Czasami dopiero na bieszczadzkiej wsi życie nabiera prawdziwego znaczenia.
Filip Spalski jest pilotem, kocha latać, robił to całe życie. Pewnego dnia wraca do domu po długim locie przez Atlantyk i dowiaduje się, że jego żona odeszła. Nie chciała dłużej czekać – na niego, dziecko, na wspólne życie. Filip nagle widzi, że nic mu nie zostało. Jest sam, nie ma przyjaciół ani rodziny. Wsiada w samochód i rusza przed siebie. Dojeżdża na koniec świata, do małej wioski w Bieszczadach, gdzie czas płynie tak wolno, że wszyscy kupują gazety sprzed tygodnia. Na nieczynnej poza sezonem stacji kolejowej spotyka mężczyznę, będącego w podobnej sytuacji. Kupuje od nieznajomego zaniedbany pensjonat o nazwie Magnolia. Pracuje tam kilka niezwykłych kobiet, które odmienią jego życie…
Grażyna Jeromin-Gałuszka – urodziła się i mieszka w Sosnowicy, niewielkiej wsi koło Radomia, gdzie w otoczeniu rodziny pisze, a dla relaksu zajmuje się niewielkim gospodarstwem. Absolwentka bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz scenariopisarstwa w PWSFTviT w Łodzi. Publikowała utwory poetyckie i krótkie formy prozatorskie w czasopismach oraz w antologiach poetyckich. Laureatka ogólnopolskiego konkursu na temat filmowy zorganizowanego przez Agencję Scenariuszową i tygodnik „Film”. Współautorka scenariusza jednego z popularnych seriali telewizyjnych. Ma dwoje dzieci, Kasię i Karola. Jej debiutancka powieść „Złote nietoperze” otrzymała pierwszą nagrodę w konkursie literackim „Kolory życia”. Ponadto napisała powieści „Oczy Marzanny M.”, „Kobiety z Czerwonych Bagien”, „Nie zostawiaj mnie” i „Magnolia”.
„a potem nie był już pewien, czy tak naprawdę cokolwiek słyszał. A jeśli słyszał, to kiedy? Przed sekundą, wczoraj czy całe tygodnie temu. Czas, który goni i zmienia wszystko, przestał istnieć.“
„– Nie o to mi chodziło. Rozśmieszył mnie sam pomysł Marleny, żeby cię zabić. – No rzeczywiście, z tego można się pośmiać. Żałosne. – Groteskowe.“
„– Te resztki dla psów? Czasem taka głupia jesteś, Doris... / – Wy jesteście takie mądre, a nie potraficie dostrzec, że mała znalazła sobie sposób na biedę? Na głód?“
„Jak to się stało, że zacząłem się o nie tak zwyczajnie martwić?“
„Któregoś dnia matka wstała z samego rana. rozejrzała się po chałupie, popatrzyła przez okno, zetknęła na Tuśkę, piorącą i misce ubranka trójki najmłodszych, a potem podcięła sobie żyły.“
„Plus z minusem zawsze daje minus i tak to, niestety, w tej chwili wygląda.“
„Że kocham Olgę czy tylko jestem w niej zakochany? Pierwsze znaczyłoby zbyt wiele, a drugie za mało.“
„Skąd pani się tu wzięła?! – zawołał za nią. – Spadłam z nieba – odparła. W kuchni rozejrzała się bezradnie dookoła. Spojrzała na Czesię, Marlenę i Filipa. – A miało być tak pięknie... – szepnęła. Zgarnęła napoczętą butelkę i poszła z nią na zaplecze. Pociągnęła sporo, nie odrywając flaszki od ust, i upadła. Wtedy Filip wziął ją na ręce i zaniósł na górę, do pokoju pełnego obrazów, którymi się otoczyła, by ciągle przypominały, że kawałek jej życia wart jest wspomnień.“
„Jeszcze tylko jedna Klara dawała mi poczucie,że żyję w jakiejś rodzinie. – Żeby mieć takie poczucie – odezwała się cicho Doris – czasem nie potrzeba żadnych więzi krwi.“
„– On taki piękny, ty przy nim taka piękna. Nie wiem, nad czym się zastanawiasz – dziwiła się Doris. – Ja przy nim? – zareagowała Marlena. – A sama to co? Czegoś mi brakuje?“
Powiem szczerze, że nie do końca wiem co napisać o tej książce, moje założenia co do niej były całkowicie odmienne od tego co dostałam. Określiłabym tę książkę jako dziwną, niby wszytko jest w porządku, niby fabuła fajnie się rozwija, ale ja podczas czytania co chwilę miałam wrażenie, że coś w tym wszystkim jest coś dziwnego, osobiście też nie mogłam złapać więzi z tą powieścią. Powieść obyczajowa z odrobiną komedii, dramatu i magii.
