Jump to ratings and reviews
Rate this book

Lekarze. Walka o życie

Rate this book
Paweł, Justyna, David i Piotr - zdolni i ambitni. Skończyli jeden z najbardziej prestiżowych kierunków studiów - medycynę. Na co dzień pracują w znanych miejskich i akademickich szpitalach. Stali się cenionymi, podziwianymi specjalistami.

Wybuch wojny w Ukrainie zmienił wszystko.

Z dnia na dzień zostawili swoje dotychczasowe życie i wyjechali z Polski, żeby pomagać ofiarom zbrojnego konfliktu. Zamienili nowoczesne szpitalne sale na tereny objęte działaniami wojennymi. Ratują ludzi, często operują w skrajnie trudnych warunkach. Ewakuują rannych, bywają pierwszą linią medycznego wsparcia na terenach wyzwolonych spod rosyjskiej okupacji. Mierzą się z przerażeniem i bólem ofiar, jednocześnie narażając własne życie.

Co sprawia, że ludzie są w stanie zaryzykować wszystko dla tych, których nawet nie znają? Dlaczego zamieniają wygodę, prestiż i bezpieczeństwo na polowe warunki pod ostrzałem?

320 pages, Paperback

First published October 23, 2023

3 people are currently reading
36 people want to read

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
10 (34%)
4 stars
16 (55%)
3 stars
3 (10%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 2 of 2 reviews
Profile Image for Marta Mardyła.
191 reviews58 followers
November 10, 2023
„Nigdy nie zapomnę dzieci, które chodzą w nausznikach, żeby nie słyszeć wojny”.

„Nie zdążyłem zapytać, dlaczego tu została. Co robi kobieta z trzymiesięcznym chłopcem w przyfrontowej strefie. Nie zdążyłem, bo nagle z naszej przychodni wszystkich wywiało. Zaczął się ostrzał”.

„W wielu oknach brakuje szyb, niektóre bloki oberwały, brak oznak życia. Zostali tylko ci, którzy musieli: najstarsi, najsłabsi, ci, którzy nie mieli na nowe życie w zachodniej Ukrainie, a co dopiero w Europie”.

„Patrzysz na nich i po prostu wiesz, że to są młodzi faceci, którzy zgłosili się bronić swojego kraju i żaden z nich nie przewidywał takiego scenariusza, że akurat on nie będzie miał szczęścia, że straci oczy, ucho, pół głowy, rękę albo dwie i jedną nogę. Nikt tego nie zakłada”.

„My jesteśmy to z wyboru, ich o zdanie, czy chce być na wojnie, nikt nie pytał”.

„Błoto, wojenni, posterunki – wszystko zlewa się w jedną historię, zaczynają powszednieć obrazy, które nie mają prawa powszednieć”.

„Mały mi opowiada, że byli z mamą i siostrą w domu i oglądali telewizję, i że zrobiło się bardzo głośno, usłyszał huk, potem się zrobiło Bardzo jasno, potem się zrobiło bardzo ciemno, potem, jak się znowu zrobiło jasno, dostrzegł dziurę w telewizorze i zobaczył, że jego dwuletniej siostrze oderwała się nóżka. I mówi, że potem już za dużo nie pamięta, ale że wszystko go bolało i że siostra leczy się gdzieś tam daleko, tam została, a on przyjechał tutaj się leczyć. A za nim siedziała ta jego mama, przodem bardziej do mnie, i kręciła głową ze łzami w oczach, żeby mi dać do zrozumienia, że ta siostra zginęła i żebym mu nie mówiła o tym”.

„Wtedy sobie pomyślałam, że to, co pokazują media – wybuchy, czołgi, żołnierze, rannych, jakichś polityków – że to jest obraz strasznie suchy. Do większości ludzi, którzy oglądają te rzeczy z zewnątrz, z bezpiecznego miejsca, sprzed telewizora, ten przekaz nie przemówi”.

„Ile dzieci w sumie ewakuowaliście?

Do dzisiejszego dnia 1300 dzieci. To była największa tego typu operacja, największym most życia w historii onkologii pediatrycznej”.

„To były przede wszystkim dzieci chorujące na raka, gorączkujące. Wyobraź sobie taką podróż w gorączce – masz 40 stopni, jesteś kompletnie rozbita, wszystko cię boli. A białaczka to jest właśnie coś takiego lub jeszcze gorszego. I w takim stanie musisz podróżować zimą, dobę lub dłużej, przesiadać się z autokaru do autokaru, do pociągu, czekać siedem godzin na granicy, tłumaczyć, pokazywać dokumenty, papiery… Te ewakuacje były bardzo obciążające fizycznie i emocjonalnie.

Widok tych dzieci wchodzący ch do autobusów był dla mnie bardzo trudny. Szły ze swoimi lalkami, krokodylami, misiami, jakby się nimi zajmowały, opiekowały się tymi zabawkami. Rodzic trzymał za rękę dziecko, a ono za łapkę czy na rączkach tego krokodyla. Widok dziecka z pluszakiem kojarzy się z beztroskim dzieciństwem, a tam widziałem, że tego dzieciństwa już nie ma”.

„Czego się nauczyłeś?

Tego, że we współczesnych czasach lekarz jest w stanie uratować dużą liczbę ludzi w miejscach, gdzie nie ma medyków. W świecie jest ogromna, globalna nierównowaga w tej kwestii. Jesteśmy w stanie poświęcić więcej pieniędzy na leczenie kanarka na Manhattanie niż dziecka w Afryce. Absurdy tego świata zawsze mnie wnerwiały.”

„Dlatego podjąłem się tych misji. Uznałem, że jeżeli mam do końca swojego życia, uśredniając, 30 lat, to jeżeli przywiozę 1000 dzieci, z których każde ma choćby 60 lat przed sobą, to wychodzi 60 000 lat… Warto ryzykować”.

„Jak się czujesz, kiedy wracasz do kraju po takich doświadczeniach?

Trochę tak, jakbym oglądała świat zza szyby. Ja z jednej, a reszta z drugiej strony. Jestem trochę przygaszona i nie bardzo rozumiem bieżące problemy świata. Na pewno mam dystans do problemów tutaj – z perspektywy tamtego miejsca – ekstremalnie wydumanych”.

„Czekaliśmy na kolejny wieczór. Kolejną odsłonę piekła”.
Displaying 1 - 2 of 2 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.