Alan Thompson i Natalie Colbert tworzą związek, w którym nie ma miejsca na rutynę. Jednak rzeczywistość nie jest taka, jakiej oczekiwali. Alan niestrudzenie wykonuje obowiązki w firmie, nie potrafiąc szczerze porozmawiać z ojcem. Dodatkowo wciąż otaczają go demony przeszłości i nierozwiązane zagadki.
Wydarzenia sprzed dwóch lat rzutują na jego samopoczucie, więc za namową ukochanej postanawia spisać historię swoich przyjaciół. To sprawia, że pomiędzy nim a Natalie dochodzi do wielu kłótni. Alan nie spodziewał się, że prawda okaże się tak bolesna.
Czy Natalie będzie w stanie znieść kolejne kłamstwa, a w obliczu prawdy ponownie stanie u boku swojego mężczyzny? Czy ich miłość okaże się wystarczająca? Czy jednak pozostaną z niczym?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej piętnastego roku życia.
skończyłam i... płacze sobie... ta historia była cudowna i ostatecznie zawładnęła moim sercem, poznawanie losów Alana i Natalie było dla mnie świetną przygodą, a szczególnie kiedy w tle pojawiała się nierozwiązana zagadka z poprzedniej części dotyczaca ich przyjaciół, która dodawała pewnej tajemniczosci. zdecydowanie polecam przeczytać całą dylogię!!
ALAN I NATALIE TO NAJWIĘKSZE IKONY I SŁODZIAKI ŚWIATA 😭😭😭😭😭😭😭 they are the cutest !!! oczywiście bez bólu się nie obyło… ale to już kwestia przyzwyczajenia 🤠 styl pisania autorki to arcydzieło i mam ogromną nadzieję, że przeczytam kolejne jej książki na papierze <3
Alan Thompson i Natalie Colbert znajdują w sobie ukojenie po tragicznych wydarzeniach z przeszłości. Ich związek zostaje poddany próbie, gdy Alan wpada w wir pracy, a Natalie jest obdarowywana samymi kłamstwami. Czy ich miłość jest wystarczająca, aby przetrwać najgorsze?
୨୧₊˚⊹ 𝐃𝐍𝐅/𝟓 ⚝
Przyznam szczerze, że bardzo długo zbierałam się, aby sięgnąć po tę pozycję. Poprzedni tom nie spełnił moich oczekiwań, więc miałam pewne obawy, i jak się okazało, były one słuszne.
Zacznę od tego, jak bardzo polubiłam Alana w pierwszej części 𝐃𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐢 𝐀𝐥𝐥, natomiast jego historia i sama jego postać, bardzo mnie zawiodły. W mojej opinii, w ogóle nie zasługiwał na Natalie. Jego „miłość” do dziewczyny była niezbyt prawdziwa. Często jego „miłe czyny” brały się z tego, że on sam chciał poczuć się lepiej, a nie, żeby rzeczywiście okazać Natalie uczucia, jakimi ją obdarza.
Aczkolwiek, najbardziej nie podobała mi się jego chorobliwa zazdrość. Przytoczę tu sytuację, gdy Natalie musiała zrobić projekt na studia z innym studentem, a Alan, jak zwykle, wytrącony z równowagi, zrobił scenę. Wiecie, są dwa rodzaje zazdrości – taka, która może być słodka, ale też taka, która jest odrzucająca i właśnie ten rodzaj przypisałabym Alanowi.
Plusem była Natalie, którą chyba lubię najbardziej z całej dylogii. Jest urocza, zabawna i po prostu jest „naturalna”. Było mi jej naprawdę szkoda, gdy dawała Alanowi całą siebie, a on zatajał przed nią prawdę.
Jeżeli chodzi o styl pisania – nie był on najgorszy. Wiedziałam już, na co się piszę, ale mimo wszystko, nie sądziłam, że zastanę tak dużą ilość długich, monotonnych monologów, które chyba z wszystkich minusów tej historii, były najgorsze.
