Nie wiem co to dokładnie miało być tzn ta książka, jest to trochę promocja kursu prowadzonego przez autorkę, przez cała książkę przewijają się zdjęcie + opinia osoby szkolonej przez autorkę jak wielce się poprawiło życie delikwenta/tki po zakończonym stacjonarnym szkoleniu przez autorkę. Całość jest dość chaotyczna i sprawia wrażenie nieudolnej próby uchylenia rąbka tajemnicy tak by wciągnąć czytelnika tak by go zachęcić do tematu jednak tak jednak by nie zdradzić czasami za dużo .... Ogólnie coś można z tego wynieść ale nieco się namęczyłem by książkę skończyć.
Parę cytatów:
W tej sytuacji uratować was może tylko umiejętność dostrzegania prawdy w powodzi łgarstw. Zdradzę wam pewien sekret: ludzie, którzy ufają innym, zwykle najszybciej rozpoznają kłamców. Ci, którzy z zasady nie ufają nikomu, nie odróżniają prawdy od kłamstwa. Dlaczego? Bo zakładają, że kłamią wszyscy, bez wyjątku. To z kolei sprawia, że nie potrafią nawiązać żadnej zdrowej relacji. Bo jak się związać z kimś, komu się nie ufa? To niemożliwe. Cóż więc im pozostaje? Ponury żywot samotnika
Cóż za ironia losu. Ci, którzy nie ufają nikomu, częściej otaczają się kłamcami i rzadziej odkrywają oszustwo2! Cierpią zatem podwójnie: pozwalają się nabijać w butelkę i muszą żyć samotnie, bez przyjaciół, miłości i rodziny.
To proste. Ludzie, którzy dzierżą jakąkolwiek władzę, myślą przede wszystkim o własnych korzyściach, a dopiero potem o kosztach swoich poczynań. Dużo częściej zastanawiają się więc na tym, co zyskają, i nie martwią się specjalnie tym, co mogą stracić. Dzięki temu nie mają wyrzutów sumienia, i kłamstwo przychodzi im bez trudu
Kłamstwo podnosi poziom hormonu stresu, władza go obniża. Kłamstwo wzbudza negatywne emocje, władza – pozytywne. Kłamstwo źle wpływa na zdolność myślenia, władza wzmacnia zdolności poznawcze. Dzięki materialnym i psychicznym korzyściom płynącym z władzy ludzie, którzy ją sprawują, są niemal całkowicie odporni na poczucie winy. Kłamią więc beztrosko, gdyż nie martwią się, że ktoś ich na tym przyłapie. Bo nawet jeśli, to co im zrobi? Ostatnie badania prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Columbia dowiodły, że władza wywiera na jej dysponariuszy wpływ bardzo silny i permanentny.
Ludzie sprawujący władzę kłamią bez wysiłku, głównie z chciwości. Z kolei ludzie, którzy władzy nie mają, kłamią z większym wysiłkiem i przede wszystkim wtedy, gdy nie mają innego wyjścia. Kiedy wasz barometr ściemy zaczyna szaleć, zastanówcie się na spokojnie, dlaczego wasz rozmówca próbuje was okłamać (co z tego ma?) i zanim podejmiecie jakieś działanie, przemyślcie jego konsekwencje (co ryzykuję, a co mogę zyskać?). Waszą najlepszą bronią jest empatia. Umiejętność wyobrażania sobie siebie na miejscu innych sprawia, że szybciej i trafniej odgadujecie czyjeś motywy i zamiary. Nie ma niezawodnych wskaźników kłamstwa. Nie da się określić tego, czy ktoś kłamie, wyłącznie na podstawie jednego albo dwóch gestów lub też wyrwanego z kontekstu fragmentu rozmowy. Jeśli sądzicie, że jest inaczej, radzicie sobie z wykrywaniem kłamstwa gorzej niż ci, którzy nie mają na jego temat żadnej wiedzy.
Kłamstwo jest z nami związane tak ściśle, że jeśli dzieci nie potrafią się nim posługiwać, zwykle okazuje się, że jest to związane z jakimiś zaburzeniami ich rozwoju, na przykład z autyzmem.