Jeden dzień wystarczył by Filip stracił wszystko to co było dla niego najważniejsze. Zaskoczony biegiem wydarzeń i nie mający już niczego na czym by mu zależało wsiada w samochód i rusza przed siebie. Tak dojeżdża na koniec świata, a właściwie do małej wioski na Bieszczadach, gdzie pod wpływem chwili kupuje od nieznajomego zaniedbaną knajpę o nazwie Magnolia. Od tego dnia życie Filipa wchodzi na nowe tory, tory pełen chaosu i szczebiotania kilku niezwykłych kobiet.
Pierwsze o czym muszę powiedzieć i co według mnie jest najlepszą stroną tej książki, to kobiece postacie, bohaterki niby drugoplanowe, ale bez nich ta powieść już chyba w cale nie miałaby sensu. Wśród nich znajdziemy postrzeloną i zafascynowaną opowieściami nastolatkę, gospodynię, która trzyma cały ten majdan w ryzach, Barbie z tajemniczą misją, która w tej książce przechodzi największą przemianę, oraz jedną taką trochę marudę, trochę wariatkę, ale też chyba najbardziej ogarniętą z nich wszystkich. Wszystkie te panie razem stanowią huragan, każda inna, borykająca się z innymi problemami, a połączyła je Magnolia, która lata świetności ma już za sobą, a pomimo tego staje się przystanią dla zagubionych duszyczek.
Ta powieść jest oryginalna, głównie ze względu na to, że całą historię poznajemy z perspektywy głównego bohatera Filipa, to on siedząc na ławeczce opowiada nieznajomemu swoją historię, skupiając się na ostatnim roku swojego życia, który przyniósł tak wiele zmian i zawirowań. Autorka bardzo ciekawie wykreowała tego bohatera, skupiła się na jego słabościach, pokazując, że facet to też człowiek, nie zawsze musi być silny i pewny siebie. Filip pomimo tego, że jest głównym bohaterem i patrzymy na jego wspomnienia, gdzieś jednak się gubi, ustępuje planu szalejącym po Magnolii kobietom, których historie zdominowały wszytko.
Powieść jest wielowątkowa, poprawna, z dużą dawką zawirowań, humoru, chaosu, ale też trudnych i kontrowersyjnych tematów. Jak na jedną książkę wydaje mi się, że tego wszystkiego było tutaj za dużo, może przez to ma wrażenie, że to było dziwne, a może przez to że wiele kwestii było bardzo ogólnych, niedopracowanych, gdzieś mi się w tej pokręconej i zwariowanej fabule stracił sens i logika, o porządku nie wspomnę, bo to było istne szaleństwo pod względem wydarzeń.