Okropnie nudziłam się, czytając tę historię. Akcja była bardzo przewidywalna, ciągle pojawiał się jakiś nowy wątek, który jeszcze bardziej mnie zniechęcał.
Podsumowując, zawiodłam się na tej książce, aczkolwiek zachęcam was, abyście wyrobili swoją własną opinię.
Nie spodziewałam się, że aż tak polubię tę dylogię, a zwłaszcza drugą część.
Zwykle drugie części książek są dużo gorsze niż pierwsze i się na nich zawodzę. Tutaj było zupełnie inaczej, bo ta spodobała mi się jeszcze bardziej.
Od samego początku poczułam dużą sympatię do bohaterów, a w tej części już byłam do nich przywiązana. Może właśnie dzięki temu mogłam lepiej niż w AWHIN wczuć się w ich historię. Uważam, że Alan i Natalie są wykreowani dużo lepiej niż Emily i Max. Ich czyny, choć czasem głupie, zawsze z czegoś wynikają, a na ich działania ma wpływ ich przeszłość. Poznajemy ich w zupełnie innej wersji niż w pierwszej części, bardziej złamanej i samotnej. Oboje nie radzą sobie z własnymi demonami, raniąc tym drugą osobę. Czytanie o tym było bolesne, a każdą ich szczęśliwa chwilę odbierałam dużo mocniej niż zwykle. Ich relacja jest burzliwa i pełna cierpienia. To właśnie ból połączył ich na początku, kiedy tylko się poznali i również on przypieczętował ich los po śmierci przyjaciół. Dla mnie osobiście ta część była dużo bardziej bolesna i mocniej we mnie uderzyła niż pierwsza.
Bardzo podobała mi się historia poznania bohaterów oraz fakt ilu na pozór oczywistych rzeczy nie wiedzieliśmy w poprzedniej części i dopiero tutaj wyszły one na jaw. Niektóre fakty z perspektywy Alana i Natalie wyglądały inaczej, niż zostały przedstawione w pierwszej części. Nawiązania do konkretnych zdań z AWHIN mnie zachwyciły i wielokrotnie przyprawiły o ciarki na całym ciele.
Fabularnie AON również zostało poprowadzone bardzo dobrze, chociaż w tej części autorka skupiła się na relacji między bohaterami, a nie akcji. Mam wrażenie z tym można było to trochę lepiej rozłożyć w czasie, bo przez większość książki nic się nie działo, a na samym końcu w jednym momencie zmieniło się wszystko.
Nie jestem pewna czy podoba mi się rozwiązanie wątki zabójstwa Maxa i Emily. Było to ciekawe rozwiązanie, miało sens i cieszę się, że autorka zdecydowała się na coś tak trudnego. Mam jednak wrażenie, że rozwiązanie trwało za dużo czasu, a kiedy już bohaterowie zrozumieli kto stał za śmiercią ich przyjaciół, wszystko potoczyło się zbyt szybko.
Mimo kilku niedoskonałości bardzo polecam tę dylogię.
Cudownie było wrócić do Natalie i Alana, uwielbiam ich historii a dzięki tej książce ponownie mogłam oderwać się od rzeczywistości co serio było mi potrzebne, dosłownie ponad połowę książki przeczytałam na jedno posiedzenie i niczego nie żałuję. Uwielbiam to i smutno mi że to koniec. Muszę przyznać że z chęcią przeczytałabym spin off o ich córce
Po pierwszej części, która nie była jakoś bardzo zadziwiająca, chwyciłam a drugą część, ponieważ myślałam, że będzie o wiele lepsza od pierwszej. Niestety się myliłam.
Ta część skupia się na historii Alana i Natalie. W pierwszej części uważałam ich relację za słodką i podobało mi się to ich przekomarzanie. W drugiej części owszem byli słodcy, ale ich relacja była bez wyrazu. Chodzi mi oto, że nie byli jacyś wyjątkowi i nie zapadli mi w ogóle w pamięci.
