Marta Abramowicz, autorka bestsellerowych Zakonnic, które odchodzą po cichu oraz Dzieci księży w swoim nowym reportażu przygląda się krajowi, który jeszcze do niedawna uważał się za przedmurze chrześcijaństwa a jego mieszkańcy za najlepszych katolików na świecie.
Historia laicyzacji Irlandii to historia zmiany mentalności, która zaszła w obrębie jednego pokolenia.
Z jednej strony jest to opowieść o wypaczeniach takich jak szkoły industrialne, pralnie magdalenek czy pedofilia księży, z drugiej o uwikłaniu Irlandczyków w system bliski totalitarnej kontroli, z trzeciej o rozliczeniach, które nie zadowalają nikogo, bo wzajemne prawdy zdają się wykluczać.
Przypadek Irlandii jest więc lustrem dla Polski przywracającym nadzieję na to, że zmiana jest możliwa.
To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Pozycja, którą powinna przeczytać KAŻDA osoba mieszkająca w Polsce. Rewelacyjny reportaż o Irlandii, której udało się to, co w Polsce wciąż wydaje się abstrakcją - wyrwanie się ze szponów kościoła, rozliczenie go ze wszystkich koszmarów, jakie zgotował zwykłym ludziom (w tym dzieciom!) i zmienienie prawa tak, by to nie czyjeś zasady moralne (często przemocowe) rządziły wszystkimi ludźmi w kraju. Chciałabym kiedyś zobaczyć, jak Polska wstaje z kolan. Być może kiedyś będzie mi to dane - przed nami długa droga, ale ta książka i przykład Irlandii pokazują, że to możliwe. Czytajcie, to naprawdę rewelacyjny reportaż.
„Irlandia wstaje z kolan” Marty Abramowicz to jeden z lepszych reportaży jakie czytałam w tym roku. Po pierwsze temat, który jest dla mnie bardzo istotny bo Kościół w Polsce, tak jak kiedyś w Irlandii, daje sobie prawo docydowania o moim ciele, na co nie ma mojej zgody. Całkiem niedawno na „zielonej wyspie” ponad 90% społeczeństwa chodziło w niedzielę do Kościoła, kler dyktował władzy i obywatelom co wolno a czego nie, a sam za zamkniętymi drzwiami robił co mu się podoba. Pralnie magdalenek, przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna w stosunku do podopiecznych katolickich placówek. Dalej więzienie za homoseksualizm, całkowity zakaz aborcji i jej mocna penalizacja oraz nielegalność antykoncepcji. I ciekawostka, jeszcze w latach 90-tych zakazywano oglądania niektórych filmow, np. Monty Pythona czy „Od zmierzchu do świtu” duetu Rodriguez/Tarantino. Ale to nie jest tylko historia o państwie wyznaniowym, ale przede wszystkim o tym jak ten chory system został rozwalony od środka przez konsekwentny bunt ludzi pragnących wolności, ludzi, którzy wzięli sprawy w swoje ręce i osiągneli zdawałoby się nieosiągalne. Dalej kwestia rzetelności tego reportażu, który zawiera masę informacji, ale jest to idealnie wyważone i nie ma w nim nic zbędnego, nie faszeruje nas żadnymi zapychaczami. Kolejny plus tak zwyczajny - to się po prostu świetnie czyta, ja wiem, że to frazes, ale autorka ma to mityczne lekkie pióro i ciężko było mi tę książkę odkładać. I na koniec największa dla mnie wartość dodana tego tytułu, czyli nadzieja na to, że skoro udało się w turbo katolickiej Irlandii, to i u nas kiedyś będzie normalnie.
Stosunkowo często w dyskusji różne osoby używają przykładu Irlandii jako ścieżki, którą podąża Polska jeśli chodzi o stosunki z kościołem katolickim. O ile w niektórych aspektach podobieństwa są ewidentne, to jednak sytuacja w Polsce nigdy nie była aż tak zła. Wstrząsający reportaż.
Dobra rzecz. Konkretna, trzymająca się faktów, nie jest rozwleczona. Tylko powracające porównania do sytuacji w Polsce są niepotrzebne. W niektórych miejscach dają spoko kontekst. Ale przez resztę książki czytające/y mają własne głowy i tam, gdzie sytuacja się tego domaga, same/i sobie poradzą z porównaniem i wnioskami. Trochę mniej myślenia za czytelniczki/ków i byłoby 5/5.
