Margo Cook to zwyczajna nastolatka. Pewnego dnia przenosi się razem z rodzicami z Nowego Jorku do miasteczka Wolftown położonego w głębi olbrzymiej puszczy. Od przeprowadzki dręczą ją koszmary, w których ucieka przez las przed groźnym prześladowcą. W szkole poznaje lekko zwariowaną Francuzkę Ivette Reno oraz intrygującego outsidera Maksa Stone'a. Jaki mroczny sekret skrywa Max? Jaki mroczny sekret skrywa Wolftown? Czy sny Margo mają z tymi zagadkami jakiś związek? Być może poznamy odpowiedź, gdy na niebie pojawi się księżyc w pełni...
Lekarka, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Debiutancką powieść Wilk napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później (2006). W 2009 roku ukazała się kontynuacja tej książki - Wilczyca. Autorka została za nią nominowana do nagrody Nautilus, przyznawanej przez czytelników w corocznym plebiscycie na najlepszy polski utwór literacki z gatunku fantastyki. Wilczyca zdobyła w nim piąte miejsce. W Wydawnictwie W.A.B. pisarka opublikowała trylogię, na którą składają się powieści: Ja, diablica (2010), Ja, anielica (2011) oraz Ja, potępiona (2012).
Bardzo przyjemnie czytało mi się tą książkę, jest ona co prawda dość schematyczna, napisana prostym językiem i lekko "wattpadowa", jednak ma w sobie coś co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać i przeczytałam ją w jeden dzień!
To co podobało mi się w tej książce to kreacja bohaterów. Nastolatkowie byli tak zwyczajni, że równie dobrze mogły by to być osoby mieszkające w sąsiedztwie.
Minusem jest tutaj tylko to, że przez znaczną część książki nic się nie dzieje. Margo chodzi do szkoły, na dodatkowe zajęcia z pływania i cała akcja strasznie się ciągnie. Dopiero pod koniec się rozkręca i wtedy to wręcz pędzi na złamanie karku.
Czy polecam tą książkę? Owszem, ale myślę że w szczególności spodoba się ona młodszym czytelnikom (zwłaszcza tym co czytają na wattpadzie, ale nie mogę się przekonać do 'normalnych' książek)
Margo z tłocznego i tętniącego życiem Nowego Jorku musi wyjechać do małego miasteczka Wolftown. Nagle staje się „tą nową”, a znalezienie przyjaciół w tak hermetycznym środowisku może okazać się trudne. Margo jednak nie jest typem osoby, który daje za wygraną. A co jeśli w „tej zapadłej dziurze” znajdzie nawet chłopaka…? I to nie zwykłego, ale pełnego mrocznych tajemnic…
„Nigdy nie zrozumiem chłopców. To zupełnie inny gatunek, ich zwoje mózgowe muszą jakoś inaczej funkcjonować.”
Bardzo cieszę się, że debiut autorki był pierwszą jej książką, po którą sięgnęłam. Pani Katarzyna jest teraz dobrze znaną autorką, a dla mnie niezwykle cenne było poznać ją z tej… najmniej doświadczonej strony, czytając pierwszą książkę, od której wszystko się zaczęło.
Cóż, sama autorka na wstępie zaznacza, że książka pewnie bardziej spodoba się nastolatkom niż dorosłym i tym o dziwo bardziej zachęciła mnie do jej przeczytania. Zamiast próbować się na siłę przypodobać, autorka pokazuje historię Margo, która powstała w jej nastoletnim umyśle. I myślę, że ta historia jest całkiem ciekawa!
Kocham motyw wilkołaków – praktycznie wszystko, co z nimi związane wezmę w ciemno. Dlatego też ten tytuł bardzo mnie skusił i – cieszę się, że go przeczytałam. Sama Margo potrafi być irytująca, nie powiem. Czasem jej myśli czy zachowania budziły we mnie politowanie. Ale to, że dziewczyna zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę powoduje, że staje się ona w oczach czytelnika dużo bardziej autentyczna i da się ją polubić. W końcu ja w książkach nie szukam bohaterów bez wad, za to bardzo cenię sobie bohaterów świadomych.