Ich historia wydawała mi się monotonna i ze strony na stronę nic się nie działo i czułam, że jakbym pominęła przez przypadek jakiś rozdział, to nic by mnie nie ominęło. Historia bardzo mnie nudziła i mimo, że była krótsza od pierwszej części, to bardzo mi się dłużyła.
Mimo, że wszystko się wyjaśnia w tej części, to nie czułam żadnej satysfakcji z tego, ponieważ tak naprawdę od początku wiedziałam jak to się zakończy. Mini plot twist na końcu jakkolwiek urozmaicił tą pozycję, ale nie znajdzie się ona na pewno w moich ulubieńcach ani w książkach, po które jeszcze kiedyś sięgnę.
"Trzymałem w objęciach kruchą istotę. Mój cały świat i przyszłość, której nie zamierzałem ponownie zmarnować"
‼️ Recenzja może zawierać spoilery ‼️
Po przeczytaniu "All we have is now" byłam szalenie ciekawa historii Alana i Natalie ponieważ polubiłam ich jako postacie drugoplanowe i nie ukrywam, że byłam ciekawa ich historii jako główni bohaterowie.
Po wydarzeniach z poprzedniej części minęło sporo czasu. Jednak nie tak łatwo jest zapomnieć o tym co wydarzyło się i ruszyć dalej nie wspominając. Alan postanawia napisać historię swoich przyjaciół i dowiedzieć się co takiego wydarzyło się, że jego najlepszy przyjaciel Max oraz Emily zginęli. Jednak powrót do przeszłości bywa szalenie bolesny i trudny.
Jednak Alan ma u swojego boku Natalie, która jest dla niego ogromnym wsparciem i zawsze jest gotowa mu pomóc i wesprzeć. Tragedia ich przyjaciół zbliżyła ich jeszcze bardziej do siebie i ich miłość stała się jeszcze silniejsza niż wcześniej.
Jednak demony przeszłości nie dają o sobie zapomnieć i w najmniej oczekiwanym momencie bez pytania o zdanie powrócą ze zdwojoną siłą. I bihaterowie będą musieli podjąć decyzję bardzo ważne, które mogą zaważyć na całej ich przyszłości. I jeden błąd a to co udało im się zbudować może runąć jak domek z kart.
Alan to bohater którego pokochałam od pierwszych stron. To jak troszczył się o Natalie rozczulało mnie bardzo mocno. Wzruszało mnie to jak bardzo starał się być jak najlepszym chłopakiem dla swojej dziewczyny. Podziwiałam go za to, że za wszelką cenę chciał poznać odpowiedzi na wydarzenia, które sprawiły, że był w tym miejscu w którym był. Pod powłoką pewnego siebie chłopaka krył się chłopak o ogromnym wrażliwym sercu, który dla swoich bliskich jest w stanie zrobić naprawdę wiele nie ważne jakie konsekwencje na niego czekają. Kocham to jak bardzo starał się pokazywać każdym najmniejszym gestem oraz słowem jak bardzo jest wdzięczny za to co ma. Jednak jak to w życiu bywa błądzi i podejmuję czasem błędne decyzje, które w konsekwencji ranią. Jednak z każdej tej sytuacji stara się wyciągnąć wnioski i nie popełniać ich po raz kolejny.
Natalie to dziewczyna, która na pozór może wydawać się pewna siebie, jednak czym bliżej się ją pozna zrozumiemy, że wcale w życiu nie miała łatwo i po prostu stara się brać to co daje życie i nie patrzeć w przeszłość. Nie pozwala sobie wejść na głowę, umiała postawić na swoim. Popełniała błędy, błądziła, ale to pokazywało, że jest tylko człowiekiem, który na uczucia i niektóre rzeczy ją bolą bardziej niż na pierwszy rzut oka może się innym wydawać.