Dla mnie to była dość przeciętna lektura, choć mega mi się podobały kobiece postacie, to mam wrażenie, że autorka troszkę popłynęła, według mnie każda z tych pań zasługiwała na swoją własną i szeroką opowieść, bo tutaj zagłuszyły Filipa, a jednak to jego historia miała wieść tu prym. Zakończenie mnie zdezorientowało, choć nie zdziwiło, bo gdzieś już zaczęła mi się klarować taka myśl, że tak to się skończy, choć nie powiem niektórych może to porządnie zaskoczyć. Ja czuję ogromny niedosyt, do tego mam wiele mieszanych uczuć, no było ok, ale jak dla mnie bez szału.
🍂🌸 Grażyna Jeromin-Gałuszka w powieści Magnolia po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o zwyczajnym życiu w sposób niezwykły. Jej historia zaczyna się od ciszy – tej, która zapada, gdy ktoś odchodzi, a świat traci sens. Filip Spalski, pilot z wieloletnim doświadczeniem, nagle zostaje z niczym. Po latach spędzonych w powietrzu, wśród maszyn i tras, które znał na pamięć, musi zmierzyć się z własnym upadkiem. Żona odchodzi, a on, nie wiedząc, dokąd i po co, rusza w drogę. To nie ucieczka, lecz desperacka próba znalezienia siebie na nowo.
🍂🌸 W ten sposób dociera w Bieszczady – miejsce, gdzie czas przestaje pędzić, a codzienność nabiera miękkich kształtów. Tam, w małej wiosce, odnajduje opuszczoną stację kolejową i spotyka człowieka, który – jak się zdaje – również stracił wszystko. Od niego kupuje podupadłą knajpę o wdzięcznej nazwie Magnolia. To właśnie to miejsce, z pozoru zwykłe i pełne kurzu, staje się dla Filipa przestrzenią odrodzenia. Krok po kroku zaczyna naprawiać nie tylko stary budynek, lecz także siebie.
🍂🌸 Magnolia nie jest jednak zwykłą gospodą. To miejsce, gdzie codzienność miesza się z czymś nieuchwytnym – może magią, może po prostu ludzką dobrocią. Pracują tam kobiety, które wnoszą w historię światło. Każda z nich skrywa własny sekret, każda niesie ból, a mimo to potrafi śmiać się i kochać. Szczególnie zapada w pamięć Doris – malarka po przejściach, która postanawia porzucić dawne życie i tworzyć sztukę inspirowaną naturą. W jej obrazach odbija się cicha tęsknota, a może też tęsknota samej autorki za światem prostym i prawdziwym.
🍂🌸 W Magnolii codzienność nabiera znaczenia. Obok rodzinnych dramatów, plotek i sporów między sąsiadami rozgrywają się historie, które dotykają najgłębszych ludzkich emocji. To powieść o poszukiwaniu sensu, o potrzebie bliskości i o tym, że nawet z największej pustki można zbudować coś dobrego. Jeromin-Gałuszka nie moralizuje, nie poucza – po prostu pokazuje ludzi w ich zwykłej, kruchej prawdzie. Dzięki temu czytelnik łatwo odnajduje w nich siebie. ㅤ 🍂🌸 Autorka potrafi pisać tak, że każde zdanie ma smak i zapach – jak świeżo parzona kawa w porannym świetle. Jej styl jest miękki, nastrojowy, a przy tym niezwykle szczery. Magnolia to książka, która nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji, by poruszyć. Wystarczy rozmowa przy stole, ciepły uśmiech nieznajomej, zapach deszczu nad górami. To właśnie z tych drobiazgów buduje się sens życia, który bohaterowie odkrywają powoli, bez pośpiechu, tak jak rośnie tytułowy kwiat – delikatnie, lecz z siłą. ㅤ 🍂🌸 Magnolia Grażyny Jeromin-Gałuszki to opowieść o odradzaniu się z popiołów codzienności. O tym, że czasem trzeba stracić wszystko, by dostrzec, co naprawdę ma wartość. To powieść o ludziach, którzy – mimo bólu i błędów – nie przestają wierzyć, że można zacząć od nowa. Autorka prowadzi czytelnika przez świat pełen emocji, piękna i nieoczekiwanej magii, udowadniając, że nawet w najcichszych zakątkach Bieszczad tętni życie. Magnolia to nie tylko książka, to spotkanie z samym sobą – pełne światła, czułości i prostego, ludzkiego dobra.
