Nie ma to jak wyznaczyć sobie misję uświadomienia Polakom ich chamskiej natury, poprzez literaturę pisaną chamskim i uproszczonym językiem, z jednowymiarową wizją świata.
Żeby nie było, w wielu kwestiach się zgadzam (socjal, wspieranie nierentownych gałęzi gospodarki, stosunek do Balcerowicza), ale w momencie gdy autor zaczyna koncentrować się na Okrągłym Stole, siada na Michniku (jakże przewidywalne) i tych wszystkich Geremkach czy Kuroniach w sposób - delikatnie mówiąc - niezbyt daleki od mentalności chama (nie twierdzę, że zawsze bez racji), zastanawiam się: po co? Tendencyjne to wszystko, pełne jadu i utwierdza mnie jedynie w przekonaniu, że działania tego pełnego uprzedzeń dziennikarza na polu literatury, są dokładnym odpowiednikiem tego, co robią obśmiewani przez niego przywódcy chłopscy w polityce. Kompetencje zresztą uderzają z dużą siłą z samego tekstu. Świadomie czy nie, bąknie Ziemkiewicz co kilka stron coś w stylu: "wprawdzie nie jestem historykiem, ale musiało to wyglądać tak...", "wprawdzie nie jestem psychologiem, ale na pewno wtedy zadziałała psychologia i rozumowanie przebiegało tak...", "pewnie myślicie - gdzie ty wtedy byłeś skoro krytykujesz - no nie robiłem wiele, ale wiem że to wyglądało tak..."
Znamienny (tym razem dosłowny) cytat: "Nie oczekujcie po mnie szczegółów. Kiedyś, jak zwykle wtedy dopiero, gdy już nie będzie to miało praktycznego znaczenia, zostaną one ujawnione. Wtedy się okaże kto, z kim..." To wszystko oczywiście nie przeszkadza autorowi ferować wyroków ostatecznych, daje sobie do tego prawo pewnie dlatego, że "uważa się za pisarza, i to, mówiąc uczciwie, niezłego". Sorki Rafał, tu się mylisz najbardziej.