On sprawiał, że czuła się bardziej żywa. Ona sprawiała, że czuł się mniej martwy.
Malachai Yordan myślał, że wie już wszystko o śmierci. Ale tak nie było, dopóki nie zobaczył jej na własne oczy. Widok martwych rodziców uświadomił mu, że aby pokonać ból po stracie, musi stać się kimś znacznie gorszym. To dlatego pogrzebał Malachaia wraz z bliskimi. I tak powstał Kai.
Carmen Clark pojawia się na jego drodze w najgorszym możliwym miejscu i czasie, stając się świadkiem nieplanowanej zbrodni. Dzięki temu poznaje zarówno anioła stróża, jak i największy koszmar. Musi wybrać – spróbować być dobrą czy całkowicie oddać się ciemności? Decyzja wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.
Kai bowiem podąża za nią jak mroczny cień i prowadzi na krawędź moralności, czym sprawia, że ciemność staje się dla Carmen czymś kusząco intrygującym.
Po tej książce mam ochotę zmienić oceny wszystkim innym książką no to mi poprostu tak obniżyło poprzeczkę. Nawet nie mam ochoty się rozpisywać więc Plusy - eeeee Minusy - gloryfikacja przemocy - romantyzacja sydromu sztokcholmskiego - romantyzacja toksycznych relacji - romantyzacja gangsterstwa - gangsterstwo XD to było tak urojone czuje ze autorka nie dokońca wie co ta są narkotyki albo jak brudny to biznes ALBO JAK TRUDNO SCHODZI KREW! (Podobnie do sosu sojowego) - styl pisania wybaczam bo to 1 książka -niestabilne postacie co rozdział zachowywaly się inaczej żeby pasował do fabuły - Malachai mówił że nie czuję emocji a potem w gniewie zabijał ludzi??? Złość to Nie emocja? - (dla moich wiedzących o czym pisze przyjaciół malachai kinda Nadia nwm jak można się z tym tyle zadawać) - carmen jako bohater dynamiczny na 400 stronie jej coś strzeliło w głowie i się obruciła o 180° w przeciągu kilku zdań - criiing też wybaczam bo 1 książka Teraz takie bardziej personalne zarzuty MOŻE KAI IŚĆ NA KURS PODRYWU BO SZCZYPIE W OCZY LEKKO! JAK COS MOGŁO NA NIEGO LECIEĆ! Jedyne jakim cudem ma dziewczynę to dlatego że trafił na taką tępą dzidę jak carmen naprawdę jak cokolwiek mogło to zechcieć.
Chętnie skonfrontuje opinie z kimś kto sadzi co innego bo bardzo trudno mi myśleć o tej książce w inny sposób.
Nie ma słów, które opisałyby, jak bardzo kocham Malachaia.Ta historia po prostu mnie zniszczyła doszczętnie od środka i nic nie pozostawiła po sobie… Dotknęła w jakiś sposób nie tylko mojego serca, ale pozostawiła odcisk na mej duszy. Chryste, pomimo że doskonale znałam treść tej książki to czytając pdfa dosłownie bolało mnie serce, gdy poznawałam myśli bohaterów wobec siebie i nie tylko. To, co zrobiła ze mną Karolina po prostu wow. Dawno polska autorka nie zrobiła ze mną tego, co udało się Karolinie. Widać, że moja imienniczka🤝🏻😭❤️
Szalenie odważna ekspozycja mrocznej duszy – duszy odczuwalnie demonicznej i nieustępliwej. To tytuł bezsprzecznie brawurowy, intensywny i obezwładniający, fabułą zagnieżdżony dosłownie na krawędzi śmierci. Malachai. Ofiara to debiut nasączony strachem i rozdzierającą niepewnością, zagęszczony traumą oraz bezwzględnością słów, w gąszczu diabolicznych zdarzeń z pewnością nieprzewidywalny. Tu namiętność ma charakter nieobliczalny, scenicznie każe też na siebie czekać – w euforii przedstawionych zbliżeń, okazuje się dzika i nieposkromiona, jednocześnie mocna i przekonująca, ewidentnie domaga się dorosłego widza.
japierdole???? Kurwa????? Co to był za koniec wogole się tego nie spodziewałam, zalewam się łzami coś we mnie pękło ta książka mnie poskładała i nie wiem czy to ja ją skończyłam czy to ona mnie 4.5/5⭐️
Ta książka wciąga, pochłania w całości, rozwala na kawałki, robi totalną papkę z mózgu i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Skończyłam czytać tą książkę w nocy chwilę przed tym jak szłam spać. No i cóż zasnąć nie mogłam, bo cały czas rozmyślałam nad tym co będzie dalej. CZEMU TO SKOŃCZYŁO SIĘ W TAKIM MOMENCIE. Ja muszę wiedzieć co jest dalej.
Ale wróćmy do początku książki.
Czytaniu przeze mnie tej historii totalnie nie sprzyjał ani czas, ani miejsce, ani warunki przynajmniej na początku.
Kilka pierwszych rozdziałów trochę mi się dłużyło i kompletnie nie mogłam się wciągnąć, ale to zapewne przez to że byłam w tym czasie na wyjeździe i nie miałam czasu, żeby usiąść i na dłużej zagłębić się w lekturze.
Jednak pomimo ciężkiego początku i gdy już przebrnęłam przez te pierwsze rozdziały to zaczęło się dziać.
I to działo się bardzo dużo.
Jest to 560 stron niesamowitego bólu, cierpienia, samozniszczenia, ale również napięcia i chemii między bohaterami.
Carmen i Kai to totalnie zniszczeni przez życie ludzie. Trwający w toksycznych relacjach i próbujący utrzymać się jakkolwiek przy życiu, przy okazji jeszcze bardziej się przy tym niszcząc.
W szczególności przedstawia to Malachai, ale żeby poznać jego skomplikowaną osobę samo musicie przeczytać tą cegiełkę, bo jego postaci nie da się opisać jednym zdaniem.
Czuć od nich najróżniejsze i często jednocześnie skrajne emocje. Jednak zdecydowanie przeważają te negatywne. Strach, ból, złość i chęć niszczenia jest dla nich na porządku dziennym.
Ich relacja nie jest zdrowa, a wręcz destrukcyjna. Pomimo tego że czuć między nimi napięcie, na ich własny pokręcony sposób zależy im na sobie nawzajem to to nie będzie związek pełen miłości, bo takiego uczucia między nimi nie ma. Kai i Carmen się niszczą i naprawiają jednocześnie.
To nie jest ta historia w której główny bohater dla kobiety zmienia się ze złego, siejącego grozę demona w słodko-pierdzacego faceta.
I to właśnie podoba mi się w tej książce. Jest to coś innego niż zazwyczaj. Nie ma tego schematu. Bohaterowie są pełni sprzeczności, zniszczeni psychicznie, dążący do autodestrukcji.
Poza tym inni bohaterowie również im nie pomagają. Pojawiają się te ciemne charaktery, które tylko rzucają im kłody pod nogi, ale pojawiają się też te płomyki nadziei, które próbują im pomóc. Co no cóż…. Nie zawsze im wychodzi.
Książka na pewno zapadnie mi w pamięć. Wywołała u mnie ogrom emocji, a końcówka mnie zaskoczyła, choć podświadomie czułam że może się to skończyć w podobny sposób.
Po tym zakończeniu już nie mogę się doczekać drugiej części. Chciałabym poczekać na papier, ale może jak nie będę umiała wytrzymać to zacznę na wattpadzie 🙈😂
Bad boy. Uwielbiam to określenie. Takie krótkie, a tak wiele mówiące. Główny bohater to typowy bad boy, wręcz mroczna dusza, ktoś absolutnie i nie bez powodu zagubiony, człowiek poszukujący, pogubiony w swej otchłani rozpaczy. Autorka wykonałam kawał dobrej roboty jeśli chodzi o wykreowanie tej postaci, szczególnie od strony psychologicznej. Mechanizmy, które nim kierują są świetnie sprecyzowane. W ogóle, mimo tego jaki był Malachai, polubiłam gościa. Ten grubasek porusza bardzo wiele trudnych i ważnych tematów. Takich, o których często trudno się czyta i takich, które niejednokrotnie topią lód naszych serc. Środowisko jakie wykreowała autorka potrzebuje zmiany, światełka w tunelu, czegoś co popchnie tą młodzież w inną stronę. Czy ją znajdzie? Jeśli chodzi o fabułę to dzieje się bardzo dużo i bardzo szybko. Wpadamy w świat ludzi zepsutych bez żadnego ostrzeżenia, widzimy ich błędy, czasami się nimi brzydzimy ALE szybko dostrzegamy także dlaczego tacy są. Dumamy i zastanawiamy się czy można coś innego w ich sytuacji zrobić. Czujemy w kościach ten strach, który paraliżuje bohaterów. I ta duszna, gęsta, przerażająco intensywna atmosfera. Książka tylko dla pełnoletnich! 7⭐️.
Malachai pogrzebał w życiu już tylu bliskich, że teraz sam czuje się jakby był martwy. Trauma i wszystkie te złe rzeczy sprawiły, że przemienił się w demona. Nagle na jego drodze staje dziewczyna która widziała coś czego nie powinna widzieć. Szybko okazuje się, że i ona mimo że ma w sobie wiele światła, tak jak każdy, nosi w sobie także cień. I teraz najważniejsze pytanie - czego w niej więcej?
Co to jest za zakończenie?! Nie mogę się doczekać kontynuacji. Nie wyobrażam sobie, by losy Carmen i Kaia miały skończyć się w ten sposób. Książka bardzo mi się podobała. Styl autorki rewelacyjny. Kreacja bohaterów na najwyższym poziomie i nie ma tutaj absolutnie idealizowania ich, co bardzo mnie urzekło. Carmen nie jest absolutnie grzeczną dziewczynką, która próbuje naprostować Kaia i to mi się podoba. Są do siebie podobni, nic więcej dziwnego, że pomimo wszystko ich do siebie ciągnie. Choć osobiście szokuje mnie fakt, że Carmen po wszystkim, co zgotował jej Kai, była w stanie się nim zainteresować. Oczywiście nie pozostała mu dłużna, no ale to Kai nadal góruje w ranieniu jej. Szkoda mi ogromnie Holdena. Taka cudowna, ciepła postać..serce mi się krajało nad jego losem 💔. Sybil zaś irytowała mnie okropnie. Nie przedłużając: wszystkim, którzy lubią czytać mroczne klimaty o psychopatach, gdzie leje się krew, polecam. Ja jestem zakochana w tej książce i czekam na drugą część niecierpliwie ❤
O japier papier prze zajebiste. Siedzę teraz na łóżku i nie bardzo wiem co mam powiedzieć, bo to ten rodzaj książki, który z tobą kończy, gdy przewracasz ostatnią stronę.
Jestem zachwycona całą postacią Malachaia. Jestem zakochana w sposobie pisania autorki. Cala historia sprawiła, że dosłownie zapomniałam o Bożym świecie, wgłębiają się w tajemnice Yordana.
Nie umiem opisać słowami tego, jak dobre to było i jak wiele emocji ze mnie wyciągnęło. Potrafiłam nie spać w nocy, podczas czytania tej książki, tylko po to aby dokończyć rozdział, który kończył się tak, że musiałam czytać kolejny.
Kłaniam się w pół przez autorką, która stworzyła coś PRZE GE NIAL NE GO!
Jeśli kochacie mroczne i brutalne historie, to musicie wiedzieć, że Kai nie lubi czekać...
Ta książka już na zawsze będzie miała specjalne miejsce w moim sercu.
Kocham ją całą, ta napięcie miedzy bohaterami, emocje kiedy człowiek nie wie co się zaraz wydarzy. Kocham bohaterów Kaia, Carmen, Cartera.. Kocham tez nastrój tej książki.
To jakaś słaba podróba Hell. Beznadziejni bohaterzy, beznadziejna historia, przez którą próbowałam przebrnąć kilka dni. Wiele błędów, które aż rażą w oczy.