Czasem wystarczy jedna chwila by życie zmieniło się diametralnie. Takiej zmiany doświadcza główny bohater powieści pani Grażyny. Filip Spalski, 45 - letni pilot, z idealnie urządzonym apartamentem, piękną żoną u boku, pracą będącą jego pasją w jednej chwili traci wszystko. Żona od niego odchodzi, traci pracę przez złe wyniki badań, a to wszystko powoduje, że dostaje zawału. Stojąc na życiowym zakręcie Filip sprzedaje apartament, wsiada w samochód i jedzie przed siebie. Los rzuca go w Bieszczady na stację kolejową, gdzie na ławce spoytka Madeja, właściciela Magnolii, od którego postanawia ją odkupić.
Magnolia, czyli knajpa z hotelikiem w budynku po starym więzieniu, stanie się dla Filipa miejscem nowego startu w jego życiu, startu, jak i metą. Otoczony przez barwne postacie kobiet z Magnolii, spędzi tu rok, który pełen będzie wzlotów i upadków.
Jego historię poznajemy dzięki rozmowie z tajemniczym Maćkiem, którego Filip spotyka na tej samej ławce na stacji kolejowej, gdzie przed rokiem sam podjął decyzję by się tu zatrzymać. Filip opisuje Maćkowi życie w Magnolii, przybliża barwne postacie mieszkańców pensjonatu, a także ich niejednokrotnie trudne historie, które rzuciły ich do Magnolii. Poznamy Czesię (Czesławę Gawlińską) głowę i serce pensjonatu, która z bliskich, mieszkających w okolicy ma jedynie babcię Klarę, która przed śmiercią obiecała bliskim zdradzić swoją największą tajemnice; Marlenę, byłą psycholog więzienną, detektyw, która schroniła się w Magnolii by nie obarczając nikogo swoją chorobą, dotrwać tu do końca swoich dni; Doris(Dorotę Leszcz), artystkę kochającą kolory, malującą obrazy, kochającą psa Absurda; Olgę, kobietę, będącą wzorem idealnej żony, dbającej o gospodarstwo i chorego, leżącego męża; a także Tuśkę, małą dziewczynkę, która będzie stałym bywalcem w pensjonacie, i która stanie się narratorką historii miłosnej Rudolfa i Luizy, których losy zwiąże stacja kolejowa przy Magnolii.
Bohaterki przebywające w hoteliku to barwne postacie, które nadadzą światu Filipa kolorów. Każda dźwigająca ciężar swojej tajemnicy skrywanej pod maską uśmiechu, staną się dla niego w ciągu tego roku jak rodzina. I choć zakończenie powieści było dla mnie całkowitym zaskoczeniem i złamało mi serce, to pozostawia ono także promień nadziei, nadziei, że po każdej burzy zza chmur wyłania się słońce, a po każdej, nawet najciemniejszej nocy, zawsze wstaje dzień.
"Dziś jest o wiele ładniej niż wczoraj."
Uwagę czytelnika zwraca też historia miłości Luizy i Rudolfa, która idealnie przeplata się z losami bohaterów i stanowi ważny punkt w fabule książki. Dzięki niej otrzymujemy wątek nadnaturalny w powieści, który dodaje jej tajemniczości, nutkę słodyczy, jak i goryczy.
Polubiłam bohaterów Magnolii i mogę Wam z całego serca polecić lekturę powieści pani Jeromin- Gałuszko.
Ze egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Prószyński.