To zresztą również typowe: pedofile często ukrywają swoje zainteresowania pod płaszczykiem działalności społecznej – chętnie „pomagają” dzieciom, które miały w życiu mniej szczęścia od innych.
Nawiązanie więzi jest podstawowym warunkiem uzyskania od rozmówcy szczerej wypowiedzi. Pozwala wam zaobserwować jego zachowania bazowe w atmosferze rozluźnienia, dzięki czemu łatwiej dostrzegacie kłamstwa. Co więcej, więź z rozmówcą, fakt, że czuje się przy was bezpieczny i odprężony, sprawia, że chętniej mówi wam prawdę. Nie od dziś wiadomo, że ludzie kłamią głównie wtedy, gdy czują się niezręcznie lub gdy nic ich nie łączy z rozmówcą
Zacznijcie od empatii. Żeby skutecznie wykryć kłamstwo, trzeba umieć postawić się na czyimś miejscu. Chcąc się dogadać z nastolatkiem, myślcie jak nastolatek. Próbując przechytrzyć sprytnego sprzedawcę, postarajcie się myśleć tak jak on. Zastanówcie się, co chcecie osiągnąć i jak próbowalibyście przekonać samych siebie, gdybyście byli nim. Co powinniście sobie powiedzieć? Jakich argumentów użyć? Co chcielibyście usłyszeć? Jak najskuteczniej przekazać wam informacje? Słuchajcie rozmówców. Negocjatorzy zajmujący się uwalnianiem zakładników doskonale wiedzą, że w stresujących sytuacjach najlepiej jest pozwolić się komuś wygadać. James Cavanaugh, emerytowany agent specjalny z Nashville, który szkolił mnie przed wieloma laty, mawiał, że w takich wypadkach musimy ustalić, czym dzisiaj różni się od wczoraj. Dlaczego? Bo wczoraj napastnik nie trzymał pod bronią zakładników. Co więc się stało? Co pchnęło go do ostateczności? Trzeba skłonić go do mówienia, żeby zrzucił z siebie ten ciężar i znów zaczął trzeźwo myśleć. Prawdopodobnie nigdy nie będziecie musieli wypróbowywać barometru ściemy na facecie, który dyszy żądzą zemsty. Gdyby się tak jednak zdarzyło, pamiętajcie, że póki kłamca, zamachowiec lub inny przestępca nie opowie wam swojej historii, nie wróci do stanu normalności. Najpierw musi odzyskać równowagę, a dopiero potem możecie sprawdzić go barometrem ściemy. Naśladujcie ich ruchy – ale bardzo subtelnie. Naśladując czyjąś postawę, uważajcie, żeby nie przesadzić, bo zbyt nachalne działanie może się obrócić przeciwko wam i sprawić, że wasz rozmówca się wycofa (uzna, że jesteście fałszywi, i natychmiast się na was zamknie). Bacznie obserwujcie, w jaki sposób wasz rozmówca krzyżuje ramiona, czy siadając, zakłada nogę na nogę. Jeśli tak, to czy trzyma stopę mocno na podłodze? A jeśli nie, to czy ustawił stopy równo? Możecie naśladować ruchy czyichś ramion lub nóg albo przyjąć nieco inną taktykę. Gdy zauważycie, że ktoś przytupuje nogami pod stołem albo rytmicznie potrząsa stopą, zacznijcie lekko się kołysać na krześle w tym samym rytmie. Wspólny rytm na pewno was ze sobą połączy. Wykorzystujcie język ciała i przybierajcie postawy otwarte. Zróbcie wszystko, by przybrać postawę otwartą, zachęcającą do wymiany poglądów. Starajcie się zachować stały (ale nie uporczywy) kontakt wzrokowy. (W kulturach Zachodu oznacza to, że patrzycie rozmówcy w oczy przez mniej więcej 60 proc. czasu rozmowy, w kulturach Wschodu – zdecydowanie krócej). Nie krzyżujcie ramion ani nóg – żeby nawiązać z kimś