Życie Anny Jankowskiej wywraca się do góry nogami. Jej związek kończy się z wielkim hukiem, jedyny członek rodziny umiera, a jakby tego było mało, dziewczyna musi opuścić mieszkanie, w którym obecnie przebywa, bo jest ono własnością jej byłego narzeczonego. Kobieta chce jak najszybciej znaleźć własny kąt i tak trafia do malowniczej, lecz nieco tajemniczej Trzebieży, gdzie mieszkańcy usilnie starają się przed nią coś ukryć.
Tajemnicze wiadomości, makabryczne zdjęcia i ukryty dziennik – czy Anna zdoła to wszystko udźwignąć? Czy grozi jej niebezpieczeństwo? Do czego będzie zdolny człowiek, by dokonać makabrycznego planu zemsty? Wciągająca historia, która nawet na moment nie zwolni i trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Minęło kilka dni odkąd ją skończyłam i nadal nie wiem, co mam myśleć, dosłownie nigdy nie byłam tak zmieszana po skończeniu książki. Nawet nie jestem pewna co do oceny.
Z jednej strony mi się podobała, bo jest dom, który skrywa jakąś tajemnicę, a nikt z wioski nie chce wyjaśnić, o co chodzi; ktoś wpatruje się w ten dom - ogólnie niepokojąca sytuacja. Fajnie? Fajnie. Tyle że lepsza byłaby jako horror, gdyby pojawiły się elementy paranormalne, bo klimat bardzo do tego pasował. Całe napięcie, które czułam znikło wraz z realistycznym wyjaśnieniem wszystkich rzeczy, które się działy. Ale to może być tylko kwestia mojego nastawienia, bo na to, że będzie to horror, nie wskazywało nic oprócz kategorii na empiku (kategoria horroru na empiku często się nie zgadza).
I nadeszło zakończenie. Najpierw było świetnie, brutalnie, a główna bohaterka nie była tą nietykalną, która z najgorszej sytuacji wyjdzie cało, jakby nic się nie stało - duży plus za to. Osoby, która okazała się złym charakterem, nie przewidziałam. A później... otwarte zakończenie. Tak jakby akcja dopiero rozpoczęta, zakończyła się, zanim się zaczęła. Myślałam, że dowiem się, co się tam na końcu wydarzyło, bo było to naprawdę ciekawe, ale się myliłam i czuję się tym zawiedziona.
Specyficznie napisana, bardzo ,,swojskim” językiem, co dla niektórych będzie minusem, ale dzięki temu dla mnie ta książka była zabawna i lekka. Sama główna bohaterka niezbyt mądra, postaci raczej płaskie. Opisy pogody mi się bardzo podobały, wprowadzały super jesienny klimacik. Czy rozwiązanie zagadki było logiczne? Nie wiem, raczej nie. Czy bawiłam się dobrze przy lekturze? Tak. Potraktuję to jako moje specyficzne guilty pleasure 🤷♀️ mam nadzieję, że kilka wątków się wyjaśni w dalszej części.
Książka napisana fatalnym językiem. Autorka pisze jak uczeń ostatnich klas podstawówki, który musi wyrobić określoną ilość znaków i na każde słowo szuka jakiegoś elegantszego synonimu. Do tego opisy przyrody niczym w Panu Tadeuszu i infantylne dialogi. 3/4 książki można przebiec wzrokiem i nie stracić nic istotnego dla fabuły. Książkę przeczytałam w 2 godziny i mimo cliffhangeru, nie czuję żadnej potrzeby marnowania kolejnych z następną częścią.
W tej książce nic nie trzyma się kupy. Wprowadzeni bohaterowie są niespójni, ich działania odbiegają od nakreślonych charakterów. Fabuła jest przestawiona chaotycznie, wiele wydarzeń zupełnie bezsensowne. Niestety nic jej nie ratuje w moich oczach.
Sięgając po tę książkę, miałam nadzieję na wciągający thriller z ciekawie nakreślonymi bohaterami i dobrze budowanym napięciem. Niestety, spotkał mnie spory zawód.
Postacie wykreowane przez autorkę są płaskie, schematyczne i pozbawione głębi – trudno było mi się z nimi zżyć czy choćby poczuć cień współczucia dla głównej bohaterki, mimo że jej losy teoretycznie powinny budzić emocje. Sam pomysł na fabułę miał potencjał, ale został bardzo słabo wykorzystany. Sceneria jest nijaka, retrospekcje nużące, a dialogi tak proste, że nie wnoszą do historii absolutnie nic.
Na plus mogę zaliczyć jedynie to, że książkę czyta się szybko. Niestety, tempo akcji wcale nie idzie w parze z umiejętnym budowaniem napięcia. Wręcz przeciwnie – wszystkie próby stworzenia atmosfery grozy i niepewności wypadają sztucznie i bez wyrazu.
Wątek mordercy również rozczarowuje. Chociaż nie od razu domyśliłam się, że sprawczynią jest Olga, to jej postać wydaje się doklejona na siłę, bez odpowiedniego uzasadnienia i psychologicznego pogłębienia. Podobnie jak historia Anki, jej wątek jest mało interesujący i płasko przedstawiony.
„Sąsiadka” nie należy do najgorszych książek, jakie czytałam, ale zdecydowanie zabrakło w niej „tego czegoś”. To lektura, którą szybko się zapomina i która nie zachęca do sięgnięcia po kolejne części. Najbardziej szkoda niewykorzystanego potencjału – bo pomysł mógł dać początek naprawdę dobremu thrillerowi.
This entire review has been hidden because of spoilers.