Ktoś mi to kiedyś polecił, a ja bardzo długo polowałem na nieocenzurowane wydanie (inne niż tutaj wydać) i gdy w końcu dostałem książkę z taką poważną okładką, trochę czasu chodziłem wokół, przekonany że to po prostu kolejne wspomnienia z 1944 roku. Czekał mnie szereg niespodzianek. Po pierwsze, to powieść. Chociaż z drugiej strony tak kameralna, że w głowie od razu miałem Teatr Telewizji. I nie myliłem się - to zostało zrealizowane, w doborowej obsadzie.
Nadaje się idealnie, bo "Kwatera Bożych Pomyleńców" w dużej części dzieje się jednym mieszkaniu czy nawet jednym pokoju, gdzie Powstanie próbują przeczekać czterej przyjaciele. Za starzy, by rzucić się do walki, za to o biografiach tak ciekawych (każdy ma zdaje się w sobie kawałek autora, który się sprytnie rozłożył na części pierwsze, by ich po równo obdarować), że muszą narzucać sobie dyscyplinę, by odrywać się od swoich opowieści i sypiać.
W tle oczywiście jest groza walk o Warszawę, narastająca i powoli zbliżająca się do śródmiejskiej kamienicy, ale kolejna niespodzianka polega na tym, że wydarzenia o znanym mi przebiegu można było przeżywać jednocześnie tak blisko i z takim dystansem. Może wynika to z faktu, że Powstanie wspominają zwykle ci, którzy walczyli w nim mając lat najwyżej dwadzieścia kilka, a jeśli starsi, to dowódcy, więc patrzący na wszystko zupełnie inaczej. Władysław Zambrzycki urodził się w 1891 roku, więc na Powstanie patrzeć musiał podobnie, jak jego bohaterowie. W książce nie zawiera jednak jakieś jednoznacznej, pełnej przeświadczenia o własnej racji oceny - to raczej podsycony gorzkim humorem obraz człowieka świadomego własnej bezradności, wobec toczącego się za oknem walca historii. Dla mnie rzecz nowa.
Intrygujące biografie bohaterów - erudytów to z kolei pretekst do opowieści o rzeczach tak niezwykłych, jak choćby Moresnet - wieś na pograniczu Belgii, Holandii i Niemiec, która w wyniku Traktatu Wersalskiego stała się na 104 lata (!) niezależnym państwem. Tego typu ciekawostek jest w "Kwaterze Bożych Pomyleńców" więcej i choćby dla nich warto po nią sięgnąć. Chodź z drugiej strony jest to też książka o bezradności intelektu wobec wojny i jej konsekwencji.
Świetna książka opowiadająca o trudach powstania, a przede wszystkim o trzymaniu się nadzieji. Czwórka bohaterów są fundamentem tej książki, a ich historię są zarazem przyjemne w czytaniu, jak i zawierają trafne uwagi