Tak jak sobie obiecałam powracam do tematu tego co działo się z wiarą w Irlandii i sięgam po kolejny reportaż Marty Abramowicz.
To nie jest tak, że kompletnie nic nie wiedziałam o tym co się działo w Irlandii. Jednak ta książka udowodniła mi, że o wielu rzeczach nie miałam pojęcia. Nie zdawałam sobie sprawy jaka to była monstrualna skala wpływu KK na politykę, prawo, służbę zdrowia, rozrywkę, życie małżeńskie oraz życie codzienne. Ta cała bańka musiała w końcu pęknąć. Po prostu musiała, bo za dużo cierpienia, łez oraz ograniczeń zostało zrzuconych na głowy Irlandczyków. Im dalej w las to coraz bardziej włos jeżył się na głowie i podczas słuchania audiobooka niejednokrotnie kręciłam głową z niedowierzania. Nie tak dawno czytałam "Zakonnice, które odchodzą po cichu" i tam stwierdziłam, że książka była momentami zbyt przegadana oraz schodziła z tematu przewodniego. Tutaj jest dużo, dużo lepiej. Autorka konsekwentnie trzyma się tematu, nie skacze z wątku na wątek, a już tym bardziej nie wprowadza niepotrzebnych zapychaczy.
"Zakonnice, które odchodzą po cichu" była pozycją, której dałam tylko 2 gwiazdki, bo książka była jak najbardziej w porządku, ale nic poza tym. Tutaj jest dużo, dużo, dużo lepiej. To bardzo dobra książka i daje mnóstwo do myślenia.
It wasn't a fully objective study of Irish Catholic history, I think. The author (like probably most Polish readers) is too deep in our own Catholic culture to be able to be calm on this topic. Still, Marta Abramowicz didn't hide her opinions, so one could easily separate her anger from facts.
I am not sure you can read it without emotions. I couldn't. The oppressiveness, the unfairness, and the violence were too overwhelming to stay calm. I had to make often breaks in listening to an audiobook.
Ireland got up from her knees, I hope Poland does it too. In Poland, there were no Magdalene Laundries or Industrial schools, and for a half-century of the Polish People's Republic (being one of the Eastern Bloc countries) the Roman Catholic Church was blocked from growing in power, still, for the last three decades the RCC has been trying (with some success) to turn the country back a century or two.
Believe in what you want to, just allow others to do it too.
Bolesna lektura. Wywołuje głównie frustrację, żal i rozgoryczenie, kolejny raz zmusza do tego, by zadać sobie pytanie o to, dlaczego ludzie, którzy tak wiele wymagają od innych, sami upadają tak nisko.
Mam nadzieję, że Polska faktycznie stanie się drugą Irlandią, jak to kiedyś zapowiadał jeden polityk; może nie w takim sensie, jaki miał na myśli on, ale za to pod tymi względami, o których pisze Abramowicz.
Wiele razy spotkałam się w różnych miejscach z opinią, że Polska to druga Irlandia, przynajmniej jeśli chodzi o wpływ kościoła katolickiego na codzienne życie mieszkańców i nie będę ukrywać, że przyjmowałam to twierdzenie jako pewnik. Po przeczytaniu reportażu Abramowicz wiem, że to jedna z bardziej przesadzonych ocen naszego kraju z jaką się spotkałam. Od tego co się działo w Irlandii dzieliły nas lata świetlne i całe szczęście. Oczywiście o wielu rzeczach, jak pralnie Magdalen czy odbieranie dzieci samotnym matkom, wiedziałam już dużo wcześniej, z różnych innych źródeł, ale nie miałam pojęcia jak bardzo było to umocowane systemowo, jak duży był zakres wpływów kościelnych hierarchów i jak bardzo kobiety były uprzedmiotowione w każdym aspekcie swojego funkcjonowania. Próby wyzwolenia się spod opresji okupione ciężką pracą, opisy działalności aktywistycznej, nieustannego drążenia skały, metod, które mogą sprawić, że ta walka zaczyna przynosić skutki, były dla mnie bardzo budujące, a historie poszczególnych osób wzruszające. Bardzo dużo dowiedziałam się tez na temat samej Irlandii, mówiąc szczerze, to chyba wcześniej nie wiedziałam nic, albo bardzo niewiele. Dużo czytałam i oglądałam na temat Irlandii Płn., wojny domowej, IRA, to tak. Nie miałam jednak pojęcia o strukturze społecznej, ani podziale administracyjnym, ani o tym z czego utrzymują się mieszkańcy, ani o biedzie. Wydawało mi się, że Irlandia to po prostu taka mała Anglia ze wszystkimi swobodami obywatelskimi, inkluzywnymi prawami itd. Wielokrotnie byłam zaskoczona. Kiedy później przeczytałam opowiadania Claire Keagan to czułam się jakbym dostąpiła jakiegoś specjalnego wtajemniczenia. Tę część reporterską czytało mi się świetnie, Marta Abramowicz jest bardzo dobrą pisarką, jej narrację czyta się prawie jak powieść sensacyjną, książka jest wciągająca i bardzo interesująca. Problemy miałam wtedy, kiedy pojawiały się interpretacje i przekonania autorki, z którymi zgadzam się średnio.
