Pierwszy tom Constantine'a czytałem już jakiś czas temu, ale z tego co pamiętam była to średnia lektura, nie mająca jakichś "dobrych" momentów, wartych zapamiętania. Zasiadając do drugiego tomu miałem nadzieję, na coś podobnego, ale już pierwszy zaprezentowany tu zeszyt wyprowadził mnie z błędu.
Drugi tom był jednych na gorszych doświadczeń w ramach New 52. Naprawdę, lektura ciągnęła się jak gil z nosa, mając niby swoje "momenty", ale za każdym skończonym zeszytem w mojej głowie układało się słowo "meh". Wiem, że przygody Johna są dosyć specyficzne, przez co nie trafi on do szerszej publiki, ale mając w pamięci (i czytając ponownie ostatnio) długaśną serię z Vertigo, nie mogę wyjść ze zdumienia jak to wszystko tutaj s...partolono.
Kult Zimnego Ognia znów bruździ i to na potęgę, bowiem świry postanowiły zwerbować wszystkich, którzy posiadają jakieś połączenie z magią albo wcielić ich w swoje szeregi. Jest jeszcze kwestia kobiecej postaci o nazwie Sargon, która... wykorzystuje seksualnie Constantine'a. Pomijając kwestię, czy faceta rzeczywiście może coś takiego spotkać, to raczej nie widziałem, aby bohater za nadto oponował.
Głównym zadaniem w tym tomie według Johna jest odnalezienie Zatanny, którą łajdak... kocha. Tyle, że w między czasie dochodzi do wydarzeń opisanych już w Forever Evil. Najwięksi ziemscy bohaterowie zawiedli, Justice League Dark upadło i to na barkach Constantine'a leży zadanie odbudowania grupy, do której werbuje Swamp Thinga, Pandorę, Phantom Strangera i tą przeklętą pielęgniarkę. Niestety, więcej życia mamy w kostnicy niż w interakcjach pomiędzy członkami nowego zespołu.
Tym bardziej, że w pokłosiu za Forever Evil na ziemię trafia był zwany Blight, a który spuszcza bohaterom niezłe manto. To też było nie dość, że wyprane z dynamizmu i emocji, to tak chaotyczne, że musiałem się naprawdę skupić. To ponowie historia rozdzielona na kilka serii, przez co Ci którzy nie zamierzają dotykać innych zeszytów, zgubią się tu totalnie. I jeszcze warstwa wizualna pozostawia sporo do życzenia. Zwłaszcza te kadry z tymi "błyskawicami", które czynią taki bałagan, czasami utrudniający rozumienie tego co się dzieje na poszczególnych stronach.
Czy drugi tom miał jakieś plusy? Zeszyt w którym grupa trafia do przedsionka Nieba. Obecność Spectre, jednego z aniołów i samego Boga pod postacią uroczego pieska uchroniła ten tom przed soczystą, jedną gwiazdką. Także zakończenie daje nadzieję na coś lepszego, choć w sumie nie będzie to żadną sztuką.