Nie ma też wprowadzania zbyt wielu postaci – można się łatwo w nich połapać, a w dodatku wiele z nich otacza aura tajemnicy. Do tego sama Margo opowiada nam tylko to, co według jej jest istotne i o dziwo wcale nie przynudza, prowadzi za to ciekawą narrację, a my możemy poznawać świat jej oczami.
Oczywiście pojawiły się małe zgrzyty, ale zdecydowanie mogę je zwalić na to, że to książka młodzieżowa, a ja już młodzieżą (niestety) nie jestem. Również motyw wymądrzającego się ojca psychoterapeuty wydawał mi się bardzo przerysowany, ale… znając to środowisko nie mówię, że to niemożliwe… W każdym razie, pierwsza miłość i motyle w brzuchu już za mną, głupie i nieodpowiedzialne pomysły też. Jednak miło się to czytało nawet po to, żeby sobie przypomnieć te prastare chwile…
Bardzo podoba mi się też wątek dotyczący wilkołaków – i tutaj nic więcej nie zdradzę, bo nie zamierzam spojlerować. Był on jednak ciekawy i owiany dużą aurą tajemniczości, co okazało się zdecydowanym plusem. Samą historię czyta się szybko i przyjemnie i myślę, że mogę ją spokojnie polecić czytelnikom romantasy czy fantastyki młodzieżowej, którym nie przeszkadzają pewne niedoskonałości pojawiające się często w debiutach.
Takie 2.5 Nie miałam jakiś dużych oczekiwań. Może tyle, że to będzie ciekawe. Główną bohaterka totalnie irytująca i bezmyślna. Prowadzenie fabuły też mocno średnie. Pomysł był fajny, gorzej z wykonaniem. Ale patrząc na to, że autorka miała wtedy z 15 lat, to i tak nie było aż tak źle. Jednak nie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Od czasu przeczytania serii Kwiat paproci, mam obsesję na punkcie twórczości Katarzyny Bereniki Miszczuk. Z tego powodu postawiłam sobie za cel, aby przeczytać wszystkie napisane przez nią książki. Nie narzuciłam sobie konkretnej kolejności, ale nadszedł w końcu nadszedł czasu, abym zapoznała się z debiutancką powieścią autorki jaką jest Wilk.
Autorka napisała Wilka mając piętnaście lat, a już dwa lata później Wydawnictwo MUZA po raz pierwszy wypuściło tę historię na rynek czytelniczy. W zeszłym roku doszło do reedycji książki pod szyldem Wydawnictwa W.A.B., gdzie zmieniono nie tylko okładkę, ale także doszło do delikatnej korekty treści. Katarzyna Berenika Miszczuk nie chciała zbyt wiele zmieniać, "bo ta książka odzwierciedla, kim byłam jako piętnastolatka". Już na wstępie czytelnik został ostrzeżony, że jest to historia przeznaczona dla zdecydowanie młodszego czytelnika.
W Wilku poznajemy Margo Cook, która z Nowego Jorku przeprowadza się z rodzicami do małego miasteczka jakim jest Wolftown. W tamtejszej szkole zauważa Maksa, który jest tajemniczym, małomównym metalowcem, do którego nastolatkę ciągnie. Do tego dziewczynę prześladują koszmary, w których biegnie przez las i ucieka przed wilkami.