Przede wszystkim jestem bardzo zaskoczona tym w jaki sposób przekłada polską rzeczywistość na irlandzką na mapie czasowej – według niej lata 70 w Irlandii były jak 90 w Polsce, wtedy zaczęła się rewolucja seksualna, do tego momentu oba społeczeństwa żyły pod kloszem. Do tego w Polsce rewolucje seksualna przyniósł kapitalizm i gazetki typu „Dziewczyna”. Być ,może z perspektywy nastolatek, którymi obie wtedy byłyśmy mogło to tak wyglądać, dlatego, że właśnie wtedy zaczęłyśmy się seksualnością interesować. Jednak ja pamiętam jak kiedyś, jeszcze w latach 80 znalazłam w domu wibrator, mój tata jeździł na Węgry handlować prezerwatywami, aborcja w Polsce była legalna i przyjeżdżały ją do nas robić kobiety ze Szwecji. Oczywiście, że pozycja kobiety w społeczeństwie nie była idealna i z pewnością nie była całkiem równa, ale można się było rozwodzić, kształcić i pracować na kierowniczych stanowiskach. Odpowiedź na to dlaczego ta równość nie zaistniała na poziomie obyczajów i domów znalazłam w innej książce, „Wolnej” Lei Ypi, która napisała „Socjalizm zdołał zedrzeć chusty z głów kobiet, ale nie udało mu się zmienić myślenia ich mężów. Zerwał z kobiecych piersi zawieszone na łańcuszkach krzyżyki, ale nie potrafił zdjąć łańcuchów krępujących mózgi mężczyzn.” i według mnie jest to trafna diagnoza. Dopóki patriarchat trzyma wszystko w garści nic się nie zmieni. Wyraźnie widać to w reportażu Abramowicz w rozdziałach o irlandzkich polityczkach – jeśli tylko w ręce kobiet trafia realna władza zmiany zaczynają się dziać.
Druga rzecz, która obudziła we mnie sprzeciw, to niewypowiedziana wprost, ale wyraźnie wyczuwalna sugestia autorki, że każdy człowiek posiada jakąś duchowość i potrzebuje duchowego zaopiekowania. Dla mnie to, że osoby zdradzone i skrzywdzone przez kościół poszukują innego rodzaju wspólnot, nazwijmy to „ekumenicznych”, to raczej jest objaw syndromu sztokholmskiego i pewnego rodzaju uzależnienia, tu raczej widziałabym potrzebę terapii, która wzmocni ich pewność siebie, poczucie niezależności i decyzyjności, uwolni ich myśli. Bardzo mocno się tu z Marta Abramowicz różnimy.
Niezależnie od tego bardzo polecam „Irlandia wstaje z kolan”, jest to jeden z ciekawszych reportaży, które czytałam w ostatnim czasie. A nam, polskim kobietom, życzę żeby Polska, która nie była Irlandią kiedyś, stała się nią dla nas dziś i żeby nasza walka o pełnię praw też zakończyła się spełnieniem naszych oczekiwań.