więź, starajcie się unikać wszystkich „blokad”. Zwróćcie się brzuchem w stronę rozmówcy, nawet jeśli kończyny kierujecie w inną stronę. Zachowajcie uśmiech na później. Choć pewnie was zaskoczę, uśmiech wcale nie jest najprostszym sposobem nawiązania więzi. Lepiej schowajcie go na później. Dopiero gdy rozmówca wymieni swoje imię lub nazwisko, uśmiechnijcie się, mówiąc na przykład: „Cześć, Jason, miło cię poznać”. Dzięki temu zyskacie przewagę, pokażecie, że jesteście „samcem (samicą) alfa”, a rozmówca będzie mniej skłonny was wykorzystać. Postawcie na otwartość, żeby stworzyć atmosferę zaufania. Zimą 2005 roku, podczas warsztatów szkoleniowych ATF w Nowym Jorku, mój przyjaciel i śledczy ATF Wayne Bettencourt zadzwonił do mnie do pokoju i oznajmił, że wybiera się na imprezę do Carsona Kressleya. Zaproponował, żebym mu towarzyszyła. Jako gorąca wielbicielka programu Porady różowej brygady (i samego Carsona oczywiście), natychmiast skorzystałam z okazji. Okazało się, że Carson jest równie uroczy, zabawny i pełen energii jak w telewizji. Po krótkiej pogawędce zaproponował, żebyśmy poszli obejrzeć z nim jego nowy apartament, w którym trwał właśnie remont. Gdy szliśmy do wyjścia domu, w którym jeszcze mieszkał, opowiedział nam o tym, że omal nie spóźnił się na spotkanie z radą zarządców budynku. Dlaczego? Bo tak bardzo się spieszył, że przytrzasnął sobie rękaw drzwiami, a kiedy potem go wyszarpnął, wyrwał sporą dziurę w koszuli. Nie miał, niestety, czasu, by biec na górę i się przebrać, postanowił więc wykorzystać sytuację na swoją korzyść. Podczas rozmowy z członkami rady rzucił: „Mój poprzedni dom bardzo się starał mnie zatrzymać. Widać, jestem dobrym najemcą, bo nie chce mnie puścić”. Wszyscy się roześmiali, a Carson otrzymał zgodę na przeprowadzkę. „Przyznajcie się” do czegoś, co może być trochę żenujące, a zobaczycie, jaki osiągniecie efekt. Wszystkim wydacie się bardziej ludzcy, a tym samym – mniej groźni, co spowoduje, że będą w stosunku do was mniej ostrożni. Pierwsze wrażenie, jakie zrobicie, zdecyduje o stopniu zaufania, jakim obdarzą was inni. Jeśli od pierwszej chwili nie przekonacie ich do siebie, nie uda się wam ustalić ich zachowania bazowego, bo przez cały czas będą was trzymać na dystans i patrzeć na was podejrzliwie38. Starajcie się maksymalnie rozluźnić rozmówcę. Żeby zaobserwować jego zachowania bazowe, jak mantrę powtarzajcie sobie pytanie: Co zrobić, żeby się odprężył? Sposób, w jaki będziecie reagowali, zdecyduje o wyniku waszej rozmowy.
Oczywiście, wszyscy się czasem denerwujemy, ale w przypadku kłamcy gniew maskuje strach – kłamca wciąż się boi, że go przejrzycie, próbuje więc was zastraszyć, żebyście nie drążyli tematu. Agenci śledczy FBI radzą, by w sytuacji, w której potencjalny kłamca reaguje na pytanie wściekłością, lekceważeniem lub obrzydzeniem, wypróbować inną taktykę (o tym, jak rozpoznawać uczucia malujące się na czyjejś twarzy, pomówimy w kolejnym rozdziale). Tak czy inaczej, pamiętajcie, że udawany gniew ma odwrócić waszą uwagę od prawdy.
Odwracanie kota ogonem Ten etap następuje zwykle tuż po udawanym wybuchu gniewu. Dlaczego? Bo kłamca próbuje zrzucić winę na was.