Relacja Alana i Natalie w tej książce została przedstawiona w cudowny sposób. Jestem oczarowana tym jak wiele dla siebie znaczyli, jak ogromnym wsparciem siebie darzyli. To jak umieli siebie wzajemnie słuchać. Wiedzieli o sobie praktycznie wszystko. Umieli przyznawać się do błędów i razem dążyli do szczęśliwego związku. Ich miłość okazała się silniejsza niż wszelkie przeszkody i sytuacje w których musieli podjąć ciężkie dla siebie decyzję.
Podczas czytania tej historii nie brakowało łez. Nie będę ukrywać, że niektóre momenty w książce łamały mi serce i sprawiały, że w oczach pojawiały się łzy.
Jak mam być szczera ta historia podobała mi się jeszcze bardziej niż "All we have is now" s uwierzcie, że nie sądziłam, że jest to możliwe bo książka o Maxie i Emily nadal ma całe moje serce. Jednak historia Natalie i Alana jest o jeden stopień wyżej.
Styl pisania Dominiki jest lekki oraz przyjemny. Po tej książce się płynie. Nie nudziła mnie. Od samego początku trzyma w napięciu i niczego nie można być pewnym.
Po zakończeniu 𝘈𝘭𝘭 𝘸𝘦 𝘩𝘢𝘷𝘦 𝘪𝘴 𝘯𝘰𝘸, byłam bardzo ciekawa dalszych losów Natalie i Alana, ponieważ w pierwszym tomie bardzo ich polubiłam. Zaczynając tę powieść nie miałam jakiś dużych oczekiwań, ale książka bardzo mi się spodobała i uważam, że jest lepsza od pierwszej części.
Alan cały czas próbuje rozwiązać tajemnice z przeszłości, przez co Natalie musi walczyć o ich związek.
Natalie - Ma bardzo silny charakter i jest pewna siebie, lecz czym bliżej się ją poznaje, można zauważyć jak bardzo jest zniszczona od środka.
Alan - Po śmierci swojego najlepszego przyjaciela zamknął się w sobie. Natalie była jego jedynym ratunkiem. Dziewczyna jest dla niego ogromnym wsparciem, zawsze dla niego była, gdy tego potrzebował. Alan kochał Natalie całym sobą, bardzo się o nią troszczył i starał być dla niej jak najlepszy.
,,Z nią miałem WSZYSTKO. Bez niej nie miałem NICZEGO.”
Po bolesnych przeżyciach jakie mieliśmy okazję poznać w poprzedniej części, Natalie i Alan starają się żyć w nowej rzeczywistości jaką zesłał dla nich los. Pomimo 2 lat które minęły od straty ich najlepszych przyjaciół, oni wciąż nie doszli do siebie po tych wydarzeniach. Starają się ruszyć dalej, ale mroczną przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.
Muszę przyznać że Natalie jest jedną z moich ulubionych bohaterek, jest to postać niezwykle barwna. W tej książce nie znajdziecie czasu na nudę, Dominika zaserwuje wam wiele smutnych jak i tych wesołych momentów. Historia tej dwójki jest bardzo porywająca, i to już od samego początku. Bohaterowie przechodzą przez wiele wzlotów i upadków, ale pomimo tego i tak idą dalej przez życie razem.
Mimo trudnych przeżyć które odbiły się na bohaterach oni wciąż byli dla siebie wielkim oparciem. Dla Alana Natalie była jego jednym promykiem słońca. Prawda była taka że byli dla siebie jednym wsparciem odkąd ich przyjaciele odeszli. Muszę przyznać że to zrobiło dla mnie niesamowite wrażenie jak autorka zacisnęła więzy tej dwójki tworząc przy tym jeden organizm
Zawód jaki odczułem jest nie do opisania. Po pierwszej części liczyłem, że ta będzie o niebo lepsza, lecz teraz śmiem twierdzić, że jest odwrotnie. Historia Alana i Natalie nie przemówiła do mnie w żaden sposób. Już od początku ta relacja była dla mnie dosyć dziwna, co miało ogromne piętno na dalszą kontynuację czytania.
