Tyrmand, którego cenzura PRL, postanowiła wykreślić ze świadomości Polaków,po tym jak w marcu 1965 roku wyemigrował z kraju, powoli wraca w pejzaż polskiej literatury. Najbardziej znana jest jego powieść "Zły", jednak literacko być może najciekawszy ten tom opowiadań. Sam pisarz we wstępie mówi tak: "Wybitny znawca przedmiotów – Kubuś Puchatek – doszedł niegdyś do wniosku, że nieduża przedmowa powinna zwać się przedmówką, zaś przedmówka i wymówka to w gruncie rzeczy jedno i to samo. W stwierdzeniu tym tkwi mądrość równie potężna, jak prosta; taka sama zresztą, jaka nasycała wszystkie Wielkie Myśli o Niczym znakomitego pluszowego Filozofa. Zbrojny w tę prawdę postanowiłem niczego nie owijać w bawełnę i ominąć zdradzieckie rafy zawoalowanych wymówek, które w końcu i tak zawsze rozpozna czytelnik – ten nieugięty i doświadczony nawigator wśród oceanu słów. Dlatego nazwałem mą przedmowę chwilą zwierzeń. W zwierzeniach łatwiej jest wsączać krople żywych, kolorowych uczuć, a ja przyznać muszę, że tomik ten jest mi bardzo drogi." I nic dziwnego, bowiem każde z zamieszczonych tu opowiadań to literacko przetworzona historia z jego życia. Życia niezwykle bujnego i bogatego.
Uwielbiam styl Tyrmanda. Gdyby napisał o najzwyklejszej jakiejkolwiek historii, która w rzeczywistości ciągnęła by się jak flaki z olejem, mogę założyć się, że przeczytałabym to w mig i pochłonęła jak każde opowiadanie z tego zbioru, mimo ściany tekstu pozbawionego często akapitów, która tak samo charakteryzuje tego autora.
Trochę z powodu wysokich oczekiwań, trochę z innych względów, pierwsze opowiadania mnie odrzuciły, musiałem zmuszać się by wrócić na kolejne. Po ostatecznym pogodzeniu się z zawiedzonymi oczekiwaniami opowiadania okazały się całkiem przyjemne w odbiorze, pełne ciekawych spostrzeżeń, niespodziewanych zwrotów akcji, napisane oryginalnym językiem. Czasy wojenne są pokazane z innej niż zwykle perspektywy cywila próbującego odnaleźć się w machinie wojennej. Oprócz ostatecznie niezłego wrażenia książka zostawia mnie z przeświadczeniem, że do historii w stylu Jamesa Bonda, człowieka któremu wszystko się udaje, ma nieziemskie powodzenie u kobiet i jest wtajemniczony w działania konspiracyjne, absolutnie nie nadaje się narracja pierwszoosobowa. Opisywanie zdarzeń w takiej formie irytuje i sprawia wrażenie nawijki mocno wciętego gościa przy barze próbującego bajerować naiwne panienki
Bardzo fajne, ale skoro Zły miał ***** no to tu muszę dać mniej. Po 80 latach trochę nużą po prostu. Kilka pokoleń w przód w tym przypadku i uniwersalizm zniknął. Ale w sumie to oczywiście warto.
Zbiór, którego treść jest jak żywcem wyjęta inspiracja do stworzenia "jak rozpętałem IIwś". Dramatyczne i zabawne anegdoty i opowieści ze statków wód północnych w czasie wojny światowej. To wszystko w poszukiwaniu drogi ucieczki do upragnionej, wolnej od faszyzmu, ziemi. Jak to u Tyrmanda - barwne, niejednoznaczne postaci i motywacje, nieprawdopodobne przygody i arcydobry styl. Mimo wszystko, to chyba najmniej przyjemny z trylogii zbiór, może z powodu opowiadania w tematyce obozowej z początku.
ja literacki (i nie tylko) styl tyrmanda po prostu kocham. nie wiem, czy lepiej radził sobie w tworzeniu powieści, krótkich opowiadań, czy w reportażu. ba, tym bardziej nie jestem w stanie wybrać jednej historii z tego zbioru, która najmocniej mnie porwała. znakomite puenty, barwny język i charakterystyczne dla lopka postaci. sceny stające przed oczami czytelnika, niczym doskonały film, obsadzony gwiazdami.