29 lutego 1956 roku w szpitalu imienia Clintona w hrabstwie Rochester rodzi się Aileen Lee Wuornos. Przychodzi na świat jako córka ledwo szesnastoletniej Diane Wuornos i przestępcy seksualnego Leo Pittmana. Samo to – młody wiek obojga rodziców, ich niestabilna sytuacja małżeńska oraz problemy z prawem Leo – nie wróżą malutkiej Aileen świetlanej przyszłości. I w istocie, dramat tego dziecka zaczyna się właściwe jeszcze przed jego narodzinami, kiedy Leo porzuca swą ciężarną żonę i kilkuletniego synka. Pozostawia ich samych, kontynuuje przestępczą działalność, po jakimś czasie trafia do więzienia, a tam – w 1971 – popełnia samobójstwo.
Lee nigdy więc nie poznała ojca, matkę zaś będzie wspominać z gorzkim uśmiechem rozczarowania na ustach; ta również ją zawiodła, ponieważ – jak Lee to określi - ,,Wycisnęła mnie z brzucha i podrzuciła dziadkom. […] Niech szczęźnie w piekle.”
Rodzice Diane nie mając praktycznie wyboru, adoptują wnuki w 1960 roku i wychowują jako własne dzieci. Sielanka jednak nie trwa długo, bo Lee od najmłodszych lat sprawia kłopoty – prócz tego, że jest nadzwyczaj krnąbrna, nieposłuszna i uparta, przejawia także niezdrowe fascynacje, a jakiś czas później, gdy odkryje prawdę o swym pochodzeniu - przeżyje prawdziwy szok i wstąpi na drogę absolutnej autodestrukcji oraz demoralizacji. Wczesna inicjacja seksualna, uzależnienie od alkoholu i narkotyków, społeczne wykluczenie, brak odpowiednich autorytetów czy wzorców do naśladowania, tylko ten proces dopełni – Aileen rzuci się w wir szaleństwa i w wir mordowania; wyładowując uśpioną agresję, zabije przynajmniej siedmiu przypadkowo napotkanych mężczyzn.
,,Monster: Aileen Wuornos, zrozumieć seryjną morderczynię” autorstwa Christophera Berry’ego Dee - jest lekturą dwojaką. Z jednej strony to przyzwoicie spisane true crime, w którym roi się od tego co w gatunku najlepsze; z drugiej - to opowieść niepozbawiana emocji. Berry – Dee zadbał o połączenie tych dwóch aspektów i co być może zaskakujące, wyszło mu to bardzo udanie. Bo pomimo szafowania faktami, nazwiskami, datami i terminologią sądowniczo – prawną, zwrócił uwagę swego odbiorcy na postać Wournos jako osoby, jako jednostki, jako człowieka i potwora w jednym; kogoś, kto skrzywdził i kto również został skrzywdzony; jako dziecka wychowanego wśród przemocy, rozczarowań, zawodów i alienacji; jako zagubionej nastolatki, jako kobiety, która prawdopodobnie chciała jedynie kochać i być kochaną.
Trudno mówić tutaj o obiektywnym postrzeganiu pełnego obrazu życia Aileen i w zasadzie, trudno też tego wymagać od kogokolwiek, skoro jej sylwetka nie jest jednoznaczną; o ile w niektórych momentach należy się wręcz dystansować wobec bezwzględnych działań seryjnej morderczyni, o tyle nie zawsze będzie to możliwe, z prostego powodu – zbyt wiele niejasnych do określenia emocji towarzyszy całej tej historii.
Berry – Dee zdaje się jednak rozumieć ów złożoność i na kartach książki rozbija ją na pomniejsze warstwy w sposób dość prosty, choć jednocześnie w miarę kategoryczny. Drąży, docieka, snuje domysły; stawia niełatwe pytania, śmiałe tezy, ciekawe analizy; prowokuje do refleksji, pochylenia się nad tematem, jego faktycznym zgłębieniem w sposób pełnowymiarowy.
Ale należy także podkreślić, że ,,Monster” zadowoli wybraną grupę odbiorców. To owszem, tytuł jak najbardziej intersujący, utrzymany w ciekawej konwencji, otwierający pole do szerokiej dyskusji oraz pozyskiwania interesujących wniosków, lecz przy tym niewystarczający dla wszystkich, którzy sprawy morderstw Aileen Wuornos znają na tyle dobrze, na ile to możliwe.