Muszę to powiedzieć, ale to, co łączyło głównych bohaterów było wręcz puste, a momentami bardzo naciągane. Wiem jak to zabrzmi, ale nie wiem jak to inaczej nazwać. Nie powiem, męczyłem się przy czytaniu tej pozycji. Klątwa drugiego tomu dopadła i tą pozycję i muszę to stwierdzić z ogromnych ubolewaniem. Ale żeby nie było! Jest jeden aspekt, który naprawdę mi się podobał - mianowicie ostatnie 30 stron. W porównaniu do reszty było bardzo dobrze i cieszę się, że to wszystko zostało rozegrane w ten, a nie inny sposób.
Pomysł ciekawy, ale wykonanie kiepskie. Mało uczuć, trudno było mi się zżyć z bohaterami - w pierwszej części pod tym względem było lepiej. "Tajemnica" z pierwszej części rozwiązana, ale każdy bardziej rozgarnięty czytelnik przewidział finał tej historii. I okej, można wybaczyć bo dylogia jest debiutem autorki - ale mimo wszystko niedosyt pozostaje.
Co więcej, niestety jest to kolejna książka, która nie przeszła porządnej korekty. Szanowne wydawnictwo, szanowny zespole korektorski - wykonujcie swoją robotę dobrze, proszę.
Bardzo ale to bardzo bałam się zacząć tej książki. Pierwszy tom mnie dosłownie ZNISZCZYŁ i po prostu bałam się, że tutaj stanie się to samo. Na szczęście przeżyłam, jest dobrze. W maju przeczytałam pierwszy tom i już wiedziałam, że ta dylogia zajmie specjalnie miejsce w moim sercu. AON posiada DUŻO, BARDZO DUŻO cytatów, które są refleksyjne, rozczulające albo dobijające. Moje przedłużane paznokcie ucierpiały podczas czytania tej książki ponieważ przez cały stres, który trzymał mnie czytając ją, poobgryzałam skórki i paznokcie. Jedynym minusem tej książki było to, że my już w 1 tomie dowiedzieliśmy się kto jest sprawcą całych tych wydarzeń. Ja jestem raczej fanką odkrywania prawdy wraz z bohaterem, nie lubię dowiadywać się tego wcześniej niż on. Cała ta dylogia jest ogólnie słodko-gorzka. Są momenty w których się popłaczesz, a są momenty gdy się uśmiejesz. Pomimo iż książka była dość przewidywalna to kocham ją całym sercem.
im in love! kocham ta dylogie calym sercem!! Ta czesc💋💋💋💋💋 Jestem podrazeniem jak dobra powiescia i zakonczeniem historii Emily i Maksa oraz Natalie i Alana to bylo. Nie spodziewalam sie zwrotu akcji na koncu, i zachowania alana co na sekunde mnie od niego odrzucilo (dalej darze go ta sama miloscia co wczesniej!) Natalie to najsilniejsza kobieta w calym tym opowiadaniu💍 Giga slodcy, kocham dominike! czytajcie ♾️/5⭐️
ależ skrajne opinie widzę o tym tomie, mi się podobało, dużo bardziej niż pierwszy tom, ci bohaterowie byli dla mnie o wiele bardziej przyjemni niż ci z pierwszego tomu, finalnie bawiłam się dobrze, cieszę się że dotarłam do końca tej historii, audio totalnie ratuje mi dupę, sam fakt że przesłuchałam to w 2 dni o czymś świadczy, pozdrawiam bardzo serdecznie
Na początku myślałam, że dam gorszą ocenę, ale zakończenie zmieniło moją opinią. Tutaj pojawia się ten sam problem co w 1 tomie - autorka powtarza te same informacji kilka razy. Było to trochę uciążliwe, ale koniec końców polubiłam się z tymi bohaterami i przywiązałam się do nich.
ogromnie się zawiodłam;( po pierwszym tomie miałam baardzo wysokie oczekiwania, a ten nie wzbudził w mnie żadnych emocji oprócz zażenowania, znudzenia i zmieszania