Zanim zaczęłam czytać tę książkę miałam nadzieję, że będzie to coś na wzór serialu Teen Wolf. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że książka była napisana w wieku piętnastu lat, więc po przeczytaniu wstępu od autorki, zmniejszyłam swoje oczekiwania dałam ponieść się stronom. Moje pierwsze wrażenia po kilku stronach brzmiały: "To jest jak ZMIERZCH!" Bardzo wiele wydarzeń z książki Stephenie Meyer pokrywa się z tym co jest u Katarzyny Bereniki Miszczuk, ale są "JAKBY" delikatnie zmienione, sparafrazowane. Słowo "jakby" jest tutaj kluczowe, ponieważ Wilk był przed Zmierzchem. Skąd te podobieństwa? Bardzo możliwe, że obie autorki zainspirowały się jeszcze inną książką, filmem czy serialem, chociaż pani Meyer od początku sagi opowiada że historia Edwarda i Belli ukazała jej się w śnie. Mimo to naprawdę nie mogłam wyjść z podziwu, jak bardzo te książki są do siebie podobne.
Całe szczęście to nie zniechęciło mnie do dalszej lektury, a wręcz mogę powiedzieć że w miarę mi się podobało. Gdybym czytała tę powieść mając naście lat, zakochałabym się w niej totalnie. Fabuła jest prosta, czasami aż za prosta, ale na dni gdy potrzeba się odmóżdżyć jest wręcz idealna. Styl autorki też jest prosty, ale wiadomo Katarzyna Berenika Miszczuk miała wówczas piętnaście lat, więc nie bądźmy aż tak wymagający. Polubiłam się z główną bohaterką, która jest jednocześnie narratorką. Przyznaje, że czasami mnie denerwowała, gdyż w sytuacjach krytycznych, gdy powinna ratować siebie, myślała o Maksie. Podobało mi się jak Margo prowadziła narrację, bo była ona bardzo bezpośrednia, rozemocjonowana, ale też czytało się to trochę jak pamiętnik. Trochę to pomieszane, poplątane, ale naprawdę przyjemne w odbiorze.
Gdybym powiedziała, że Wilk mi się nie podobał, skłamałabym. Zachwycić też mnie nie zachwycił, ale czytanie tej książki było dla mnie fajną odskocznią. Podobieństwa do Zmierzchu przypomniały mi moje nastoletnie lata, jakie książki wtedy lubiłam, czym się interesowałam itp. Czytałam ją też w czasie, gdy nie miałam najlepszego humoru i w jakiś sposób mi ona pomogła uporać się z nim, więc nie uważam, abym straciła przy niej czas. Jednak jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby fabuła Wilka, gdyby autorka postanowiła napisać tę książkę od nowa albo stworzyłaby bardziej dorosłą wersję. Na pewno za jakiś czas zabiorę się za drugi tom, czyli za Wilczycę, bo jestem ciekawa co tam dalej się wydarzy.
Wilkołaki to bardzo popularny temat w literaturze. Obecnie wiele książek jest pisanych i wydawanych w kategorii YA (czyli young adult). "Wilk" pomimo tego, że powstał w Polsce niewiele odbiega od jego amerykańskich odpowiedników. Rzecz dzieje się w USA w niewielkiej mieścinie nazywającej się Wolftown. Nasza główna bohaterka - Margo przprowadza się z tętniącego życiem Nowego Jorku do miejsca gdzie wszędzie jest daleko, a nieprzeniknione leśne gęstwiny kryją tajemnice. Oczywiście nasza bohaterka będzie po tych lasach chodziła wte i wewte narażając się na różne niebezpieczeństwa(jak to czytałam to przed oczami widziałam Bellę ze "Zmierzchu" :) ) Margo poznaje także już przed wejściem do szkoły przystojniaka do którego coś poczuje, a pierwszą osobą na jaką wpada na korytarzu jest Iv, która staje się jej najlepszą przyjaciółką.
Pomimo oczywistych plusów powieści jak amerykańskie realia, dobra znajomość psychoterapeutycznych i medycznych zagadnień oraz ciekawe ujęcie wilkołactwa książka jest zaledwie przeciętna. Postacie są bardzo płaskie i bez wyrazu, a główna bohaterka wydaje się być momentami płytka. Książka mimo tego, że ją się szybko czyta nie ma niespodziewanych zwrotów akcji.Co się będzie działo później i jak się skończy można się wcześniej domyślić.
