Nie mogę powiedzieć, żeby mnie ta książka zwaliła z nóg, ale mimo to była to dobra lektura. Trafiło do mnie poczucie humoru autora, a wiele obserwacji dotyczącej afrykańsko-karaibskiej diaspory w Paryżu jest naprawdę trafnych. Nie ma tu jakiejś szczególnej fabuły. Ot, kongijski elegant zwany Zadkologiem (gdyż w tej części kobiecego ciała lubuje się najbardziej) zostaje porzucony przez swoją partnerkę, Pierwotną Barwę, która zabiera ich córkę i wyjeżdża z innym facetem do Konga - co ważne, nie tego dużego, lecz tego małego (Congo-Brazzaville; to stamtąd pochodzi autor). Zadkolog próbuje się pozbierać i w ramach terapii zaczyna spisywać swoje codzienne doświadczenia. Opisuje swoich kumpli z baru, nieznośnego sąsiada-rasistę (który, jak się okazuje, sam biały wcale nie jest), to, jak poznał Pierwotną Barwę, itd. Potrafiłam go sobie wyobrazić w tych wspaniałych, drogich garniturach skrojonych na miarę, bo już kiedyś czytałam o kongijskich dandysach należących do SAPE (Société des Ambianceurs et des Personnes Élégantes; Jacek Giszczak zachował ten skrót, cudownie tłumacząc tę nazwę jako Stowarzyszenie Amantów, Pedantów i Elegantów) - polecam wyguglować i pooglądać przed lekturą :D Dużo też w tej książce odniesień do klasyki literatury, muzyki i sztuki. Wyobraźcie sobie tylko tych czarnoskórych intelektualistów przesiadujących w barach i dyskutujących nad piwem pelforth o kondycji otaczającego ich świata, rzucając cytatami z dzieł przeróżnych.
Nie wiem, czy po lekturze "Black Bazaru" od razu bym się zdecydowała na czytanie innych książek Alaina Mabanckou, gdybym go nie zobaczyła na żywo na Literackim Sopocie w zeszły weekend. To jest naprawdę fajny człowiek! Słuchałam go z przyjemnością i to mnie zachęciło do lepszego zapoznania się z jego twórczością. Na Kindle'u czekają "Zwierzenia jeżozwierza", a na półce odkryłam "Jutro skończę dwadzieścia lat" :)