3.5 Obyśmy mieli w Polsce drugą Irlandię. Oni przecież byli dużo głębiej w czarnej d. niż my, a jednak im się udało. (Obniżam o pół gwiazdki, bo forma mi nie podeszła. Wolę trochę inaczej pisane reportaże.)
realna ocena to coś około 3.70. no, może 3.75. tak czy inaczej, zasługuje na pociągnięcie w górę.
irlandia wstaje z kolan to przede wszystkim rzetelnie zrobiony reportaż - widać, że autorka porządnie zapoznała się z tematem, nie tylko od strony suchych faktów spod znaku "co, gdzie, kiedy", ale też z irlandią od strony kulturowej. nic dziwnego - bez tej warstwy napisanie tej książki nie byłoby możliwe.
jak zwykle, w zależności od tego, ile ktoś już wie o niechlubnej katolickiej historii niepodległej irlandii, lektura może być dużym szokiem, średnim szokiem albo żadnym szokiem - ale też nie tylko o to tutaj chodzi. choć potworności, jakich na zielonej wyspie dopuszczał się (i jakie z uporem maniaka próbował tuszować) czujący kompletną bezkarność kościół katolicki są opisane bez owijania w bawełnę, równie ważny co świadectwo historyczne jest kontekst kulturowy - i to, jak mentalność irlandczyków zmieniła się w ciągu tych stu lat, które minęły od uzyskania przez kraj niepodległości.
autorka nie unika miejscami robienia porównań z polską (tytuł książki zobowiązuje, duh), im bliżej czasów współczesnych, tym bardziej. osobiście uważam, że ciężko byłoby irlandzkie doświadczenia przełożyć 1:1 na grunt polski - jesteśmy w końcu większym krajem, mimo wszystko o innej mentalności, a i kontekst, w jakim kościół w polsce funkcjonuje różni się od tego w irlandii. tak szczerze, irlandia wstaje z kolan bardziej przedstawia dla mnie potencjalny mroczny kierunek, ku któremu polska być może zmierza (oczywiście powstanie z kolan jest jak najbardziej na plus, tylko jak wyglądała droga, która do tego prowadziła...), niż receptę na teraz. no ale ostatecznie nie uważam, żeby to działało na szkodę tej książki.
doceniam, że w swojej analizie autorka zaczęła od samych początków, to znaczy od pokazania, jak to się w ogóle stało, że kościół katolicki doszedł w irlandii do władzy niemal absolutnej. wydaje mi się, że w polsce raczej mało kto jest świadomy, jak młodym krajem tak naprawdę jest irlandia - wyspa (a właściwie jej większość) uzyskała niepodległość dopiero w 1922 roku, po kilku stuleciach życia pod brytyjską okupacją, podczas której rdzenni irlandczycy byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. (ta książka nie jest o tym, ale jeżeli ktoś ma ochotę się zasmucić i pozłościć, polecam poczytać o tym, jak mordowano język i kulturę irlandzką przed 1922 rokiem). nic dziwnego, że w tamtej sytuacji ekonomiczno-gospodarczo-politycznej kościół miał przewagę nad władzą świecką, no a dalej już też jakoś poszło...
bardzo dużo wnoszą rozmowy autorki z osobami, które przeżyły zarówno okrucieństwa irlandzkiego (głównie anty-kobiecego) prawa, pralni magdalenek, szkół przemysłowych i tak dalej, jak i czasy zmian, które nastąpiły potem. jakkolwiek brakowało mi trochę perspektywy tak zwanych zwykłych ludzi - cytowane w tekście rozmówczynie abramowicz to (o ile dobrze pamiętam - bez wyjątku) ofiary systemu, które podjęły się zostania aktywistkami na rzecz zmian - to właśnie w relacjach z tych rozmów widzę największy potencjał rozwiązań, które można by przenieść na polski grunt, a co ważniejsze - nadzieję na to, że aktywizm jednak działa. może nie błyskawicznie, może przez większość czasu niezauważalnie, ale działa, ważne tylko, żeby się nie poddawać.