Powieść „Wilk” i kontynuację „ Wilczycę” połknęłam w dwa wieczory. Myślę, że należy koniecznie przeczytać obie pozycie, żeby mieć pełną wizję świata stworzonego przez autorkę. Muszę przyznać, że główna postać, Margo, momentami zachowuję się infantylnie i z czasem jej liczne niepotrzebne uwagi trochę irytują, ale trzeba mieć na uwadze młody wiek autorki, kiedy ta książka powstawała. Ponadto muszę przyznać, że nie raz, nie dwa czytając dygresje Margo uśmiechałam się pod nosem, widząc w niej samą siebie ze szkolnych lat. Książkę czyta się bardzo szybko, na jednym oddechu. Zarówno pierwsza, jak i druga część są zbudowane podobnie; przez większość powieść coś się dzieję, ale skupiamy się bardziej na relacjach międzyludzkich, a dopiero pod koniec akcja zaczyna pędzić jak szalona. Oczywiście, jest jeszcze Maks… a takiego Maksa to chyba chciałaby mieć każda nastolatka. Jest to naprawdę miłe czytadło na zbliżające się jesienne wieczory, przy którym z uśmiechem na twarzy można wspominać własne lata szkolne.
Książka trafiła do mnie, a właściwie jej elektroniczna wersja , dzięki namowie i wspaniałej opinii kuzynki. Drugim powodem, dla którego postarałam się o zdobycie jej było to, że uwielbiam autorkę ♥. Kiedy dowiedziałam się, że Katarzyna Berenika Miszczuk napisała tą historię w wieku piętnastu lat to normalnie oszalałam. Książka jest tak wspaniale napisana, jakby pisała ją bardzo doświadczona osoba, a nie piętnastolatka, co oznacza mniej więcej, że autorka ma wielki potencjał, który świetnie pokazała w kolejnej części oraz serii : Ja, diablica, Ja, anielica, Ja, potępiona. Wszyscy pewnie myślą, że ta historia jest niedopracowana, taka niezbyt ciekawa - do poprawki. Jednym słowem MYLICIE się. Książka świetnie napisana ( jak wyżej ) , bohaterowie i miejsca również są cudowni. Normalnie jestem, byłam oczarowana na tyle, żeby zaraz po skończeniu "Wilka", czyli ok. 1:30 zacząć czytać drugą część tj. "Wilczycę".
Margo jest zwyczajną nastolatką mieszkającą w Nowym Jorku. Niestety nie na długo, ponieważ z powodu przeniesienia mamy wraz z rodzicami musi przeprowadzić się do Wolftown. Jak wiadomo nie jest zachwycona, ponieważ musi zostawić przyjaciół i zacząć naukę w nowej szkole. Na szczęście od razu zaprzyjaźnia się z Ivette. Mniej więcej w tym samym czasie zaczyna jej się podobać Max- przystojny blondyn, metalowiec. Z początku Max stara się odpychać Margo, ale kiedy profesor wyznacza ich dwójkę, żeby wspólnie zrobili projekt między nimi rozkwita uczucie. Jednak Max zbyt dużo przed nią ukrywa, a ona starając odkryć jego tajemnice niszczy tę relację.
Jednak nie tylko Max miewa tajemnice. Margo nie mówi mu, ani w ogóle nikomu, że ... miewa co noc koszmary. Właściwie to jeden koszmar się powtarza, a co noc przybywa mu coraz więcej szczegółów.
Co pokazują te i sny i w jaki sposób wpłynie to na relację Margo i Maxa ? Dlaczego Max nie wyjawił jej pewnej tajemnicy ? Czy pomimo tajemnic wybaczą sobie ?
Jak wspomniałam wcześniej styl autorki bardzo mi się spodobał. Książka wyszła naprawdę świetnie. Akcja jest trochę zaskakująca, ponieważ na początku można domyślić się paru spraw, ale później robi się co raz bardziej zaskakująca i pełna napięcia.