„Magnolia” Grażyny Jeromin-Gałuszki to powieść, która pachnie wilgotnym drewnem starej stacji kolejowej, dźwięczy ciszą Bieszczad i smakuje jak poranna kawa wypita w samotności- gorzka, ale niezbędna, by przetrwać. To nie jest książka o ucieczce od życia. To książka o konieczności zatrzymania się, gdy świat przestaje mieć sens. O momencie, w którym trzeba spojrzeć w lustro i przyznać: zgubiłem siebie. Autorka tworzy przestrzeń między snem a jawą- tam, gdzie zwyczajność ociera się o magię, a codzienność nabiera metafizycznej wagi. Nie ma tu tanich uniesień ani literackiego efekciarstwa. Jest za to surowe piękno, które rodzi się z ciszy, prostoty i niedoskonałości. „Magnolia” to powieść o człowieku, który przestał latać nie dlatego, że nie mógł, lecz dlatego, że musiał wreszcie stanąć na ziemi. Jeromin-Gałuszka ma niezwykły dar: z prozy obyczajowej czyni medytację. Jej zdania pulsują spokojem, ale pod powierzchnią drży emocjonalny niepokój. W tej historii każda rozmowa staje się formą spowiedzi, a każde milczeniez modlitwą o drugą szansę. Bohaterowie nie są tu figurami literackimi, lecz ludźmi z krwi i ciszy, których życie można niemal dotknąć. Kobiety- te, które budują, koją, nie pytają. Ich obecność jest jak ciepło ognia: nie krzyczy, ale ogrzewa. „Magnolia” to hymn na cześć prostoty, rozmowy, i tego, co nieuchwytne- zaufania, czułości, zwykłego bycia obok. To także przypowieść o czasie, który w mieście przyspiesza do szaleństwa, a w górach- zatrzymuje się, by pozwolić człowiekowi znów oddychać. To książka o tym, że trzeba czasem przestać gonić, by odkryć, że wszystko, czego szukaliśmy, czekało po prostu w drugim człowieku. Autorka nie moralizuje. Ona obserwuje. I w tym jej siła- w cichym, dojrzałym spojrzeniu na ludzką kruchość. „Magnolia” działa trochę jak terapia- nie przynosi natychmiastowej ulgi, ale otwiera szczelinę, przez którą zaczyna wpadać światło. To powieść, która przypomina, że każda strata może być początkiem, a każda cisza modlitwą o życie. To literatura dla tych, którzy lubią słowa, które się nie spieszą. Dla tych, którzy wciąż wierzą, że magia istnieje, choć ukrywa się w najzwyklejszych gestach. Dla ludzi, którzy wiedzą, że najgłębsze przemiany nie dzieją się w hałasie, lecz w półmroku duszy. ⭐ Ocena: 8/10 – Subtelna, metafizyczna opowieść o samotności, która leczy. O prostocie, która odsłania prawdę. O świecie, który wreszcie przestaje się spieszyć. #Magnolia #JerominGałuszka #literaturapiękna #refleksja #emocje #magicznyrealizm #prozażycia #bieszczady #uczuciabezfiltra #drugaszansa
"Więc jednak się przestraszyłeś. - Nie o siebie, tylko o Magnolię. - Tę Magnolię, której jeszcze prawie rok temu życzyłeś wszystkiego, co najgorsze. - Jakoś tak chyba do niej przywykłem... Do swoich ulubionych kątów, klimatu, do tych szalonych kobiet. (...)Magnolia otoczyła je aurą delikatnej groteski, żeby nie powiedzieć absurdu. Doskonale się w niej odnalazły i udając czasem, że jedna drugiej nie rozumie, rozumiały się doskonale, prowadząc bezustannie jakąś grę, której zasad w żaden sposób nie dało się pojąć, jeśli samemu się w tym wszystkim nie uczestniczyło. Nie wiem, jak inaczej mam ci to wytłumaczyć... - Nie tłumacz. Dałeś mi już jako tako je poznać.(...) Gdybyś pewnego dnia nie dotarł do tej stacji i nie usiadł obok tamtego mężczyzny... - Ciekawe, gdzie bym teraz był. I gdzie byłaby Olga, Czesia, Marlena albo Doris... - Każda w swoim własnym świecie. Może lepszym, może gorszym. Nikt tego nie wie."
