CUDowna powieść autora OŚCI Anna ma 31 lat. Zawodowo jest neurologiem, a prywatnie atrakcyjną (ma nadzieję, że nadal jeszcze), samotną kobietą (z naciskiem na samotną). Mimo że ekscentryczności i wyobraźni mogłaby jej pozazdrościć sama Ally McBeal, w jej życiu nie dzieje się nic szczególnego — matka spiskuje przeciwko władzom spółdzielni, szef marzy o zdarciu z niej kitla, a sąsiad stale zajmuje j e j miejsce parkingowe. Wszystko zmienia się pewnego zwyczajnego dnia (poniedziałek), w zwyczajnym miesiącu (czerwiec), na jednej z warszawskich ulic… Następnego wieczoru Anna wprowadza się do Mikołaja. Zakłada jego szlafrok, podkrada mu perfumy i podbiera z szafy wyprasowane koszule. Przypadła również do gustu jego ukochanej babci. Jest tylko jeden problem — Mikołaj nie żyje. To znaczy nie oddycha, ale i nie stygnie…
Born 1976, prose-writer, traveler, translator; he made his debut with the novel Uncool (2006), and then published another novel, The Miracle (2007), and a collection of impressions from his journeys around Ethiopia, The Emperor’s New Flower (and Bees) (2007); which was nominated for the POLITYKA Passport; he lives (mainly) in Warsaw.
The first part of Ignacy Karpowicz’s debut novel, Uncool, might seem to suggest that we have here another young prose-writer seeking to describe the various miseries of the provincial life, as the author brings us young and frustrated residents of Białystok who have difficulty making ends meet. But the second part of the novel clearly leans toward unhinged, no-holds-barred grotesque, in which the writer opens the floodgates of fantasy (the main protagonist speaks with animated monuments, the city becomes a battleground for various fractions, wallowing in total chaos). In his next novel, The Miracle, Karpowicz has clearly set his money down on the grotesque. The book’s protagonist dies in a car accident, but his body does not decay after death, on the contrary – it maintains a high temperature. The appearance of this unusual corpse throws the lives of the people who encounter it into confusion, and forces them to reevaluate their views on the world.
Karpowicz is a refined stylist, who skillfully uses the grotesque, irony and humor (unconventional, disarming, often black) to tackle stereotypical ways of thinking about reality. He makes light of patriotic and religious cliches in an intelligent and refined manner. But Karpowicz is no ordinary provocateur – this mockery is what allows him to gain some distance from the world. In The Emperor’s New Flower Karpowicz tackles reportage. He describes his travels through Ethiopia, giving us some insight into the history, culture and daily life of this exotic country. The author also tries to deconstruct the traditional model of reportage in his book, consciously bending genres, being neither reportage nor novel, but rather a unique sort of travel prose, thus stressing what he sees as the irreducible subjectivity of his descriptions of the country he encounters.
Co za historia! Od samego początku towarzyszyło mi multum emocji - rozbawienie, zdziwienie, uznanie, zgorszenie. Do końca nie mogłam zdecydować się co myśleć o historii, którą przeczytałam.. Fabuła jest totalnie zakręcona i nie z tego świata, aż chciałoby się zapytać "czy to się dzieje naprawdę?". Bohaterzy ciekawi, fajnie wprowadzani do toczącej się historii. Dialogi w punkt, żart przenikliwy (można się zaśmiać, bo albo jest przezabawnie albo absurdalnie). Choć początkowo historia wydawała się chaotyczna to w drugiej połowie i zakończeniu wszystko ułożyło się w jedną całość. Na zakończenie muszę dodać że jestem pełna uznania dla fantastycznego pióra i stylu autora. Genialna gra słowami! Całość dopełnia świetna okładka. Rzadko mi się to zdarza, ale po tej książce mam ochotę na przeczytanie wszystkich pozostałych książek Karpowicza.
Zaczyna się rewelacyjnie - nawet ciekawy pomysł na fabułę, ale przede wszystkim świetny styl, poczucie humoru w moim stylu. Pierwszą połowę połknąłem w 2h. A potem wygląda to tak, jakby autor sam nie miał pomysłu jak poprowadzić fabułę, a to się odbija negatywnie również na innych wspomnianych cechach. Szkoda, wielka szkoda zmarnowanego potencjału.
Książka na leżaczek, z piwkiem, żeby za dużo nie oczekiwać, a wiele wybaczać. Przeczytam coś jeszcze Karpowicza, żeby sprawę zbadać dogłębnie - z czego wynika ta błazenada w tej książce.
Karpowicz jest specyficzny i to wiedziałam. Ale chyba mimo wszystko nie byłam gotowa na specyficzność Cudu, poziom absurdu mnie przerósł. Nie powiem, że bawiłam się źle, bo niejeden raz się uśmiechnęłam czy zaśmiałam – nie da się inaczej przez to, co się tam dzieje. A to, co się tam dzieje, nawet trudno opisać tak, żeby to miało sens, więc może dowiedzenie się tego pozostawię zainteresowanym. Mnie jednak brakowało mimo wszystko sensu, nawet w tym absurdzie. Mam wrażenie, że do niczego mnie ta historia nie doprowadziła. Inne książki Karpowicza, które czytałam, też były podszyte takim absurdem, groteską czy ironią i w każdej uważałam to za atut, każda też miała jakiś sens i faktycznie była o czymś. Cud jest dla mnie splotem dziwnych wydarzeń i niczym więcej. Jeśli taki był zamiar – spoko. Jeśli nie – to chyba nie wyłapałam tego, co autor miał na myśli. Mimo wszystko nie oceniam tej książki źle, właściwie przepłynęłam przez nią, bo Karpowicz w warstwie językowej jest doskonały, więc książka czyta się sama. No, może poza rozdziałami, które były stylizowane na biblijną przypowieść (u Karpowicza dość częste). To była czasem przeprawa, ale znów – absurd, a zwłaszcza całkowite złamanie zasady decorum po części ten trud wynagrodziło. Nie polecam, nie odradzam – ale jeśli ktoś lubi takie klimaty, to może się w Cudzie odnajdzie.
Karpowicz ze swoim pisaniem trafił w dobre miejsce na rynku książki. Z jednej strony jego lekkie i ciekawe teksty przypadną do gustu tym, którzy od literatury nie oczekują zbyt wiele, z drugiej strony dzięki niebanalnemu stylowi zadowolą również tych nieco bardziej wymagających. Co prawda nic nowego ona do naszego życia nie wniesie, nie będzie niczym odkrywczym, jednak zagwarantuje czytelnikowi kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki.