Przez prawie trzy tygodnie smakowałam „Alchemię słowa” Jana Parandowskiego. I od razu podkreślę, to nie jest lektura dla każdego. Pełna pięknych zdań, kunsztu literackiego, bardzo wymagająca wobec czytelnika. Znajomość literatury klasycznej i XIX-wiecznej jest tak naprawdę niezbędna by w pełni zrozumieć i docenić tę lekturę, dlatego skądinąd znakomite przypisy odredakcyjne nie mogą do końca uzupełnić tych braków.
Jednak nie sposób nie docenić wiedzy i erudycji autora, znakomitego stylu, pięknie i trafnie dobranych cytatów z dzieł klasyków. Mimo naniesienia współczesnych poprawek, pozycja nieco „trąci myszką” co zdaje się nieuniknione, bo rynek książki i relacje z czytelnikami przez ostatnie 70 lat zmieniły się diametralnie.
Czytanie tej książki, wymaga skupienia i odosobnienia, jednak dla osób, które uwielbiają „łowić” cytaty z dzieł literackich to prawdziwa gratka. Uczta intelektualna dla klasycznie wykształconych, wybrednych i wymagających czytelników. Pozostałym, podobnie do mnie, radzę zrezygnować z lektury lub dawkować ją „małymi porcjami”.
Wartością dodaną są zamieszczone na końcu książki eseje: Jacka Dehnela „Przeciw Parandowskiemu” i profesora Krzysztofa Zajasa „Za Parandowskim”. Dehnel bezlitośnie chłoszcze autora wypominając mu m.in. pruderię, snobizm, mizoginię, pretensjonalność i koniunkturalizm. Niemniej, czytałam ten esej z wielką przyjemnością. Nie sposób nie zgodzić się Dehnelem, co jednak w żaden sposób nie przeszkadzało mi w lekturze całości. Profesor Krzysztof Zajas, redaktor merytoryczny dzieła, podkreśla kunszt i talent autora. Mimo iż również w jego opinii jest to książka niemodna, docenia że Parandowski próbuje sięgnąć do zagadnień ponadczasowych, poza sympatiami i ideami tej czy innej epoki.
Do której opinii jest Wam bliżej, przekonajcie się sami.