Otuliła mnie ta historia. Początki z nią nie były łatwe. Filip nie dał się lubić, wkurzał, irytował. Był, ale tak jakby go nie było. Był cieniem samego siebie. Miał być ratunkiem dla podupadającej Magnolii, a stał się jej zapijaczonym lokatorem. I mogłoby się tutaj nic więcej nie wydarzyć, gdyby nie cztery niesamowite kobiety, które towarzyszą mu każdego dnia drażniąc swoją paplaniną, kłótniami i dąsami. Lecz okazuje się, że najcenniejsze jest to, że one po prostu są. Stanowią kotwicę, która daje gwarancję tego, że on zawsze będzie miał z kim wypić herbatę, porozmawiać. Życie nie musi być luksusowe by było szczęśliwe. Musi mieć sens i kogoś obok by mu o tym powiedzieć.
Autorka snuje opowieść widzianą oczami Filipa. Mężczyzna opowiada ją przypadkowo spotkanemu na peronie chłopakowi. Wraz z opowieścią odkrywa siebie i to co się wydarzyło.
Cudownie było poznawać historie bohaterek tej książki. Każda z nich jest wyjątkowa, a dzięki nim Filip odnalazł siebie i stał się lepszy. Bieszczady na prawdę są magiczne i dają szansę na nowy początek ♥️.
"Dziś jest o wiele ładniej niż wczoraj. Można też nazwać to prostą prawdą. Dziś ciągle trwa. Wczorajszego dnia już nie ma."
„Magnolia” to niezwykła powieść o życiu, które czasem trzeba... zacząć od nowa. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o ludzkich emocjach w sposób ciepły, szczery i głęboko poruszający. Niewielki hotel w Bieszczadach – tytułowa Magnolia – staje się miejscem, gdzie splatają się losy ludzi zagubionych, zranionych i szukających sensu. To tu Filip, pilot z przeszłością, próbuje odnaleźć siebie po rozpadzie małżeństwa. Z pozoru przypadkowy zakup hotelu staje się początkiem duchowej podróży – dosłownie i w przenośni. Grażyna Jeromin-Gałuszka tworzy galerię barwnych, prawdziwych postaci – Czesia, Olga, Doris, Marlena czy Tuśka to kobiety, które niosą w sobie ogromną siłę, mimo bólu jakiego doświadczyły. Autorka z niezwykłą wrażliwością pokazuje kontrast między bogactwem pozbawionym miłości a ubóstwem pełnym ludzkiego ciepła. W tle pojawiają się trudne tematy – alkoholizm, samotność, choroba, utrata dzieci czy niespełnione marzenia. To książka o drugiej szansie, o tym, że nigdy nie jest za późno, by zatrzymać się i zapytać: czy to życie, które prowadzę, naprawdę jest moje? Finał z elementem metafizycznym, gdzie rzeczywistość miesza się z duchowością, zostawia czytelnika z dreszczem wzruszenia. Cytaty takie jak „Życia nie kończą zdarzenia, tylko definitywna i nienaprawialna awaria mięśnia sercowego” czy „Dziś jest o wiele ładniej niż wczoraj” zapadają głęboko w pamięć – przypominając, że każdy dzień może być piękniejszy, jeśli tylko nauczymy się go dostrzegać. „Magnolia” to historia, która chwyta za serce, otula nadzieją i zostaje w głowie na długo po ostatniej stronie. Czytając, czuje się zapach bieszczadzkiego powietrza, smak herbaty w hotelowym barze i ciepło ludzi, którzy mimo własnych ran – potrafią dawać innym światło. Książkę przeczytałam jednym tchem – i z czystym sercem polecam każdemu, kto lubi literaturę z duszą.