Bohaterowie również wspaniale wyszli . Max, tajemniczy metal. Jest bardzo cichy i spokojny, co jest bardzo ciekawe, ponieważ zwykle czytujemy o aroganckich, pewnych siebie głównych bohaterach. Miał oczywiście pewne tajemnice, których Margo sama musiała się domyślać, ale to było świetne. Jest również bardzo przystojny. Jego kolejne zalety to romantyzm, czuły, nie był taki całkiem idealny, miał nieliczne wady i za to go normalnie pokochała.
Iveete to również wspaniała osoba, o której warto wspomnieć. Jest ona przyjaciółką Margo, zakochaną w ... różowym kolorze ! Mimo, że Margo woli ciemne kolory i Iv często denerwuje ją swoimi różowymi ciuchami czy autem od razu się zaprzyjaźniły i obie chyba na tym skorzystały. Iv nie przejmuje się niczyją opinią, a przede wszystkim jest bardzo wyrozumiałą i pogodną osobą. Bardzo troszczy się o Margo, czym podbiła moje serce ;).
Gorąco polecam wszystkim miłośnikom paranormal i uważam, że wszystkim się ta książka spodoba.
Naprawdę stęskniłam się, że wilkołakami, wampirami itp. Dlatego z czystą przyjemnością sięgnęłam po tę książkę. Wiem, że jest to debiut tej autorki, który na dodatek napisała mając 15 lat. Dlatego nie oczekiwałam od tej powieści nie wiadomo czego.
Trzeba zwróci uwagę na to, że pozycja ta ma ponad 10 lat, a na dodatek została napisana przed "Zmierzchem". Naprawdę mi się ona spodobała, aczkolwiek akcja rozwinęła się dopiero pod koniec. Choć już od samego początku wiemy, o czym jest historia, to jednak sama bohaterka dowiaduje się tego dopiero po 200 stronach.
Myślałam, że wszystko zacznie się wcześniej. Nie jest to duży minus, choć czasem mi to przeszkadzało. Nie spodziewałam się, że historia pójdzie w takim kierunku.
Książka przeczytana została przeze mnie w 2 godziny i to jest jej jedyny plus jak dla mnie. Miałam ochotę na przeczytanie czegoś z gatunku paranormal i nie wiem co mnie podkusiło, aby sięgnąć po Wilka.Wzięłam oczywiście poprawkę na młody wiek autorki (wtedy) była nastolatką, ale czytałam wiele fanfików na różnych blogach, które były o wiele lepsze od tej książki. Co mnie denerwowało najbardziej? Płascy bohaterowie, przewidywalność ich poczynań, to że na jednej stronie byli zupełnie inni niż na następnej stronie. Ogólnie wszystko działo się za szybko, chociaż muszę przyznać, że widziałam tlący się potencjał na fajną historię z gatunku guilty read. Nie polecam.
Lecąc na fali książek pani Miszczuk, postanowiłam wrócić też do Wilka. Czytałam tę książkę po raz pierwszy dawno temu i o dziwo całkiem sporo z niej pamiętałam. Ciekawe - naukowe - podejście do tematu wilkołactwa, nie wiem, czy spotkałam się kiedyś z inną książką, która traktuje to w podobny sposób. Resident Evil się nie liczy, bo jest grą Styl wielu osobom może nie przypaść do gustu, a wręcz wydać się irytujący, ale narracja prowadzona jest z perspektywy głównej bohaterki, która jest nastolatką (tak jak autorka, gdy powstawała ta powieść) i moim zdaniem pasuje idealnie i jest bardziej wiarygodny.
▫️ Tę książkę czytałam, kiedy chodziłam jeszcze do gimnazjum. Była to jedna z pierwszych dzięki, którym zaczęłam więcej czytać. Pamiętam, że podobała mi się ogromnie, wręcz do tego stopnia, że wypożyczałam ją z biblioteki kilkukrotnie. Teraz kiedy zrobiłam jej reread, podoba mi się nieco mniej. Czytając, zauważyłam więcej wad i jej przewidywalność, ale wciąż uważam, że jest świetna. Przyjemna, młodzieżowa historia, w której autorka połączyła romans z nutką fantastyki. Ze względu na mój ogromny sentyment co do tej książki, moja ocena jest niezmienna od tej, którą dałam jej kiedyś.
