What do you think?
Rate this book


336 pages, Paperback
First published January 1, 1999
"W tym klasycznym filmie z roku 1951 ["Dzień, w którym Ziemia zamarła"] Michael Rennie gra przybysza z innej planety, Klaatu, który przywozi Ziemianom ultimatum: albo dołączą do Federacji Galaktycznej i wydadzą całą broń atomową jej złożonym z robotów siłom policyjnym, albo Federacja, za pomocą Gorta, potężnego robota Klaatu, spali Ziemię. Nasze uzależnienie od wojny i apokaliptycznej broni — mówił Klaatu — zagraża Galaktyce. Został przysłany, by zdusić ten nałóg w zarodku, zanim wynajdziemy podróże kosmiczne i zniszczymy Wszechświat. By dowieść, że nie żartuje, Klaatu na godzinę wyłącza elektryczność na całej planecie. Wybór między atomowym rozbrojeniem, a śmiercią planety nie powinien sprawić trudności żadnej logicznie myślącej istocie. Sprawia ją jednak przywódcom politycznym — a wszyscy są mężczyznami."
(str. 11)
"Kiedy amerykańscy żołnierze zabijają Klaatu, strzelając mu w plecy z karabinów maszynowych, Gort odnajduje jego ciało i przywraca swojego pana do życia. Klaatu nie pozwala, by Gort spalił Ziemię, ziemscy politycy zaś, choć przed chwilą ledwie uniknęli zagłady planety, nadal nie chcą wyrzec się swojej broni atomowej.
Nawet mnie, pięciolatka, uderzyła głupota tych mężczyzn. Dopiero wiele lat później, w roku 1966, służąc w armii amerykańskiej, zdałem sobie sprawę, iż tamten film aż nadto dobrze odzwierciedlał stan umysłów prawdziwych polityków i generałów i opisywał przemoc, po jaką sięgają ludzie w rzeczywistym świecie."
(str. 11-12)
"Ciekawe, że układ limbiczny nie potrafi odróżnić wściekłości racjonalnej od całkowicie nieracjonalnej (spowodowanej, powiedzmy, wyobrażonym scenariuszem). Hormony — paliwo dla wściekłości — są wydzielane obficie i automatycznie na samo wyobrażenie obrazy czy szkody. Wszystko jedno, czy to będzie intruz w kolejce, ktoś, kto kradnie ci miejsce do parkowania, twój partner czy bałwan z buszu, z półautomatycznym AK-47, zdecydowany obrabować cię przy niepotrzebnej blokadzie drogowej, wśród falujących zarośli Ugandy — nieważne. Wściekłość jest automatyczna. Nieautomatyczne jest to, co z nią robimy."
(str. 69-70)
"Swoboda seksualna kobiety czyni ojcostwo niepewnym i dlatego potrzebne są podwójne standardy seksualne. Mężczyźni, jak zobaczymy, ogólnie rzecz biorąc niewiele inwestują w dzieci, jeśli podejrzewają, że nie są ich własne. Taka inwestycja jest zbyt kosztowna. W efekcie, dzieci urodzone przez niewierne matki zazwyczaj nie otrzymują ojcowskiego wsparcia. Dzieci kobiet rozwiązłych mają zatem mniejsze szanse na przetrwanie niż dzieci kobiet konsekwentnie monogamicznych. To dlatego właśnie większość ludzi w większości kultur kładzie nacisk na wierność kobiet."
(str. 78-79)
"U mężczyzn decyzję o zabijaniu wyzwala jedna substancja chemiczna: testosteron. Testosteron obniża próg, jaki musi przekroczyć pobudzenie, by doszło do wyładowania w wiązce włókien nerwowych zwanej stria terminalis, która łączy jądro migdałowate z podwzgórzem. Testosteron uruchamia układ limbiczny, który z kolei kontroluje seks i agresję. I choćby oskarżanie testosteronu o całe zło wyrządzane przez mężczyzn było nie wiem jak banalne, nie jest wcale żartem. Testosteron to naturalna chemiczna substancja męskiej agresji."
(str. 90)
"Patrzyłem w uśmiechniętą, chciwą twarz strażnika i w lufę jego AK-47. Oto przeszkoda — pomyślałem sobie. Nawet gdybym miał przy sobie swoją czterdziestkę piątkę, musiałbym być wariatem, żeby jej użyć.
Walczyłem z pokusą wepchnięcia mu jego AK-47 tam, gdzie słońce nie dochodzi, a zamiast tego zrobiłem coś, co wcześniej robiłem już wiele razy. Powiedziałem strażnikowi, że rozumiem, jak ciężką i samotną ma pracę. Potem pochwaliłem jego obowiązkowość i wyraziłem współczucie z powodu niskich zarobków. Zachęciłem, by nadal tak sumiennie wykonywał swoje obowiązki, a następnie podziękowałem mu z góry za otwarcie bramy.
Otworzył tak ochoczo, jakby to był jego własny pomysł."
(str. 94)
"Dlaczego żołnierze gwałcą? Czy naprawdę — jak twierdzi Brownmiller — dlatego że przeznaczeniem mężczyzn jest „nienawistne ścieranie kobiet w proch i kontrolowanie ich za pomocą nieustającego strachu", a wojna dostarcza po temu dogodnych okazji?
Przy dokładniejszym zbadaniu sprawa okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Podczas wojny większość żołnierzy nie ma żadnej pewności, czy przeżyje walkę. Ponadto większość z nich to ludzie młodzi, którzy jeszcze nie spłodzili dzieci, a w tych warunkach ich szanse na ojcostwo są bardzo wątłe. Zarazem, w tej niepewnej sytuacji, nieustannie spotykają młode, płodne, piękne i pozbawione ochrony kobiety. Co więcej, podczas wojny gwałt rzadko jest karany. A jeśli z gwałtu rzeczywiście urodzi się dziecko, gwałciciel nie inwestuje ani energii, ani środków w jego utrzymanie, ponieważ nigdy nie ma całkowitej pewności, że dziecko jest jego. I wreszcie — żołnierze, którzy mogą gwałcić żony i córki wrogów, bez wątpienia odnieśli zwycięstwo. Tego rodzaju gwałt to zarazem usprawiedliwienie zwycięstwa i nagroda za nie. Krótko mówiąc, masowy gwałt to masowe zwycięstwo reprodukcyjne."
(str. 151-152)
"Wojna jest typowo męską hazardową grą reprodukcyjną. Wielu badaczy zgodnie sądzi, że celem najbardziej wartym śmiertelnego ryzyka wojny są kobiety lub zasoby atrakcyjne dla kobiet, albo takie, które mogą utrzymać więcej kobiet i ich dzieci. To coś, czego mężczyźni — czy samce małp — szukają na wojnie, to samolubne rozszerzenie bądź zabezpieczenie własnej rodziny. To dobór płciowy macho: ostateczny przejaw najwyższego możliwego ryzyka reprodukcyjnego, jakie może podjąć mężczyzna."
(str. 307)