Kłamca wycofany Kłamca wycofany ma tylko jeden cel: zniknąć albo tak się skurczyć na linie kłamstwa, by był niewidzialny. Po co? Głównie po to, by nikt nie przejrzał jego oszustw. Kłamca wycofany jest mistrzem rozsnuwania mgły oraz kamuflażu i dlatego najchętniej stosuje techniki, które pozwalają mu się zdystansować od oszustwa. Pokrętnymi odpowiedziami, nadmierną uniżonością lub deprecjonowaniem siebie pragnie was zmusić, byście zapomnieli o tym niemiłym incydencie.
Brakujące „ja” Kłamcy wycofani próbują się ukryć także we własnych wypowiedziach. Osoby prawdomówne często używają czasowników w pierwszej osobie liczby pojedynczej i przejmują odpowiedzialność za własne działanie53. Mówią więc: usłyszałem, odkryłem, przyjechałem itd. Kłamcy wycofani unikają takich czasowników jak ognia. Starają się tak dobierać słowa, by zastąpić je innymi, najlepiej w osobie trzeciej lub bezosobowymi: zostało powiedziane i wyrażono zgodę...Brakujące „ja” Kłamcy wycofani próbują się ukryć także we własnych wypowiedziach. Osoby prawdomówne często używają czasowników w pierwszej osobie liczby pojedynczej i przejmują odpowiedzialność za własne działanie53. Mówią więc: usłyszałem, odkryłem, przyjechałem itd. Kłamcy wycofani unikają takich czasowników jak ognia. Starają się tak dobierać słowa, by zastąpić je innymi, najlepiej w osobie trzeciej lub bezosobowymi: zostało powiedziane i wyrażono zgodę...
Kiedy ludzie używają słowa „staram się”, pilniej nadstawcie ucha. Staranie się oznacza, że coś jest dla nich trudne i że być może wcale nie uda im się zrealizować jakiegoś założenia. Jeśli zatem ktoś stara się być szczery, to kto wie, może akurat w tej chwili szczery nie jest? Kłamcy często nadużywają słowa „staram się”.
zwracajcie uwagę na słowa, które padną, gdy podejrzany powie coś przypadkiem, a potem szybko sam się poprawi.
To wyrażenie należy do tej samej kategorii przysiąg i zapewnień, co „przysięgam na Boga”. Jego cel jest oczywisty – ma oddalić was od prawdy. Pamiętajcie też, że ludzie, którzy kłamią, często przyjmują pozycję obronną – okazują gniew wówczas, gdy się boją, a boją się dlatego, że niebezpiecznie zbliżacie się do prawdy, którą próbują przed
Jeśli zapomnimy o tym zastrzeżeniu, zachęcimy go do kolejnych kłamstw – ostatecznie ktoś, kto raz skłamał, kłamie dalej, żeby potwierdzić pierwsze kłamstwo. Jeśli więc wybieracie się do komisu po nowy-stary samochód, pamiętajcie: gdy tylko podejdzie do was sprzedawca, powiedzcie mu wprost: „Wygląda pan na porządnego, uczciwego faceta, więc liczę, że będzie pan ze mną szczery”.
Kłamcy są niczym akrobaci balansujący na linie. Zależy im na tym, żeby jak najszybciej po niej przejść i znaleźć się na drugim jej końcu. Stosują więc taktyki kłamców balansujących chwiejnie, przekonujących-nieprzekonanych i wycofanych – wy jednak przejrzycie wszystkie ich zabiegi, bo przecież biznes przede wszystkim (BPW)! Wsłuchujcie się w głos rozmówcy i wychwytujcie w nim zmiany. W przeciwieństwie do wielu innych sygnałów, głos jest niezawodnym wskaźnikiem kłamstwa – kłamiąc, 95 proc. ludzi zmienia prędkość wypowiadania słów, ton lub wysokość głosu. Pamiętajcie o ustaleniu zachowań bazowych. Wszystkie sygnały kłamstwa (lub dowody szczerości) mogą stanowić element naturalnego zachowania waszego rozmówcy, to zaś oznacza, że z punktu widzenia barometru ściemy nie mają dla was najmniejszego znaczenia. Dlatego też najpierw starannie przygotujcie sobie grunt, a dopiero później tropcie zmiany świadczące o kłamstwie. Bądźcie cierpliwi.
