dobra ze złem (chociaż i to nie jest tak oczywiste i jasne) w tle. Lektura na bezrefleksyjny wieczór, dla osób szukających emocji, a nie wysokiej jakości, niestety.
Jeśli lubicie Batmana (lub innych superbohaterów, wykreowanych przez komiksy czy filmy) oraz macie słabość do Jamesa Bonda, to ta książka powinna przypaść wam do gustu.
Mamy tutaj tajemniczego łowcę zła w Mieście Aniołów, który z jednej strony wymyka się policji, a z drugiej wspiera ją w codziennej (a właściwie conocnej) walce z przestępczością. Mamy dziennikarkę śledczą, tropiącą aferę narkotykową oraz zafascynowaną działaniami nocnego bohatera. Mamy również płomienne uczucie pomiędzy nimi, przy czym na ich drodze staje ktoś jeszcze - miliarder i największy gracz na amerykańskim rynku medialnym James Maseratti. Brzmi znajomo? ;)
Sensacja miesza się tu z romansem, kule świszczą wokół głównych uczestników wydarzeń, a zakończenie ... cóż, zakończenie zostawia niedosyt i każe liczyć na więcej. I to szybko!
Sięgając po tę książkę, wiedziałam, że to będzie jedna z tych książek z kategorii "guilty read".Tak jakby. Przynajmniej dla mnie. Była przewidywalna jednocześnie bohaterowie nie do końca płascy. Świetnie się przy niej bawiłam przez te 2-3 godziny. Jeśli chcesz się rozerwać to jest to pozycja IDEALNA dla ciebie. Polecam!