4,5 🦔
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę debiutanckiej powieści Uli Gudel, pomyślałam, że mam przed sobą jakąś karykaturę fantasy. Książkę, która będzie przedrzeźniać dobrze znane fantastyczne schematy, bawić się nimi i właściwie nie zamierza traktować siebie zbyt poważnie. Nie wiem, skąd dokładnie wzięły mi się takie skojarzenia, choć ostatecznie… aż tak bardzo się nie pomyliłam ;)
Sporą część uroku "Jaszczurki" stanowi nie do końca poważna atmosfera na jej kartach (nie wiem, jak to określić). Autorka bawi się konwencją, a jednocześnie nie pozwala, żeby humor przesłonił historię. Świat nie jest kolorową krainą wróżek – przeciwnie, mamy tu konflikty między rasami, magiczne stworzenia, politykę, tortury, skrytobójstwa. Realia przypominają alternatywne średniowiecze, tyle że na sterydach. Autorka zdaje się doskonale wiedzieć, kiedy pozwolić swojej historii mrugnąć do czytelnika, a kiedy potraktować ją zupełnie serio. Dzięki temu powieść zachowuje lekkość, nie tracąc przy tym fundamentów świata.
A świat Uli Gudel zdecydowanie zasługuje na uwagę. Szczególnie dobrze wypada dla mnie jego ekspozycja. Autorka bardzo mocno wzięła sobie do serca zasadę "show don't tell". Według mnie to było jedno z lepszych wprowadzeń do uniwersum, jakie czytałam. Najbardziej podobał mi się sposób, w jaki zostaje wprowadzony czytelnik w ten świat. Nie dostajemy od razu wykładu historii czy instrukcji obsługi otaczającej rzeczywistości. Kolejne elementy poznajemy wraz z bohaterami i wydarzeniami. To sprawia, że ekspozycja nie jest wyłącznie porcją informacji do przyswojenia, lecz częścią przygody. Już sam początek, z tajemniczą kapłanką i smokiem o dwóch głowach, sugeruje, że za tym światem kryje się znacznie więcej, niż początkowo możemy dostrzec.
Po pierwszym tomie nie wiemy jeszcze wszystkiego, ale otrzymujemy wystarczająco dużo informacji, żeby zacząć rozumieć zasady rządzące powieściową rzeczywistością. Poznajemy różne rasy i ich wzajemne antypatie, w tym konflikt elfów i ludźi, dowiadujemy się czegoś o funkcjonowaniu twierdzy, magii, medycynie oraz wojskowości. Co ważne, informacje te nie są podawane jak wykład z historii świata, lecz wynikają z tego, co dzieje się z bohaterami.
Akcja rozgrywa się między innymi na ziemiach Ha’ami – ludu dumnych wojowników, których życie podporządkowane jest rygorystycznemu prawu. To społeczność, w której każde odstępstwo od zasad może mieć bardzo poważne konsekwencje. Przybycie Eli i jej towarzysza uruchamia więc nie tylko ciąg wydarzeń, ale również odsłania pęknięcia w pozornie idealnie funkcjonującym systemie.
"Jaszczurka" to powieść fantasy z przebojową główną bohaterką - nie bez powodu właśnie taki przydomek otrzymuje protagonistka. Eli to zadziorna i momentami bezczelna dziewczyna, która zdecydowanie nie zamierza potulnie dostosować się do zasad miejsca, w którym się znalazła. Jednakże jej popisy nie służą wyłącznie temu, żeby pokazać czytelnikowi, jaka jest niesamowita. Eli ma konkretny cel - chce uratować przyjaciela, dlatego musi wkupić się w łaski mieszkańców Kamiennego Gniazda, a przy okazji odnaleźć się w świecie, którego praw właściwie nie rozumie (a jak już to też nie akceptuje). Jej działania mają więc cel, a za zadziornością i brawurą kryje się coś więcej.
Chyba dlatego tak szybko ją polubiłam. Nasza jaszczurka ma charakterek i potrafi działać na nerwy, ale jednocześnie pozostaje wiarygodną postacią. Nie jest idealna. Potrafi zirytować, bywa impulsywna, czasami podejmuje decyzje, przy których można tylko westchnąć, ale właśnie przez to wydaje się bardziej prawdziwa. Jest protagonistką, której poczynaniom chce się przyglądać, bo nigdy do końca nie wiadomo, co za chwilę zrobi.
Dużą zasługę ma tutaj również interpretacja lektora audiobooka, którego słuchałam. Dobrze dobrany głos wydobył z tej historii to co najlepsze. Podejrzewam natomiast, że gdybym zdecydowała się czytać tę książkę samodzielnie nazwy własne oraz imiona z apostrofami, mogłyby mi trochę przeszkadzać i zniechęcać do lektury. A jaka byłaby to szkoda, gdyby przez taki drobiazg ominęła mnie ta historia!
Bo "Jaszczurka" autentycznie mnie zaangażowała. Czytając, chciałam poznawać kolejnych bohaterów, dowiadywać się więcej o świecie i sprawdzić, dokąd zaprowadzą Eli jej kolejne decyzje. Przywiązałam się do postaci i zamiast odliczać strony do końca, coraz bardziej interesowało mnie, co wydarzy się dalej.
Podczas lektury myślałam, kiedy ostatnio czytając fantastykę z polskiego podwórka, czułam taki świetny, świeży klimat. Ostatecznie po "baśni o Śpiącej Królewnie" skojarzyłam tę przewrotność z atmosferą znaną z przygód pewnego wiedźmina. Również sam w sobie komizm i humor na kartach powieści przywoływały miłe skojarzenia z prozą Sapkowskiego. I wcale nie jest to wada!
Szczególnie dobrze zagrały nawiązania do grimmowskich baśni oraz historia smoka. To właśnie w takich momentach najbardziej czułam, że autorka nie chce jedynie opowiedzieć kolejnej historii fantasy, ale również pobawić się tym, co jako czytelnicy już znamy. Dlatego myślę, że fani Geralta mogą śmiało sięgnąć po tę powieść.
Ja się świetnie bawiłam, a to przecież dopiero początek zabawy! Lecę po kolejny tom!