Niestety, to przykład na to, że większość dzieł pisanych w wieku lat 15 powinna zostać w szufladzie.
(Jeśli ktoś się zastanawia, czemu czytam tyle Miszczuk, choć mi się jej książki nie podobają: interesuje mnie romans paranormalny jako gatunek i w celu poznawania jego różnorodności czytam także te rzeczy, które uważam za kiepskie)
Książka naprawdę fajna, jednak czegoś mi brakowało. Do połowy książki wszystko było wspaniałe, ale już ten Instytut był strasznie naciągany. Główna bohaterka bardzo mnie wkurzała, a błędy ortograficzne i interpunkcjne odrzucały.
Ileż ja się nasłuchałam o tej pozycji! Że nastolatkowe pisanie, że infantylne, że podobne do "Zmierzchu", że beznadziejne romansidło... Ale! Autorka bezsprzecznie umie opowiadać i jeśli faktycznie popełniła ten utwór mając naście lat, to zdecydowanie jest kimś, kogo twórczość należy obserwować.
1,5 Ta książka przejawia styl pisania stricte wattpadowy, historia też mogłaby się tam bez problemu znaleźć. Szczerze? Powinnam to rzucić w cholerę i nie kontynuować, ale naiwność tej pozycji jest tak pocieszna, że mnie naprawdę ciekawi co będzie dalej
3.5 Jakbym czytała opowiadanie na wattpadzie i tak chyba trochę jest, skoro autorka napisała tę książkę jako piętnastolatka. Czytałam jednak gorsze książki tego typu i przynajmniej nie czułam się jakbym czytała dorosłego na siłę wymyślającego sobie jak myśli i zachowuje się nastolatka.
Gdybym czytała tę książkę mając 15 lat byłabym absolutnie zakochana. A teraz z przyjemnością przesluchalam audiobooka. Pani Katarzyna już wtedy robiła dobrą robotę!
Wilk jest debiutem literackim autorki, który napisała jeszcze jako nastolatka i muszę przyznać, że niezwykle ciekawe było przenieść się do młodego umysłu jednej z ulubionej autorek.
Wilk ma w sobie dużo motywów Zmierzchowych, choć książka jest młodsza. I zdecydowanie lepiej napisana. Co prawda widać silne bazowanie na stereotypach dotyczących amerykańskiej szkoły i małego miasteczka. Ma to swój urok - stereotypy tego typu budują dla czytelnika świat, który wydaje się być znajomy mimo pierwszego spotkania.
Obie te książki będą idealne dla wszystkich fanów Teen Wolfa, a główną bohaterka i jej przyjaciółka mają przyjemne wibracje a la Wednesday i Enid, choć w mniejszych skrajnościach.
Niezwykle interesujące w twórczości Miszczuk jest jej niezmienne zamiłowanie do parodii i skrajnego pisania postaci. Mam tu na myśli fakt, że wszystkie cechy, które otrzymują bohaterowie, nadawane są w systemie zero-jedynkowym, zamiast w spektrum, jak jest w rzeczywistości. I o ile takie podejście potrafi "zabić" cały obraz postaci, to Miszczuk robi to w taki sposób, że nie tylko to działa, ale działa genialnie.
Czytanie tych książek było niezmiernie miłym powrotem do przyszłości, do którego mogłabym zachęcić każdego. Pokazuje to w piękny sposób, że nasi ulubieni autorzy ciężko pracowali, by rozwinąć swoje pióro do stylu, który dzisiaj pokazują swoim czytelnikom.