Jeśli zapukacie do drzwi kogoś, kogo podejrzewacie o zdradę lub kłamstwo, a na wasz widok na jego twarzy pojawi się zaskoczenie, bardzo prawdopodobne, że źle go oceniliście. Jeśli jednak zobaczycie strach, możecie założyć, że dobrze trafiliście i że rzeczywiście was oszukiwał. Dlaczego? Bo wiedział, że wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw i staniecie na jego progu. W pewnym sensie się was spodziewał i wie, po co przyszliście.
W tej sytuacji uratować was może tylko umiejętność dostrzegania prawdy w powodzi łgarstw. Zdradzę wam pewien sekret: ludzie, którzy ufają innym, zwykle najszybciej rozpoznają kłamców. Ci, którzy z zasady nie ufają nikomu, nie odróżniają prawdy od kłamstwa. Dlaczego? Bo zakładają, że kłamią wszyscy, bez wyjątku. To z kolei sprawia, że nie potrafią nawiązać żadnej zdrowej relacji. Bo jak się związać z kimś, komu się nie ufa? To niemożliwe. Cóż więc im pozostaje? Ponury żywot samotnika
U osób prawdomównych listki figowe, czyli charakterystyczne krzyżowanie dłoni wnętrzem do dołu na wysokości krocza, sygnalizują zawstydzenie lub upokorzenie. Kiedy jednak wykorzystuje je kłamca, są jeszcze jedną sztuczką mającą przekonać nas, że rozmówca w niczym nam nie zagraża. Wtedy ten gest mówi: Jestem niewinny, nawet jeśli mnie podejrzewasz. No spójrz tylko na mnie.
W swojej poprzedniej książce dużo mówiłam o zasadzie pępuszka. Zakłada ona, że podświadomie zwracamy brzuch w kierunku kogoś, kto się nam podoba lub budzi nasze zaufanie. Dzięki temu możemy z dużym prawdopodobieństwem określić, co czuje nasz rozmówca (chyba że jest mistrzem kamuflażu, który wie wszystko na temat języka ciała). Jeśli na początku rozmowy zwrócony jest do was brzuchem, a w jej trakcie wykręca się tak, że zwraca w waszą stronę jedynie głowę i szyję, znaczy to, że ma ochotę od was uciec – to ewidentny hot spot.
Wiemy już, że niewerbalne sygnały emocji, takie jak strach, złość, smutek czy zaskoczenie nie przesądzają o tym, czy ktoś kłamie, czy też nie. Nawet jeśli uda nam się dostrzec wszystkie mikroekspresje, musimy pamiętać, że ludzie odczuwają wspomniane tu emocje z wielu różnych powodów – choćby dlatego, że im nie ufacie.
I tu macie odpowiedź na pytanie, dlaczego tak duży nacisk kładę na werbalny aspekt pracy z barometrem ściemy. Zawsze zadawajcie swoim rozmówcom pytania – i to jak najwięcej pytań!
Jeden z opublikowanych niedawno w „Psychological Science in the Public Interest” artykułów wyjaśnia, dlaczego właśnie ten styl prowadzenia przesłuchań przynosi najlepsze efekty: 1. Mając więcej informacji, możemy drążyć interesującą nas historię i dzięki temu wychwytywać jej słabe punkty oraz nieścisłości. 2. Pozwalając podejrzanemu się wygadać, zyskujemy więcej danych dotyczących jego zachowań i gestów – choć żadna z tych wskazówek nie może przesądzać o jego winie lub niewinności. 3. Im więcej słów wypowiada podejrzany, tym więcej mamy materiału do analizy wypowiedzi i tym więcej wychwytujemy zmian w czasach czasowników, sposobów zastosowania zaimków osobowych i dystansujących określeń oraz innych sygnałów, o których była mowa wcześniej w rozdziale poświęconym analizie wypowiedzi (Podsłuch). 4. Podczas prowadzonego w ten sposób przesłuchania podejrzany czuje się trochę tak, jakby rozmawiał ze znajomym – napięcie opada, a on sam jest mniej skłonny do zachowań sygnalizujących niepokój. 5. Jeśli przystępujemy do przesłuchania przekonani o słuszności własnych założeń – czyli żądamy, by przesłuchiwany przyznał się do winy – zwracamy mniejszą uwagę na dowody, a nasze myśli biegną utartym torem. Tymczasem przesłuchanie oparte na zbieraniu danych pozwala nam dostrzec również inne możliwości, także te, których wcześniej nie rozważaliśmy.