najbardziej fascynujące w całej książce jest dla mnie to, jak wygląda religijny krajobraz irlandii po tym, jak już kościół został rozliczony ze swoich zbrodni. łatwo można sobie wyobrazić, że ludzie mogliby zupełnie się od katolicyzmu odwrócić - tymczasem wygląda na to, że odwrócili się jedynie od starej, skostniałej instytucji, w większości zachowując swoją duchowość. i jakkolwiek stolicy apostolskiej niezbyt się to podoba, wygląda na to, że irlandzcy kapłani poszli za swoim społeczeństwem, zamiast starać się brnąć w narzucanie sztywnej (pseudo)moralności. a najbardziej niepojęte - z perspektywy naszego kraju - jest dla mnie to, że ludzie mogą osobiście uważać aborcję czy homoseksualizm za grzechy, a jednocześnie zagłosować w narodowym referendum za prawem do aborcji i za równością małżeńską, bo potrafią oddzielić własne moralne przekonania (jakie by one nie były) od prawa innych ludzi do życia zgodnie z innymi, często przeciwnymi przekonaniami. to pewnie przez to, że irlandczycy bardzo boleśnie przekonali się, czym skutkuje oddanie pełni władzy legislacyjnej obrońcom jedynej słusznej 'moralności'. trochę mi się marzy, żeby polska mogła się nauczyć tego samego na cudzych błędach, nie naszych własnych.
czyli - pomimo często mocno dołujących treści, odbieram tę książkę raczej jako dość optymistyczną. też ciekawe.
tak czy inaczej, polecam.
ps w posłowiu autorka przytacza dwa fantastyczne irlandzkie seriale - powstały w tej dekadzie serial derry girls i dość już stary sitcom father ted. pod obiema polecajkami podpisuję się bez wahania.
Na pewno doceniam tę książkę jako takie „kompendium wiedzy” w temacie Kościoła w Irlandii po polsku, ale subiektywnie nie bardzo czegokolwiek się dowiedziałam. Najbardziej zainteresowało mnie „szkalowanie” papieża Polaka, czyli podejście krytyczne do tej postaci części kleru w Irlandii, o tym nie słyszałam. Historie wymuszanych adopcji były dla mnie szczególnie ciężkie do przebrnięcia. Poza tym raczej nie mam wrażenia, że autorka pogłębiła temat to jest szkielet wydarzeń, a nie głębokie studium. O ile nieznajomość angielskiego może nie jest dziś aż tak wielką barierą do „odcyfrowania” źródeł to jednak jest barierą w poszukiwaniu informacji, dostępie bezpośrednim do ludzi, nasiąkaniu pewnymi informacjami, zrozumieniu subtelności. No i tego mi w tej książce zabrakło, tego uczucia, że autor(ka) naprawdę dobrze zna temat, że w nim „siedzi”. Dodatkowo wydaje się, że wchodziła w pisanie z tezą, że w tej historii tkwią rozwiązania dla Polski. Ja tego nie widzę, bo kontekst kulturowo-historyczny jest skrajnie różny. Na plus wszystko ładnie, logicznie złożone w całość i sprawnie napisane.
Czytając ta książkę często były fragmenty, które w bardziej czy mniej sposób przypominały współcześnie Polskę, jak patrzymy na kościół, jak nami rządzi, tyle, że w Irlandii to było kilkadziesiąt lat temu, a u nas jest to na porządku dziennym. Irlandia odwróciła się od kościoła, gdy zobaczyła jak traktuje dzieci, problem z pedofilia, historia chłopka który został zgwałcony na pogrzebie swojego dziadka zostanie mi w głowie na dłużej, a my już od dawna o tym wiemy i nadal chodzimy na te msze. Niedowierzamy, albo nie chcemy wiedzieć, bo religia dla wielu jest jedynym oparciem w tym kraju, albo tak im się wydaje i nie mogą rozłączyć Boga od księży, którym tylko zależy na władzy.
Mimo to daje ta książka trochę nadziei, że naród może się odwrócić od tej instytucji, ale wymaga to czasu i determinacji wielu osób. Bardzo polecam, momentami trudna, ale warto przeczytać.
Ważny, poruszający reportaż o tym do czego zdolny jest Kościół katolicki w imię Boga i z Bogiem na ustach. Książka obowiązkowa dla każdego katolika, a zwłaszcza dla tych ortodoksyjnych, ale mam świadomość, że w tej ostatniej grupie mało kto sięgnie po tę książkę i po przeczytaniu wyciągnie prawidłowe wnioski. Jedyne, co mi odrobinę przeszkadzało to odautorskie komentarze, mające na celu wywołanie określonego wrażenia i skierowanie myślenia czytelnika na określone tory. Zdecydowanie wolę reportaże, w których autor jest bezstronny i nie wplata w treść prywatnych opinii. Moim zdaniem, czytelnik reportażu sam potrafi wyciągnąć wnioski z tego co czyta i skonfrontować je z własną sytuacją.
