Ocena: 5⭐
Pomijając już fakt, że ta nowela dotyczy chyba mojej ulubionej ceremonii nadania 9 żywotów przy Księżycowym Kamieniu - cała historia była przedstawiona w taki sposób, że w końcu działania Czarnej Stopy, który swoją drogą zawsze był gdzieś w top moich ulubieńców, można nie tyle co usprawiedliwić, a je zrozumieć.
Czarna Stopa jawił mi się już w Super Edycji poświęconej Żółtemu Kłowi nieco inaczej - jako zwyczajny, oddany wojownik, niż ten okrutny zastępca opisywany w głównym toku fabuły i te dwa obrazy kłóciły mi się aż do "Osądu Czarnej Stopy".
Nigdy nie był "tym złym", a przynajmniej nie w takim znaczeniu tego słowa, gdy używa się go do opisania chociażby Złamanego Ogona. Lepiej pasujące do niego słowo to po prostu naiwny. Naiwny, początkowo szukający swojego miejsca w klanie, któremu tak bardzo pragnął udowodnić, że jest w stanie zrobić wszystko, by dobrze mu służyć - rozdział w którym spotyka Nocną Gwiazdę i wraca pamięcią do obozu Klanu Cienia pogrążonego w chorobie przyćmiewa nieco pretensje o śmierć Różanego Ogona czy Kamiennego Futra.
I mimo tego, że nic nie powymazuje dawnych, boleśnie opisanych w toku głównej fabuły występków, Czarna Stopa zdecydowanie zasługiwał na tą nowelę by opisać go jako kogoś więcej niż tylko bezwzględnego kata u boku tyranów. Jako kogoś z charakterem, większą głębią, oczekującego na osąd, w którym nastąpi rozliczenie z przeszłością i ulga w przyszłości.