Wilkołactwo inaczej zwane też likantropią bądź lykantropią, to wierzenie w umiejętność przekształcania ludzkiego ciała w zwierzęcą formę. Jak sama nazwa wskazuje, najczęściej dotyczy to postaci wilka. Każda kultura ma swoje przypuszczenia, na temat tego jak do takiej przemiany może dojść. Najczęściej jednak krąży mit, że aby stać się wilkołakiem trzeba zostać ugryzionym przez innego przedstawiciela tego gatunku. A jak to wygląda w mniemaniu młodej polskiej autorki, która próbuje przedstawić to zjawisko na swój własny sposób.
Margo Cook właśnie przeprowadziła się do małego miasteczka Wolftown z Nowego Jorku. Początkowo ciężko jej się przystosować. Szczególnie, że przeprowadzka nastąpiła w ciągu trwania roku szkolnego, a i dziewczyna z powodu swojego upodobania do czerni znacznie się wyróżnia. Jednak nie jest tak źle jak Margo przypuszczała. W szkole poznaje inną dziewczynę, która dość niedawno również przechodziła przez etap bycia nową w szkole. Właśnie z tego powodu pomiędzy Margo i Ivette nawiązuje się nić przyjaźni. No i oczywiście jest jeszcze ON… Maks Stone, który przyciąga główną bohaterkę niczym magnes. Wszystko mogłoby się więc wydawać na najlepszej drodze do udanego życia normalnej nastolatki gdyby nie tajemnicze koszmary dręczące Margo od przyjazdu. Każdy z nich dotyczy tego samego, ale równocześnie stale się coś zmienia ujawniając zupełnie nowe szczegóły. Co z tego wyniknie?
Katarzyna Berenika Miszczuk jest absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wilk jest jej debiutancką powieścią, którą napisała będąc w wieku piętnastu lat, ale wydała dopiero trzy lata później. Obecnie, młoda pisarka ma na swoim koncie już kilka powieści w tym także kontynuację Wilka – Wilczycę, dzięki której została nominowana do nagrody Nautilus przyznawanej przez czytelników w corocznym plebiscycie na najlepszy polski utwór literacki z gatunku fantastyki.
Od samego początku widać, że powieść została napisana przez bardzo młodziutką debiutantkę dopiero poszukującą swojego stylu i gatunku literackiego w jakim czuje się najlepiej. Wszystko z powodu języka który, owszem jest prosty oraz dość plastyczny, ale jest także na wskroś młodzieżowy co może nieco przeszkadzać starszym czytelnikom. Po za tym autorce brak wprawy w przekazywaniu za pomocą słów, wszelkich emocji jakie targały bohaterami w poszczególnych sytuacjach. Chociaż nie mogę powiedzieć, Wilka czytało mi się bardzo szybko i dość przyjemnie. Ot! Lekka lektura na chłodne jesienne wieczory z kubkiem gorącej herbaty z mlekiem.
Jeżeli idzie o fabułę, to jak dla mnie jest ona dość przewidywalna, ale mimo wszystko potrafi wciągnąć. Chociaż jej początek, w ogóle na to nie wskazuje. Trudno się bowiem w niego wczytać z powodu dość niemrawo rozwijającej się akcji. Ale jak już wspominałam na początku akapitu, w Wilka można się wciągnąć i z zainteresowaniem śledzić poczynania nastoletnich bohaterów. No właśnie, jeżeli o nich już mowa. Przyznaję się bez bicia, o ile nawet polubiłam Maksa i Iv, to o tyle główna bohaterka grała mi na nerwach. No proszę! Ile razy można drążyć w kółko tą samą sprawę (strach przed lasem)? Podejrzewam, że gdyby jakimś cudem stała wtedy przede mną to nie obeszłoby się bez rękoczynów… a właściwie to książko-czynów, bo najpewniej oberwałaby Wilkiem w łepetynę i może wtedy wreszcie by się ogarnęła.
Podsumowując. Wilk ma w sobie sporą ilość niedociągnięć i sztuczności, ale mimo tego miło spędziłam czas przy jego lekturze. Widać, że autorka ma talent do tworzenia historii, potrzebuje tylko czasu aby go doszlifować. To czy polecam, czy nie pozostawię bez odpowiedzi. Sami zdecydujcie.