Rzecz o konfrontacji młodzieńczych marzeń z szarą rzeczywistością. Bohaterowie książki, młodzi, pełni zapału, głodni świata, skupieni na jednym konkretnym celu, który chcą osiągnąć przede wszystkim, najlepiej natychmiast, po paru/parunastu latach "nagle" dostrzegają, że świat wcale na nich nie czekał, że wszystko ma swoją cenę, że bardzo łatwo się zatracić. Że, zupełnie niepostrzeżenie, zgubili coś po drodze i znów nie mają nic. I że magiczne pstryknięcie palcami nie wystarczy. Czy to jest książka o pokoleniu dzisiejszych trzydziestolatków? Pewnie można ją tak odebrać (transformacja ustrojowa stworzyła niepowtarzalną szansę; autor jest także z tego pokolenia i nie ukrywa, że pobrzmiewają w niej nuty autobiograficzne), ale IMHO "Szczęśliwa ziemia" ma wymiar uniwersalny. Czyta się świetnie. Bardzo łatwo "wchodzi" się głębiej w tę historię, zwłaszcza wciąga początek: opisy najróżniejszych młodzieńczych wyczynów bohaterów powodują, że czytelnik z łatwością przypomina sobie swoje "dokonania". Dobra rzecz.
I dodatkowy plus: proza autora brzmi strasznie autentycznie, bez jednej nuty fałszu, naprawdę czuje się, że podobna do opisywanej sytuacja (lub wręcz taka sama) była kiedyś jego udziałem - on pisze o tym, co jemu się przydarzyło, albo miało miejsce w jego bliskim otoczeniu. Trochę oczywiście obrabia to literacko, ale fundamenty są prawdziwe.