Okazało się na przykład, że jeśli ktoś przysięga, że powie „prawdę, całą prawdę i tylko prawdę” – rzeczywiście stara się dotrzymać obietnicy. Jedno z badań wykazało, że dzieci w wieku od 8 do 16 lat, które przed usłyszeniem pytania obiecały mówić prawdę, przyznawały się do jakiejś przewiny osiem razy częściej niż ich rówieśnicy, którzy wcześniej nie zadeklarowali szczerości
Może się mylę... Przyjrzyjcie się zachowaniom bazowym rozmówcy oraz poszukajcie nawet najdrobniejszych odchyleń od tej normy. Tutaj najistotniejsze znaczenie będą miały sygnały świadczące o tym, że wasz rozmówca czuje się niezręcznie. Za każdym razem, gdy zauważycie hot spot, mówcie: „Być może się mylę, ale chyba dzieje się tu coś jeszcze”. „Być może się mylę, ale gdy wspomniałeś, że twoja była nie przyszła wczoraj do baru, wyglądałeś na zadowolonego”. „Być może się mylę, ale sprawiasz wrażenie, jakbyś się cieszył, że straciłeś pracę”. „Być może się mylę, ale chyba denerwujesz się jutrzejszym spotkaniem”. A co potem? Potem wystarczy zaczekać.
Etap 1: Jak powyżej: zadaj otwarte lub skłaniające do dłuższej wypowiedzi pytanie, co twój rozmówca robił w ciągu dnia. Na razie zachowaj spokój (i nie wspominaj jeszcze o zielsku z biurka). Etap 2: Zadaj kilka bardziej szczegółowych pytań dotyczących zawartości szuflady lub tego, co wasz rozmówca robił w porze lunchu. Postaraj się zbliżyć do prawdy, ale nie ujawniaj, że dysponujesz jakimś dowodem. Etap 3: W standardowej procedurze SWD ten etap się pomija, ja jednak chętnie wykorzystuję tu technikę Cii... – spytaj więc: Czy istnieje jakiś powód, dla którego nie podoba ci się pomysł, żebym przejrzała twoją szufladę? [pauza, kręcenie głową] Serio? Etap 4: Ujawnij dowód i żądaj wyjaśnień. Ponoć nie obejmowałeś dziś i nie przytulałeś żadnej koleżanki z pracy, a twoja matka mieszka daleko – skąd więc wzięła się szminka na twoim kołnierzyku?
Podobnie jak ulubiona technika porucznika Columbo, metoda SWD opiera się na starej policyjnej zasadzie: dajcie przestępcy linę, a powiesi się na niej sam. Co to oznacza? Że pozwalamy się przesłuchiwanemu wygadać, nie ujawniając własnych informacji, bo im dłużej mówi, tym więcej zyskujemy materiału do późniejszych analiz i porównań. Warunek jest jeden. Musimy podejść do przesłuchania z otwartym umysłem i bez stanowczych założeń. Dlaczego? Bo być może w jego trakcie pojawią się informacje, których nie przewidzieliśmy, prowadzące do zaskakujących wniosków. Co więcej, zachowując otwarty umysł, zachowujemy też kontrolę nad skutkami rozmowy. Jeśli się okaże, że bogu ducha winny mąż spędził przerwę na lunch na przyjęciu Betty, słodkiej 70-latki odchodzącej na emeryturę, a na pożegnanie dostał od niej całusa – pomadka na kołnierzyku nie doprowadzi do gigantycznej awantury ani do rozpadu małżeństwa i nie będzie oznaczała zawiedzionego zaufania ani bolesnych dylematów