Porusza różne kwestie, a jednocześnie nie jest przegadana. To dosadny reportaż, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Dowiedziałam się z niej wielu rzeczy, na niektóre otworzyła mi oczy. Polecam!!
(Połowę czytałam w papierze, połowę w audiobooku i to jedna z niewielu pozycji, którą chyba bardziej polecam do słuchania)
Genialna, jedna z lepszych o sytuacji Irlandii i jej przemianach na przestrzeni lat. Wnikliwa, przystępna ale i dosadna. Więcej takich książek. Przeczytałam ją na raz.
Jedna z najważniejszych książek jakie przeczytałam w tym roku, autorka zrobiła kawał dobrej roboty. Przeraża mnie to, że sytuacja społeczno-polityczna w Irlandii z lat 90. tak bardzo przypominała mi obecne czasy w Polsce.
4.25🌟 myślę, że książka zasługuje conajmniej na znalezienie się na liście lektur uzupełniających. Świetną decyzją było zaznaczanie przykładów, które są paralelne do tych z Polski. Chciałabym żeby Polacy przejrzeli na oczy, kościół jest ostatnimi miejscem w jakim znajdziemy w Polsce Boga. Książka idealna dla nas, bo jak wspomniała autorka może na przykładzie kogoś innego dostrzeżemy swoje błędy. Dodatkowo dawno nie widziałam tak dobrze dobranego tytułu👏🏻
Świetny reportaż. Ja jestem fanką Abramowicz! Tematyka, którą porusza dotyka mnie bardzo. Dowiedziałam się wiele o Irlandii, o przemianach społecznych, które sprawiły że kraj tak wymodlony i katolicki poszedł w stronę świecką, chociaż wcale nie ateistyczną, bo wielu Irlandczyków wciąż identyfikuje się jako katolicy. Ale w katoliźmie zupełnie nie-polskim. Za każdym razem (niestety), gdy czytam o kościele utwierdzam się w swoim przeświadczeniu, że kościół strukturalny i hierarchiczny (nie mówię tu o "szarych wierzących") to instytucja z trupami w szafie, której legenda i potęga wraz z kolejnymi skandalami upada. I wcale mi ich nie szkoda (nie umiem być inna jak kategoryczna w sprawie systemowej przemocy czy krycia seskualnych nadużyć wobec dzieci na tak dużą skalę!). I wiecie co? Życzę nam takiego katolicyzmu jak ten teraz w Irlandii. Katolicyzmu, który wyrwał się spod toksycznych rąk Watykanu PS. Na religii mi nie powiedzieli, że kościół powołał sobie w ubiegłym wieku specjalną radę w składzie teologów, lekarzy, świeckich katolickich małżeńśtw itp która praktycznie orzekła jednogłośnie, że antykoncepcja w kościele może być OKEJ. Szok, to jednak tabletki czy prezerwetywy mogłyby nie kłócić się z nauczaniem? Hmmm... Ale po więcej zapraszam do lektury :)
“Mamo, myślę, że nie pójdę na nowennę. A kim Ty jesteś, żeby myśleć?”
To tylko jeden z wielu fragmentów, który otworzył mi oczy na to, jaki wpływ na życie w Irlandii miała wiara katolicka i jaki dalej ma na nasze życie - w Polsce.
Książka “Irlandia wstaje z kolan” obrazuje drogę walki i zwycięstwa z hegemonią kościoła katolickiego. Ważnym fragmentem jest ten mówiący o przyspieszeniu reform w latach 70-tych po to tylko, aby pontyfikat Jana Pawła II, który był ekstremalnie konserwatywny, doprowadził do powrotu ścisłych zasad kościoła.
Przykład Irlandii pokazuje, że można zjeść ciastko i mieć ciasto. Można być członkiem kościoła katolickiego, a jednocześnie szanować wybór innych ludzi dotyczący aborcji czy związków homoseksualnych. To jest możliwe!
Bardzo ważna książka, która daje nadzieję na lepsze życie wszystkich grup w jednej wspólnocie.